Artykuły redakcyjne
Like

Gruppenführer KAT – 4 lata po

08/04/2014
1306 Wyświetlenia
33 Komentarze
20 minut czytania
Gruppenführer KAT – 4 lata po

Dzisiaj Prokurator Generalny Seremet zapowiedział rychłe zamknięcie śledztwa w sprawie Smoleńska, co jest o tyle żenującym stwierdzeniem, że tzw “śledztwo” było dotychczas postępowaniem urągającym wszelkim zasadom postępowania karnego. Nie zabezpieczono dowodów bezpośrednio po zdarzeniu, nie prowadzono śledztwa na podstawie dowodów, nie przeprowadzono w sposób rzetelny sekcji zwłok i badań histopatologicznych, nie dokonano przesłuchań większości świadków uczestniczących w zdarzeniu, nie zabezpieczono czarnych skrzynek przed ingerencją osób trzecich, dopuszczono do ingerencji w przebieg całego śledztwa, w każdym jego aspekcie i na każdym etapie wrogie państwo zainteresowane jego wynikiem, nie dotarto do dokumentacji satelitarnej gromadzonej przez państwa sojusznicze, nie dokonano badania wraku, oparto się na ekspertyzach przygotowywanych przez osoby niewiarygodne i skompromitowane (np. sprawą Pyjasa) i co najważniejsze, nie dokonano analizy możliwych przyczyn i motywów ew. zbrodni (którą nie wiadomo dlaczego niemal z miejsca wykluczono). Odrzucono wszelkie wnioski i ekspertyzy biegłych niezależnych (np. prof. Dakowski i specjaliści z zespołu Macierewicza). Całe postępowanie oparto na poszlakach, domniemaniach, kopiach, informacjach cząstkowych , matactwach i tuszowaniu śladów. Czyli istny cyrk nad grobami urządzony przez politycznie zadaniowanych prokuratorów i tzw. ekspertów. A tymczasem już pobieżna analiza okoliczności doprowadzenia do rozdzielenia wizyt na tuskową z 7.04.10 mile widzianą przez Putina i tą Lecha Kaczyńskiego z 10.04.obsobaczaną przez polskie media oraz traktowaną wrogo przez Rosję wskazuje, że coś bardzo złego i jednoznacznego jest na rzeczy. Niemal 4 lata temu 4 czerwca 2010 dokonałem takowej opierając się na oficjalnych dokumentach opublikowanych na stronach WPROST oraz na oficjalnych informacjach istniejących w Internecie. Tylko tyle i aż tyle. Wielu z was zapewne zna ten tekst, bo przeczytało go wtedy 2 mln osób, ponadto w dużej części był przedrukowywany przez Gazetę Polską i znalazł się w tzw. Białej Księdze Smoleńskiej, ale myślę, że warto go przypomnieć w kontekście bzdur, jakie dziś wygłasza prokuratura wojskowa i Prokurator Generalny. Jeśli ktoś nie zna niech przeczyta, moim zdaniem niewiele się zestarzał. Ciekaw też jestem ilu z czytelników podziela moje zdanie. Bo ja je wciąż podtrzymuję, mimo, że emocje opadły i temat skutecznie zarżnięto oraz upolityczniono.

0


Znany wszystkim ostatni odcinek „Stawki większej niż życie” opowiada o poszukiwaniach zbrodniarza Gruppenfuhrera WOLFa. W scenie kulminacyjnej Kapitan Hans Kloss, a w zasadzie już Major NKWD (w polskim mundurze) o imieniu Janek ujawnia, że rozkaz egzekucji tysięcy cywilów wydawali czterej zbrodniarze:  Wernitz, Ohlers, Lübow, Fahrenwirst podpisujący się wspólnie jako WOLF.

 

