Czy wojna w 1939 roku musiała wybuchnąć?
POLSKA

Czy wojna w 1939 roku musiała wybuchnąć?

26/08/2018
928 wyświetlenia
8 komentarze
18 minute czytania

Na wstępie wyjaśnienie: artykuł miał być opublikowany w okrągłą, osiemdziesiątą rocznicę faktycznego wybuchu II wojny światowej, ze względu na duże prawdopodobieństwo, że nie dożyję tej rocznicy, postanowiłem przyśpieszyć tę publikację. Mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą. Wojna światowa wybuchła 1 września 1939 roku, niektórzy wprawdzie uważają, że 3 września, a inni, że dopiero 22 czerwca 1941 roku, jednakże dzień, który ostatecznie przesądził o rozpoczęciu niemieckiej napaści na Polskę to 25 sierpień, w którym podpisano umowę brytyjsko polską, ale nie powiadomiono w należyty sposób Hitlera o jej skutkach. Skuteczne zapobieżenie największej, jak dotąd, katastrofy ludzkości, mogło być dokonane tuż po dojściu Hitlera do władzy, czyli w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. Podstawą do interwencji państw sojuszniczych było jawne złamanie traktatu […]



Na wstępie wyjaśnienie: artykuł miał być opublikowany w okrągłą, osiemdziesiątą rocznicę faktycznego wybuchu II wojny światowej, ze względu na duże prawdopodobieństwo, że nie dożyję tej rocznicy, postanowiłem przyśpieszyć tę publikację.

Mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą.

Wojna światowa wybuchła 1 września 1939 roku, niektórzy wprawdzie uważają, że 3 września, a inni, że dopiero 22 czerwca 1941 roku, jednakże dzień, który ostatecznie przesądził o rozpoczęciu niemieckiej napaści na Polskę to 25 sierpień, w którym podpisano umowę brytyjsko polską, ale nie powiadomiono w należyty sposób Hitlera o jej skutkach.

Skuteczne zapobieżenie największej, jak dotąd, katastrofy ludzkości, mogło być dokonane tuż po dojściu Hitlera do władzy, czyli w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. Podstawą do interwencji państw sojuszniczych było jawne złamanie traktatu wersalskiego, pisałem o tym nie dawno z racji telewizyjnego widowiska „Marszałek”.

Po drodze do wojny były jeszcze okazje do interwencji zmuszających Hitlera do wycofania się jak choćby „anschluss”, czyli zajęcie Austrii, a przede wszystkim w 1938 roku sprawa Sudetów, kiedy Hitler na wieść o francuskiej mobilizacji wpadł w przerażenie besztając Ribbentropa za wprowadzenie go błąd.

Nie popisał się również wtedy i Beck pisząc list do kapitulanta Flandina usposobionego wręcz wrogo do Polski o gotowości ze strony polskiej wypełnienia obowiązków sojuszniczych w przypadku zaangażowania się Francji w sudecką awanturę.

Flandin oczywiście nie poinformował Daladier o tym liście, który mógł wpłynąć na podtrzymanie woli oporu francuskiego premiera.

Sprawa najwyraźniej wymagała powiadomienia w formie bardzo zdecydowanej bezpośrednio całego rządu francuskiego z premierem na czele wskazując równocześnie na jak najgorsze dla Francji konsekwencje w przypadku kapitulacji przed zaborczymi zapędami Hitlera.

Ale nawet w ostatniej chwili – 26 sierpnia 1939 roku po podpisaniu sojuszniczej umowy Wk. Brytanii i Polski zaistniała szansa na odwrócenie biegu wypadków.

Jak wiemy Hitler wyznaczył datę ataku na Polskę na 26 sierpnia 1939 roku.

Po podpisaniu polsko brytyjskiej umowy w południe 25 sierpnia dokonał rzeczy niebywałej, odwołał wydane rozkazy o ataku na Polskę.

