Czy wojna w 1939 roku musiała wybuchnąć?
POLSKA

Czy wojna w 1939 roku musiała wybuchnąć?

26/08/2018
7498 wyświetlenia
9 komentarze
18 minut czytania

Na wstępie wyjaśnienie: artykuł miał być opublikowany w okrągłą, osiemdziesiątą rocznicę faktycznego wybuchu II wojny światowej, ze względu na duże prawdopodobieństwo, że nie dożyję tej rocznicy, postanowiłem przyśpieszyć tę publikację. Mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą. Wojna światowa wybuchła 1 września 1939 roku, niektórzy wprawdzie uważają, że 3 września, a inni, że dopiero 22 czerwca 1941 roku, jednakże dzień, który ostatecznie przesądził o rozpoczęciu niemieckiej napaści na Polskę to 25 sierpień, w którym podpisano umowę brytyjsko polską, ale nie powiadomiono w należyty sposób Hitlera o jej skutkach. Skuteczne zapobieżenie największej, jak dotąd, katastrofy ludzkości, mogło być dokonane tuż po dojściu Hitlera do władzy, czyli w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. Podstawą do interwencji państw sojuszniczych było jawne złamanie traktatu […]

0


Na wstępie wyjaśnienie: artykuł miał być opublikowany w okrągłą, osiemdziesiątą rocznicę faktycznego wybuchu II wojny światowej, ze względu na duże prawdopodobieństwo, że nie dożyję tej rocznicy, postanowiłem przyśpieszyć tę publikację.

Mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą.

Wojna światowa wybuchła 1 września 1939 roku, niektórzy wprawdzie uważają, że 3 września, a inni, że dopiero 22 czerwca 1941 roku, jednakże dzień, który ostatecznie przesądził o rozpoczęciu niemieckiej napaści na Polskę to 25 sierpień, w którym podpisano umowę brytyjsko polską, ale nie powiadomiono w należyty sposób Hitlera o jej skutkach.

Skuteczne zapobieżenie największej, jak dotąd, katastrofy ludzkości, mogło być dokonane tuż po dojściu Hitlera do władzy, czyli w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. Podstawą do interwencji państw sojuszniczych było jawne złamanie traktatu wersalskiego, pisałem o tym nie dawno z racji telewizyjnego widowiska „Marszałek”.

Po drodze do wojny były jeszcze okazje do interwencji zmuszających Hitlera do wycofania się jak choćby „anschluss”, czyli zajęcie Austrii, a przede wszystkim w 1938 roku sprawa Sudetów, kiedy Hitler na wieść o francuskiej mobilizacji wpadł w przerażenie besztając Ribbentropa za wprowadzenie go błąd.

Nie popisał się również wtedy i Beck pisząc list do kapitulanta Flandina usposobionego wręcz wrogo do Polski o gotowości ze strony polskiej wypełnienia obowiązków sojuszniczych w przypadku zaangażowania się Francji w sudecką awanturę.

Flandin oczywiście nie poinformował Daladier o tym liście, który mógł wpłynąć na podtrzymanie woli oporu francuskiego premiera.

Sprawa najwyraźniej wymagała powiadomienia w formie bardzo zdecydowanej bezpośrednio całego rządu francuskiego z premierem na czele wskazując równocześnie na jak najgorsze dla Francji konsekwencje w przypadku kapitulacji przed zaborczymi zapędami Hitlera.

Ale nawet w ostatniej chwili – 26 sierpnia 1939 roku po podpisaniu sojuszniczej umowy Wk. Brytanii i Polski zaistniała szansa na odwrócenie biegu wypadków.

Jak wiemy Hitler wyznaczył datę ataku na Polskę na 26 sierpnia 1939 roku.

Po podpisaniu polsko brytyjskiej umowy w południe 25 sierpnia dokonał rzeczy niebywałej, odwołał wydane rozkazy o ataku na Polskę.

Tylko ktoś nie mający pojęcia o trybie realizacji tego rodzaju rozkazów mógł taką decyzje podjąć, bowiem wojsko było już w marszu na pozycje wyjściowe natarcia, cała olbrzymia machina wojenna ruszyła. Mimo to zawdzięczając świetnej łączności, a po trosze i łutowi szczęścia, udało się ją zatrzymać, z jednym, ale za to ważnym wyjątkiem – ataku na tunel na przełęczy jabłonkowskiej.