Stawka_wolf

Jako ciekawostkę należy dodać, że scenariusz tego odcinka napisali wspólnie Andrzej Szypulski (związany później z Unią Wolności) i Zbigniew Safjan (donosiciel NKWD, członek PRON i ojciec Marka Safjana) podpisujący się wspólnie jak Andrzej Zbych.
Ale do rzeczy.
Niegdyś w tekście „Głowa Zdrajcy” jeszcze na Salonie24  prowadziłem wraz z moimi komentatorami rozważania dotyczące osoby lub osób, które można uznać za bezpośrednio odpowiedzialne za śmierć Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.
Podstawą naszej dyskusji stało się następujące spostrzeżenie:
Jeżeli to był zamach, to musiał on być od dawna przygotowywany. Przygotowania musiały być trojakiego rodzaju: techniczne przygotowanie sposobu dokonania zamachu, przygotowanie ukrycia (zatuszowania) faktu zamachu oraz „wystawienie” ofiary. Polem naszych rozważań nie były techniczne sprawy ani sprawy tuszowania, skoncentrowaliśmy się za to na kwestii najważniejszej i najłatwiejszej do zbadania. Kto „wystawił” Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenie zamachowcom? Mając bowiem wewnętrzne przekonanie, iż do katastrofy doszło w wyniku zamachu wydało się nam (osobom zaangażowanym w dyskusję) logiczne, że kombinacja operacyjna polegająca na doprowadzeniu do wylotu określonym czasie do Katynia samolotu z Lechem Kaczyńskim oraz ludźmi niewygodnymi Moskwie na pokładzie musiała zostać dokonana z pomocą osoby, zdrajcy, będącym rosyjskim agentem.
Podczas naszej dyskusji i przeglądu jawnej dzisiaj korespondencji naszym oczom ukazała się następująca prowokacja przeciwko Prezydentowi RP, opozycji i porządkowi konstytucyjnemu Państwa Polskiego. Przy tym prowokacja zawierająca wyraźny podpis kata, który doprowadził do śmierci 96 osób i zagroził suwerenności Polski. Nazwijmy tego zdrajcę: Gruppenführer Kat.
Jest rok 2009, jak co roku, na wysokości grudnia rozpoczęły się przygotowania Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa do organizacji uroczystości w Katyniu w kwietniu przyszłego roku. Ze względu na wyjątkowy charakter planowanych obchodów, w związku z 70 rocznicą ludobójstwa, o wszczętych przygotowaniach Andrzej Przewoźnik informował (wpierw nieoficjalnie) Kancelarię Prezydenta, Kancelarię Premiera oraz szereg instytucji i organizacji pozarządowych.
Prezydent RP Lech Kaczyński był sprawą żywo zainteresowany, świadczą o tym pisma informacyjne o podobnej treści jakie Kancelaria Prezydenta skierowała w dniu 27 stycznia 2010 roku do Andrzeja Przewoźnika, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz do Ambasadora Federacji Rosyjskiej
Oto jedno z nich:
Dwa dni później Mariusz Handzlik z Kacelarii Prezydenta zwraca się jeszcze raz do Andrzeja Przewoźnika z prośbą o informację dotyczącą stanu obchodów. Do tego bowiem czasu nie znana jest dokładna data uroczystości organizowanych przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Na powyższe pismo nadeszła zapewne odpowiedź natychmiastowa o dacie 10 kwietnia, która to informacja musiała być przekazana także MSZ-owi.
Od tej pory zaczyna się wspólna akcja grupy zadaniowej Rosyjsko-Polskiej której efektem miało być wystawienie zamachowcom Prezydenta RP, jego brata oraz licznego grona ich współpracowników i osób niewygodnych Rządom Rosji i Polski.
Najpierw Donald Tusk ogłasza, że 3 lutego odebrał telefon od Premiera Władymira Putina z zaproszeniemdo wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia. Uroczystości miały się odbyć w pierwszej połowie kwietnia 2010 r..
Zwróćcie uwagę, że nikt jeszcze wtedy nie mówił o dwóch różnych datach uroczystości. Opinia publiczna, a głównie Prezydent RP miał być przekonany, że chodzi o te same uroczystości, na które on się wybierał.
Prezydent zaskoczony nagłym zaproszeniem personalnym czeka na odpowiedź Rosjan na pismo z 27 stycznia. Rosjanie jednak nie zamierzają niczego potwierdzać i udają głupich. Czekają bowiem, zgodnie z założonym scenariuszem, aż Prezydent RP zadeklaruje swoją obecność dokładnie na 10 kwietnia.
Tą grę zauważa Szczygło, nie potrafi jednak wyraźnie zidentyfikować jej celu.
Tegoż dnia zniecierpliwiony Prezydent zaprasza Ambasadora Rosji na rozmowę o uroczystościach katyńskich, która ma się odbyć w Pałacu Prezydenckim w dniu 23 lutego.
Postawieni w trudnej sytuacji Rosjanie (bo ileż czasu po rozmowie będą mogli milczeć?) naciskają na swoich agentów do pilnego wyduszenia z Prezydenta RP daty jego lotu do Katynia. Klamka musi zapaść zanim przyznają się, że już dawno jest ustalone spotkanie Putin-Tusk na 7 kwietnia.
Prawdopodobnie dlatego, akurat 23 lutego Andrzej Kremer kieruje do Kancelarii Prezydenta pismo gdzie pada pierwszy raz data 10 kwietnia i kategoryczne wymuszenie (ze względów organizacyjnych) potwierdzenia tej daty wylotu.
Pismo to sygnowane osobiście przez Kremera musiało być inspirowane przez Tomasza Arabskiego z Kancelarii Premiera Donalda Tuska (co możemy poznać po liście „do wiadomości”) gdyż to Kancelaria Tuska bezpośrednio wtedy rozmawiała z Kancelarią Putina. Ta inspiracja byłaby niemożliwa bez zgody Radosława Sikorskiego przełożonego Andrzeja Kremera. Możemy sobie wyobrazić, że było to mniej więcej tak: „Słuchaj Andrzej – mówi Sikorski – zgłosi się do ciebie Tomek Arabski w sprawie pisma do Prezydenta, niech się kurde w końcu określą, że polecą dziesiątego. Wierz mi, ważne”.
Zastanawiając się tutaj nad osobą agenta wpływu musimy zdawać sobie sprawę, że;
1. Była to osoba kluczowa w kontaktach zarówno z Rosjanami jak i z innymi resortami, 2. Musiała być to osoba znakomicie zorientowana w przebiegu korespondencji na temat Katynia z Kancelarią Prezydenta RP, 3. musiała być to osoba posiadająca wiedzę na temat celu akcji, inaczej zamiast wywierać presję na zawarcie przez Prezydenta oficjalnego stanowiska (w piśmie) próbowałaby rozegrać sprawę medialnie, 4. Musiała być to osoba, która nie wsiadła do samolotu 10 kwietnia (pkt 3 implikuje pkt 4).
Ze wszystkich osób informowanych oficjalnie o korespondencji MSZ-u z Kancelarią Prezydenta żyje tylko Tomasz Arabski. Co znamienne, w Smoleńsku zginął także Andrzej Kremer – co pozwoliło go wykluczyć z listy.
Tomasz Arabski jest zresztą szczególną postacią, najbliższym zaufanym Premiera Tuska, posiadającym bezpośredni dostęp do najwyższych współpracowników Tuska w Platformie Obywatelskiej (bez względu na ich zajmowane stanowisko), osobą ustalającą i kontrolującą wszelkie rozmowy Premiera, strażnikiem tajemnic Premiera i osobą upoważnioną do udzielania się w mediach. Gdy jednak nacisk i nadzór Arabskiego okazuje się za słaby gdyż na początku marca wciąż nie ma oficjalnej deklaracji Lecha Kaczyńskiego (wyobrażam sobie tę irytację Moskali, którzy naprawdę nie mogą już dłużej czekać) nagle wkracza z ratunkiem kolejna postać. Dnia 2 marca Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nagle przesyła pismo bezpośrednio na ręce Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które ma wywołać pożądaną reakcję.
Trudno bowiem odpowiedzieć na tak sformułowaną prośbę bez podania terminu wylotu prezydenckiego samolotu.
Jednak, gdy okazuje się, że Andrzej Przewoźnik niezależnie potwierdza, iż uroczystości w Katyniu które on organizuje odbędą się 10 kwietnia ( http://kresy24.pl/showNews/news_id/10259/ ) i gdy na tej podstawie MON wydaje dyspozycje o udostępnieniu samolotu Prezydentowi w dniu 10 kwietnia – Tomasz Arabski, wiedząc, że Lech Kaczyński został właśnie postawiony pod ścianą, decyduje się na medialne ujawnienie terminu spotkania Putin-Tusk:
„Premier Donald Tusk będzie w Katyniu 7 kwietnia na zaproszenie szefa rosyjskiego rządu Władimira Putina – poinformował szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. Arabski zapowiedział, że 7 kwietnia dojdzie do spotkania bilateralnego Tuska i Putina i dyskusji na temat spraw bieżących”
Prezydent orientuje się wtedy, że Putin z Tuskiem już ustalili, że nie będą na tej samej imprezie i wysyła Bronisławowi Komorowskiemu pierwsze pismo potwierdzające swój udział właśnie 10 kwietnia.
Nie było rady, kto jak kto ale Marszałek Sejmu nie mógł wiecznie czekać na odpowiedź. Zwróćcie uwagę, że pismo jest wprawdzie datowane na 5 marca, ale nie wiemy kiedy tak naprawdę było wysłane. 5 marca to był piątek, mogło być wysłane w poniedziałek (8 marca) albo wtorek (9 marca). Jest jednak faktem, że jeszcze 11 marca (no może 10-tego ze względu na poślizg dziennikarski) Rosjanie informacji o tym piśmie nie mieli. Udawali więc dalej głupich i pomimo, że kilka dni wcześniej Stasiak potwierdził 10 kwietnia w mediach to czekali na oficjalne potwierdzenie. Sprawa była widać zbyt poważna by ufać deklaracjom medialnym:
To też nastręcza naturalne podejrzenia, że nie chodziło tylko o efekt propagandowy. Gdyby celem operacji „7 kwietnia contra 10 kwietnia” był tylko PR to cała rozgrywka odbyłaby się głównie w mediach i za pomocą komunikatów medialnych. Tu jednak kluczowe były ustalenia oficjalne – te pod pieczątką.
Mamy więc następującą sytuację: przez ponad miesiąc od 27 stycznia 2010 działając wspólnie i w porozumieniu Tomasz Arabski i Bronisław Komorowski (przy zgodzie Sikorskiego na wykorzystanie Kremera) doprowadzają do wystawienia Prezydenta i jego obozu politycznego (niewygodnego zarówno dla Tuska jak i Putina) na osobny przelot, osobnego dnia i w warunkach niemal zerowego zabezpieczenia agencyjnego, dyplomatycznego i technicznego.
Czy tylko jednak te dwie osoby były tak mocno zaangażowane. Czy możliwe by Premier Tusk podobnie jak Prezydent (choć różnica jest bolesna musicie przyznać) był przez Rosjan i ich dwóch poputczików także wykolegowany? Taka interpretacja byłaby możliwa – z korzyścią dla wizerunku Donalda Tuska – gdyby nie jeden znamienny fakt: TUSK KŁAMAŁ mówiąc o telefonie od Premiera Putina w dniu 3 lutego z zaproszeniem na uroczystości Katyńskie i KŁAMAŁ twierdząc, że propozycja udziału w osobnej uroczystości 7 kwietnia nastąpiła ze strony Putina jeszcze później.
Już bowiem 5grudnia 2009 r. Dimitrij Polianski Radca Ambasady Rosyjskiej ogłosił: Na kwiecień planowane jest spotkanie Władimira Putina i Donalda Tuska . Polianski przekazał już wtedy, że szefowie rządów dwóch krajów mają uczestniczyć w posiedzeniu Rady Biznesu Rosji i Polski, i że oprócz forum gospodarczego w Kaliningradzie w kwietniu przyszłego roku Rosję i Polskę czeka inne ważne wydarzenie – wspólne uroczystości upamiętniające rocznicę tragedii w Katyniu.
Dowód:
A jeśli tak brzmiał komunikat, to znaczy, że już na początku grudnia rozmowy pomiędzy Putinowcami a Tuskoidami na temat wspólnej wizyty w Katyniu w kwietniu 2010 r. były bardzo zaawansowane i trudno przypuszczać by już wtedy nie ustalono dokładnego harmonogramu. Być może ustalano już wtedy nie tylko harmonogram wizyty ale i kombinacji operacyjnej „Prezydent w Smoleńsku”. Na nieszczęście Tuska, widać zapomniał on o tej nieprzemyślanej wrzutce przyjaciół Rosjan z grudnia 2009.
Zresztą, kwestie wciąż toczących się rozmów Putin-Tusk jeszcze w roku 2009 potwierdzał także sam Andrzej Przewoźnik:
„Polski MSZ od dłuższego czasy prowadził z Rosjanami żmudne ustalenia na temat uroczystości. Teraz resort jest zaskoczony, bo prezydent na obchodach zorganizowanych na szczeblu premierów to prawdziwy koszmar dla protokołu dyplomatycznego”
MSZ to Radosław Sikorski, czy on także brał udział w spisku? Zastanawiałem się nad tym długo i analizowałem jego zachowanie. Jednak doszedłem do wniosku, że mimo wszystko tez był tylko narzędziem. Po pierwsze, gdyby coś wiedział to nigdy by nie krzyknął „Lech Kaczyński – były Prezydent”. Ugryzłby się 20 razy w język zanim by się tak podłożył. Druga sprawa to Tusk nigdy by nie wystawił dwóch spiskowców do prawyborów. Nie mógłby sobie pozwolić na wywołanie konfliktu i niezdrowych ambicji w tak wąskim kręgu zaufania. Musiał wystawić jednego spiskowca i jednego frajera by udać demokrację, a potem ten spiskowiec z frajerem musiał wygrać. I tak się też stało.
A czy nic nie rozgrzesza Komorowskiego? Wręcz przeciwnie, całe zachowanie jego w dniu tragedii i później wskazywały, że jest to osoba cyniczna, zdecydowana i bardzo dobrze (nawet zbyt dobrze) poinformowana. Zresztą bliskie kontakty z WSI-GRU do czegoś zobowiązują. Dzisiaj nawet przestałem patrzeć z lekceważeniem na informacje wiszącego jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku orędzia Komorowskiego.
To taka typowa wpadka Pana Marszałka.
Co do Arabskiego, część argumentów na jego temat już przytoczyłem. Ale warto zauważyć, że była to osoba, która bardzo konsekwentnie i umiejętnie wprowadzała w błąd media i obniżała rangę wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu.
Arabski był też bezpośrednim przełożonym Grzegorza Michniewicza, Dyrektora Generalnego Kancelarii Premiera Donalda Tuska i jego Szefa Kancelarii Tajnej, który zmarł nagle, tajemniczo (podobno popełniając samobójstwo) a poza tym:
„Z ustaleń „Wprost” wynika, że tego wieczoru Michniewicz napisał także kilka SMS-ów do swojego przełożonego, szefa kancelarii Tomasza Arabskiego. Nie wiadomo jednak, czego dotyczyły ani o której godzinie zostały wysłane. Minister nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie”.
Na to, że Grzegorz Michniewicz, żaden mięczak i jednak niezwykle zaufana osoba Donalda Tuska i Tomasza Arabskiego musiał odkryć coś wyjątkowo przerażającego zwracał uwagę nie tylko WPROST ale i jeden z Blogerów Salonu24:
Co to było? Czy odkrył jakiś szyfrogram od Putina do Tuska, którego nie przechwycił Arabski? Możemy dzisiaj tylko spekulować.
Faktem jest jednak, że Paweł Gutowski wieloletni przyjaciel Michniewicza, który kontaktował się z nim przed sama śmiercią, tak zrelacjonował ostatnią ich rozmowę telefoniczną:
       Był już w fatalnym stanie. Prawie szlochał. W rozmowie z nim użyłem nawet określenia „wisielczy nastrój”, co, niestety, okazało się prorocze.
(sic!)
Czy rozszyfrowaliście już kim może być nasz polski Gruppenführer KAT?
Tomasz Parol
Ps. Golicyn opisując sposób działania KGB, którego wyższym oficerem był Putin, stwierdził: Czym bardziej zuchwałe działanie tym lepiej, bo nawet jak się wyda żadna opinia publiczna w nie nie uwierzy.