Tylko ktoś nie mający pojęcia o trybie realizacji tego rodzaju rozkazów mógł taką decyzje podjąć, bowiem wojsko było już w marszu na pozycje wyjściowe natarcia, cała olbrzymia machina wojenna ruszyła. Mimo to zawdzięczając świetnej łączności, a po trosze i łutowi szczęścia, udało się ją zatrzymać, z jednym, ale za to ważnym wyjątkiem – ataku na tunel na przełęczy jabłonkowskiej.

Miało to istotne znaczenie dla ujawnienia niemieckich planów, gorsze jednak były skutki organizacyjne i dla morale wojska niemieckiego.

Ten rozkaz Hitlera był miarą jego przerażenia widmem wojny na dwa fronty, dał temu wyraz w poprzednim roku w Berchtesgaden na wieść o mobilizacji francuskiej, wówczas jednak przyszedł mu w sukurs Mussolini, który zresztą na własną zgubę, zaoferował pośrednictwo zakończone sukcesem Hitlera w Monachium.

I tym razem szukał drogi dla spełnienia swego marzenia: – izolowania następnego przeciwnika.

Miała być nim Francja po skuszeniu Polski wspólnymi działaniami przeciwko Sowietom, kiedy jednak okazało się, że Polska wykazała się, nieodwzajemnioną zresztą, solidarnością z Francją, całe odium zostało skierowane przeciwko niej.

Pomocnym w tym niemieckim zamachu na Polskę okazał się nie tylko Stalin odwdzięczając się w swoisty sposób za polską odmowę wspólnej z Niemcami napaści na Sowiety, ale też i Francja, a szczególnie Anglia dając wyraźnie Niemcom do zrozumienia, że nie mają zamiaru bronić Polski.

Taka postawa była spowodowana obawą, że Polska może pójść na ugodę z Niemcami, bo łajdak i tchórz, jakim był Chamberlain posądza o takie same łajdactwo każdego nie wierząc, że Polska była gotowa do dotrzymania zobowiązań.

Według niego jedyną gwarancją zabezpieczenia zachodu przed pierwszym atakiem Niemiec było wystawienie na sztych Polski.

W tej niesłychanie niesprzyjającej i skomplikowanej sytuacji Polska miała jednak szanse na wyjście drogą wymuszenia odpowiedniej akcji.

Wystarczyło zażądanie jako nieodzownego elementu umowy natychmiastowej wspólnej wizyty u Hitlera ambasadorów Anglii, Francji, Polski i Belgii z „pokojową” misją i zdecydowanym ostrzeżeniem, że atak na którykolwiek z tych krajów oznacza wojnę ze wszystkimi.

Hitler po odegraniu zwyczajowego rytuału z wrzaskami na temat krzywd niemieckich, byłby zmuszony do wyrażenia zgody na pertraktacje, co już ustawiało go w roli przegranego, lub przynajmniej zastrzeżenia sobie prawa do odpowiedzi w późniejszym czasie.

Najważniejsze jednak było to, co nieuchronnie miałoby miejsce we własnym gronie, szał wściekłości na Ribbentropa mógł zakończyć się wydobyciem pistoletu i zastrzeleniem oszusta.

Takie zachowanie wymagało obezwładnienia Hitlera i skierowanie do leczenia.

O uprawnienia zastępstwa rozpoczęłaby się walka między Goeringiem i Himmlerem, przy czym niewykluczone, że zbiry z SS udusiłyby Hitlera w drodze do szpitala.

Do śmiertelnej walki o przywództwo włączyłyby się partia NSDAP z formalnym następcą Hitlera Hessem, Wehrmacht i inni pogrążając Niemcy w chaosie wojny wewnętrznej.

Byłaby to znakomita okazja do podjęcia okupacji Nadrenii, terenów plebiscytowych itp.

Nieuchronna katastrofa gospodarcza doprowadziłaby do rozpadu III Rzeszy i nawet całkowitej separacji niektórych krajów, takich jak chociażby Bawaria.