Miało to istotne znaczenie dla ujawnienia niemieckich planów, gorsze jednak były skutki organizacyjne i dla morale wojska niemieckiego.

Ten rozkaz Hitlera był miarą jego przerażenia widmem wojny na dwa fronty, dał temu wyraz w poprzednim roku w Berchtesgaden na wieść o mobilizacji francuskiej, wówczas jednak przyszedł mu w sukurs Mussolini, który zresztą na własną zgubę, zaoferował pośrednictwo zakończone sukcesem Hitlera w Monachium.

I tym razem szukał drogi dla spełnienia swego marzenia: – izolowania następnego przeciwnika.

Miała być nim Francja po skuszeniu Polski wspólnymi działaniami przeciwko Sowietom, kiedy jednak okazało się, że Polska wykazała się, nieodwzajemnioną zresztą, solidarnością z Francją, całe odium zostało skierowane przeciwko niej.

Pomocnym w tym niemieckim zamachu na Polskę okazał się nie tylko Stalin odwdzięczając się w swoisty sposób za polską odmowę wspólnej z Niemcami napaści na Sowiety, ale też i Francja, a szczególnie Anglia dając wyraźnie Niemcom do zrozumienia, że nie mają zamiaru bronić Polski.

Taka postawa była spowodowana obawą, że Polska może pójść na ugodę z Niemcami, bo łajdak i tchórz, jakim był Chamberlain posądza o takie same łajdactwo każdego nie wierząc, że Polska była gotowa do dotrzymania zobowiązań.

Według niego jedyną gwarancją zabezpieczenia zachodu przed pierwszym atakiem Niemiec było wystawienie na sztych Polski.

W tej niesłychanie niesprzyjającej i skomplikowanej sytuacji Polska miała jednak szanse na wyjście drogą wymuszenia odpowiedniej akcji.

Wystarczyło zażądanie jako nieodzownego elementu umowy natychmiastowej wspólnej wizyty u Hitlera ambasadorów Anglii, Francji, Polski i Belgii z „pokojową” misją i zdecydowanym ostrzeżeniem, że atak na którykolwiek z tych krajów oznacza wojnę ze wszystkimi.

Hitler po odegraniu zwyczajowego rytuału z wrzaskami na temat krzywd niemieckich, byłby zmuszony do wyrażenia zgody na pertraktacje, co już ustawiało go w roli przegranego, lub przynajmniej zastrzeżenia sobie prawa do odpowiedzi w późniejszym czasie.

Najważniejsze jednak było to, co nieuchronnie miałoby miejsce we własnym gronie, szał wściekłości na Ribbentropa mógł zakończyć się wydobyciem pistoletu i zastrzeleniem oszusta.

Takie zachowanie wymagało obezwładnienia Hitlera i skierowanie do leczenia.

O uprawnienia zastępstwa rozpoczęłaby się walka między Goeringiem i Himmlerem, przy czym niewykluczone, że zbiry z SS udusiłyby Hitlera w drodze do szpitala.

Do śmiertelnej walki o przywództwo włączyłyby się partia NSDAP z formalnym następcą Hitlera Hessem, Wehrmacht i inni pogrążając Niemcy w chaosie wojny wewnętrznej.

Byłaby to znakomita okazja do podjęcia okupacji Nadrenii, terenów plebiscytowych itp.

Nieuchronna katastrofa gospodarcza doprowadziłaby do rozpadu III Rzeszy i nawet całkowitej separacji niektórych krajów, takich jak chociażby Bawaria.

Niezależnie jednak od biegu wypadków katastrofa Niemiec byłaby nieunikniona, co dałoby Polsce wolne ręce do obrony przed ewentualną agresją sowiecką.

Również nie mając Niemców na karku Francja musiałaby zmienić swój stosunek do Sowietów mając szczególnie na względzie narastanie wewnętrznego niebezpieczeństwa bolszewizmu i doświadczenia hiszpańskie.