Inne zapisy autora:

0

Publication author

offline 9 years

Tomasz Parol

Tomasz Parol 0
Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl
Comments: 2353Publics: 503Registration: 24-01-2011

Tomasz Parol
Tomasz Parol

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

503 publikacje
2250 komentarze
 

33 komentarz

  1. Bardzo a propos mojego dzisiejszego wstępniaka. Autorem tego nadesłanego do redakcji tekstu (link poniżej) jest człowiek związany z wymiarem sprawiedliwości i wojskiem nie posiadający u nas swojego bloga

    https://3obieg.pl/prokuratura-specjalnej-troski

    0
    • Rzeczy, tak rzeczy, trzeba nazywać po imieniu.

      0
    • Powiada Pan o Sikorskim, że: “Jednak doszedłem do wniosku, że mimo wszystko tez był tylko narzędziem.”
      A ja uważam, ze nie ma Pan racji, podobnie jak w tym, ze nie ma Pan na uwadze roli jaką miała i odegrała Ewa Kopacz.
      Nie było przypadkiem, ze w nocy z 9/10 kwietnia, w Gdańsku przebywały : D.Tusk(no, on tam mieszka, to jest zrozumiałe), E.Kopacz i B.Komorowski, który publicznie kłamał, ze był wtedy w Budzie Ruskiej.
      R.Sikorskiego tam nie było, bo musiał wypełniać zadania koordynacyjne w MSZ, ale to nie oznacza, ze nie wiedział w jakiej grze bierze udział.
      Sikorski wyjawił, że on dowiedział się o “katastrofie” o godzinie 8:48(to by było o 1 minutę później niż Macierewicz(wg jego oświadczenia, była to 8:47)
      Już z tego co powyżej można wysnuć wniosek, ze ta katastroficzna narracja nie ma wiele wspólnego z istotą i przebiegiem wydarzeń w tym dniu.
      Dlaczego Panu umyka z centrum zainteresowania osoba R.Sikorskiego? Ano dlatego, ze Pan i znakomita większość Polaków , odrzuca na zasadzie dysonansu poznawczego, drugą stronę tragedii smoleńskiej, a więc rolę w doprowadzeniu do niej naszych “sojuszników” z USA, NATO i UE(Niemcy). Pan i ci inni, ignorujecie znaczenie polityki resetu Obamy na linii USA-Rosja i tego, ze USA chcąc uzyskać od Rosji pewne usługi(Afganistan, Iran) musiały dojść do wniosku, ze koniecznym jest zmiana ekipy rządzącej w Polsce(przygotowania do resetu rozpoczął już w 2007 roku prezydent Bush(spotkania z Putinem i ich klimat). Proszę więc skojarzyć skoordynowany atak na rzad PIS-u w 2007 roku ze strony wszystkich sił wewnętrznych i zewnętrznych(tu mam na myśli udział w kampanii anty pisowskiej np. fundacji FOR Balcerowicza, finansowanej z zewnątrz. To jednak było za mało, by Putin poszedł na oczekiwane przez USA ustępstwa, bo był przecież jeszcze Prezydent L.Kaczyński i jego polityka wschodnia, intensywnie antyrosyjska i przeciwna zacieśniającej się współpracy rosyjsko-niemieckiej.
      Postęp w resecie USA-Rosja nastąpił dopiero wtedy, gdy Obama został prezydentem.
      Już na początku 2009 roku osiągnięto porozumienie w sprawie tzw. północnej drogi zaopatrzenia wojsk USA i NATO w Afganistanie przez terytorium rosyjskie i po sowieckich republik Azji Środkowej(rewolucję w Kirgizji wywołały służby rosyjskie, by pokazać USA, ze bez dogadania się z Rosją, będą miały problemy z zaopatrzeniem wojsk w Afganistanie. Ławrow mówił o tym całkiem jawnie.
      O naciskach Rosji na USA w “sprawie polskiej” mówi informacja jaką zamieściła w czerwcu 2010 roku(02.06.10) na swych łamach internetowa gazeta polonijna “Kworum”.:

      “Czy zamach na polskiego prezydenta był elementem szerszej międzynarodowej aktualnej gry politycznej? Otóż mógł być. Wypowiedzi senator Carla Levi’ego w Waszyngtonie, że trzeba znowu oddać Rosji Polskę w zamian za współpracę odnośnie Iranu i w Afganistanie, głośne od ponad roku, mogą być oczywiście indywidualnym idiotyzmem politycznego waryjata – ale mogą też być “balonem sondażowym” wypuszczanym przez ekipę Obamy wobec Rosji i Putina. A wspomniany senator jest też w bardzo ciepłych stosunkach z panią Clinton… I ostatnio bardzo awansował jako szef ważnej senackiej komisji! Oczywiście taką politykę: oddawać Rosji dosłownie za nic najbogatszy kraj świata i nadto decydujący o panowaniu w Europie – mogą robić tylko polityczni durnie do entej potęgi. Ale taka nieprawdopodobna głupota – w dziejach polityki amerykańskiej – albo to pierwszy raz? A Franklin Delano Roosvelt co wyrabiał? I czy przypadkiem za nowym Katyniem nie kryje się nowa Jałta? A rząd USA pozwolił bestialsko zamordować zawsze lojalnego i szczerego sojusznika USA, prezydenta Kaczyńskiego? Godzącego się na nawet najbardziej niekorzystne umowy z Ameryką? ”

      Moim zdaniem, przesądzającym momentem dla Rosjan i utwierdzającym ich w tym, ze USA godzą się na żadania Moskwy w sprawie usunięcia “przeszkody” jaką była osoba Prezydenta L.Kaczyńskiego , była decyzja Obamy o rezygnacji z tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. L.Kaczyński ze swoją polityką wschodnią, stał się dla USA niewygodnym, więc można za F.D.Rooseveltem powiedzieć, że Prezydent L.Kaczyński stał się “nie ich skurwysynem” i czas zastąpić go “naszym skurwysynem”(to powiedzenie F.D.R. dotyczyło Somozy). Tym “naszym skurwysynem” okazał się B.Komorowski.
      Już 8.12.2010 roku w Białym Domu Obama chwalił Komorowskiego za 10.04.2010 roku(“był pod wrażeniem kierownictwa Komorowskiego”) na co B.Komorowski obiecał, że Polska pójdzie z USA “na dalekie polowanie(to mowa o planowanej wtedy wojnie z Iranem, przygotowania do udziału w której prowadził rzad D.Tuska już od poczatku 2011 roku poczynając od wizyty w Izraelu i podpisaniu umowy o współpracy wojskowej, poprzez cwiczenia naszych F-16 w Izraelu i na Alasce, a na zamówieniu w USA uzbrojenia dla F-16 za 447 mln $, kończąc. Z wojny wyszły jak na razie nici, bo Putin się zbiesił i zagrał Obamie na nosie w Syrii. Dlatego też dostawy zamówionego uzbrojenia nie było, bo ono miało zapewne trafić bezpośrednio do Izraela- po co transportować coś z USA do Polski, by potem wieźć na Bliski Wschód. Logiczne?)
      Po 17.09.2009 roku konsultacje pomiędzy Tuskiem, Putinem i A.Merkel w sprawie przygotowań do zamachu ruszyły raźno. Była jeszcze próba ze strony D.Tuska, by załatwić sprawę L.Kaczyńskiego w niekrwawy sposób. Otóż w październiku 2009 roku odbyła się rozmowa Tuska z L.Kaczyńskim(utrwalił treść tej rozmowy Ł.Warzecha w książce “Ostatni wywiad”:

      Tak, mówił o tym Ś.P Lech Kaczyński w “Ostatnim wywiadzie” Łukasza Warzechy:

      „…było jeszcze spotkanie , podczas którego pan premier Tusk zaproponował mi, żebyśmy obaj wycofali się z kandydowania w wyborach prezydenckich. Propozycja była bardzo kusząca: on pozostałby premierem, a ja byłym prezydentem (śmiech)”.

      Niestety, L.Kaczyński był niesterowalnym politykiem, więc trzeba było zastosować “rozwiązanie ostateczne i definitywne” i tak też postanowiono.
      Jeszcze na jesieni prowadzono rozmowy o spotkaniu Tuska z Putinem w Katyniu, ale były one dość dobrze kamuflowane.

      Tu wspomnę o roli R.Sikorskiego w polityce resetu USA -Rosja. Już w 2008 roku, w czasie kampanii wyborczej w USA, R.Sikorski spotykał się z doradcą Obamy i ustalali strategię działań, które pozwolą USA zrezygnować z tarczy, czego domagała się Rosja.
      W 2008 roku była głośna awantura jaką za to tajne spiskowanie Sikorskiego z Ronem Asmusem, doradcą Obamy.
      Aby nie przedłużać, proponuję jednak Panu, by Pan jeszcze raz przemyślał swoją opinię na temat roli R.Sikorskiego i tego czy nie byłoby zasadne by jego inicjał znalazł się w nazwie kryptonimu akcji i by wyglądał on jednak tak: Gruppenführer KATS?
      Tak na marginesie, odnosząc się do zamieszczonego ksero z pisma B.Komorowskiego z 2.03.2010 roku do Prezydenta L.Kaczyńskiego, pragnę Panu i czytelnikom zwrócić uwagę iż odręczny podpis B.Komorowskiego umieszczony na tym piśmie, nie jest podpisem odręcznym B.K. w świetle obowiązującego prawa i wykładni SN na temat podpisu odręcznego(czyżby służby wyręczały Pana Marszałka z “mokrej roboty”?

      0
  2. ,,Ze względu na wyjątkowy charakter planowanych obchodów, w związku z 70 rocznicą ludobójstwa, o wszczętych przygotowaniach Andrzej Przewoźnik informował (wpierw nieoficjalnie) Kancelarię Prezydenta, Kancelarię Premiera oraz szereg instytucji i organizacji pozarządowych.”

