BIZNES
Like

Kilka niewielkich korekt

19/01/2014
567 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
Kilka niewielkich korekt

Zastanawiam się właśnie, dlaczego ludzie, zamiast mówić o problemach by je rozwiązać, tracą czas i zasoby intelektualne, często skromne, na etykietowanie się nawzajem. I tak oto dzielimy się na lewicę i prawicę, nie zaś, po prostu, na ludzi o złych i dobrych intencjach. Jakby tego było mało, mamy i lewicę skrajną, i takąż prawicę, mamy też centrum. A przecież nie chodzi o to by się wzajem zohydzać, tylko by znaleźć optimum umożliwiające nam wszystkim godne życie, przynajmniej w Polsce.

0


 

By obraz jeszcze bardziej zaciemnić i zamglić, przypisuje się i lewicy i prawicy poglądy, które w ogóle takim podziałom podlegać nie powinny. Bo np. co jest lewicowego w przekonaniu, że płód we wczesnym stadium rozwoju można usunąć, a co prawicowego w poglądzie przeciwnym? Co lewicowego jest w dążeniu do zrównania w prawach wszelkich orientacji seksualnych, a co prawicowego w domaganiu się skrytości od homoseksualistów? Czy papież, domagając się godziwego opłacania pracy robotników w Bangladeszu ma poglądy lewicowe – a nawet, według cwaniaków z Reserved, zapewne lewackie – czy też, po prostu, jest zasadniczo przyzwoitym człowiekiem? Co w ogóle religijność i wiara w Boga ma wspólnego z podziałem na lewicę i prawicę? To tylko osobisty pogląd na sens, początek i koniec.

Jeśli obyczaje pozostawimy w sferze prywatnej, zauważymy, że lewica i prawica różni się istotnie w jednym: w stosunku do systemu gospodarczego, który – jak zresztą oba warowne obozy twierdzą – powinien być uczciwy, ale – według obu – daleko mu do doskonałości. I tu recepty widzą odmienne, bo nie jest proste zdefiniować uczciwość w gospodarce. Jednak gdy się ją zdefiniuje, wszystko staje się proste.

Prawica oto, wychodząc z założenia, że ludzie mają różne talenty, twierdzi, że mają też prawo do różnych z tego tytułu dochodów. Lewica zaś uważa, ze owszem, ale bez przesady. Gdzie powinny się spotkać ludzie przyzwoici i z lewej i z prawej? Tam, gdzie przebiega granica niesprawiedliwości. Niech więc ludzie zarabiają proporcjonalnie do swych talentów, ale nie wyzyskując słabszych i mniej utalentowanych. Jak to zrobić? Prosto – utalentowani niech organizują pracę mniej bystrym, i niech odpowiednio więcej na tym zyskują (różnica miedzy zyskiem a wyzyskiem jest dla mnie oczywista), niech jednak oddają im to, co tamci wypracowali, nie zaś jałmużnę, czyli najniższą możliwą – wyznaczoną przez rynek – „pensję”. Bo w każdym przedsiębiorstwie łatwo jest oddzielić koszt od zysku, a zysk podzielić uczciwie, według wkładu pracy. Gdy zaś nie ma zysku? Tu wkraczać powinno państwo, udzielając niezbędnej pomocy. Z czego? Ano z podatków.

Dla prawicy podatki to zło, nawet niekoniecznie konieczne, dla lewicy to oczko w głowie, czyli sposób wtórnego podziału dochodu, nieuczciwie, jak się zakłada (i słusznie), podzielonego w procesie produkcji dóbr i usług. Według mnie zaś podatki to dobroczynność przymusowa. W dodatku niedoszacowana, bo skoro Polacy raz w roku dorzucają na służbę zdrowia, ze śmiechem i piskiem radości parę milionów, to znaczy, że składkę zdrowotną spokojnie można by podnieść. Tak więc prawica uważa, że zamiast podatków powinno się wprowadzić dobrowolne datki, lewica zaś chciałaby zedrzeć z przedsiębiorstw ostatnią skórę, bo na wszystko państwu brakuje.

Gdzie powinniśmy się spotkać? Ano znowu tam, gdzie uczciwość nam nakazuje. Gdybyśmy bowiem ustalili, że wspólnie wytworzony zysk dzielimy między siebie rzetelnie i proporcjonalnie do włożonej pracy, podatki potrzebne byłyby niewielkie. Ot tylko na to, czego wspólnie potrzebujemy, bo pojedynczo nam się wytworzyć nie opłaca. Tymczasem lewica, proponując jakiś minimalny powszechny dochód na głowę, proponuje absurd rozdawania pieniędzy za nic. Co tylko rozzuchwali pracodawców, bo ten gwarantowany przez państwo dochód natychmiast odejmą ludziom od płacy, skoro już muszą go im oddawać w podatkach. Prawdziwa lewica nigdy nie proponowała rozdawania pieniędzy!!! Chciała wszystkim dać pracę…

Pieniądze powinny brać się z pracy użytecznej dla innych, nie z tego, że się łaskawie żyje lub z tego że się umie kombinować. Dotyczy to tak samo bogatych jak i biednych, tak samo biznesmena jak i kloszarda. Tak samo naganne jest czerpanie zysku z samego obracania kapitałem przez banki i giełdy przy pomocy absurdalnych narzędzi finansowych, jak utrzymywanie się przy życiu z zasiłku, wypracowanego przecież przez innych. W tym miejscu znów uczciwa lewica z uczciwą prawicą powinny się spotkać, bo trudno chyba zaprzeczyć, że to uczciwe podejście. Co robić więc z bezrobotnymi?

Tu widzę miejsce dla państwa i środków, które zamiast przeznaczać na zasiłki powinno zainwestować – tak! – w państwowe miejsca pracy. Wiemy już bowiem, że przedsiębiorstwa dzielą się na złe i dobre, a nie na państwowe i prywatne. Praca w obu może ludziom przynosić korzyści, jeśli jest dobrze zorganizowana. I taką pracę powinno dać państwo bezrobotnym, skoro nie dają jej przedsiębiorcy prywatni. A przy okazji, jeśli ubędzie na rynku wolnych rąk do pracy, to i cena pracy wzrośnie.

Skoro więc ja, ni z gruchy ni z pietruchy, potrafię z głowy i bez przygotowania, zaledwie po jednej porannej kawie, wykazać, że podział na lewicę i prawicę to absurd, a system wspólnego naszego życia w państwie można poprawić za pomocą kilku – pierwszych z brzegu – zupełnie niewielkich korekt, to co do cholery robią ci wszyscy, tak dobrze przez nas opłacani, a nawet ubierani, politycy?!

Inne zapisy autora:

0

Nemo
Nemo

21 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816