Bez kategorii
Like

ZUS czyli precedens

23/11/2012
397 Wyświetlenia
0 Komentarze
14 minut czytania
no-cover

Sędziowie w Polsce są niezawiśli, ale pobory otrzymują z budżetu.

0


 

 

1.

Decyzją ZUS z dnia 2 marca 2010 roku Paweł Z. został wyłączony z podlegania ubezpieczeniom społecznym z tytułu wykonywanej pracy nakładczej.

Decyzja została wydana wyłącznie w oparciu o analizę wpłaconych składek za lata 2005-2009.

ZUS nie przeprowadził kontroli u pracodawcy, by stwierdzić, czy faktycznie praca była wykonywana, a mimo to uznał, że jej nie było.

Umowa o pracę nakładczą bowiem miała wedle Zakładu charakter pozorny (art. 83 kc).

A skoro pracy nie było, to znaczy, że Paweł Z. nie był w tym czasie ubezpieczony jako wykonawca pracy nakładczej. Musi więc zapłacić pełną składkę jako przedsiebiorca, rzecz jasna z odsetkami.

2.

Paweł Z. prowadził jednocześnie własną działalność gospodarczą.

Z tytułu tejże powinien co miesiąc odprowadzać do ZUS około 600,- zł, co jednak przy jego obrotach całkowicie przekreślałoby sens ekonomiczny przedsięwzięcia.

Paweł Z. postanowił otworzyć własną działalność po utracie pracy, co na całym świecie na zachód od Odry witane jest z wdzięcznością przez rządy i samorządy, którym po prostu ubywa bezrobotny do utrzymania, a przybywa aktywny podatnik.

I znajduje to odbicie w daninach, pobieranych przez państwo.

U nas jednak ciągle pokutuje wizja „prywaciarza”, autorstwa bodaj samego Hilarego Minca – wroga ludu, który żeruje na bliźnich, gromadząc przy tym niesłychane bogactwa (np. opał na zimę…).

Pewnie dlatego przedsiębiorca w Polsce (w tym samozatrudniony) płaci składkę od podstawy wynoszącej 60% prognozowanego średniego wynagrodzenia za rok… następny.

Na dzisiaj jest to kwota 2.115,- zł.

Jeśli ktoś ma w rodzinie przedsiębiorcę wie, że często trafiają się miesiące, w których koszty przewyższają przychody.

I to nawet bez ZUS-u.

Choć fiskus nie widzi w tym nic dziwnego i podatki pobiera od faktycznie osiąganych obrotów (wiem, wiem – memoriałowo, ale to inna bajka) to ZUS twardo stoi na stanowisku stałych dochodów.

Przedsiębiorca jednoosobowy (taksówkarz, prowadzący kiosk, agent ubezpieczeniowy, krawiec, szewc, ba, osoba samozatrudniona) nie osiąga na tyle dużych przychodów, by móc spłacać comiesięczną daninę w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości.

Do końca lutego 2009 roku ustawodawca dawał takim szansę.

3.

Art. 9 ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych przewidywał możliwość wyboru tytułu ubezpieczenia w przypadku ich zbiegu.

Gdy ktoś wykonywał pracę nakładczą i jednocześnie był przedsiębiorcą, mógł do ubezpieczeń społecznych wybrać dowolny tytuł z tym jednak, że z każdego musiał opłacać składkę zdrowotną.

Bez względu na to, w jakiej kolejności zawierał umowy.

Bez względu na to, jakiej wysokości otrzymywał wynagrodzenie z pracy nakładczej.

Po prostu – mógł wybrać.

4.

To, co w zamyśle ustawodawcy powinno być szansą dla lumpenbiznesu stało się pożądliwym kąskiem dla wiecznie głodnego ZUS-u.

Od 1 marca 2009 roku możliwość wyboru ograniczono – dalej można wybrać tytuł, ale składka musi być już taka sama.

Tyle, że bieżące wpływy nijak się miały do apetytu będącego na wiecznym głodzie Zakładu…

5.

Pierwsze, zrazu nieśmiało formowane, decyzje Zakładu o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym z tytułu pracy nakładczej pojawiły się około 2007 roku.