Niezależnie jednak od biegu wypadków katastrofa Niemiec byłaby nieunikniona, co dałoby Polsce wolne ręce do obrony przed ewentualną agresją sowiecką.

Również nie mając Niemców na karku Francja musiałaby zmienić swój stosunek do Sowietów mając szczególnie na względzie narastanie wewnętrznego niebezpieczeństwa bolszewizmu i doświadczenia hiszpańskie.

Plany Stalina wywołania wojny w Europie musiałyby ulec przynajmniej zwłoce do następnej okazji, a ewentualna próba podboju Finlandii napotkałaby reakcję całej Europy.

Powstaje pytanie: – dlaczego w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa nie zdobyto się na zdecydowane kroki?

Dotyczy to szczególnie postawy władz polskich, nie tylko Becka.

Można dojść do wniosku, że ludzie mający za sobą przeżycia I wojny światowej, o czym wspomniał Beck w swoim przemówieniu 5 maja 1939 roku, byli przekonani, że nawet Hitler nie jest na tyle szalony żeby wywołać nową wojnę na skalę światową.

Jakimś śladem takiego poglądu było stanowisko wyrażone przez niejakiego pana Voise – legionisty, który był szefem departamentu w MSW i miał bezpośredni kontakt ze swoim ministrem, a równocześnie premierem Sławojem – Składkowskim.

Pamiętam, że przebywając przed samą wojną u swoich przyjaciół z Legionów na Wołyniu stwierdzał, iż Hitler z całą pewnością nie pójdzie na wojnę na dwa fronty.

Stąd wydawało się, że sojusz francusko polski wzmocniony gwarancjami, a od 25 sierpnia traktatem brytyjsko polskim, jest dostatecznym argumentem do powstrzymania niemieckich zapędów.

Jednakże nawet najgłębsze przekonanie wymaga sprawdzenia i jeżeli już po drodze zaniedbało się tylu okazji do powstrzymania niemieckiej agresji to w ostatniej chwili nie wolno było z tego rezygnować.

Można sobie bez trudu wyobrazić przerażenie naszych „sojuszników” w obliczu polskiego kategorycznego żądania złożenia wspólnej deklaracji Hitlerowi.

Mając jednak jako alternatywę możliwość wyrażenia przez Polskę zgody na pertraktacje z Niemcami i otwarcia drogi na inwazję Francji musieliby się zgodzić.

Powstrzymanie ataku na Polskę otwierało różne możliwości rozwoju wypadków, dla nas jednak najważniejsze było uniknięcie najgorszego ze wszystkich złych losów jakie mogły nas spotkać, a które dotknęły nas w wyniku oczywistej zdrady popełnionej osobiście przez Chamberlaina i Daladier.

Uniknięcie wojny nie musiało oznaczać natychmiastowego upadku hitlerowskich Niemiec, była jeszcze w zapasie możliwość ekspansji na Bałkany, a szczególnie na Rumunię, cenną ze względu na naftę.

Hitler jakby przewidując taką sytuację sformułował wobec Polski bardzo oględnie swoje żądania i ze strony polskiej bez poświęcania „honoru” można było podjąć pertraktacje.

Decyzja jednak w tym względzie nie należała do Becka, ale do Rydza, tylko że to Hitler a nie Polska znalazłby się w trudnej sytuacji mając jako alternatywę fiaska negocjacji wojnę na dwa fronty.

Wyjście z twarzą dawały mu ewentualne polskie kontrpropozycje, o których nie dawno pisałem,

W samych Niemczech ogłoszenie „uratowania pokoju” spotkałoby się z pozytywną reakcją nawet wśród kół wojskowych, które uznawały, że Niemcy nie są jeszcze do wojny gotowe.

Hitler mógł wykorzystać takie rozwiązanie na swoją korzyść gdyby wykazał się odpowiednią odpornością nerwową, na to jednak trudno było liczyć.

