KULTURA
Like

Dziennikarski kundlizm, czyli Cezary Gmyz przed sądem

12/12/2013
529 Wyświetlenia
2 Komentarze
5 minut czytania
no-cover

Oczerniać kogoś na łamach prasy bez zwrócenia się o stanowisko a potem, gdy sprawa trafia do sądu, wypierać się autorstwa i atakować jego rodzinę – takie są metody gwiazdora dziennikarstwa śledczego – Cezarego Gmyza. – Rozniesiemy Szymowskiego na sali sądowej na szablach – chełpił się w czerwcu Cezary Gmyz w wywiadzie dla Radia Wnet. Kilka tygodni wcześniej Cezary Gmyz otrzymał ode mnie pozew sądowy. Poszło o artykuł “Próba zastraszania w obronie nierzetelnej książki” opublikowany przez Gmyza na łamach “Rzeczpospolitej”. W artykule tym Gmyz napisał, że wydawca mojej książki “Agenci SB kontra Jan Paweł II” zastraszał go, aby zatrzymać publikację obnażającą jej nierzetelność. W tym artykule pomylił wszystko, co mógł pomylić: osobę wydawcy, tytuł mojej poprzedniej książki, powoływanie się na księdza […]

0


Oczerniać kogoś na łamach prasy bez zwrócenia się o stanowisko a potem, gdy sprawa trafia do sądu, wypierać się autorstwa i atakować jego rodzinę – takie są metody gwiazdora dziennikarstwa śledczego – Cezarego Gmyza.

– Rozniesiemy Szymowskiego na sali sądowej na szablach – chełpił się w czerwcu Cezary Gmyz w wywiadzie dla Radia Wnet. Kilka tygodni wcześniej Cezary Gmyz otrzymał ode mnie pozew sądowy. Poszło o artykuł “Próba zastraszania w obronie nierzetelnej książki” opublikowany przez Gmyza na łamach “Rzeczpospolitej”. W artykule tym Gmyz napisał, że wydawca mojej książki “Agenci SB kontra Jan Paweł II” zastraszał go, aby zatrzymać publikację obnażającą jej nierzetelność. W tym artykule pomylił wszystko, co mógł pomylić: osobę wydawcy, tytuł mojej poprzedniej książki, powoływanie się na księdza Isakowicza – Zaleskiego (choć wstęp do ksiązki napisał mi ksiądz Stanisław Małkowski) i szereg innych rzeczy. Przemilczał fakt, że sam pracował nad książką o agenturze SB w Watykanie. Przemilczał też to, że artykuł pisał sam o sobie w trzeciej osobie, otwierając tym samym nowy sposób “rzetelnego dziennikarstwa”. W artykule nie było mojego stanowiska – Gmyz nawet nie raczył do mnie zadzwonić i poprosić o ustosunkowanie się do jego kłmastw. Pewnie dlatego, że cały artykuł można byłoby obalić jednym zdaniem.

Konsekwencja była jedyna, jaka być mogła. Gmyz dostał pozew sądowy z żądaniem przeprosin i zapłaty. Odpowiedź (z początku niepodpisana, uzupełnił ten brak dopiero na rozprawie sądowej) przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Otóż Gmyz stwierdził, że… nie był autorem inkryminowanej publikacji (sic!). I to mimo, że fakt jej autorstwa potwierdził później w korespondencji mailowej ze mną i mimo, że przy artykule pisze jak byk “Autor: Cezary Gmyz”. Zdumiony taką bezczelnością, zwróciłem się do “Rzeczpospolitej” z pytaniem o to kto był autorem tekstu i otrzymałem pisemną odpowiedź, iż autorem był… Cezary Gmyz. Wówczas Gmyz… w sądzie zakwestionował legalność tego dokumentu, argumentując, że art 15 Prawa Prasowego zabrania wydawcy ujawniania nazwiska autora materiału prasowego!!! Ta argumentacja zdumiała Sąd do tego stopnia, że odroczył rozprawę do 21 stycznia (zainteresowanych zapraszam: 21 stycznia godz. 13, sala 481).

Gdy sąd nie dał się nabrać na faryzejskie sztuczki Cezarego Gmyza, na swoim profilu na twitterze nieszczęśnik napisał, że z tego, co słyszał “większość procesów” rzekomo przegrałem. Jak to zwykle w przypadku tak wybitnego dziennikarza śledczego, konkretów brakło. Nie wiadomo bowiem z kim i kiedy przegrałem. Co najmniej jeden z moich procesowych przeciwników – Zbigniew Ziobro – jest znajomym Cezarego Gmyza i gdyby “wybitny dziennikarz śledczy” zadzwonił do niego mógłby go zapytać o wynik procesu ze mną. Tyle tylko, że Zbigniew Ziobro przegrał i to z kretesem, więc pewnie by się tym nie pochwalił. Jak kiedyś Cezary Gmyz będzie pisał o moich procesach to dam mu telefony kilku jego znajomych, którzy ze mną procesy przegrywali. Oczywiście, o ile zechce do mnie zadzwonić.