Początkowa reakcja ubezpieczonych polegała głównie na pukaniu się palcem w czoło i wzruszaniu ramionami.

No bo przecież parę lat wcześniej (2005 r.) organy ZUS powszechnie informowały, że wystarczy pracować nawet za 1 zł miesięcznie, i od takiej podstawy płacić składki, by być ubezpieczonym!

Ba, oddział wojewódzki w Warszawie poszedł jeszcze dalej – wedle niego można było „zarobić” nawet 0 zł!

ZERO!!!

6.

Okręgowe Sądy ubezpieczeń społecznych, które rozpatrywały odwołania od decyzji największej instytucji biurokratycznej w Europie Środkowej zrazu nie wiedziały, jak orzekać.

Choć i tu, w myśl zasady wywiedzionej jeszcze przez biskupa Krasickiego, racja silniejszego zawsze lepszą bywa…

ZUS, czyli Skarb Państwa, w starciu z obywatelem…

No co ja będę pisał, każdy widzi, jak jest!

7. 

Przełomem nowej bitwy o handel, czyli walki Państwa z przedsiębiorcami (prywatną inicjatywą za Minca) były trzy wyroki Sądu Najważniejszego, pardon, Najwyższego, z dnia 9 stycznia 2008 roku: III UK 73/07, III UK 74/07 i III UK 75/07. Wszystkie wydane w tej samej sali w ciągu kilkudziesięciu minut.

Generalnie stanowiły trzy zasady:

a)     praca nakładcza wykonywana w ilości nie gwarantującej zarobku na poziomie 380,- zł miesięcznie jest pracą pozorną i jako taka nie rodzi skutków w zakresie ubezpieczeń;

b)     praca j. w. stanowi obejście prawa i nie rodzi skutków prawnych w zakresie ubezpieczeń;

c)     praca winna być podejmowana z przyczyn ekonomicznych, a więc takich, które mają znaczenie dla stron. Inaczej jest to instrumentalne traktowanie prawa, które również nie rodzi skutków w zakresie ubezpieczeń.

Wyposażony w taką artylerię ZUS przystąpił do ataku.

Ocenia się, że do dzisiaj ofiarami ZUS jest już około 50.000 osób, docelowo zaś może być to grupa co najmniej dziesięciokrotnie liczniejsza.

ZUS po wyrokach z 9 stycznia 2008 roku zaprzestał generalnie jakichkolwiek kontroli i zaczął wydawać decyzje li tylko na podstawie wysokości podstawy opłacanych składek.

Ba, nawet wtedy, gdy były one wyższe od magicznych 380,- zł oceniał umowę jako pozorną i zmierzającą do obejścia prawa (tak: ZUS w Łodzi, co tamtejszy sąd utrzymal w mocy, gdyż ubezpieczeni nie udowodnili, że Zakład się pomylił!).

8.

Zarzuty, jakie ubezpieczeni wnosili, można generalnie podzielić na dwie grupy:

a)     proceduralne – czyli naruszenie aż do granic jawnego naigrywania się przepisów kodeksu postępowania administracyjnego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który wydawał decyzje bez zapewnienia ubezpieczonym udziału w postępowaniu. Niestety, zarzuty te nie były przez sądy rozpatrywane, albowiem sąd cywilny rozpatruje odwołanie pod względem merytorycznym, a nie formalnym. Oznacza to, że na sali sądowej to ubezpieczony musiał udowodnić, ze decyzja jest błędna. Powtarzam – ubezpieczony, często zapracowany, bez wykształcenia nie tylko prawniczego, musi wykazać zatrudniającemu około 40.000 urzędników, dodatkowo radców prawnych, molochowi, że nie ma racji! I to wykazać za pomocą dowodów, którym sąd da wiarę!

b)     materialne – a więc naruszenie przepisów dotyczących pracy nakładczej i przepisów traktujących o wadach oświadczenia woli. I jeśli nawet ubezpieczony przed sądem wywodził, że faktycznie wykonywał pracę, przedstawiciel ZUS (początkowo byli obecni) triumfalnie obwieszczał, że owszem, ale za mało, jedynie w tym celu, by wprowadzić w błąd osoby trzecie. Racja silniejszego…

9.