Generalne zastrzeżenie jest jednak takie, że pewność na uratowanie pokoju, a nawet więcej uniknięcia groźby hitleryzmu i bolszewizmu, istniała jeszcze w pierwszych latach władzy Hitlera, każde późniejsze rozwiązanie musiało się liczyć z narastaniem niebezpieczeństwa wojny i panowania zbrodniczego totalitaryzmu.

O kapitulacji przed Hitlerem nie warto nawet wspominać, nikt w Polsce na to by się nie zgodził. Snute na ten temat fantazje są bez sensu i dziwię się, że Romuald Szeremietiew poświęcił im tyle mozołu.

Możliwe było jedynie przystąpienie do paktu antykominternowskiego, ale na polskich warunkach z przejęciem inicjatywy w odniesieniu do wciągnięcia doń innych państw, które nie chciały się zgodzić na dyktat niemiecki.

W przypadku podjęcia wspólnej wojny prewencyjnej z Sowietami można było liczyć na powtórkę z Brześcia, do czego był skłonny Stalin, lub niewątpliwe zwycięstwo mając na względzie zupełnie inne podejście Polski do tej wojny.

Rzucenie hasła dzielenia ziemi kołchozowej i sowchozowej uruchomiłoby powszechną ucieczkę z frontu, podobnie jak hasło Lenina w 1917 roku.

Również powołanie rosyjskiej armii wyzwoleńczej stworzyłoby warunki dla wywołania wojny domowej, w której bolszewicy nie mieliby szans na zwycięstwo.

Przecież Hitler miał zwycięstwo z Sowietami w kieszeni, ale pozostawienie kołchozów i sowchozów połączone z mordowaniem jeńców obróciło się przeciw niemu i stworzyło możliwość utrzymania oporu, a przy pomocy alianckiej i ostatecznego pokonania Niemiec.

Cała pisanina na ten temat nie miałaby większego sensu gdyby nie przydatność przypomnienia ówczesnych doświadczeń w aspekcie potrzeb dnia dzisiejszego.

Stan Europy po upadku Sowietów jest równie chwiejny jak i przed wojną.

Podobnie nieobliczalny jest w skutkach sojusz, a raczej spisek niemiecko rosyjski.

Jak na razie dotyczy to stosunków gospodarczych uzależniających Europę od dostaw rosyjskiego gazu kontrolowanych przez Niemcy.

W ślad za tym idzie jednak wyraźna dominacja polityczna szczególnie w odniesieniu do Polski i to jest przyczyna tak bezwzględnego ataku na obecne władze w Polsce, bowiem zasygnalizowały one chęć uwolnienia się od tej dominacji.

Jest to tylko niewielki fragment niezawisłości dotyczący głównie wymiaru sprawiedliwości, ale i to wystarcza do zmobilizowania potężnych sił przeciwko Polsce.

Rozumowanie jest całkowicie przejrzyste: – nie można dopuścić do jakiegokolwiek uszczerbku zależności gdyż wywoła to następne żądanie poszerzenia zakresu niezawisłości.

Polska osamotniona nie ma wielkich szans na wygranie tej batalii, pomoc Węgier znajdujących się w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej to stanowczo za mało. Należy szukać sojuszników w innych krajach i to nie pod hasłem wyjścia z UE, ale jej wzmocnienia przez budowanie solidarności europejskiej, a nie służenia wyimaginowanemu „superpaństwu”, czym w interesie Niemiec staje się obecna UE.

Na tym tle należy również rozpatrywać ideę „Międzymorza”, nie może być to twór konkurencyjny dla UE, ale wyłącznie porozumienie zmierzające do tworzenia solidarnej Europy wolnych narodów formujących swoje państwa według własnej tradycji i woli obywateli, a nie ślepo poddanych prowincji.

Głównym zadaniem tak pomyślanej i zapewne upragnionej przez ludy europejskie wspólnoty jest wolny przepływ ludzi i idei, równouprawniony wspólny rynek i wspólna obrona przed zewnętrzną inwazją w każdej formie w celu zachowania wartości europejskiej kultury wyrosłej na gruncie chrześcijańskiej moralności.