    1. Grzegorz Michniewicz spotkał się w dniu 23.12.2009 z Seryjnym po prawdopodobnie przypadkowym wysłuchaniu rozmowy kogoś z kimś w związku z powrotem Tu154 z remontu w Samarze.

    2. Andrzej Przewoźnik był w Rosji dwa razy przed 10.04.2010 i używał w czasie tych pobytów kart płatniczych.

    3. Tomasz Merta – pewniak w Smoleńsku w dniu 10.04.2010 – mógł przez przypadek mieć przez wiadomo kogo wyrobione dwa dowody osobiste, który jeden z nich miał być niby spalony komisyjnie w MSZ przez człowieka, który także spotkał się później z Seryjnym.

    i kurwa mać tak dalej.

    Jednym słowem żyjemy w państwie mafijnym, gdzie każdy rzut kamieniem trafia w kurwę.

    0
  3. Avatar Jerzy Wnorowski

    Tak wygląda geneza zbrodni. Trudno się teraz dziwic, że śledztwo jest manipulowane, a rządzący mają w tym interes. Polskie społeczeństwo jest nijakie i bezwolne, otumanione głupimi igrzyskami ( patrz poziom kabaretów) i urzędniczą mafią POlszewii.

    0
  4. Żadnej katastrofy nie było, to inscenizacja/maskirowka, Putina ludzie tylko inscenizację nieudolną celowo robili, by ryżego, bula krótko za mordę trzymać o czym poniżej. Przytoczę po raz kolejny przesłuchanie ministra Klarkowskiego z Kancelarii św.p. Prezydenta L. Kaczyńskiego:” pytanie: kto odprowadzał i kiedy tą delegację? odpowiedź:” jak spotkaliśmy się w tym hanga…. (został natychmiast wyburzony, pytanie: dlaczego?) w sali odlotów” !!! (mam na szczęście tę wypowiedź na dysku, na przyszłość, jak wiele innych) Ta wypowiedź pokazuje, że delegacja została “zabezpieczona” na podstawie komunikatu z 9.04.2010r. , który przyszedł z Czech i został podany w TV!!! Dlatego nie ma żadnych zdjęć i filmów z wylotu!!! Co się potem stało, to tylko Bóg wie i mam nadzieję, że niedługo coś się stanie i bomba wybuchnie, oczywiście medialna! Aktor św.p. Zakrzeński został wyrwany z domu 2 godziny wcześniej, niż miał wyjść na lotnisko!!!! Auto szefowej Adwokatury w Polsce, p. Indeckiej znaleziono na parkingu marketu pod Warszawą (pytanie: dlaczego nie na parkingu lotniska zaparkowała?) i miała ona przyjechać z Łodzi! Te fakty pokazują, że delegację skasowano a część zwłok przewieziono do Smoleńska i delegacja z J. Kaczyńskim była opóźniana kilka godzin, żeby ciała zdążyły na te pobojowisko!!! Dlaczego amb. Bahr i kamerzysta Wiśniewski, po przybyciu na te pobojowisko, nie widzieli ciał ofiar, 120 luksusowych, skórzanych foteli i bagaży pasażerów??? Dlatego zakaz ekshumacji i czipy RIFD w trumnach, pilnowanie grobów by rodziny same ich nie otworzyły, nie dopuszczanie do sekcji na pokaz rodzin, ich przedstawicieli, czy amerykańskiego profesora. Czuwa nad tym NPW z prokurwatorami sowieckiego/żydowskiego pochodzenia, ich nazwiska o tym świadczą: Szeląg/Kopiejka, Rzepa/Riepa, Artymiak, etc..etc.. czy szef MON Siemoniak, to bękarty po litwakach. Rodziny ofiar są zastraszane, chcą żyć, więc czekają na zmianę władzy z polskojęzycznej czyli tej zbieraniny szumowin złożonych z litwackich i parchoszwabskich bękartów, pomiotu werwolfu, na polską złożoną z etnicznych i uczciwych prześwietlonych z 7 pokoleń wstecz Polaków. Pytanie jest zasadnicze: QUI BONO???? Cała ta sowiecka poststalinowska NPW to najniebezpieczniejszy, najgorszy i trudny do zwalczenia wewnętrzny wróg, o takich wrogach wypowiadał się Marszałek Piłsudski, i takim zafundował KS i Berezę z Kostkiem Biernackim. Po przejęciu władzy przez etnicznych Polaków potrzeba to powtórzyć, czyli wciągnąć na latarnie, osadzić po staropolsku na palach, dla ich bękarckiego pomiotu stworzyć nową Berezę dla tej tępej swołoczy w pobolszewickich chlewniach Mucznego lub odesłać tam gdzie ich korzenie czyli na wschód na stepy chazarii, bo tej swołoczy nawet Wzgórza Golan nie przyjmą za tępi chyba że do prac ręcznych w kibucach. Wystarczy popatrzyć na te prymitywne i tępe mordy błagające o rozum. Ta swołocz w żadnym normalnym państwie nie byłaby prokuratorami, nie mówiąc już o noszeniu mundurów. One powinne być publicznie zdarte razem z pagonami z tej tępej swołoczy a oni/UNE wciągani na latarnie, osadzani na palach w gatkach i skarpetkach po uprzednim według ich terminologii rozkułaczeni ze wszystkiego. Ps. Co do “rozmowy” Jarosława z Bratem, którą się niektórzy podpierają: Rozmowa spreparowana, przerwana w odpowiednim momencie, miał do niej wątpliwości Jarosław, mam jego o tym wypowiedź na dysku. Nie takie dziś fałszerstwa możliwe przy obecnym stanie techniki.. Ps. II Samoloty pasażerskie mogą być sterowane jak drony. CNN Live ujawnia to, co od lat kilkunastu było znane fachowcom od technik pilotażu. Samoloty współczesne mogą być sterowne spoza płatowca, tak prawie, jak drony. Sygnały sterujące mogą pochodzić z ziemi, lub z satelity. Miło, że już ujawnili… Por. lot MH370.

    http://edition.cnn.com/video/data/2.0/video/world/2014/03/28/tsr-dnt-todd-remote-controlled-auto-pilot.cnn.html
    1’43’’ Reszty nie warto słuchać.

    0
  5. Treść Zawiadomienia inż. K. Cierpisza jest ciągle aktualna
    Członkowie delegacji i obsługa nie mogli zginąć w katastrofie lotniczej w dniu 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku – podczas próby lądowania samolotu – a to z tego względu, że dowodów na katastrofę w Smoleńsku, przy lotnisku, po prostu nie ma.

    Niespełna 14 miesięcy temu opublikowałem notkę zatytułowaną “Inż. K. Cierpisz zawiadamia prokuraturę o przestępstwie”, link: http://zygumntbialas.neon24.pl/post/87991,inz-k-cierpisz-zawiadamia-prokurature-o-przestepstwie

    0
  6. Mir Mir

    “Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi”

    0
  7. Wszyscy się domagają sprowadzenia wraku tutki do Polski, tak jak gdyby obecnie to był wrak świeżo po katastrofie z niezatartymi celowo śladami. Obecnie po 4 latach leżenia przez długi czas pod otwartym niebem i po celowym wymyciu go silnymi detergentami przy pomocy silnego strumienia wody z karchera i poddaniu działaniu różnym preparatom niwelującym ślady czegokolwiek, wrak jest już mało przydatny do badań dochodzeniowych. Nie ma też dowodów na to , że TO JEST TEN SAM WRAK SAMOLOTU, który uległ katastrofie 10.04.2010 roku. Wobec tego to bezsensu – Nie do udowodnienia. Przecież o to właśnie chodziło (?!). Nie ma ofiary, brak narzędzia zbrodni = Nie ma Sprawy! i…nie było! Pomalowany wrak. To wszystko grube nici. Jeśli ja widzę od początku, od jesieni 2012 kiedy zaczęli pokazywać w telewizorniach pokazywać to śmieszne co nazywają naszym wrakiem.Jeśli ja widziałem że toto jest świeżo pomalowane, zresztą nieudolnie i jestem prawie pewien że te okienka są plastikowe to czy nie widzą tego eksperci? Dodatkowo widzimy ciągle ten sam śmieszny fragment w rustykalnym drewnianym zadaszeniu, ale nie mamy perspektywy porównawczej jakiej to jest wielkości.Nie stoi tam nigdy człowiek, nie ma punktu odniesienia, który pozwoli określić wielkość. Teraz badania mechaskopowe i spektrograficzne są na poziomie atomów. Wykrywają wtrącenia pierwiastków i zaburzenia siatki krystalograficznej. Ślady po Wybuchu,naprężenia i zniekształcenia charakterystyczne pozostają na Zawsze = do przetopienia!

    0
    • “Nie do udowodnienia.”
      Ja twierdzę, ze TU154M który powrócił z Rosji 21.09.2010 roku jest nr 101.
      Wystarczy więc,, by to ten samolot poddano szczegółowym badaniom, by udowodnić kłamstwo smoleńskie, a tym samym rozpocząć śledztwo na temat losów Delegacji.

      0
  8. Sprawa foteli lotniczych. Zdjęcia mega roztrzaskanych foteli z tutki pokazywać w zetknięciu z przepisami lotniczymi (fotel lotniczy ma wytrzymać w całości uderzenie do 500 km/h – na Siewiernym było ok. 170 to dane z raportu MAK). Bogdan Gajewski i Wacław Berczyński dali gotowca w tym temacie – zarówno Macierewicz jak i blogerzy śledzący sprawę uparli się, że z tego gotowca nie skorzystają i już. Pytam dlaczego? Kilkadziesiąt lat temu siedzenia w samolotach były wykonane z tworzyw sztucznych. Od tamtej pory wiele się zmieniło, a obecnie wykorzystywane fotele mają absorbować część sił powstających na skutek zderzenia maszyny z ziemią. Nieocenione w tym temacie okazały się testy z lat 40. i 50., w trakcie których pułkownik John Stapp dobrowolnie przypiął się do “sań” z napędem rakietowym i poddawany był rekordowym przeciążeniom. W ostatniej fazie jego organizm wytrzymał przeciążenie 46,2 g, ale przepłacił to kilkoma urazami. Badania te doprowadziły ostatecznie do poprawy bezpieczeństwa podczas katastrof lotniczych i w transporcie lądowym. Fotele w samolotach pasażerskich zostały zaprojektowane w taki sposób, aby wytrzymać przeciążenia do 16 g. Chcąc dodatkowo poprawić bezpieczeństwo, należałoby je odwrócić tyłem do kierunku lotu, jednak dla większości z nas taka pozycja byłaby nie do zaakceptowania.