Dalej było jeszcze ciekawiej. Z wpisów Gmyza na jego profilu na twitterze dowiedziałem się, że nie spłacam rat kredytów (sic!), że komornik zaraz mnie wyrzuci z mojej wilii (!!!), choć żadnej willi nie posiadam. Wszystkie te nonsensy – wyssane przez Cezarego Gmyza z jego brudnego palca – były niczym w porównaniu z wpisami na temat mojej Żony, których cytował nie będę. Jednak tu mi się zapaliła czerwona lampka: o mnie niech sobie Gmyz pisze co chce i co potrafi w sądzie obronić. Ale moją Bogu ducha winną Żonę niech zostawi w spokoju. A jeśli nie zostawi to niech wie, że nie zrewanżuję mu się tym samym i nie będę szkalował jego rodziny. Niech opluwanie rodziny przeciwnika procesowego jego tylko pozostanie metodą.

Jaką to trzeba być mendą i jak nisko trzeba upaść, żeby posługiwać się takimi metodami?

 

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Leszek Szymowski

Niezale

132 publikacje
0 komentarze
 

2 komentarz

  1. Avatar Pedro

    Dziennikarski kundlizm, czyli Cezary Gmyz przed sądem DEMASKUJE SZYMOWSKIEGO.

    0
  2. Avatar ktosiek

    CEZARY GMYZ CZYLI AROGANCJA PROPAGANDOWEJ TUBY PRAWICY
    Trzeba rzeczywiście dużej dozy bezczelności by decydować za sąd o wyroku, który jeszcze nie zapadł.Robi to C.Gmyz,komentując dla “Gazety Polskiej”dn. 09 maja br. proces karny wytoczony mu za pomówienia i naruszenia dóbr osobistych przez T.Turowskiego, obwieszczając”Mam nadzieję,graniczącą z pewnością,że pan Tomasz Turowski ten proces przegra”. Tę pewność zyskuje C.Gmyz dzięki zmasowanej presji polityczno-medialnej prawicy na wymiar sprawiedliwości w sprawach, które są przeciw niemu wytaczane nie tylko przez Turowskiego. W przypadku tego ostatniego polityczny charakter procesów i zapadających z pogwałceniem elementarnych zasad prawa wyroków(wyłączanie z procesów,pozbawianie głosu świadków oskarżyciela- Turowskiego, eksponowanie zeznań świadków oskarżonego- Gmyza,nieuwzględnianie ciągłości przestępstwa w postaci szeregu publikacji Gmyza szkalujących Turowskiego, objętych aktem oskarżenia i wybiórcze uwzględnianie tych,których obalenie przez obronę Gmyza jest łatwiejsze) staje się ewidentny. Można mówić tu o politycznej presji na sędziów i na oskarżyciela. Można to też zrozumieć, jeśli się wie, że to Tomasz Turowski nagłośnił ( m.in. na str 303-304 książki “Kret w Watykanie.Prawda Turowskiego” i na portalu wp.pl) sromotną ucieczkę A.Macierewicza do Warszawy wraz z pisowską ekipą parlamentarną po tragicznej katastrofie w Smoleńsku. Dlatego też politruk tej formacji – C.Gmyz wykonuje “brudną robotę ” propagandową w odniesieniu do Turowskiego. Warto zapamiętać, że Gmyz początkowo we ramach swych występów publicznych pojawiał się w duecie egzotycznym- w towarzystwie “agenta Tomka”, p.Kaczmarka. Gdy ten stał się osobą niemile widzianą w kręgach PiS zaczął działać unisono z Piotrem Jeglińskim,wyciągniętym z naftaliny dzięki sprawom Turowskiego “opozycjonistą”,który dzielnie walczył z “komuną” w komfortowych warunkach wydawnictwa Editions Spotkania w Paryżu, sponsorowanego z funduszy Radia Wolna Europa i innych, podobnie”niezależnych” od zachodnich służb specjalnych, instytucji. Tenże Jegliński konfabuluje o jakichś przekazanych przez Turowskiego służbom PRL stenogramach rozmowy papieża z generałem jezuitów na temat osób prowadzących działalność duszpasterską w ZSRR. Tę swą wypowiedź kończy tyleż dramatycznym co kłamliwym w teatralnym zatroskaniu pytaniem”Chciałbym wiedzieć, co stało się z tymi ludźmi,których on zadenuncjował”. Otóż, gdyby Jegliński przeczytał uważnie książkę “Kret w Watykanie.Prawda Turowskiego”Agnieszki Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego to na str. 