POLSKA
Like

Z pamiętnika tetryka

14/05/2013
701 Wyświetlenia
2 Komentarze
5 minut czytania
Z pamiętnika tetryka

Z wiekiem coraz bardziej doskwiera człowiekowi hałas, co zauważyłem po sobie. Przy okazji zauważyłem także, że hałasu wokół jakby coraz więcej. Dziś nawet żeby pomalować ścianę, należy w nią najpierw postukać młotkiem w nieodgadnionym dla mnie celu. W każdym razie na osiedlu, na którego terenie zamieszkuję, wyglądającym z góry niemal idyllicznie, jest o wiele mniej idyllicznie niż w zakładzie wielkoprzemysłowym, na terenie którego pracuję, mam więc porównanie.

0


dsc_5273

Oprócz hałasu człowiek, z wiekiem oczywiście, dostrzega coraz więcej niespójności w postrzeganiu świata przez innych, choć wcale nie aż tak innych, by zaraz Innych. Weźmy taką II wojnę światową, której nawet ja nie pamiętam, ale pamiętam różne jej werbalne przedstawienia. Kiedyś napadli nas Niemcy, lub niemieccy faszyści, dla odróżnienia od Niemców z NRD zapewne, a wyzwolili Rosjanie, jednak nie ludzie radzieccy. Co zaś słyszę dzisiaj? Otóż napadli nas wprawdzie także Niemcy, ale pogonili ich z naszej ziemi nie Rosjanie bynajmniej, a jacyś Sowieci, czy nawet sowieci. Licząc na konsekwencję należałoby oczekiwać, że np. sowieci pogonili faszystów. Ale nie.

 

Bo i nie o konsekwencję tu chodzi, nawet w podręcznikach dla dzieci, ale o danie upustu naszym fobiom i utrwalonym lękom. Trochę to mało odważne, lękać się sowietów, których już nie ma, niczym potwora pod łóżkiem, ale Polakom taki lęk nie uwłacza bynajmniej, bo oni nawet objawiają antysemityzm bez Żydów i homofobię bez… no dobrze, na widok jednego Biedronia.

 

W czasach gdy Polacy obalali przyniesioną niegdyś na lufach rosyjskich kałasznikowów komunę, Zachód pławił się w rozkoszach państwa socjalnego, ścigając się nawet pod tym względem z państwami tzw. bloku, leżącymi za żelazną kurtyną, rozwieszoną zresztą wspólnymi siłami i Wschodu, i Zachodu. Bo żelazna kurtyna, jeśli kto nie wie, to takie urządzenie teatralne, które w zamyśle zapobiegać ma rozprzestrzenianiu się pożaru. Wte lub wewte. Jeśli więc Wschód obawiał się rozprzestrzenienia pożaru zachodniego, to i vice versa, pewnie nawet bardziej. Stąd ówczesne umizgi kapitalistów do ówczesnej robotniczej klasy, zresztą mniej hałasującej niż dzisiaj. I brutalny powrót do stanu sprzed sowieckiej, niech wam będzie, rewolucji, gdy tylko kurtyna przestała być potrzebna. Jeszcze sierpniowe postulaty pobrzmiewały troską o robotnika, bo takie to były czasy. Dzisiejsze postulaty to już tylko „niech nam chociaż nie zabierają ozusowanych umów o pracę”. Bo o płatnych urlopach i dotowanych wczasach wielu zdążyło całkiem zapomnieć. Oczywiście mam tu na myśli lud pracujący, nie jego nadzorców. Ci radzili sobie w każdym ustroju.

 

Tak więc Zachód, zmęczony wymuszoną troską o swoich robotników, z ulgą powitał akcję robotników polskich, którzy wspólnym i wyjątkowo zgodnym, jak na Polaków, wysiłkiem zrzucili z siebie jarzmo socjalnego państwa. A potem opuścili swe robotnicze stanowiska pracy by już na nie nie wrócić. Dzisiejszy robotnik, którego – niczym jakiegoś dinozaura – oglądam czasem przez okno, lub na szkoleniu BHP, to najczęściej osobnik nisko płatny porozumiewający się z kolegami w języku rosyjskim (sowieckim?) bądź jeszcze bardziej dalekowschodnim. Polski zaś, gdy tylko zaczyna się wykład na temat konieczności noszenia kasków i palenia w miejscach do tego wyznaczonych, zasypia. Na skutek czego budzony jest co chwilę gromkim „nie spać!”.

 

Bo prawdą jest nie tylko to, że polski robotnik to gatunek wymierający, ale i to, że to osobnik uśpiony, a na dodatek pozbawiony owej niegdysiejszej świadomości, z której był tak dumny. I niegdysiejszego poczucia siły. Gdy patrzę na owych zatomizowanych, choć przystrojonych w jednakowe kombinezony ochronne pracowników fizycznych, zastanawiam się nad geniuszem kapitału, któremu udało się wmówić ludziom, że każdy ma swoje dane od Boga zdolności – jeden mnoży pieniądze a drugi wykonuje pracę fizyczną, bez której ludzkość, a więc i finansjera, obejść się przecież nie może. I że obie aktywności są równie ważne. Jestem jednak dziwnie pewny, że o ile praca fizyczna w wypadku jakiegokolwiek kataklizmu pozwoli człowiekowi przetrwać, to umiejętność mnożenia pieniędzy poprzez przelewanie ich z pustego w próżne przydatna jest tylko tu i teraz. A więc chwilowo.

Inne zapisy autora:

0

Nemo

21 publikacje
0 komentarze
 

2 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758