Bez kategorii
Like

Zygmunt Leon Komorowski. Ojciec Prezydenta.

05/11/2012
1067 Wyświetlenia
1 Komentarze
14 minut czytania
no-cover

„podejmę ryzyko, by tak jak prowadziłem 11 listopada w latach 70. i 80. …” Autor: Bronisław Komorowski

0


O ojcu Bronisława Marii Komorowskiego dziś wiadomo przede wszystkim, że zmarł dwadzieścia lat temu. Był synem właściciela majątku Kowaliszki hrabiego Juliusza Komorowskiego i Magdaleny z Górskich. Ukończył studia na Uniwersytecie Poznańskim. Po wojnie był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizował się w socjologii i antropologii kulturowej Afryki. W latach 1991–1992 pełnił funkcję ambasadora RP w Bukareszcie.
To wszystko można wyczytać w Wikipedii, ulubionej pomocy naukowej Bronisława.

 

Sam syn Zygmunta – Bronisław, w wywiadzie prasowym dla SE, przy okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych dodaje, że ojciec głowy państwa walczył z Sowietami, cudem uniknął rozstrzelania przez NKWD, a po wojnie, by ukryć swoją przeszłość, musiał zmienić nazwisko. Na początku studiów nazywał się Zygmunt Górski (zwracam uwagę na to nazwisko, bo pojawi się ono za chwilę w innym miejscu tekstu). Podał również fałszywą datę i miejsce urodzenia.

Pan Prezydent, poprzez fakty podane dla SE, niedwuznacznie sugeruje, że tatuś Prezydenta jest Żołnierzem Wyklętym. Świadczyć o tym mają bohaterskie czyny tatusia jak choćby to, że walczył ręka w rękę z Żołnierzem Wyklętym Adamem Baryczką ps. „Toniek”. O reszcie bohaterskich czynów Zygmunta Komorowskiego vel Górskiego, można, a nawet należy przeczytać osobiście, w tym miejscu:

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/bronisaw-komorowski-dla-super-expressu-moj-ojciec-by-zonierzem-wykletym_230655.html

Aż chciałoby się zakrzyknąć: cóż za piękny, patriotyczny i prawdziwie polski życiorys!!!

Ale niestety, jak to zwykle bywa w „polskim piekiełku”, jakiś dociekliwy historyk o nazwiskuMarek Mądrzak konfrontuje rewelacje Bronisława z tym co znajduje się w archiwach poznańskiego IPN. A znajduje się tam ni mniej, ni więcej, ale dokument sporządzony własnoręcznie przez Zygmunta Komorowskiego, tatusia Bronisława, następującej treści (pisownia oryginalna):