315-320 dowiedziałby się, że żadnego stenogramu nie było ani nie było zadenuncjowanych, których mogły spotkać jakiekolwiek represje. Nie musiałby kłamać. No ale przecież p.Jeglińskiemu nie chodzi o prawdę tylko o odkurzenie swej przybrudzonej aureoli, mocno naruszonej jego udziałem w szemranych operacjach finansowych i procesach nieruchomościowo-prywatyzacyjnych w Polsce w latach 90-tych. Należy w tym kontekście przypomnieć “dzieła” pana Gmyza, bo mają tyle wspólnego z prawdą co mity Jeglińskiego . Przykładem- kuriozalny tekst z nr. 6/2014 w piśmie “Do Rzeczy” pt . “Dokumenty obnażają kłamstwa Turowskiego”, który to tekst jest świetnym przykładem insynuacji,kłamstw i stronniczości autora, nie mającej nic wspólnego z rzetelnością dziennikarską i ludzką. Oto “niepokorny” Paganini polskiego dziennikarstwa śledczego dał głos. Tygodnik “Do Rzeczy” tryumfalnie donosi :”Gmyz dotarł do teczki esbeka Turowskiego”.To w stylu Gmyza- “dotarł” przedzierając się przez wraże zasieki, pod gradem kul i inwektyw słanych mu przez lemingi, słowem sensacja. A chodzi o to, że wybrał się do IPN,który ujawnił część akt osobowych Tomasza Turowskiego, bohatera książki “Kret w Watykanie”, i zapoznał się z ich treścią, co każdy uprawniony- dziennikarz, naukowiec może uczynić, w wolnych od istotniejszych zajęć chwilach. Ale tu niedoszły aspirant do roli pastora luterańskiego popada w duże tarapatyociera się prawie o herezję(nie chodzi o to że jest w optyce Kościoła Katolickiego bratem odłączonym) bo jak wynika z jego tekstu zaczyna przynajmniej tak samo wierzyć we wszechwiedzę i prawdy głoszone przez zapisy SB jak w prawdę i wszechwiedzę Wszechmogącego. I czegoż się dowiadujemy z elaboratu zatytułowanego “Dokumenty obnażają kłamstwa Turowskiego”. Otóż jest jak w klasycznych thrillerach Hitchcockanajpierw “trzęsienie ziemi” a potem- napięcie tylko rośnie. Najpierw pan G wyciąga rewelacyjne wnioski w sprawie tzw.wstecznego ukadrowienia Turowskiego w 1975 r. z wsteczną datą 1973r (od tego momentu uznano go za etatowego oficera wywiadu)sugerując, że chodzi tu o przedzierzgnięcie się agenta, współpracownika w oficera.Widać, że G źle odrobił zadanie domowe, nieuważnie czytał książkę.Ta procedura była normalna dla oficerów-nielegałów (N).Po prostu w 1973r Turowski rozpoczął zaoczne szkolenie oficerskie(innego w przypadku N nie ma) a w 1975 r. go ukończył,wyjeżdżając na misję wywiadowczą z Polski.I tak rewelacja okazuje się zwykła wydmuszką, jak zrewsztą gros konfabulacji G. Później G oburza się, że Turowski, inaczej niż w książce, w życiorysie sporządzonym na potrzeby werbującego go wywiadu nie mówi “ani słowa o wydarzeniach marcowych i ulotkach…” kiedy to w marcu 1968 brał udział w demonstracjach i uruchomieniu małej poligrafii na rzecz protestujących studentów ( na szczęście są wiarygodni świadkowie tych wydarzeń). To chyba zrozumiałe(ale oczywiście nie dla wybitnego śledczego publicysty), że ten życiorys z akt musiał być wygładzony i prawomyślny. O zgrozo, bohater publikacji ” z ramienia ZMS, w porozumieniu z MO,SB w Krakowie realizował kompleksowy program likwidacji negatywnych nastrojów w ruchu hippisów” ( chodziło o zapobieganie rozwojowi narkomanii o czym mógłby coś powiedzieć znany ówczesny krakowski hippis ps.Pies, który wielokrotnie unikał zatrzymań dzięki interwencjom ojca, świetnego publicysty, którego potem, jako dojrzały już opozycjonista i polityk zlustrował. Gorzej,tenże człowiek, który “pacyfikował” uzależnionych hippisów ” z ramienia ZMS wchodził też w skład studenckiej brygady ORMO d/s nieletnich KDMO Kraków -Stare Miasto…” (nb.ta brygada, grupująca gł.studentów psychologii i socjologii,do której był dokooptowany z ramienia organizacji młodzieżowej zajmowała się kwestiami obyczajowymi, przeciwdziałając seksualnemu wykorzystywaniu nieletnich). Dalej-rzeczy jeszcze straszniejsze- tekst ślubowania, które składał nowo pozyskany adept wywiadu, twierdząc, że przysięga brzmiała “jak wojskowa,bez odniesień do systemu ideologicznego’,wg.Gmyza, mijał się z prawdą. “Ślubuję uroczyście stać na straży wolności,niepodległości i bezpieczeństwa państwa polskiego…” Prawda, jakie to nie patriotyczne i “niewojskowe”?