    0
    • Z jakąż kompromitacją śledczych mamy do czynienia, jeśli nawet są zwolennicy teorii maskirówki. Dawno temu przekazałem FYMowi swoją opinię na ten temat: Ruscy są do wszystkiego zdolni, ale po co robić coś w karkołomny sposób jeśli można w prosty? Ponadto ekshumacje temu przeczą ostatecznie.

      0
      • Avatar OHV

        “Z jakąż kompromitacją śledczych mamy do czynienia, jeśli nawet są zwolennicy teorii maskirówki”
        __________________

        Ciekawa uwaga, jednak chce przypomnieć, o czym mało kto pamieta jak powstawała teoria maskirówki. Otóż, gdy okazywało się, że z pewnego filmiku wyciagane z tygodnia na tydzień są kolejne nieprawdopodobne fakty, wówczas przychodzi na swiat teoria, że to wszystko to fikcja, tzn. fikcją jest ten filmik…
        Nie mam żalu do tej rzeszy naiwniaków, którzy kolportowali i kolportują ta teorię, by rykoszetem skompromitować wszystkich innych poza tymi rzadowymi pseudosledczymi, bo zawsze znajdzie się taka grupa osób z natury swojej na to przystająca, jednak zawsze waznym jest źródło jej powstania.

        Sprawy miały się juz im dobrze, gdy okazało się, że z materiału nakręconego przez Wiśniewskiego, można równiez wyciagnąć nieprawdopdobne dwa fakty, które współgrają z materialem nakręconym 15 minut wczesniej, dopełniają go i zaraz potem, na dniach powstają wpisy FYMa, że ten filmik to również fikcja, a zaraz potem, że wszystko jest fikcją, łącznie z katastrofą, a ludkowie żyja sobie niczym pączki w maśle jak pisała jedna komentatorka, wspomagająca teorie maskirówki.
        Niezborne i luzackie zeznania Wisniewskiego przed komisją tylko wzmacniają to.
        Cel został przez “źródło” osiagnięty, ośmieszone zostało wszystko i wszyscy.

        A przecież, by podważyć raport Millera, wystarczy choćby wziąć na tapetę godzine przyjazdu pierwszej straży pozarnej tam zapisaną, a czasem (7 minut wcześniej niz w raporcie) gdy dokumentuje ich obecność Wiśniewski na swoim filmie, zaś zegar jego kamery można łatwo potwierdzic jako prawidłowy dzieki temu, że filmował również tym samym sprzętem podejście IŁa..

        No ale po co to robić? Niech będzie nadal w obiegu: maskirówka, naciski, pijany generał, przelot nad brzozą, czyli klasyczny bigos dezinformacyjny, w którym oszust uchodzi za najbardziej wiarygodnego i rzetelnego.

        0
  9. “Nie do udowodnienia.”
    Ja twierdzę, ze TU154M który powrócił z Rosji 21.09.2010 roku jest nr 101.
    Wystarczy więc,, by to ten samolot poddano szczegółowym badaniom, by udowodnić kłamstwo smoleńskie, a tym samym rozpocząć śledztwo na temat losów Delegacji.

    0
  10. Avatar Maciej

    Polsko obejrzyj się za siebie. Podczas gdy oczy skupiają się na Rosjanach, Angela Merkel realizuje plany o jakich się nie śniło Walterowi Hallsteinowi gdy po piwnicach propagował nazistowską ideologię.

    Spójrzmy za plecy a zobaczymy Unię, której w jednoczeniu się (czyt. podporządkowywaniu Niemcom) przeszkadzał Lech Kaczyński i jego świta. Do podpisania Traktatu Lizbońskiego został najprawdopodobniej zmuszony, bo szczerze mówiąc, nie pamiętam jakiejkolwiek sytuacji gdy ulegał wpływom przeciwników politycznych. Po jego śmierci już wszystkie stanowiska w Państwie są obsadzone socjalistami z radością rozklejającymi po Polsce wlepki z logo UE
    .
    Związek Rosji ze sprawą? Cóż… historia lubi się powtarzać. Może znowu znaleźliśmy się między młotem a kowadłem.

    0
  11. le kosztuje MILCZENIE RODZIN

    Koszt finansowy a koszt moralny

    Mirosław Dakowski

    Przez szablon 9/11

    W USA jest „powszechnie wiadomo”, że rodziny pasażerów czterech samolotów porwanych 11 września 2001 [które to samoloty podobno , wg. większości mediów i Raportów MAK, Millera, Laska (oh, pardon-s, wg. Raportu Komisji Rządowych USA) rozbite zostały pod Shanksville, na Pentagonie czy w WTC ] dostały wysokie odszkodowania, jak się mówi w USA – „pieniądze milczenia”.

    Użyte na początku tego przydługiego zdania określenie „powszechnie wiadomo” znaczy tyle, że są na to niepodważalne dowody, a media milczą lub negują więc wie o tym może jeden na tysiąc czytających Amerykanów. A większość – oczywiście czyta – ale o Super Bowl lub wynikach tamtejszego Totolotka.

    Operacja 9/11 jest kulminacją podobnych akcji dezinformacji i zbrodni (w tej kolejności – musi być przygotowanie dezinformacyjne wcześniej) – i niedościgłym na razie wzorem dla kolejnych. Tak w dziedzinie zdalnego sterowania samolotów (przy bezsilności pilotów), jak tworzenia „on line” rozmów telefonicznych, oraz potem – sterowania rodzinami i mediami.

    Operacja medialna p.t. „Katastrofa w Smoleńsku” była planowana i wykonana, oraz jest wykonywana dalej według tego wzoru.

    W tym tekście skupię się na operacji „pieniądze milczenia” w Polsce, sądzimy, że ściśle wzorowanej na 9/11.

    Milczenie

    Rekompensaty jednorazowe, jak nam oznajmiono w mediach, w przypadku „Smoleńska” wyniosły po 250 tysięcy złotych na osobę poszkodowaną. Wyłączono jednak, o dziwo, aktualne konkubiny czy kochanki ofiar. Tym pozostało pojawianie się w ciężkiej żałobie na pogrzebie trumny – z niezidentyfikowaną przecież zawartością. Za brak żądania [zgodnego z prawem, a może nakazanym przez prawo] identyfikacji zawartości trumny – chyba należy się osobna opłata?

    Na ile Obie Umawiające się Strony wyceniły wartość milczenia krewnych Ofiar? Ciekawe będzie dowiedzenie się tego. Ale z tym poczekamy, może nawet lata.

    Dostałem informacje od bliskich jednej z Ofiar Zbrodni, że wynegocjowano z rodziną, poza jednorazową sumą, dożywotnią rentę dla dzieci Ofiary. Piszę o tym dopiero po weryfikacji, po otrzymaniu podobnej wiadomości od krewnych innej osoby. W jakiej wysokości nie powiedziano, sugerując jednak, że w dużej.

    Czytamy rozważania, że krewni ofiar np. katastrofy kolejowej pod Szczekocinami żadnych odszkodowań nie dostali, jedynie zasiłek pogrzebowy z ZUS, zresztą obcięty przez Tuska do żałosnej jałmużny w wysokości zdaje się czterech tysięcy.

    Mimo usiłowań nie dowiedzieliśmy się, od rodzin „tych spod Smoleńska”, jakie były narzucone im zobowiązania przy ustalaniu tych kwot, tak jednorazowych, jak rent dożywotnich. Na pewno nie dało się spełnić rady Dziadka: „Brać, nie kwitować”. Mimo bliskich wtedy kontaktów z wieloma Rodzinami nie udało mi się uzyskać kopii umowy o to odszkodowanie, nawet zanonimizowanej, by przeanalizować jej warunki, szczególnie t.zw. fine print.

    Jak zabezpieczyli sobie wypłaty po zmianie władzy i po ujawnieniu dokumentów dotyczących tego dealu – nie wiem. Ale te umowy chyba wyjaśniają, dlaczego Rodziny unikają (już cztery lata) potrzebnych do wyjaśnienia Zbrodni odpowiedzi na wiele pytań.

    Jak zachowają się te dzieci, gdy dorosną i zorientują się, że dobrobyt mają kosztem zatajania lub utrudniania poszukiwań prawdy o kaźni czy śmierci Ojca? Zobaczycie. Mnie już tu nie będzie.

    Ekshumacje

    Tu ułatwieniem matactwa jest umiejętne dobranie, czy podrzucenie adwokatów, którzy hamują zbyt odważne żądania Rodzin. Zresztą, gdzie te identyfikacje zawartości trumien robić – jeśli powołane do tego instytucje krajowe „identyfikują” imiennie ofiarę [DNA] z zawartością kolejnej trumny, a tymczasem niepokorni potomkowie widzą i ośmielają się MÓWIĆ, że na przykład zachowane zdjęcia rentgenowskie kręgosłupa Babci (Anny Walentynowicz) są zdecydowanie różne od tych z kolejnej przypisywanej Jej ciału trumny.

    Ponieważ ciała Anny Walentynowicz nigdzie przy otwieraniu kolejnych grobów i trumien nie znaleziono, wydawało się konieczne zawiadomienie prokuratury w miejscu jej zamieszkania o Jej zaginięciu. Niech szukają zgodnie z wymogami prawa. W doniesieniu o porwaniu przez nieznanych sprawców, w nieustalonych okolicznościach – porwaniu tak osoby, jak, po chwilowym zobaczeniu nietkniętej twarzy Mamy – o porwaniu Jej ciała. Niestety – doradcy prawni Rodziny tego nie zrobili.

