Komentarze dnia
Like

Grupa ITI opuszcza Legię!

10/01/2014
1476 Wyświetlenia
4 Komentarze
11 minut czytania
Grupa ITI opuszcza Legię!

Panie i Panowie, stało się! Dzisiaj rano na stronie legionisci.com ukazała się wiadomość o opuszczeniu statku „Legia Warszawa” przez holding ITI. Na początek, podsumujmy to niemal 10-letnie „panowanie” ludzi od Waltera i Kostrzewy w Legii.

0


www.konieciti.pl - transparent wywieszony przez Legionistów w Bełchatowie

 

 

Cofnijmy się do marca 2004 roku, mecz Legia – Polonia na Łazienkowskiej. Na trybunach nie przebudowanego jeszcze stadionu ponad 13 tysięcy ludzi. Legia gromi klub zza miedzy aż 7-2. Po meczu spiker Wojciech Hadaj ogłasza, że klub został przejęty przez wielki holding. Panuje radość – w końcu skończą się ciągłe finansowe zawirowania, powstanie nowoczesny stadion, a drużyna pewnie, za nie dalej jak 2 lata, wejdzie do Ligi Mistrzów. Sielanka.

 

Niestety, dobrze jest tylko na początku. Po kilku miesiącach zaczyna się zjawisko „wymiany publiczności” przez ITI. Głównie przez podwyżki cen biletów do poziomu nie mieszczącego się w granicach zdrowego rozsądku. Zmienia się też radykalnie stosunek mediów spod znaku Waltera i samego zarządu do kibiców – wcześniej zachwalani za oprawy, stają się powoli wrogiem publicznym numer jeden. Jeśli chodzi o odpowiedź „Żylety” – głośno było o opuszczeniu trybun na meczu z Zagłębiem Lubin w czasie wyjścia piłkarzy na boisko. I tak mija 2005 rok.

 

Rok 2006 był spokojniejszy – zarząd wreszcie jako tako dogaduje się z kibicami, Legia zdobywa Mistrzostwo Polski. Europy jednak nie zawojowaliśmy – w Lidze Mistrzów odpadamy z Szachtarem Donieck.

 

Od następnego sezonu jednak, znowu zaczyna narastać konflikt zarządu z kibicami. Jego kulminacją jest mecz w Wilnie, który zostaje przerwany przez warszawskich kibiców wbiegnięciem na murawę przy stanie 0-2 dla miejscowej Vetry. Nie będę usprawiedliwiał wszystkich awantur prowokacjami, bo tak po prostu nie jest, ale w tym przypadku chociażby organizacja meczu pozostawiała bardzo wiele do życzenia.

 

Po Wilnie w mediach zaczyna się piekło, a zarząd wprowadza (po raz kolejny, z tym że teraz już na stałe) obowiązkowe karty kibica (wyrobienie kosztowało 15 zł, czyli połowę ceny meczowego biletu) oraz oświadcza, że przestaje organizować wyjazdy dla kibiców. Kibice rozpoczynają protest na meczach przy Łazienkowskiej – początkowo trwa on do 85 minuty każdego z meczów – po tym czasie Żyleta podnosiła się i okrzykiem „Zobacz Walter, jak być może” rozpoczynała doping. ITI pozostaje nieugięte i nie wyciąga ręki do kibiców. 85. minutowy protest po pół sezonu zmienia się w całomeczową ciszę. Nie był to jeszcze czas tak wielu protestów kibiców (jak na przykład jest dzisiaj), więc cisza na najgłośniejszym stadionie w Polsce była polskim, a nawet europejskim ewenementem. Jeśli chodziło o wyjazdy, kibice próbowali sobie jakoś dawać radę. „Żeby gdzieś pojechać, trzeba kombinować, przed jednymi ściemnić, z innymi pertraktować” – rapował raper Wujas – i tym zdaniem właściwie można podsumować wyjazdy w tamtych latach. Głównie obce grupy wpuszczały legionistów na swoje sektory, a w lepszych wypadkach obce kluby pomimo braku organizacji oficjalnego wyjazdu mimo wszystko otwierały sektor gości, co umożliwiało przyjazd w klubowych barwach i wniesienie flag. Nie zawsze ta sztuka się udawała, ale wiele wyjazdów udało się zaliczyć właśnie „na zakazie”.

 

W październiku 2008 roku zapadła w końcu decyzja o przebudowie stadionu przy Łazienkowskiej. Zaczęło się od trzech trybun – Żylety i dwóch łuków. Na ostatni mecz przed rozbiórką ¾ starego stadionu na Łazienkowską powrócił doping, w hołdzie dla Żylety. Zdjęto też zakaz stadionowy dla naszego gniazdowego Starucha, który został nałożony jesienią 2007 roku z błahych powodów. Warto dodać, że kibice po końcowym gwizdku wyrywali ze starej trybuny krzesełka i zabierali je do domu na pamiątkę, co (jak przyznali robotnicy, którzy weszli na stadion już następnego dnia) przyspieszyło proces rozbiórki.