( A niektórzy klakierzy Gmyza z internetu insynuowali, że w tej przysiędze były sformułowania dotyczące wierności PZPR i Związkowi Radzieckiemu!). Niestety, takich fragmentów nasz łowca agentów nie wyłowił i rzucił się na to, że przysięga nakazywała ugruntować ład ” oparty na społecznych,gospodarczych i politycznych zasadach ustrojowych Polski Ludowej i z całą stanowczością, nie szczędząc swych sił zwalczać jego wrogów”. A jak miała wtedy brzmieć rota przysięgi?”Będę wiernie trwał przy monarchii itd.?Nie było przecież wówczas innego niż PRL, międzynarodowo- prawnie unznanego państwa polskiego. Przy ahistorycznej wizji świata,reprezentowanej przez autora “Do Rzeczy”, politrukowskim wyrywaniu z kontekstu odpowiednio do z góry założonej tezy dobranych fragmentów,chyba wiem jak…Na pewno byłoby tam to samo, tyle że z dodatkiem czegoś o prawie i sprawiedliwości. Podobnie z innym fragmentem” Co ciekawe, sam Turowski twierdzi, że jego zadaniem szpiegowskim nie było wcale inwigilowanie Stolicy Apostolskiej lecz struktur NATO, gdyż jezuici służyli jako kapelani wojskowi. W ujawnionych dokumentach nie ma ani jednego, który by potwierdzał jego słowa…” Dobrze że nasz samozwańczy ekspert od historii i metodologii wywiadu schował się za sformułowaniem “w ujawnionych dokumentach”. Jak widać ten ekspert z Bożej Łaski nie pomyślał, że pewne kwestie np.logistyczne NATO, zawarte w informacjach Turowskiego mogły do dziś zachować aktualność, nie wspominając już o tym, że skoro Gmyz twierdzi w innych publikacjach że Turowski do 2011 r był związany z Wywiadem RP to nie powinien zadawać w poincie artykułu kompromitującego dla siebie ,retorycznego pytania”Niezrozumiałe pozostaje, dlaczego Agencja Wywiadu chroni pozostałe dokumenty dotyczące Turowskiego”. I tu znowu padają zaklęcia, przywołujące papieża i nawiązujące do “religii smoleńskiej”. Oburza się też niezmiernie, że fragmenty dokumentu, które mogłyby potwierdzić działania operacyjne Departamentu I (Wywiadu polskiego) pod koniec lat 80-tych na terenie Związku Sowieckiego, prowadzone m.in.przez Turowskiego ” zostały przez Agencję Wywiadu ocenzurowane”. I nie zaświeciła się w potężnym intelekcie śledczego czerwona lampka, sygnalizująca, że nawet dzisiaj np. ujawnienie danych informatorów wywiadu, jak by nie było polskiego mimo, że PRL-owskiego, mogłoby się wiązać dla nich i ich rodzin z poważnym zagrożeniem… I jeszcze jedna rewelacja ‘”Turowski brał udział w wyprowadzaniu z funduszu operacyjnego ogromnych sum na tworzenie firm, w których lądowali oficerowie bezpieki..” Na jakim fundamencie buduje Gmyz to pomówienie? Oto w styczniu 1990 oficer wyjeżdża do Wiednia aby “podpisać kontrakt z firmą Compugraphic na dostawę sprzętu poligraficznego dla uruchomienia przez “Rittera”(kryptonim Turowskiego) przy naszym finansowym udziale (wywiadu PRL) spółki z udziałem kapitału zagranicznego.” To już nie pars pro toto, to nie wyciąganie uogólnień na podstawie faktu jednostkowego, to albo brak inteligencji albo założona zła wola autora tekstu. Wystarczyłoby przecież prześledzić fakty-czy Turowski kiedykolwiek miał firmę poligraficzną (nie), czy był właścicielem spółki z kapitałem