    Wyliczenie Planisty jest takie, że za parę lat ciała w trumnach [i inne ich zawartości] tak się rozłożą, iż badanie i identyfikacja będą bardzo trudne. Zresztą „opinia” już zapomni, bo została umiejętnie „zmęczona”, znudzona sprawą.

    Ci zaś, co zabraniali ekshumacji (Arabski &Co) już będą nieuchwytni za zasłoną Ogólnej Niepamięci. Również dzielni, patriotyczni mecenasi, którzy za słone honoraria latami pchają Sprawę śledztwa smoleńskiego w bok- będą mogli dalej pożywać owoce swej bezkompromisowości i profesjonalizmu.

    Jak mocne i przekonywujące muszą być argumenty „strony”, by po czterech latach od odkrycia i ujawnienia nogi generała Kwiatkowskiego w trumnie Prezydenta, jego brat bliźniak nie wykorzystał tego skandalu do wyegzekwowania od Prokuratur natychmiastowych ekshumacji i zbadania pod międzynarodową kontrolą zawartości dziewięćdziesięciu siedmiu pojemników, w tym trumien dostarczonych przez stronę rosyjską ? Kiedy wreszcie Jarosław Kaczyński zdecyduje się „przerwać milczenie”? Boi się losu Jaroszewicza? To racjonalne. Niech choć tyle powie!

    Pytania, milczenie fałszywki

    Parę lat temu zadano Rodzinom ważne pytania. Odpowiedzi na takie i podobne pytania ciągle brak [wzięte z: Pytania o 8-10 kwietnia 2010 ciągle bez ODPOWIEDZI ] :

    41. Jakimi środkami transportu udawały się na lotnisko poszczególne osoby delegacji? Dlaczego nie jest to informacja publicznie znana 14 miesięcy po „katastrofie” smoleńskiej.

    42. Z miejsca pozostawionego samochodu przez prezes Naczelnej Rady Adwokackiej panią Joannę Agacką Indecką wynika że jechała na Okęcie (z Łodzi) okrężną drogą. Dlaczego? Samochód nie był jednak zaparkowany na Okęciu? Dlaczego pozostawiła samochód nie docierając nim na Okęcie?

    43. Spośród nielicznych relacji rodzin dotyczących wyjść bliskich z domu udających się na Okęcie jedna dotyczy aktora Janusza Zakrzeńskiego. Miał wyjść z domu po czwartej (z osiedla Pod Skocznią). Dlaczego ta pora była tak wczesna?

    Z tych nielicznych relacji można stworzyć obraz że członkowie delegacji udawali się na lotnisko Okęcie w nocy. Koresponduje z tym relacja A. Klarkowskiego, który twierdzi że przybył na lotnisko o 6.10, a generalicja była już tam dużo wcześniej.

    Dlaczego członkowie delegacji udawali się na lotnisko pod osłoną nocy?

    44. Czy skoro Janusz Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej (czy należy rozumieć że do samochodu podstawionego przez organizatorów wylotu?) nie należy sądzić że była to pora obowiązująca dla członków delegacji? Można się spodziewać iż była ona jednakowa dla wszystkich, a przynajmniej dla „cywilów” i została przekazana przez organizatorów wylotu.

    45. Kto powiadamiał członków delegacji o czasie wyjazdu z miejsca zamieszkania i jak uzasadniał wczesną porę? Jaka była podawana członkom delegacji spodziewana godzina wylotu?

    46. Jak wiadomo między godziną czwartą i piątą rano, zwłaszcza porą zimową, jesienną i wczesnowiosenną przemieszczanie się po Warszawie i innych dużych miastach jest istotnie ułatwione w porównaniu do późniejszych godzin. Można zatem sądzić że niektórzy członkowie delegacji znaleźli się na Okęciu znacznie przed piątą. Dlaczego nie widzieli ich dziennikarze, którzy odlecieli o godzinie piątej? A jeśli widzieli dlaczego nie możemy nigdzie znaleźć ich relacji na ten temat?

    Jeśli choćby niektórzy członkowie delegacji przybyli przed piątą, a nawet niedługo po czwartej, wpół do piątej. Dlaczego nie ma o tym wzmianek w relacjach dziennikarzy. Dziennikarze byli zawiedzeni iż nie przeprowadzą wywiadów z osobami z którymi na co dzień nie mają kontaktu. Dlaczego zatem nie robili wywiadów z członkami delegacji, którzy już byli na Okęciu? Jeśli zaś robili dlaczego o tym nie informują opinii publicznej i nie przedstawiają wywiadów?

    Czy można sądzić że wszyscy członkowie delegacji, opuszczający domy o godzinie czwartej (po czwartej), jechali znacznie dłużej na lotnisko niż ma to miejsce w czasie większego ruchu i w konsekwencji byli po piątej? Jeśli taka sytuacja miała miejsce, jak ją wytłumaczyć?

    O relacjach osób odwożących członków delegacji na lotnisko nic nie wiadomo? Czy takowe istnieją? Jeśli nie to dlaczego? Jeśli istnieją dlaczego nie są udostępnione opinii publicznej?

    47. Jak wyglądała podróż członków delegacji spoza Warszawy (oprócz wzmiankowanej podróży Joanny Agackiej Indeckiej).

    Czy (którzy z nich?) przyjechali do Warszawy w przeddzień? Gdzie nocowali w Warszawie? Czy w jednym miejscu zapewnionym przez „organizatorów wylotu, czy w różnych miejscach?

    48. Czy rodziny członków delegacji otrzymywały od nich esemesy po starcie samolotu informujące że samolot wystartował? Nie wiadomo nic o żadnym takim esemesie. Czy możliwe jest że żaden z członków delegacji nie wysłał takiego esemesa? Jeśli tak, dlaczego odbyło się wbrew zwyczajowi gdzie zwykle pasażerowie po czasie startu informują bliskich za pomocą sms o bezpiecznym znalezieniu się w powietrzu (i analogicznie po wylądowaniu).

    Nas, analityków Zbrodni, nie interesują smaczki obyczajowe , ani tym bardziej ich ujawnianie. Ale dawanie patriotycznych wywiadów kochance męża może zdziwić, a wskazuje m.inn. na chęć ukrycia prawdy o tym, skąd i o której mąż pojechał rankiem 10 kwietnia. Ewentualnie, kto go ostatni widział i gdzie? A to jest ważne dla indywidualnych i statystycznych badań Ostatnich Godzin Ofiar.

    Część Rodzin skupia swą aktywność na wypowiedziach w Brukseli, objeżdżaniu Polonii w USA, występowaniu w akademiach ku czci czy otwieraniu Izb Pamięci. Tam grzmią w obronie tych skrawków prawdy, których „strażnicy Umowy” bronić im pozwalają. Przy okazji, sądzę, że bez swej wiedzy czy świadomej współpracy, utrwalają u słuchaczy fałszywą, tj. nieudowadnialną wersję wydarzeń.

    Na stronie „Pomnik smoleński” ciągle wisi zdjęcie z „odlotu Prezydenta”. Wielu analityków wykazało, że jest to fotomontaż ze zdjęciami z innego dnia, z innej pory dnia. Szefowa tego portalu nie tylko nie usunęła tej fałszywki, ale swoim (ściślej –męża) nazwiskiem zakrywa tożsamość agenta (lub pożytecznego idioty) , który jej to zdjęcie udostępnił. Te zdjęcia KŁAMIĄ poczciwym ludziom, wchodzącym na tę stronę w dobrej wierze!

    Rodzina Wojciecha Seweryna, rzeźbiarza z Chicago przesłała, podobno otrzymaną skądś, a wyjętą podobno z telefonu pana Seweryna „zdjęcia Prezydenta w samolocie do Smoleńska”. Wykazano w wielu analizach, że jest to prymitywna fałszywka. Znów – rodzina nie ujawniła, kto im to podrzucił.

    A mielibyśmy ujawnionych, czyli obezwładnionych, choć dwóch (z wielu działających) oszustów.

    Czy trzeba zapytać – za ile? Czy wystarczy tłumaczyć naiwnością i kurzym strachem?

    Ten tekst jest kolejną próbą uświadomienia świadkom, jak ich milczenie czy zakłamanie szkodzi ich pomordowanym Bliskim. Bo ci ostatni wiedzą (nie muszą już wierzyć), że Prawda jest najważniejsza. Ps. Przypadek promu Heweliusz lepiej pokazuje działania polskich prawników, śledczych …..

    Więcej o tym i podobnych na: http://www.dakowski.pl

    0
  12. tak tylko wpisalem zeby osobiscie stwierdzic jestem jeszcze na ziemi czy w niebie.Ale generalnie widze ze na ziemi.Spokojnie w takim razie panowie mozecie nadal krecic swojego młynka bo dla swiata to nie ma znaczenia.No i pozwala na jakis czas zajac siły twórcze na ..pierdoły.zachodzi natomist proste pytanie…Po co któs mialby zabijac takiego miernego w sensie dosłownym jak i w przenosni…kurdupla.

    0
    • Wystarczy, żeby ten ktoś nie podzielał Twojego zdania.
      Po co zabito Litwinienkę? Po co Stalin zabijał wyautowanego Trockiego? Po co był Katyń? Po co zlikwidowano synów Kuklińskiego? A przypominam, że nie tylko LK był na tym pokładzie.

      0
      • nawet lubie jak ktos nie podziela mojego zdania.Ale porównania do stalina czy litwinienki to jakis zart chyba….a reszta to jakby inny kryminał.A jak mowia rosjanie ..gdzie rzym a gdzie krym??

        0
  13. Wpisał: Dymitr Książek
    08.04.2014.