Nie miejmy złudzeń obecna Europa ze swoimi podziałami, najazdem imigracyjnym, promocją destrukcji kulturalnej i moralnej, zmierza do totalnej katastrofy.

Jedynym sposobem na jej uratowanie jest powrót do korzeni dających siły przetrwania i nadzieje na perspektywy rozwojowe.

W rocznicę wybuchu najstraszniejszej w dziejach ludzkości wojny warto o tym przypomnieć, jako że ta wojna i jej skutki, które przeżywamy do dziś, są niczym innym jak zapowiedzią tego co nas czeka, jeżeli poddamy się szatańskim siłom.

Inne zapisy autora:

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

529 publikacje
0 komentarze
 

  1. zjanusz

    Mimo wszystko życzę Panu jeszcze trochę życia. Wiem, na biologię nie ma rady, ale brak mi będzie Pańskich artykułów mimo, że nie do końca się zgadzałem z niektórymi zawartymi w nich informacjami i tezami. Swoim artykułem potwierdza Pan, że polska sanacyjna dyplomacja nie stanęła na wysokości zadania i do końca zachowywały się służalczo wobec “sojuszników” nie starając się prowadzić rozsądnej polityki opartej na rzetelnych informacjach i analizach.
    .
    Jednostronne gwarancje brytyjskie z 31 marca 1939 w stosunku do Polski i późniejszy traktat sojuszniczy zawarty 25 sierpnia 1939 pomiędzy Wielką Brytanią a Polską trudno było interpretować inaczej jak skierowanie przez Anglików agresji Hitlera w stronę Polski. Dla Polski był to angielski pocałunek śmierci, jak się wyraził Antoni Gut w swoim wpisie na FB. Hitler odczytywał to jednoznacznie. Był pewien, że jeśli zaatakowałby Zachód, to natychmiast Polska honorowo wywiązałaby się ze swoich sojuszniczych zobowiązań. Jeśli natomiast zaatakuje Polskę, to z dużym prawdopodobieństwem Francja i Anglia postąpią tak samo jak przy poprzednich agresjach na Austrię i Czechy, czyli ponownie ogłoszą swoim rodakom i światu, że znowu “nic się nie stało”.
    .

    Podzielam Pańskie poglądy na obecną sytuację i tak samo uważam, że Unię trzeba zmienić, a nie z niej wychodzić. Problemem jest to, że nasze obecne władze nie dbają o polską rację stanu i polskie interesy, podobnie jak nie dbały rządy sanacyjne. Więc co tu mówić o Polskiej roli w odnowie Europy skoro Polacy nie potrafią najpierw zadbać o swój kraj, o Polskę.
    Żurek Janusz

  2. pablo3 pablo3

    tym razem, kompletnie sie nie zgodze z szanownym Panem Andrzejem. slabosc naszego sojuszu z aliantami polegala na tym, ze nie dawala nam gwarancji nienaruszalnosci naszych granic wschodnich, co winno byc podstawa takiego aliansu. z drugiej strony, sytuacja geopolityczna wygladala w ten sposob, ze ciezko bylo wywalczyc w tamtych warunkach inne umowy.

