HYDE PARK
Like

Gdzie czai się zdrada?

07/07/2013
637 Wyświetlenia
5 Komentarze
8 minut czytania
Gdzie czai się zdrada?

Zdrada towarzyszyła polskiej państwowości prawdopodobnie od zarania dziejów. Ciągła walka o wolność i suwerenność z gigantycznymi obcymi żywiołami narodowymi z Mongołami, z Turkami, ze Szwedami, z braćmi po słowiańszczyźnie, Rosjanami, czy wreszcie z żywiołem germańskim, rodziła u wielu rdzennych Polaków pokusę zdrady. Ze strachu, dla materialnych dóbr, z głupoty, z szaleństwa, z wielorakiego uwikłania, którego przyczyn może być tysiące, jak odcieni ludzkiej duszy i odmian linii papilarnych.

0


 

Historia i literatura polska będą zmagać się z problemem narodowej zdrady aż do chwili Sądu Ostatecznego. Pozostały i pozostaną w dokumentach pisanych i w wieści gminnej konkretne przykłady narodowego wiarołomstwa. A sztuki piękne ciągle na nowo będą próbować opisać ten haniebny proceder. Ilu poznamy jeszcze Andrzejów Kmiciców, Szczęsnych Potockich, Józefów Kossakowskich, Aleksandrów  Wielopolskich czy Stanisławów Brzozowskich ze wszystkimi odcieniami ich postaw, z całym arsenałem usprawiedliwień i argumentów ideologicznych i politycznych. Znajdą się także wśród nich niesprawiedliwie pomówieni.

I Rzeczpospolita starała się karać zdradę z całą bezwzględności. Przypomnijmy sobie m. in. los targowiczanina Józefa Kossakowskiego, powieszonego 9 maja 1794 r. na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Ręka kata nie dosięgła kilku innych jego kamratów. Jednak Sąd Najwyższy Kryminalny skazał Stanisława Szczęsnego Potockiego, Franciszka Ksawerego Branickiego, Seweryna Rzewuskiego, Jerzego Wielhorskiego, Antoniego Polikarpa Złotnickiego, Adama Moszczeńskiego, Jana Zagórskiego i Jana Suchorzewskiego na karę śmierci przez powieszenie, wieczną infamię, konfiskatę majątków i utratę wszystkich urzędów. Wobec nieobecności skazanych, wyrok wykonano in effigie (tzn. na ich wizerunku) 29 września 1794. Taki akt także miał swój wymiar i społeczeństwo otrzymywało sygnał, że dla zdrajców narodowej sprawy nie może być przebaczenia.

Także polska literatura nie znała litości dla zdrajców. Wystarczy tylko przypomnieć smutny los Azji Tuchajbejowicza z sienkiewiczowskiej Trylogii.

II Rzeczpospolita, cudem scalona po 126 latach rozbiorów, miała pełną świadomość, że z obcą agenturą musi rozprawiać się z cała bezwzględnością. Czy sprawił to skomplikowany życiorys Józefa Piłsudskiego, który sam otarł się o podobne dylematy, lawirując pomiędzy obcymi służbami w imię iluzorycznej przecież przyszłej niepodległości Ojczyzny? Fakt pozostaje faktem, że w maju 1926 roku oficerowie polskich tajnych służb zapukali do wielu drzwi i wykonali wiele wyroków, ratując młodą polską niepodległość. Że bez sądu? To był imperatyw bezwzględny; perspektywa wyższej konieczności.

Nie inaczej ze zdrajcami i konfidentami obchodziło się Polskie Państwo Podziemne podczas II wojny światowej. Tradycja fizycznego eliminowania wrogów narodowej sprawy nie była kwestionowana i nie podlegała relatywizacji.

Niestety przyszedł w końcu czas zemsty i legion sprzedajnych wyrzutków i renegatów, zaprzęgniętych w chomąto stalinowskiego reżimu odwrócił wektory i zaprzeczył polskiej tradycji i jej niepodległościowym wartościom. Od tej chwili patriotyzmem nazwano służbę dla bolszewickiego hegemona, a tradycyjny, nieznoszący kompromisów, polski narodowy honor z całą bezwzględnością mordowano strzałem w potylicę. I kiedy represje nieco zelżały nic już nie było tak jak dawniej. Wszelkie prymarne wartości, definiujące przez wieki miłość do Ojczyzny,  PRL zgnoił i zrelatywizował. Od czasu do czasu komunizm pokazywał jeszcze stępione kły i pazury, gdy skazywał zaocznie na śmierć Zdzisława Najdera, czy płk. Ryszarda Kuklińskiego.