Plany Stalina wywołania wojny w Europie musiałyby ulec przynajmniej zwłoce do następnej okazji, a ewentualna próba podboju Finlandii napotkałaby reakcję całej Europy.

Powstaje pytanie: – dlaczego w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa nie zdobyto się na zdecydowane kroki?

Dotyczy to szczególnie postawy władz polskich, nie tylko Becka.

Można dojść do wniosku, że ludzie mający za sobą przeżycia I wojny światowej, o czym wspomniał Beck w swoim przemówieniu 5 maja 1939 roku, byli przekonani, że nawet Hitler nie jest na tyle szalony żeby wywołać nową wojnę na skalę światową.

Jakimś śladem takiego poglądu było stanowisko wyrażone przez niejakiego pana Voise – legionisty, który był szefem departamentu w MSW i miał bezpośredni kontakt ze swoim ministrem, a równocześnie premierem Sławojem – Składkowskim.

Pamiętam, że przebywając przed samą wojną u swoich przyjaciół z Legionów na Wołyniu stwierdzał, iż Hitler z całą pewnością nie pójdzie na wojnę na dwa fronty.

Stąd wydawało się, że sojusz francusko polski wzmocniony gwarancjami, a od 25 sierpnia traktatem brytyjsko polskim, jest dostatecznym argumentem do powstrzymania niemieckich zapędów.

Jednakże nawet najgłębsze przekonanie wymaga sprawdzenia i jeżeli już po drodze zaniedbało się tylu okazji do powstrzymania niemieckiej agresji to w ostatniej chwili nie wolno było z tego rezygnować.

Można sobie bez trudu wyobrazić przerażenie naszych „sojuszników” w obliczu polskiego kategorycznego żądania złożenia wspólnej deklaracji Hitlerowi.

Mając jednak jako alternatywę możliwość wyrażenia przez Polskę zgody na pertraktacje z Niemcami i otwarcia drogi na inwazję Francji musieliby się zgodzić.

Powstrzymanie ataku na Polskę otwierało różne możliwości rozwoju wypadków, dla nas jednak najważniejsze było uniknięcie najgorszego ze wszystkich złych losów jakie mogły nas spotkać, a które dotknęły nas w wyniku oczywistej zdrady popełnionej osobiście przez Chamberlaina i Daladier.

Uniknięcie wojny nie musiało oznaczać natychmiastowego upadku hitlerowskich Niemiec, była jeszcze w zapasie możliwość ekspansji na Bałkany, a szczególnie na Rumunię, cenną ze względu na naftę.

Hitler jakby przewidując taką sytuację sformułował wobec Polski bardzo oględnie swoje żądania i ze strony polskiej bez poświęcania „honoru” można było podjąć pertraktacje.

Decyzja jednak w tym względzie nie należała do Becka, ale do Rydza, tylko że to Hitler a nie Polska znalazłby się w trudnej sytuacji mając jako alternatywę fiaska negocjacji wojnę na dwa fronty.

Wyjście z twarzą dawały mu ewentualne polskie kontrpropozycje, o których nie dawno pisałem,

W samych Niemczech ogłoszenie „uratowania pokoju” spotkałoby się z pozytywną reakcją nawet wśród kół wojskowych, które uznawały, że Niemcy nie są jeszcze do wojny gotowe.

Hitler mógł wykorzystać takie rozwiązanie na swoją korzyść gdyby wykazał się odpowiednią odpornością nerwową, na to jednak trudno było liczyć.

Generalne zastrzeżenie jest jednak takie, że pewność na uratowanie pokoju, a nawet więcej uniknięcia groźby hitleryzmu i bolszewizmu, istniała jeszcze w pierwszych latach władzy Hitlera, każde późniejsze rozwiązanie musiało się liczyć z narastaniem niebezpieczeństwa wojny i panowania zbrodniczego totalitaryzmu.

O kapitulacji przed Hitlerem nie warto nawet wspominać, nikt w Polsce na to by się nie zgodził. Snute na ten temat fantazje są bez sensu i dziwię się, że Romuald Szeremietiew poświęcił im tyle mozołu.