    dotychczas bylem bardzo krytyczny wobec elity sanacyjnej, za totalna porazke poniesiona w czasie II wojny swiatowej. jednak obecnie, zmienilem zdanie. jedyny korzystny dla nas sojusz, moglismy zawrzec z Niemcami, na co byly przeslanki od momentu dojscia do wladzy Hitlera, jego zdecydowanej wolcie w polityce miedzynarodowej w kierunku polskim, czego efektem byla polsko – niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy we wzajmnych stosunkach z 1934 roku. oczywiscie wiazalo sie to z w dluzszej perspektywie czasu, z wzajmnymi ustepstwami ze strony takich sojusznikow. i tutaj nastapila glowna os sporu. to nie jest prawda, ze nie moglismy sie porozumiec w sprawie Gdanska czy korytarza do Prus. kluczowym elementem byla Ukraina i zdecydowane odrzucenie przez polskich strategow, oddania nad nia wplywow, w rece niemieckie. jak widzimy obecnie, kwestia Ukrainy jest do dnia dzisiejszego fundamentalna koscia niezgody w stosunkach polsko – niemieckich, gdyz pozbawienie sie wplywow na jej terytorium skutkuje wlasciwie pelna zaleznoscia drugiego partnera. w ten sposob sojusz niemiecko – polski nie moze zostac zaklepany do konca.

    jak sie okazuje po rezultatach II wojny swiatowej, Polska poniosla wkalkulowana porazke, stracily duze terytorium, ale rowniez zyskala sporo ziem. niestety zakonczylo sie to rowniez utrata niepodleglosci, wielkimi ofiarami ludzkimi, sowietyzacja i zaleznoscia, ale z drugiej strony polskiej panstwowosci udalo sie przetrwac. sojusz z Niemcami, na ich warunkach, mogl spowodowac o wiele wieksze reperkusje. natomiast, Niemcy poniesli druzgocaca kleske, powazne straty ludzkie i terytorialne, a przy tym mogli dostrzec wyraznie, ze zabraklo im kluczowego wsparcia w tej czesci Europy, szczegolnie Polski.

    dzisiaj niestety Niemcy kontynuuja swoja szalencza polityke na Ukrainie. nie rozumieja, ze w Polsce nie ma zgody na dominacje Niemcow na Ukrainie. niemiecko – ukrainskie porozumienie moze byc jedynie wielkim oslabieniem Polski i ciosem wymierzonym w nasza podmiotowosc, wiec w ten sposob Niemcy popychaja nas tylko w rece Rosjan, jak podczas II wojny swiatowej.

    dlatego, sanacja stanela na wysokosci zadania w wymiarze dyplomatycznym. inna sprawa, ze moglismy przygotowac sie lepiej do wojny. ale moze na to zabraklo czasu i trzeba by sie tez odniesc do szeregu problemow wewnetrznych i gospodarczych. to juz jednak, zupelnie inna historia.

    • zjanusz

      Trzeba by rozważyć, czy elity rządzące II RP zdawały sobie sprawę z faktycznej sytuacji Polski w latach 30-tych, czy nie. Jeśli nie zdawały, to nie mamy o czym dalej dyskutować. Jeśli zaś zdawały, to dlaczego oszukiwały obywateli zamiast ich poinformować w jakiej sytuacji i stanie jest Polska i zaapelować o przekształcenie każdego domu w twierdzę.
      .
      Zniszczyć spisy osób posiadających broń, robić szkolenia w konstruowaniu ładunków zapalających, walki wręcz itp. Zrobić zakupy najtańszej broni (lub ją wyprodukować) i rozdać wszystkim chętnym do obrony. Zrobić szeroką akcję kopania rowów przeciwczołgowych i robienia zapór ogłaszając wszem i wobec o tych czynnościach dodając, że Polska będzie bronić się do końca. Nie ma odwrotu. Albo się obronimy, albo pustynia!
      .
      Może Niemcy zaczęliby się wówczas zastanawiać, czy opłaca im się Polskę w ogóle zaatakować, aby za cenę wysokich kosztów i strat własnych zyskać pusty, zrujnowany kraj. Myślę, że sanacyjny rząd bardziej bał się uzbrojenia własnych obywateli, niż ataku wrogów. Obecny chyba też.
      Żurek Janusz