    W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem

    Nie mogę milczeć

    Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

    [… siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien ]

    [Publikuję cały ten potworny materiał – jako dokument w Sprawie. Pamiętajmy, że w chwili, gdy wywalczymy wolna Polskę, tacy ludzie, jak ten lekarz, jak „świadkowie odlotów” i inni przesłuchiwani [bez konsekwencji karnych] przez Zespół Parlamentarny – będą zeznawali z PEŁNYMI KONSEKWENCJAMI. Jakieś rozgrywki miedzy odłamami „razwiedek” powodują, że choć trochę prawdy wycieka z tego wielkiego wrzodu kłamstwa i oszustwa. Wymusimy resztę ! Zaznaczenia na czerwono – moje . Ten tekst przetłumaczono w październiku z mej strony na rosyjski „sajt” . Tam dyskutanci byli głównie przejęci tytułem. Bo: „Kto u nas jada bliny z kawiorem, a polacziszki jeszcze narzekają”. MD]

    „Wprost”, nr. 41, 14. X. 2012

    Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, towarzyszył Rodzinom Ofiar w Moskwie.

    – Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka… Ech, nie będę prze­klinał… Wie pani, kiedy w czwartek 15 kwietnia przy­jechałem do domu, to do żony powiedziałem: “Wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować”. Byłem jak w amoku. Spaliśmy tam po godzinie, po dwie. Rodziny w ogóle nie spały – mówi Dymitr Książek.

    MAGDALENA RIGAMONTI: Dlaczego już kilka dni po katastro­fie, kiedy jeszcze nie odbyły się wszystkie pogrzeby, mówił pan o ekshumacjach?

    Bo widziałem, co się działo w Moskwie, jaki był bała­gan, jaki brak kontroli, jakie zamieszanie.

    Pan tam pojechał w charakterze…

    W niedzielę 11 kwietnia 2010 r. poleciały do Moskwy dwa samoloty. Mieliśmy lecieć pierwszym, z naszymi patomorfologami. Było nas dwóch doktorów, dwóch pielęgniarzy i dyrektor, też medyk. Podstawiono pierw­szy samolot. Załadowaliśmy go naszym sprzętem i całą masą rzeczy patomorfologów, głównie tym wszystkim do badań DNA. Dostaliśmy informację, że będziemy się zajmowali rodzinami ofiar. Baliśmy się tylko, że jest nas pięciu na jakieś 200 osób.

    Pamiętam żonę rzeczni­ka praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, któ­ra informowała nas o przebytych chorobach męża, jego znakach szczególnych. Była przekonana, że to, co mó­wi, może przyspieszyć identyfikację zwłok. A my prze­cież nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy poma­gali przy identyfikacjach, że będziemy w chłodniach, w prosektorium, wszędzie. Zapakowaliśmy pierwszy samolot, ale polecieli nim patomorfolodzy, żeby praco­wać z Rosjanami przy sekcjach zwłok.

    Rosjanie prawie wszystkie sekcje ukończyli do 11 kwietnia.

    Niemożliwe, bo sekcje trwały jeszcze przez kilka dni po naszym przyjeździe. Ekipa naszych patomorfologów liczyła w sumie pięć osób. Oni wszyscy lecieli z my­ślą, że włączą się w pracę z Rosjanami i kiedy wieczor­nym samolotem przylecą rodziny, to wszystkie ciała będą gotowe do okazania, do identyfikacji. Mówiło się, że rodziny będą wchodziły, rozpoznawały, wychodzi­ły i wracały do Polski. Że ciała do trumien i do Polski… I zaczęła się jazda. W Moskwie byliśmy 11 kwietnia ok. godz. 23. Wszystkim zabrano paszporty. Oddano nam chyba po dwóch dniach. Wsadzono nas w auto­busy i przewieziono do hotelu. Część rodzin chciała je­chać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomor­fologów nie było. Późną nocą minister Arabski i mini­ster Kopacz zwołali spotkanie. Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

    Rosyjscy wojskowi byli w tym hotelu?

    Nie, tylko pełno tajniaków ze słuchawkami w uszach. Dostaliśmy informację, że rano będziemy jechali z ro­dzinami do prosektorium. Dwie godziny drogi od ho­telu. Z przodu samochody na błyskach, z tyłu też na błyskach. A, i tak korek. Czuliśmy się wszyscy jak trę­dowaci. Chyba wszystkie służby nas pilnowały.

    Na czyje polecenie tam polecieliście?

    Minister Ewy Kopacz, to ona nas desygnowała do ro­boty. W poniedziałek dojechaliśmy do prosektorium, wszystkich posadzono w auli i kazano czekać. Miałem poczucie, że minister Kopacz chce dużo zrobić, że chce pomóc. Ale wiem też, że to, co tam się działo, złamało ją, przerosło. Jak wszystkich…

    Pamiętam na pięciu stołach sekcyjnych pięć kobiecych ciał, nie do rozpoznania. I nagle minister Kopacz mówi, że ten kolor włosów pasuje do koloru włosów jednej z posłanek…

    Pana też? Przecież pan ratuje ludzi z najgorszych – ..­więc już się pan napatrzył.

    Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ciał i takiej tragedii. Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna py­tać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres za­mieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony.

    Gdzie w tym czasie byli patomorfolodzy?

    Na dole, siedzieli na ławce przed prosektorium. Pod­czas tych przesłuchań nie byliśmy potrzebni, więc zeszliśmy na dół, by sprawdzić, co z nimi się dzieje. Prosektorium było trzypiętrowe. Na trzecim piętrze la­boratoria, na drugim sale do okazywania ciał, a na dole prosektoria i chłodnie. Trzeba było iść przez podwórko. Trafiliśmy – przepraszam, że tak mówię – po smrodzie.

    Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poin­formowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są spe­cjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do ni­czego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium.

    I weszli?

    Tak, ale nie do sekcji, tylko do identyfikacji. I dopiero we wtorek. Widziałem, że Rosjanie się spinali, chcie­li pomóc, żeby przygotować ciała do identyfikacji, ale przy tym nawale roboty, przy tym krojeniu ciał dzień i noc, bez przerwy w zasadzie…

    Ile osób kroiło?

    W sumie przy sekcjach pracowało ok. 10 Rosjan.

    W pośpiechu?

    W pośpiechu. Ale oni tak chcieli przygotować ciała, że­by znaki szczególne były od razu widoczne.

    A nasi patomorfolodzy co robili?

    Część zajmowała się ubraniami ofiar, a część pracowała przy identyfikacji ciał. Jednak nikt z nich nie był przy sekcjach. Co do ubrań, to one były powyciągane z bło­ta, uwalane w paliwie lotniczym. Szukano dokumen­tów, jakichś osobistych przedmiotów. Te ubrania były w takich worach.

    Pomieszane wszystkie razem?

    Nie. Każdy wór miał numer i w tym worze były ubra­nia, które zostały zdjęte ze zwłok. Jeden z polskich techników robił zdjęcia każdemu strzępkowi materiału, każdemu butowi, kolczykowi, obrączce, pierścionkowi. Każda rzecz miała nadany numer. To odbywało się bar­dzo profesjonalnie. [??? MD]

    Rosjanie fotografowali każdy fragment, każdy strzępek ciała?

    Nie widziałem. Praca polskiej ekipy przydała się przy identyfikacji, bo rodzina najpierw mówiła, co bliska im osoba miała na sobie, co mogła mieć. Potem brano pod uwagę znaki szczególne, które w trakcie sekcji znajdo­wali Rosjanie, i wypisywano je w rosyjskim protoko­le. Kiedy już ciało po sekcji wyjeżdżało na marmuro­wych blatach, wtedy nasi patomorfolodzy je oglądali i sporządzali swój protokół, głównie dotyczący znaków szczególnych. I potem była zapraszana rodzina. Choć nie zawsze od razu.

    Dlaczego?

    Był ogromny galimatias. Rodziny się mieszały. Cia­ło wytypowane po ubraniach, po znakach szczególnych wjeżdżało windą na górę. Przygotowane, umyte, przykryte białym płótnem. [??? MD] Jeśli ciało było poszarpane, trudne do rozpoznania, nie miało głowy, to do okazania była wystawiona np. tylko ręka, żeby żona mogła po­znać swojego męża po ręce albo znakach szczególnych. Jeśli była zachowana głowa, a poszarpany tułów, to od­kryta była tylko głowa.

    Rodzina wchodziła i widziała kilka ciał?

    Tak. Trzy. Ale była prowadzona do konkretnego. Mini­ster Kopacz chciała być pomocna i też się włączyła w te identyfikacje.

    Była pierwsza przed rodzinami?

    Tak, bo ona znała posłów, polityków, którzy zginęli w katastrofie, i mogła przed rodzinami stwierdzić, czy jest szansa na to, że to ciało pasuje do typów propono­wanych przez patomorfologów.

    Mówi pan o ciałach, które były w bardzo złym stanie.

    Niestety, w paru przypadkach te ciała były tak zniekształcone, że identyfikacja była niemalże niemożliwa. Byłem przekonany, że w takich sytuacjach zostanie po­brany materiał genetyczny, ciało zostanie wysłane do Polski, do któregoś laboratorium, i tam zbadane.

    Kto w Moskwie został zidentyfikowany jako pierwszy?

    Pierwsza dama Maria Kaczyńska. I ja to strasznie prze­żyłem. Byłem przy tej identyfikacji. Jej ciało było w ca­łości, ale twarz była bardzo zniekształcona. Nie było wiadomo, jakie ma znaki szczególne, co miała na so­bie, jakie ubranie, jaką biżuterię. Nikt nic nie wiedział. Z pielęgniarzem zaczęliśmy oglądać srebrny pierścio­nek z wygrawerowanymi dwoma imionami i rokiem 1920. Później się okazało, że to były imiona rodziców pierwszej damy. Mój szef poszedł do minister Kopacz z tym pierścionkiem. Nie wiem kto, ale ktoś zadzwonił do garderobianej prezydentowej, która potwierdziła, że Maria Kaczyńska miała taki pierścionek. Krok po kroku dochodziliśmy do prawdy. I nagle przyszedł Rusek, po­ciągnął nos prezydentowej do góry.. .

    I co? .