Paweł Z. przegrał z kretesem zarówno przed sądem okręgowym, jak i apelacyjnym.

Za ostatnie pieniądze najął kancelarię adwokacką (przymus!), by sporządzić kasację.

Kasacja została odrzucona na tzw. przedsądzie, albowiem: nie stanowi istotnego zagadnienia prawnego. Zdaniem sędziego SN Zbigniewa Korzeniowskiego kasacja najwyraźniej dowodzi niezrozumienia wyroku sądów obu instancji, gdyż zdaniem Pawła Z. jedyną podstawą wydania decyzji były rachunki Zakładu.

Sędzia Korzeniewski sprowadza na ziemię niesfornego Pawełka:

Wszak przepis art. 6 u. 1 pkt 2 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych określa tytuł ubezpieczenia dla osoby wykonującej pracę nakładczą a nie warunek, że wynagrodzenie nakładcy nie może być mniejsze niż określone w§3 rozporządzenia z 31 grudnia 1975 roku, stąd w stanie prawnym obowiązującym dla spornego okresu nieuprawniona byłaby teza, że takie (niższe) wynagrodzenie „stanowi automatycznie samoistną i wystarczającą przesłankę” niepodlegania ubezpieczeniom społecznym z tytułu pracy nakładczej. Jednak w tej sprawie Sądy nie poprzestały na takiej ocenie, gdyż stwierdziły, że nie tylko wysokość wynagrodzenia miała znaczenie. Przyjęły, że umowa była pozorna oraz zmierzała do obejścia prawa i dlatego była nieważna.

(I UK 335/12 z 30.10 2012)

10.

Tyle, że podstawą stwierdzenia pozorności i obejścia prawa były zusowskie rachunki, które przecież nie mają znaczenia wedle pana sędziego.

Na jakiej więc podstawie faktycznej ZUS a potem sądy oceniają umowy jako nieważne (pozorne lub zmierzające do obejścia prawa)?

Oto odpowiedź:

… ani płatnik, ani ubezpieczony nie złożyli dokumentów potwierdzających uzyskanie przychodu równego bądź wyższego od określonego w § 3 u. 1 rozporządzenia w sprawie uprawnień pracowniczych osób wykonujących pracę nakładczą.

(decyzja nr 1792/2012/UBS1/AH z dnia 5 października 2012 r., ZUS oddział w Chorzowie)

Powyższe stanowi odpowiedź – wbrew pana stwierdzeniu właśnie na rachunkach, panie sędzio Korzeniowski!

Podobno tylko w krajach anglosaskich istnieje prawo precedensowe.

W Polsce słynna triada zusowska z 9 stycznia 2008 roku stanowi podstawę zarówno decyzji organu rentowego, jak i wydanych później wyroków.

Choć przecież każda sprawa podobno jest inna, a wyroki SN nie mogą być utożsamiane z obowiązującym prawem. Teoretycznie.

Tymczasem praktyka jest taka, że są wyroki, które prawo co najmniej uzupełniają.

A nawet zastępują, gdyż cytowane wyżej orzeczenie SN autorstwa sędziego Zbigniewa Korzeniowskiego traktuje o ustawowych elementach umowy o pracę nakładczą, choć ta materia nie jest normowana przez żadną ustawę.

PS. Sejm uchwalił ustawę abolicyjną, która to pozwoli przedsiębiorcom na umorzenie zaległych składek. Jeśli teraz senat wyrazi na nią zgodę, prezydent podpisze, kilkaset tysięcy ludzi w Polsce zacznie się cieszyć. Tylko że ustawa wejdzie w życie dopiero po notyfikowaniu jej przez Komisję Europejską. A na razie ZUS wydaje decyzje z coraz większą prędkością, wczorajsze zaś media doniosły, że dla zapewnienia wypłat rent i emerytur Zakład pożyczył w banku PKO 2.000.000.000,- zł.

 

23 11.2012

Inne zapisy autora:

0

Humpty Dumpty
Humpty Dumpty

1842 publikacje
75 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816