      • pablo3 pablo3

        elity II RP zdawaly sobie sprawe z faktycznej sytuacji Polski. na podstawie moich wlasnych badan, jestem o tym przekonany. inna sprawa, w jakim stopniu i ktore grupy w jakim stopniu…

        przygotowania do totalizacji i uzbrojenia spoleczenstwa byly na dosc zaawansowanym poziomie (o ktore Pan Janusz sie upomina), ale zabraklo na to czasu. tutaj jest tez glowny wniosek na przyszlosc dla naszych elit. nadmiernie wolna rekacja na zmiany sytuacji. zbyt dlugi proces decyzyjny. byla potrzeba blyskawicznych odpowiedzi w wymiarze gospodarczym, militarnym, spolecznym, a takze politycznym, ale tego zabraklo. nie nadążalismy za tym w odpowiednim tempie. a liczyl sie czas. dzisiaj jest podobnie. zanim Polacy sie przebudza, zorganizuja, rusza do dzialania, to prawdopodobnie bedzie juz pozamiatane. czyli tkwimy dalej w tym samym bledzie.

        taka jest przynajmniej moja analiza.

        • zjanusz

          A cena obecnie może być jeszcze większa. W czasie kampanii wrześniowej 1939r. zginęło około 65 tys. polskich żołnierzy, zaś niemieckich około 17 tys.. Z reguły ten co atakuje ponosi większe straty od tego, który się broni. W tym wypadku było przeciwnie
          .
          Jak wiemy naprawdę tragiczne straty wśród ludności nastąpiły dopiero po kampanii wrześniowej, choć już w jej trakcie Niemcy zaczęli z rozmysłem mordować polskich obywateli, zwłaszcza tam, gdzie według nich opór był “nieuzasadniony”, lub gdzie ponieśli proporcjonalnie większe straty w potyczce. “Wehrmacht “odbijał” to sobie zaraz na ludności cywilnej.
          .
          Obóz w Stuthoffie “ruszył” już 2 września, gdzie przywieziono ponad 200 Polek i Polaków z Gdańska. W październiku 1939r. rozpoczęło się mordowanie w Piaśnicy polskiej inteligencji z pomorza. Itd.
          Żurek Janusz

          • pablo3 pablo3

            cena? obecnie nie tyle cena moze byc wieksza, co srodowiska narodowe w ogole wykluczone sa z zycia publicznego. zreszta to inne czasy. trzeba sobie spojrzec prawdzie w oczy. jestesmy na kompletnym marginesie zycia politycznego, a czesto takze nie tylko politycznego…