Możliwe było jedynie przystąpienie do paktu antykominternowskiego, ale na polskich warunkach z przejęciem inicjatywy w odniesieniu do wciągnięcia doń innych państw, które nie chciały się zgodzić na dyktat niemiecki.

W przypadku podjęcia wspólnej wojny prewencyjnej z Sowietami można było liczyć na powtórkę z Brześcia, do czego był skłonny Stalin, lub niewątpliwe zwycięstwo mając na względzie zupełnie inne podejście Polski do tej wojny.

Rzucenie hasła dzielenia ziemi kołchozowej i sowchozowej uruchomiłoby powszechną ucieczkę z frontu, podobnie jak hasło Lenina w 1917 roku.

Również powołanie rosyjskiej armii wyzwoleńczej stworzyłoby warunki dla wywołania wojny domowej, w której bolszewicy nie mieliby szans na zwycięstwo.

Przecież Hitler miał zwycięstwo z Sowietami w kieszeni, ale pozostawienie kołchozów i sowchozów połączone z mordowaniem jeńców obróciło się przeciw niemu i stworzyło możliwość utrzymania oporu, a przy pomocy alianckiej i ostatecznego pokonania Niemiec.

Cała pisanina na ten temat nie miałaby większego sensu gdyby nie przydatność przypomnienia ówczesnych doświadczeń w aspekcie potrzeb dnia dzisiejszego.

Stan Europy po upadku Sowietów jest równie chwiejny jak i przed wojną.

Podobnie nieobliczalny jest w skutkach sojusz, a raczej spisek niemiecko rosyjski.

Jak na razie dotyczy to stosunków gospodarczych uzależniających Europę od dostaw rosyjskiego gazu kontrolowanych przez Niemcy.

W ślad za tym idzie jednak wyraźna dominacja polityczna szczególnie w odniesieniu do Polski i to jest przyczyna tak bezwzględnego ataku na obecne władze w Polsce, bowiem zasygnalizowały one chęć uwolnienia się od tej dominacji.

Jest to tylko niewielki fragment niezawisłości dotyczący głównie wymiaru sprawiedliwości, ale i to wystarcza do zmobilizowania potężnych sił przeciwko Polsce.

Rozumowanie jest całkowicie przejrzyste: – nie można dopuścić do jakiegokolwiek uszczerbku zależności gdyż wywoła to następne żądanie poszerzenia zakresu niezawisłości.

Polska osamotniona nie ma wielkich szans na wygranie tej batalii, pomoc Węgier znajdujących się w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej to stanowczo za mało. Należy szukać sojuszników w innych krajach i to nie pod hasłem wyjścia z UE, ale jej wzmocnienia przez budowanie solidarności europejskiej, a nie służenia wyimaginowanemu „superpaństwu”, czym w interesie Niemiec staje się obecna UE.

Na tym tle należy również rozpatrywać ideę „Międzymorza”, nie może być to twór konkurencyjny dla UE, ale wyłącznie porozumienie zmierzające do tworzenia solidarnej Europy wolnych narodów formujących swoje państwa według własnej tradycji i woli obywateli, a nie ślepo poddanych prowincji.

Głównym zadaniem tak pomyślanej i zapewne upragnionej przez ludy europejskie wspólnoty jest wolny przepływ ludzi i idei, równouprawniony wspólny rynek i wspólna obrona przed zewnętrzną inwazją w każdej formie w celu zachowania wartości europejskiej kultury wyrosłej na gruncie chrześcijańskiej moralności.

Nie miejmy złudzeń obecna Europa ze swoimi podziałami, najazdem imigracyjnym, promocją destrukcji kulturalnej i moralnej, zmierza do totalnej katastrofy.

Jedynym sposobem na jej uratowanie jest powrót do korzeni dających siły przetrwania i nadzieje na perspektywy rozwojowe.

W rocznicę wybuchu najstraszniejszej w dziejach ludzkości wojny warto o tym przypomnieć, jako że ta wojna i jej skutki, które przeżywamy do dziś, są niczym innym jak zapowiedzią tego co nas czeka, jeżeli poddamy się szatańskim siłom.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

767 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816