18102017Nowości:
   |    Rejestracja

Policjanci czy bandyci w mundurach?


Wyobraźmy sobie, że ktoś zrzuca inną osobę z okna na 10 piętrze i ta osoba przed roztrzaskaniem się o ziemię umiera na zawał. Czy odpowiedzialność sprawcy będzie w jakimkolwiek zakresie mniejsza, bo przecież „przyczyną zgonu był zawał”? Powyższe nasunęło mi się na myśl, gdy czytałem, że Igor Stachowiak zmarł na skutek zażycia dopalaczy.


ilustrasi-pemukulan-_160107091052-253

Prezentowanie narracji, że przyczyną śmierci młodego mężczyzny na wrocławskim komisariacie było zażywanie dopalaczy, co miałoby zmniejszyć odpowiedzialność policjantów za jego zgon, jest cyniczne i skrajnie nieuczciwe, bo oznaczałaby, że Igor Stachowiak zmarłby bez względu na to, czy byłby rażony prądem przez policjantów, czy nie. Oczywiście istotne jest, co było bezpośrednią przyczyną zgonu, ale najważniejsze jest to, czy policjanci działali zgodnie z prawem (rażenie paralizatorem osoby leżącej w kajdankach na ziemi) i czy osoba kilkukrotnie rażona paralizatorem jest bezpieczna, czy może od tego umrzeć?

Osobiście nie mam wątpliwości, że policjanci z Wrocławia de facto pozbawili Igora Stachowiaka życia. Zapewne nie chcieli go zabić, ale wszystko wskazuje na to, że takie brutalne i bezprawne zachowanie miało miejsce nie po raz pierwszy, bo czuli się bezkarni, a to by oznaczało, że brakowało elementarnego nadzoru nad funkcjonariuszami na terenie komendy, albo przełożeni akceptują takie zachowanie.

Trudno znaleźć usprawiedliwienie dla tej sytuacji i trudno za nią obwiniać poprzednie kierownictwo Policji i poprzednią ekipę rządową, bowiem minister Zieliński nie chciał (lub nie potrafił) zmierzyć się z istniejącym problemem. Może o tym świadczyć lakoniczna i wymijająca odpowiedź na interpelację posła Jana Klawitera, który zwracał uwagę na brak przygotowania oraz brutalność policjantów podczas interwencji (http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/interpelacja.xsp?typ=INT&nr=4314).

Braki w wyszkoleniu i wyposażeniu policjantów, to sprawa oczywista, ale oczywiste jest również to, że niektórzy policjanci są brutalni w stosunku do osób, wobec których przeprowadzają interwencję. Nie ma tu większego znaczenia, czy interwencja dotyczy niewinnej osoby, czy groźnego bandyty, bo działania funkcjonariuszy powinny być zdecydowane, jeśli to uzasadnione sprawiające ból, ale bez nieuzasadnionej przemocy, bez działań mających znamiona tortur. Rażenie prądem leżącej na ziemi i zakutej w kajdanki osoby, która nie jest w stanie w jakikolwiek sposób się bronić i nie zagraża funkcjonariuszom, to złamanie prawa i policyjnych procedur, więc jeśli takie bezprawie kończy się śmiercią, winni temu powinni odpowiadać za zabójstwo.

Napisane przez:

Kontakt: strzembosz@wp.pl

Mąż Agnieszki, ojciec Jana i Joanny, mgr politologii, wiceprzewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej na Mazowszu, radny Sejmiku Mazowieckiego, autor kilku scenariuszy filmów dokumentalnych i fabularnych, miłośnik ogrodów botanicznych.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

1 komentarz dla artykułu "Policjanci czy bandyci w mundurach?"

  1. Stefan Rogut pisze:

    Czemu wypisuje Pan takie bzdury?
    Czy słyszał Pan o zamiarze bezpośrednim i ewentualnym?
    Jaki według Pana zachodzi bezpośredni związek pomiędzy użyciem /niewątpliwie bezprawnym/ paralizatora, a śmiercią człowieka?
    „Osobiście nie mam wątpliwości, że policjanci z Wrocławia de facto pozbawili Igora Stachowiaka życia.” – w oparciu o jakie przesłanki wyraża Pan taki kategoryczny pogląd?
    Myli się Pan pisząc , że trudno za zaistniałą sytuację obwiniać poprzednie kierownictwo Policji i poprzednią ekipę rządową.
    Za zaistniałą sytuację odpowiadają prawie wszystkie poprzednie ekipy rządzące i obecna. Systematycznie od kilkunastu lat obniżany był poziom szkolenia. Likwidowano szkoły policyjne, skracano czas szkolenia, rezygnowano ze szkoleń specjalistycznych czy wymaganych wcześniej szkoleń w celu uzyskania awansu. W ten sposób oszczędzano pieniądze. Zmiany w pragmatyce, zmiany wymuszone decyzjami o charakterze politycznym doprowadziły do tego że wielu doświadczonych policjantów odeszło ze służby. Przy każdej fali odejść rządzący zapewniali, że nie ma problemu bo już przyjmują tysiące nowych. I co z tego?
    Czy młody człowiek, który dopiero uczy się życia ma rozwiązywać skomplikowane problemy innych. Kto ma być dla nich wzorem, autorytetem, nauczycielem? Kolega, który przyszedł do służby pół roku wcześniej?
    W akcie desperacji zaczęto obniżać wymagania dla kandydatów bo okazało się, że ich brakuje.
    Tak się kończą próby manipulacji przy resortach siłowych pod doraźne potrzeby – i za to odpowiadają politycy i ekipy rządzące.
    Czy Pan wolałby, żeby pańskimi zębami zajmował się świeżo upieczony absolwent stomatologii czy stomatolog o wieloletniej praktyce i ugruntowanej pozycji zawodowej?
    Pojawiają się głosy że sytuację w policji może uzdrowić opcja zerowa. Kolejne brednie ludzi nie mających pojęcia o istocie rzeczy. Czym kończy się takie działanie mogli przekonać się Ukraińcy – bo podobno w Gruzji się to sprawdziło. Po przeprowadzeniu reformy na wariackich papierach wypuszczono na ulice ludzi po trzymiesięcznych kursach, a przestępczość w poszczególnych kategoriach wzrosła od 30 do 60 procent.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

304745