„…/ Działalność nielegalną rozpocząłem na kompletach gimnazjalnych w Wilnie w 1942 r. Nie chcąc narażać rodziny wyrobiłem sobie wtedy fałszywe papiery na nazwisko Górski, pod którym mnie powszechnie znano. Mniej więcej w tym samym czasie wstąpiłem do podziemnej organizacji bojowej „Związek Wolnych Polaków” W roku 1943 na wiosnę, jako d-ca młodocianego plutonu, otrzymałem stopień starszego strzelca podchorążego. Wkrótce potem na skutek „wsypy” całe to ugrupowanie organizacyjne bądź zostało zaaresztowane przez Gestapo bądź rozbiegło się. Mnie udało się uciec. Jakiś czas ukrywałem się na wsi, jako robotnik w ogrodnictwie. W lutym (w końcu) 1944 r. wstąpiłem do powstałej pod Wilnem partyzantki AK (wówczas bez zabarwienia politycznego pod nazwą „Wojska Polskiego”). W czasie akcji na Wilno w lipcu zostałem kontuzjowany i umieszczony do leczenia się na melinie w jednej z wiosek podwileńskich (Wołowszczyzna). Na początku września 1944 r. wstąpiłem na ochotnika do Wojska Polskiego, jako kapral podchorąży brałem czynny udział w organizowaniu powstającego wówczas 28 pp, gdzie pełniłem służbę d-cy kompanii. Z tamtąd [sic] zostałem wysłany do II Szkoły Oficerskiej w Kąkolewnicy, którą ukończyłem 22 stycznia 1945 r. z wynikiem dobrym i w randze podporucznika WP. Przydzielony do 9 DP jako d-ca plutonu fizylierów w 26 pp brałem udział w bitwie nad Nissą i pod Dreznem. W czasie walk byłem trzykrotnie przedstawiony do pochwały. 26 kwietnia 1945 r. na skutek przeciwuderzenia niemieckich dywizji pancernych pułk mój został otoczony i rozbity, skryłem się wtedy – kontuzjowany w walce – z grupą 30 ludzi w górach Saksonii, gdzie prowadziliśmy partyzantkę na tyłach niemieckich. W czasie próby przebicia się przez front do swoich dn. 2.V grupa nasza została ostatecznie rozbita. Odtąd aż do wyzwolenia przez wracające wojsko polskie ukrywałem sięsam. Po wyjściu z lasu zgłosiłem się do d-cy najbliższego oddziału (z 10 Dp), który jednak nie chciał mi dopomóc w odnalezieniu mojej jednostki, lecz dał mi możliwość przyjazdu samochodem do Lignicy, gdzie się zgłosiłem dn. 19.V w Prokuraturze śledczej, a następnie z przepustką Pełnomocnika Rządu wyjechałem do Katowic. W międzyczasie, po drodze w Częstochowie, oddałem kb, gdyż mnie rannemu był mi zawadą. Pistolet straciłem w czasie walk w Saksonii – zaś PePSzę zniszczoną przy kontuzji zamieniłem wówczas na znaleziony niemiecki kb (Mauser). W Katowicach zmieniłem dotychczasowy plan odszukania jednostki.

 

Załącznik 1

 

W Wojsku Polskim w Szkole Oficerskiej podałem swoje prawdziwe nazwisko i datę urodzenia, zmieniając miejsce urodzin na Warszawę. Spowodowała [sic] mnie do tego pogłoska, że urodzenych na terenie Republiki Litewskiej mają zabierać do Armii Czerwonej.

 

          Do dezercji w dn. 23 maja 1945 r. skłoniła mnie podobnie fałszywa wersja, że jakoby oficerów nie miano zwalniać z wojska, nawet na studia uniwersyteckie, którym pragnąłem się oddać. Ułatwieniem w tym kroku było mi moje fałszywe nazwisko z czasów niemieckich, pod którym mnie znało wiele osób.

 

Zaraz po dezercji zapisałem się na Uniwersytet Poznański, na którym bez przerwy studiowałem, zarabiając równocześnie pracą biurową na życie i służąc spoóleczeństwu. Jedynym przestępstwem przeze mnie popełnionym była dezercja po wojnie (dn. 23-V 45) i po odbyciu służby wojskowej.

 Zygmunt Komorowski ppor.

Jednocześnie składam Kwit na oddanie Kb w I Komisariacie MO w Częstochowie

 

Poznań, dnia 15.IV 1947 r.                                     Zygmunt Komorowski”

 

Zastanowiła mnie głęboko owa organizacja bojowa,  której młodocianym plutonem dowodził Zygmunt Leon Komorowski vel Górski. Zabrakło mi też pseudonimu pod jakim ukrywał się w konspiracji. Szybka kwerenda w Wikipedii i oto czego dowiadujemy się o Związku Wolnych Polaków:

„Związek Wolnych Polaków (Związek Braci Wolnych Polaków, Związek Wolnych Lechitów) – tajna organizacja patriotyczna, działająca w latach 1819-1823 w Królestwie Polskim, zrzeszająca studentów i absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego.”
O żadnym innym Związku nie ma nawet słowa i  śladu. Wiele białych kart z naszej najnowszej historii pozostaje jeszcze do zapisania. Aż dziwne, że pan Prezydent, sam będąc historykiem, nie drążył tematu Związku Wolnych Polaków.