zagranicznym (nie)…A więc o co chodziło ? W założeniu miała to być firma ułatwiająca operacje wywiadowcze na terenie Austrii i Niemiec ale w końcu, na fali przemian systemowych w Polsce, do realizacji projektu nie doszło. No ale dojście do takich konkluzji, do takich prawd, wymagałoby prawdziwego wysiłku ze strony autopromującego się “dziennikarza śledczego” a nie o prawdę tutaj chodzi,no i łatwiej “docierać “do teczki niż do prawdy.Oddam tu na chwilę głos red.Andrzejowi Grajewskiemu z nr. 27 “Gościa Niedzielnego”, którego o sympatię dla ludzi w rodzaju T trudno posądzić, mówiącego w art.pt “Psuja” już w 2011 r. tak o “metodzie pisarskiej” Gmyza : “Przy interpretacji dokumentów można się różnić, ale nie powinno się kłamać,jak to robi red.Cezary Gmyz…” oraz “Dodam, że używane przez niego słowa prawdopodobnie,niewykluczone nie są neutralne.Medialne insynuacje Gmyza żyć będą swoim życiem i jutro ktoś może powtórzyć jego tezy jako fakt udowodniony.” i który to red.Grajewski w polemice poświęconej tekstowi G. oskarżającego abp.Zycińskiego,o to, że był informatorem SB, kwituje jego warsztat dziennikarski jednoznacznie ” stojąc na gruncie prawdy,pragnę oświadczyć,że w cytowanym fragmencie nawet przecinki kłamią”.Albo dosadniej- tak jak to robi Leszek Szymowski w opublikowanej na portalu 3obieg.pl dn. 12,12.2013r diagnozie działań G w przewodach sądowych, które wytaczane mu są w związku z naruszeniami dóbr osobistych licznych osób ( nie ostatnią jest tu też Tomasz Turowski) pt “Dziennikarski kundlizm czyli Cezary Gmyz przed sądem”.Otóż ten prawicowy autor książki “Agenci SB kontra Jan Paweł II”tak podsumowuje G “Oczerniać kogoś na łamach prasy bez zwrócenia się o stanowisko a potem, gdy sprawa trafia do sądu, wypierać się autorstwa”…i kokluduje, cytuję, ” Jaką to trzeba być mendą i jak nisko trzeba upaść, żeby posługiwać się takimi metodami.” I jeszcze jeden fragment, aby ukazać nieporadność śledczą Gmyza albo raczej jego złą wolę, bo o aż taki brak inteligencji trudno go posądzać. Otóż jego zdaniem bohater Książki “Kret w Watykanie” okłamał dziennikarzy-Agnieszkę Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego, którzy przeprowadzili z nim wywiad-rzekę. Chodzi o to, iż Turowski powiedział im, że do kraju wrócił nie chcąc przyjmować święceń kapłąńskich, bez zgody Centrali wywiadu i nie w wyniku zagrożenia ze strony kontrwywiadu Francji, na terenie której przebywał.A tu, masz ci los, notatka z 15 stycznia 1988 twierdząca coś wręcz przeciwnego. I tu Gmyz chętnie wpada w pułapkę, zastawioną przez archiwa wywiadowcze- gdyby dobrze czytał książkę “Kret w Watykanie” to zauważyłby, że Turowski wrócił do kraju w końcu 1985 roku po czym był “zamrożony” w pracy, wywiad mu nie ufał, jako temu, który samowolnie przerwał zadanie. Wyczytałby też,że bardzo mu pomógł w powrocie do pracy płk.Edmund Laskus. No i wspaniała intuicja śledcza powinna mu coś podpowiedzieć- jak to, oficer wraca do kraju w 1985 roku a notatka powstaje w 1988. Coś długo redagowana,nieprawdaż? Otóż sprawa jest prosta- to płk.Laskus zasugerował Turowskiemu tekst notatki i zaraportował kierownictwu wywiadu, że przecież ten powiadomił go o planowanym powrocie.Ściągnął na siebie gromy przełożonych ale dzięki temu powstała układna informacja, pozwalająca na “odmrożenie” Turowskiego i przywrócenie go do aktywnej służby.No ale to przekracza granice dedukcyjne Gmyza, łatwiej produkować insynuacje, a nuż “ciemny lud to kupi”…A najlepiej- niech czytelnicy zapoznają się ze wspomnianą już książką o podtytule”Prawda Turowskiego”, zestawią jej treść z wywodami G i sami wyciągną wnioski…

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816