Niestety III Rzeczpospolita nie potrafiła sobie z tą komunistyczną schedą poradzić. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby odwołać się do tradycji karania zdrady narodowej śmiercią lub choćby wieloletnim więzieniem, jak to drzewiej w I i w II Rzeczpospolitej bywało. Należy powiedzieć więcej, właściwie praktycznie żadnemu ze zbrodniarzy komunistycznych włos z głowy nie spadł. Niektórzy ukrywali się lub ukrywają się nawet pod opiekuńczymi skrzydłami państw zachodnich demokracji. Zewnętrzni i wewnętrzni wrogowie Narodu i Państwa Polskiego bezwzględnie wykorzystali tę systemową słabość pookrągłostołowej Polski i na naszych, bezsilnych oczach, zamordowali nam Prezydenta, kpiąc sobie z nas, przy okazji, wobec całego świata, grabiąc naszą własność, rozrzucając wokół oszustwa i myląc tropy. Dla blisko połowy naszego społeczeństwa ten fakt nie ma dzisiaj specjalnego znaczenia, a Jaruzelski i Kiszczak z honorami dożywają swoich dni pod „wypasioną” opieką państwa.

Mimo wszystko zamach smoleński wyostrzył jednak kontury zdrady narodowej. Coś się zmieniło! Przynajmniej werbalnie znaczna część społeczeństwa, nieśmiało, bo nieśmiało, zaczęła nazywać rzeczy i wartości po imieniu. I mam wrażenie, że wszystkie strony polskiego spory politycznego i ideowego mają tego świadomość.

Napisałem ten felieton, żeby na koniec zadać Czytelnikom i samemu sobie właściwie jedno, ale wielowątkowe, pytanie: gdzie przebiega ta cieniutka granica pomiędzy poglądami i postawami politycznymi, tak przecież rozchwianymi we współczesnej Polsce, tak często odległymi, tak wzajemnie się wykluczającymi, a aktem zdrady narodowej? Nie mówię w tym momencie o jawnej i tajnej agenturze na rzecz takiego czy innego państwa. Ten problem pozostaje poza wszelką wątpliwością. Mówię o codziennych manifestacjach Polaków podczas wyborów politycznych, w pracy, w rozmowie, w myśli. Czasy, w których przyszło nam żyć, wykluczyły, być może, czarno-białą ostrość oceny. Jak już napisałem wcześniej uniwersalne wartości zostały zrelatywizowane i sponiewierane.

Wylewając kawę na ławę i mówiąc wprost: czy redaktor Kuźniar z TVN-u został rzecznikiem środowiska zdrady narodowej, czy jeszcze nie. Czy on i jego koledzy dziennikarze, elity aktorów, pracowników naukowych, biznesmenów i wielu polityków oraz tzw. samorządowców, tolerując werbalnie rozkład ideowy i ekonomiczny III RP i uległość wobec mocarstw ościennych, odbywające się na naszych oczach, są zwyczajnym i naturalnym wytworem tzw. demokracji i w imię partykularnych, najczęściej egoistycznych i merkantylnych interesów powinni korzystać z pełni obywatelskich praw?

Słowem, za którym zakrętem naszych postaw i poglądów czai się zdrada interesu narodowego?

Inne zapisy autora:

0

Maciej Rysiewicz
Maciej Rysiewicz http://www.gorliceiokolice.eu

Dziennikarz i wydawca. Twórca portali "Bobowa Od-Nowa" i "Gorlice i Okolice" w powiecie gorlickim (www.gorliceiokolice.eu). Zastępca redaktora naczelnego portalu "3obieg". Redaktor naczelny portalu "Zdrowie za Zdrowie". W latach 2004-2013 wydawca i redaktor naczelny czasopism "Kalendarz Pszczelarza" i "Przegląd Pszczelarski". Autor książek "Ule i pasieki w Polsce" i "Krynica Zdrój - miasto, ludzie, okolice". Właściciel Wydawnictwa WILCZYSKA (www.wilczyska.eu). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

628 publikacje
270 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816