 

Wiosną 2009 roku zapanowało chwilowe ocieplenie stosunków na linii kibice – zarząd. Nastąpiło zawieszenie protestu, na ostatniej czynnej trybunie – „Krytej” zamontowano gniazdo i znowu na Łazienkowską powrócił doping. Jesienią, znowu nastąpiło zaostrzenie konfliktu, czego kulminacją był mecz z Ruchem, na którym ogłoszono zgon Jana Wejcherta, założyciela ITI. Z gniazda zostało zaintonowane sławne już „Jeszcze jeden, jeszcze jeden” co spotkało się z reakcją stadionowej ochrony, która zdjęła naszego gniazdowego i wyprowadziła ze stadionu, przy okazji gazując resztę sektora, która próbowała zapobiec bezprawnemu „zawinięciu” Starucha. Cały sektor „F” (na którym był wtedy prowadzony doping) opuścił stadion, a już po samym meczu zostały wydane zakazy stadionowe za… niezajmowanie miejsca zgodnego z biletem! I znów na Łazienkowską powrócił protest, a razem z protestem więcej kamer.

 

Proceder trwał do czerwca 2010 roku, czyli do końca przebudowy trzech trybun. Wtedy dopiero ITI poszło po rozum do głowy i wzięło się za porozumienie z kibicami na poważnie. Wszystko zostało ustalone, więc wystarczyło czekać do pierwszego uderzenia bębna i pierwszej przyśpiewki. Stało się to już w lipcu, kiedy kibice odwiedzili nowy stadion po raz pierwszy na nowej „Żylecie” (trybuna za bramką) i sprawdzili akustykę stadionu. Niedługo później odbyła się prezentacja drużyny i oficjalne otwarcie stadionu – czyli mecz z londyńskim Arsenalem. W tym sezonie właściwie nie było się do czego przyczepić, udało się nawet wywalczyć wpuszczenie naszego gniazdowego, co było po sytuacji z „jeszcze jeden” główną kością niezgody pomiędzy kibicami a zarządem.

 

Niestety już od 2011 roku wszystko powoli zaczynało się psuć, zaczynając od medialnej nagonki a kończąc na niewpuszczaniu opraw na Żyletę. W następnym roku ITI zaczęło posuwać się jeszcze dalej, do kroku, który każdy kibic już bardzo dobrze znał – czyli zakazów stadionowych za byle co (np. za rzucanie śnieżkami na boisko na meczu ze Sportingiem Lizbona w Lidze Europy). Nie wpuszczono również flag na kijach i ochrona gazowała kibiców na meczu z Ruchem, a na mecz z Arką nie wydano pozwolenia na wniesienie transparentu upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku. Wszystko powoli prowadziło do protestu, co wkrótce nastąpiło – już we wrześniu 2012 ochrona zaczęła bez powodu gazować Żyletę na meczu z Polonią, co spotkało się z wyrzuceniem ochroniarzy z trybuny przez kibiców. Po tym wydarzeniu wojewoda mazowiecki zamknął dolną część Żylety na następne mecze, co nie miało kompletnie żadnego sensu, bo dzień wcześniej grupy kibicowskie ogłosiły bojkot meczów rozgrywanych przy Łazienkowskiej. Klub po raz kolejny przestał organizować wyjazdy.

 

I tak to się kręciło przy Łazienkowskiej aż do 2013 roku. Prezesem dominującej w tabeli Legii został Bogusław Leśnodorski, dzięki któremu klub diametralnie zmienił swój stosunek do kibiców. Nie ma już problemów z wnoszeniem opraw, skończyło się długie przeszukiwanie fanów przy bramkach wejściowych. Nawet ochroniarze stojący na bramkach mówią „dzień dobry” i życzą miłego meczu, co wcześniej się nie zdarzało.

 

Niestety, ale ITI za zarządzanie Legią w latach 2004 – 2014 dostałoby bardzo niską notę. Na koncie 2 mistrzostwa Polski, 4 Puchary Polski, brak awansu do Ligi Mistrzów i wojna z własnymi kibicami.

 

Konflikt podsumowany, ITI dzisiaj odeszło, więc zajmijmy się nowymi właścicielami. Właściwie nie wiele można o nich powiedzieć – 80% akcji Legii posiada Dariusz Mioduski, niedawno jeszcze członek rady nadzorczej Legii, związany z firmami Jana Kulczyka. 20% akcji posiada Bogusław Leśnodorski. Warunki sprzedaży Legii przez ITI nie są upublicznione. Mioduski twierdzi, że kupno Legii to było jego marzenie i że uczyć się budować wielki klub będą do końca swojej „kadencji” jako właściciele Legii. Zobaczymy.

 

Do czego zmierzam? To bardzo dobrze, że ITI odeszło. Nie wpadajmy jednak w za dużą euforię. Nie da się ukryć, że właściciele klubów w Polsce nie należą do najciekawszych ludzi, więc i na tę parę (pomimo dość dużego zaufania, które zdobył Bogusław Leśnodorski) trzeba patrzeć uważnie. Żeby się przysłowiowo nie przejechać, tak jak z holdingiem z Wiertniczej. Dopiero po jakimś czasie okaże się, czy Legia tym razem dobrze trafiła. Pozostaje czekać…

 

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Ryszard Mocot

11 publikacje
10 komentarze
 

4 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816