Zadaję sobie przy okazji tego fragmentu życiorysu pytanie: w jaki sposób gimnazjalista (w roku 1942 Zygmunt Leon miał 17 lat) mógł otrzymać stopień podchorążego, skoro wiadomo, że to stopień słuchacza Szkoły Oficerskiej? Przed II WW były Szkoły Oficerskie, np. Szkoła Oficerów Artylerii w Toruniu, przemianowana w 1928 roku na Szkołę Podchorążych Artylerii. Kto i w jakim trybie nadał 17 letniemu gimnazjaliście stopień starszego strzelca podchorążego?

„Cudowne ucieczki” z obław NKWD i Gestapo też nie dają mi spokoju. Przebija je tylko cudowne uwolnienie z Oświęcimia Władysława Bartoszewskiego. No i to przyjęte dla zmyłki nazwisko Górski. W IPN jest mowa o 1942 roku, w SE Bronisław mówi o okresie powojennym. Czy to nie było zbyt niebezpieczne posługiwanie się nazwiskiem, pod którym „powszechnie go znano”? Ja postąpiłbym dokładnie na odwrót. To, że Zygmunta Komorowskiego znano powszechnie pod nazwiskiem Górski dziwić nie może, bo takie było panieńskie nazwisko mamusi Zygmunta Leona Komorowskiego – Magdaleny z Górskich herbu Nałęcz.

Uważny i sumienny czytelnik porównując wywiad w SE z materiałem IPN znajdzie więcej takich „zagadek” w życiorysie tatusia pana Prezydenta. Zada sobie ktoś pytanie: po co się czepiam życiorysu Zygmunta Leona Komorowskiego? Jaki cel mi przyświeca? To moje poczucie symetrii. Skoro „Newsweek” pana Lisa, który tak ładnie opisał losy Rajmunda Kaczyńskiego, zrobić tego żadną miarą nie chce, to pozostaje to czynić nam maluczkim. Ja przynajmniej nie posługuję się „anonimowymi informatorami” i „dobrymi znajomymi” Jadwigi Kaczyńskiej, niestety również anonimowymi, jak to było w przypadku artykułu w Newsweeku. Gdybym użył źródeł informacji adekwatnych do Lisowych, musiałbym wysmażyć paszkwil, a tego chcę uniknąć. Naszym prawem jest mieć wątpliwości i zadawać pytania. Bo życiorys ma się przecież tylko jeden. Niektórzy mają za to wiele jego wersji, w zależności od tego, z której strony wieje wiatr historii. Raz się chce służyć społeczeństwu (PRL), innym znów razem być Żołnierzem Wyklętym. Tego żadną miarą pogodzić się nie da.

Kończąc przytoczę jeszcze fragment wywiadu SE z Bronisławem Marią Komorowskim:

„Tata ukrył się w armii Berlinga. Walkę zakończył w Dreźnie jako podporucznik – mówi prezydent. – Nie chciał jednak składać broni. Postanowił wstąpić do partyzantki antysowieckiej. Nawiązał kontakt z konspiracją w Częstochowie. Ale spotkał tam jednego mądrego człowieka, który mu powiedział: "Ty lepiej nie idź do lasu, bo takich jak ty jest tam dużo. Idź na studia". I tym uratował go przed wszystkimi konsekwencjami, dalszym dramatem, który był udziałem właśnie Żołnierzy Wyklętych”.

Och, gdybyż pewien mądry człowiek, w odpowiednim momencie, spotkał pod stocznią Lecha Wałęsę i mu powiedział: ty nie skacz przez płot motorówką, bo skoczyć może każdy. Ty skończ zawodówkę, zrób maturę i idź na studia. Z pewnością mniej byłoby dziś w naszym życiu publicznym osób z wieloma wersjami życiorysów!!!

 

Link:http://lustratorpolski.salon24.pl/

0

gallux

stary moher

221 publikacje
0 komentarze
 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758