    Wszyscy zdrętwieliśmy. On zrozumiał, co zrobił. Chciał pewnie, żeby kształt twarzy był bardziej rozpoznawal­ny. Ale tego nie robi się tak ostentacyjnie.

    Brat Marii Kaczyńskiej to widział?

    Na szczęście nie. Byliśmy my, minister Kopacz, polscy prokuratorzy wojskowi. Z drugiej strony czuliśmy du­mę, że pomogliśmy rozpoznać pierwszą damę. Każdy z nas z innej opcji politycznej, a jednak dla każdego to było ważne. A potem brat i zięć prezydentowej popro­sili o wydanie ubrań Marii Kaczyńskiej i spalili je pod płotem. To było coś symbolicznego.

    Pan też identyfikował?

    Pomagałem. I my wszyscy pomagaliśmy, bo przecież wielu z tych ludzi znaliśmy z telewizji. Mam wielkie współczucie dla tych rodzin, które wchodziły, były pro­wadzone do ciała, a okazywało się, że to nie to ciało.

    I musiały przejść, obejrzeć kilka innych zwłok. Między jednym okazaniem a drugim musiały czasem czekać kil­ka godzin. I ten dławiący smród. Przerażający. Siedzie­liśmy tam cztery doby non stop, w tej zgniliźnie, więc przywykliśmy. Poza tym my jesteśmy medykami. Ale te rodziny… Ci ludzie byli w szoku nie do opisania. Dla młodej kobiety, która jest sama, która w domu zosta­wiła dziecko, taka sytuacja jest nie do przeżycia. A cia­ło jej męża było bardzo trudne do zidentyfikowania. Do takich identyfikacji wzrokowych w ogóle nie powinno dojść. Wystarczyłyby przecież badania DNA.

    Rosjanie pili alkohol?

    Ktoś, kto kroi, kto przemłócił wnętrzności 96 osób, to… Sam widok stosów ciał… Nikt tam pijany nie cho­dził. Te stosy nie mieściły się w chłodniach. Były po­zawijanie w folie. Wyglądały jak takie wielkie cukierki. Na każdym worku była żółta taśma, a na taśmie numer.

    A nazwisko?

    Nie. Te ciała były poukładane w rzędach, między który­mi można było chodzić. Między tymi ciałami były wy­znaczone trasy. Jak się szło tymi trasami, to się docho­dziło do sal sekcyjnych.

    Wiedział pan, że zakazano w Polsce otwierania trumien?

    Ja tego zakazu nie słyszałem, tylko ludzie o tym mówi­li. Wiem, że rodziny po spotkaniach z ministrem Arab­skim były wściekłe. Tam powinni być inni ludzie z rzą­du. Wrzucono minister Kopacz w jakiś straszny wir i jej uwaga rozbiła się na milion rzeczy.

    Byliście przy niej?

    Jak gladiatorzy. Ale to nie wystarczyło. Rodziny mogły mieć poczucie, że zostały zostawione same sobie. Nas było pięciu, ale nie mieliśmy kompetencji do działania.

    Co się stało, że dokumenty dotyczące ofiar są błędne, że pro­kuratura zarządza kolejne ekshumacje?

    W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkła­dano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na ka­napie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien.

    Kim byli?

    Nie wiem. Wtedy byli pakowaczami do trumien. Ale nikt ich nie pilnował. Nie było nadzorców ze strony ro­syjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów, któ­rzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków.

    A kiedy był nadzór?

    Tylko podczas lutowania trumien: Trumna przyjeżdża­ła otwarta. Ciało było już w worku.

    Nie było ciał nie zapakowanych?

    Kilka było. Ubranych w rzeczy od rodzin. Ciała, które były w workach, miały ubrania na wierzchu.

    Rodziny mogły sprawdzić, czyje ciało jest w worku?

    Nie. Wcześniej rodzinom obiecano, że ciała będą ubie­rane. Byłem święcie przekonany, patolodzy też, że w Polsce zostaną przeprowadzone badania genetyczne.

    Rosjanie pobierali materiał genetyczny?

    Ja nie widziałem. I nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym mówił. Proszę pamiętać, że my wszystkiego nie widzieliśmy. Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosja­nie zrobili granicę polsko-rosyjską. To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę. Ale rozpętała się kompletna awantu­ra, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte ob­razki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy na­si wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Ro­sjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili.

    Kto przybijał tabliczki do trumien?

    Rosjanie, ale one były przykręcane, a nie przybijane. I robiono to porządnie. Nie wiem, czy mogły się od­czepić. Ale teraz to ja nie mam pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo jeszcze czymś innym. Tam było pięć stołów sekcyjnych, a po bokach kawałki ciał do niczego nie pasujące.

    0
  14. a ty skad to wiesz….poeta czy dramatirg??

    0
  15. Avatar kanton

    To co zostało tam zrobone jest bardzo ważne. Tak myślę że przyjdzie czas kiedy będzie można zajrzeć do tych trumien i zbadać wszystko to co tam jest .

    0
  16. Małgorzata Wasserman: „Żeby uporać się z tematem 10/04, muszę dowiedzieć się, jak było naprawdę!”

    Żeby uporać się z tematem katastrofy, zamknąć ten rozdział, muszę dowiedzieć się, jak było naprawdę. By żyć w poczuciu, że zrobiłam wszystko, co mogłam

    — przekonuje Małgorzata Wassermann w rozmowie z Wirtualną Polską.

    Córka Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie smoleńskiej, celnie opisuje reakcje wśród Polaków na to, co się dzieje ze smoleńskim śledztwem:

    Podziały istniały i będą istnieć. Nigdy się nie zatrą. Podzieliłabym ludzi na trzy kategorie. Pierwsza, do której należę, cały czas interesuje się tematem, dąży do poszerzenia wiedzy o katastrofie. Druga mówi, że już ich to nie interesuje, bo są dla nich ważniejsze sprawy, i w pełni ich rozumiem. Trzecia grupa, kompletnie dla mnie niezrozumiała, to ludzie, którzy w sposób czynny przeszkadzają w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Odkąd zaczęliśmy zadawać kluczowe pytania dotyczące tragedii, byliśmy przez nich napadani i zwalczani

    — mówi.

    Wassermann przyznaje również, że rodziny ofiar, które chcą zaangażować się w wyjaśnianie przyczyn tragedii, spotykają się z dziwnymi zdarzeniami:

    Niektóre rodziny aktywnie walczące o prawdę, mają kłopoty w pracy, dostają sygnały, że jeśli nie przestaną się publicznie udzielać, wiele stracą. Przeżyłam to na własnej skórze, dostawałam różne „propozycje”, mniej lub bardziej oficjalne. Z drugiej strony, są tacy, którzy pod wpływem nacisków, reakcji otoczenia, bo nie chcą słuchać, że są wariatami, przestają walczyć. Ja nie przestanę, bo co dałoby milczenie? Przyniosłoby nieodwracalne skutki dla Polski

    — stwierdziła.

    Wassermann, będąca na co dzień adwokatem, mówi również o zaniedbaniach prokuratury i polskich śledczych. W rozmowie wraca też do słów Donalda Tuska, który sugerował, by go przeprosić.

    Zaszedł za daleko i nie bardzo może się ze wszystkiego wycofać. Na jego błędy decyzyjne, nakładają się nieprawidłowe działania komisji badania wypadków lotniczych, zaniedbania prokuratury. Mam wątpliwości, czy ktoś z winnych wyjdzie kiedyś przed szereg, uderzy się w piersi i przyzna do zaniedbań. Lansowana jest teoria, że państwo zdało egzamin, a kilka dni temu premier poszedł o krok dalej

    — mówi.

    Odnosi się także do pracy Antoniego Macierewicza i naukowców w kierowanym przez niego zespole.

    Wiem, że gdyby nie aktywność Antoniego Macierewicz, temat Smoleńska byłby definitywnie zakończony, ponieważ ustalenia pierwotne były takie, że raport Millera zostanie przyjęty przez prokuraturę jako ustalenia własne, zamykające śledztwo. Stał się straszakiem, a ci, którzy poświadczyli nieprawdę, zaczęli obawiać się, że niewygodne fakty wyjdą na jaw, obnażą ich błędy definitywnie. Wierzę, że przyjdzie wreszcie władza, która to zmieni, śledztwo nabierze tempa. Skończy się lawirowanie między różnymi teoriami. Nie będziemy już bezsilni

    — zakończyła Małgorzata Wassermann.

    0
    • Na dziś jak to z powyższego wynika wiemy, że mowa jest srebrem a milczenie złotem, pozwala żyć, pracować i nie obawiać się wizyty “samobójcy” gdy jesteś zbyt dociekliwy, wylewny, za dużo mówisz, o tym wielu już si przekonało, przykładów aż nadto, casus dr nauk technicznych Wróbla i wielu przed nim jak i po nim.

      0
  17. Avatar Tomasz

    Wierze,ze byl to perfidny zamach. Wystarczy,ze tusku ,arab i komor byl w to zamieszany. smierc obludnym zdrejcom. Smierc,smierc,smierc!!!!!!A teraz sobie mnie namierzajcie,mam to w d.pie.

    0
  18. Pingback: 10.04.10 – cztery i pół roku po Zamachu. | 3obieg.pl - Serwis informacyjny dziennikarstwa obywatelskiego.

  19. Avatar spinke

    A ja mysle, ze wszyscy, ktorzy agitujecie za jak najwiekszym skomplikowaniem procesu i jak najbardziej wyrafinowanymi przyczynami tragedii po prostu PRZECENIACIE ROLE POLSKI NA ARENIE MIEDZYNARODOWEJ. Przypominam, ze jestesmy w Europie Srodkowej, nieopodal sa kraje baltyckie i Czesi oraz Slowacy. Jestesmy panstwem C. Nie mamy i miec nie bedziemy pozycji Japonii, Chin, Niemiec, Francji, Anglii, czy USA. To naprawde nie ma znaczenia czy ktos w Polsce szczeka czy nie szczeka. Merkel i tak lata do Putina. USA i tak robia swoje…

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217