          • Jerzy

            Pytanie jakie należy sobie zadać to: dlaczego Polska bawi się w żołnierzyki?
            Tyle już wieków doświadczenia mówiącego że do wojny z sąsiadami albo się jest gotowym, albo się sromotnie przegrywa. Tutaj nie ma trzeciego wyjścia.
            Podobnie z powstaniami. Bodaj jedno było dobrze przygotowane i tylko dlatego się powiodło. Pozostałe (niestety razem z warszawskim) były jedną wielką prowizorką która nie mogła skończyć się inaczej niż rzezią i jeszcze głębszą niewolą.
            Przegrywamy zanim jeszcze rozpoczynamy walkę.
            Identycznie jest teraz. Liczenie wyłącznie na sojuszników że nas obronią. W takich warunkach naprawdę lepiej jest wogóle się nie oszukiwać i nie bawić żołnierzykami jak Jasiu w pisakownicy.
            Amerykanie otwarcie mówią że musimy sami wytrwać 4-7 tygodni zanim może nadciągnąć pomoc. Jaki w takim razie jest wogóle sens się bronić? Co za różnica czy Rosja rozjedzie nas w 4 dni czy w 4 tygodnie – efekt ten sam a straty większe.
            Albo mieć strategię i siły pozwalające się obronić, albo przestać się oszukiwać zabawą w żołnierzyki.
            A – jeszcze jedno – Ameryka nie gwaranuje nam w 100% że nas obroni. Otwarcie twierdzi że mamy tak złe doświadczenia z historii, że lepiej nas nie zawieść ponownie i bezpieczeństwo Polski traktować poważnie… za wyjątkiem… i tutaj jest pies pogrzebany: za wyjątkiem kiedy żywotne interesy i racja stanu USA na to nie pozwolą.
            Nie będę wymieniał w jakich przypadkach żywotny interes USA nie pozwoli Ameryce na obronę Polski bo to chyba jest dla wszystkich jasne. Zwracam jedynie uwagę że nawet USA nie dają nam 100% gwarancji.
            Czy mamy więc wyjście? Od tego są właśnie polskie władze by to wyjście znalazły. By Polska sama mogła sobie to bezpieczeństwo zapewnić.
            Czy jest to możliwe?
            Ano jest. Wymaga ogromnej determinacji, ale możliwe jest. Przykładem jest Izrael. Jeśli Izrael jest w stanie nie ulec państwom arabskim – zarówno w bezpośrednich konfliktach militarnych jak i dyplomatycznych, to dlaczego Polska nie miała by być w stanie osiągnąć tego samego?
            Że nasz potencjalny wróg jest o wiele mocniejszy niż ten którego mają Żydzi…? Więc i nasze strategie powinny być odpowiednie.
            Dlaczego na przykład w naszej sytuacji geopolitycznej nie mamy mieć własnej broni jadrowej? Nie po to by ją użyć, ale po to by móc ją użyć. Może ktoś mi odpowie? Czy Izrael nie ma własnej mimo że nie można? Czyli można…
            Broń jądrowa to tylko jedne z wielu narzędzi które powinniśmy mieć tak jak ma ją Francja, Anglia, które są dużo bardziej oddalone od Rosji. Tutaj ta elektrowni atomowa by się przydała, ale głównie do produkcji własnego plutonu.
            Dodatkowo Polska powinna mieć narzedzia jeszcze bardziej skuteczne niż sama broń jądrowa. Powinna mieć doktryny które zagwarantują że członkowie rządu państwa które zaatakuje Polskę nie przeżyją. Nawet jeśli Polska już padnie, ludzie ci nie mogą cieszyć się zwyciestwem.
            Dlaczego walczyć z milionami żołnierzy agresora kiedy można skierować uwagę i środki na decydentów którzy za tę wojnę i cierpienia są odpowiedzialni?
            A my jak ta panienka – nie, nie wolno takich rzeczy robić, to niemoralne…
            Naprawdę? W moim słowniku to jest właśnie prawdziwie moralne. Karać odpowiedzialnych za zbrodnie a nie pionki które oni wysyłają do robienia czarnej roboty. Znając naszą doktryne i nieuchronność “ostatecznej” odpowiedzialności, naprawdę 10 razy zastanowili by się.
            Jak to wykonać w praktyce? Znów nie bedę uczył bo sposobów jest masa. Ważna jest tutaj wola polityczna. Co jednak ważne – nie może być straszenia. Nie wolno nawet publicznie składać żadnych deklaracji i straszyć. Nie może też być mowy o blefowaniu. Po prostu wypracować owe “strategie” i rzeczywiście być w stanie je wdrożyć. Przeciwnik sam się o nich dowie a im mniej wie w tym większej będzie niepewności.
            .
            To co napisałem to tylko dwie rzeczy z dziesiatków jakie powinno się rozważyć a część z nich wdrożyć. Jeśli będziemy brać pod uwagę jedynie konwencjonalne rozwiązania, to jakie mamy sznase?
            Takie same jak we wszystkich powstaniach które przegraliśmy…
            Co nie znaczy że nie powinniśmy dbać i o te konwencjonalne. Niestety w naszym przypadku powinno oznaczać to postawienie wszystkiego na rozwój gospodarczy Polski, bo bez niego nigdy nie będziemy w stanie pozowolić sobie na najnowocześniejsze zabawki dla naszych ołowianych żołnierzyków.

  3. AS

    W pełni popieram opinię Melchiora Wańkowicza o latach 1939-1945; “Historia jest mądrą panią, która wie co robi.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217