19062018Nowości:
   |    Rejestracja

WOLNY CZYN: Wojciech Sumliński kontra święci Pańscy


Trwa proces kanonizacji św. księdza Jerzego Popiełuszko. Osoby duchowne, które obarczono procesem kanonizacji nie składają się głównie ani wyłącznie z Polaków obeznanych z nienormalną strukturą społeczną i medialną współczesnej Polski i jej polityczną sceną, bądź obsceną. Fenomeny te, albo kręgi zła, w dużej mierze nie są zresztą opisane ani nawet rozpoznane przez samych Polaków. Niech mnie pełnego pokory laika poprawi ktoś obeznany z prawem kanonicznym, ale wydaje mi się, że w procesie kanonizacji najpierw ustala się, co zrozumiałe, fakt i okoliczności śmierci męczennika za wiarę. Informacje podstawowe: miejsce, czas…


 

I na to wszystko wychodzi Wojciech Sumliński i powiada: Ależ my nic nie wiemy o okolicznościach śmierci księdza Jerzego. Dziś już wiemy z całą pewnością, że wszystko odbyło się zupełnie inaczej. Proces toruński był od samego początku do końca farsą. I tak dalej, i tak dalej w tym samym stylu. Wypowiedzi takie pan Sumliński umieszcza w każdej swej książce.

NIC nie wiemy?

WSZYSTKO odbyło się zupełnie inaczej?

Na takie odzywki krótka piłka: skoro naprawdę „nic nie wiemy”, a „wszystko” odbyło się „zupełnie inaczej”, to może szajce Piotrowskiego-Pietruszki wypłacić odszkodowania za niewątpliwie niesłuszne skazanie? Za lata spędzone za kratami?

Tu pewnie usłyszymy od pana Sumlińskiego coś w rodzaju „Och nie nie… Nie o to chodzi… Nic nie wiemy, no ale, żeby zaraz odszkodowania dla ubeków, to może jednak nie… Najpierw się dowiedzmy” itd. itd. Nic podobnego, panie i panowie bezmózgowcy albo posłańcy ciemności. Jednoznacznie i po męsku. Albo wiemy – może i nie wszystko, może i nie doskonale – ale dość by na lata posłać kogoś za kraty, albo nie wiemy – i wtedy nie ma jak posłać. A jeśli jednak za kraty niesłusznie trafia, to rehabilitacja i odszkodowanie należą się jak psu micha.

Nie da się kogoś skazać za zbrodnię nieokreśloną, albo określoną niedostatecznie – taką, z którą zbrodniarz miał tylko coś do czynienia, ale nie wiadomo z rozsądną pewnością, co dokładnie. Gdyby Piotrowski miał nie mordować, a jedynie przewozić ofiarę, proces należałoby wznowić. Nawet mniej poważna nowa wiedza byłaby przesłanką wznowienia procesu.

Tak więc, panie Sumliński, płacić szajce Piotrowskiego?

A może sam pan im zapłać?

O bestialskim zamordowaniu świętego naszego Kościoła w rzeczy samej nie wiemy wszystkiego. Jako śmiertelnicy, w odróżnieniu od Wojciecha Sumlińskiego niczego zresztą nie wiemy „z całą pewnością”. Nie jesteśmy nieomylni i naszej wiedzy o tej zbrodni jak i wielu innych sprawach w rzeczy samej daleko do doskonałości. I warto nad tym popracować, o czym dalej. Ale na dziś jest to wiedza dostateczna. Wiemy dość by stwierdzić winę szajki Piotrowskiego. Owszem, proces toruński był farsą. Warto przypomnieć dlaczego. Oto główny wykonawca mordu pozwolił sobie publicznie atakować zamordowanego świętego. Bodaj dwa razy, po czym przestał. Może przestał (a wcześniej zaczął) na rozkaz Kiszczaka, ale może i sam pojął, że tylko dodatkowo pogrąża PRL i/lub resort i sam siebie? Może Kiszczak lub Jaruzelski coś Piotrowskiemu za „taktykę procesową” (a dokładniej, medialno-propagandową) obiecali lub sugerowali że obiecują, i albo się wywiązali, albo nie. A może tak to sobie Piotrowski tylko uroił, o co nietrudno w areszcie śledczym. Czy tak było? Może i tak. Ale taktyki propagandowe resortu i urojenia zbrodniarzy mało nas obchodzą. Są wtórne.

Natomiast proces toruński nie był farsą w zakresie głównym, czyli ustalenia głównych faktów, sprawstwa, i winy sprawców.

Mord na świętym Kościoła badać trzeba; może powołując do tego specjalny zespół przy prokuratorze generalnym, który rzetelnie oceni każdą z zapodanych przez Wojciecha Sumlińskiego wątpliwości drugorzędnych (moim zdaniem) – jak nie dziesięciorzędnych. Jak i każdy fałszywy trop, podsunięty nam przez współczesnych kontynuatorów tego mordu[1] i jego beneficjentów. Warto w miarę możliwości zadbać o jawność takiego śledztwa i o okresowe publiczne sprawozdania. Problem tylko w tym, że przy stanie instytucji państwa obecnym jak i możliwym w przewidywalnej przyszłości jest to marzenie ściętej głowy. Oto w Polsce nie ma ani jednego prokuratora i ani jednego policjanta, nieprawdaż panie Ziobro? Trudno by było inaczej w kraju, gdzie nie ma ani jednego sądu. Nie po to powoływano tu antypolicję i prokurwaturę, by przestępców łapała, lecz odwrotnie – by ich organizowała i chroniła. Bezkarność przestępców to cenne narzędzie dominacji rasy panów i niszczenia tkanki społecznej zabijanego kraju. Pisałem tu o tym często.

Zresztą… Badać zresztą trzeba każdą zbrodnię z przeszłości, a nie tylko tę jedną. Z zamachem w Smoleńsku Polska dzisiejsza też sobie przecież nie poradzi[2].

Wynikałoby stąd, że sprawą nie powinien zajmować prokurator Witkowski. Z ciężkim sercem to piszę, bo wysłuchałem kilku jego wystąpień (YouTube) i sprawia wrażenie człowieka uczciwego i chcącego dobrze. Zrazu zmroziła mnie informacja którą o nim podał Wojciech Sumliński, a mianowicie, że prokurator Witkowski nie przegrał ani jednej sprawy sądowej. Bodajże nie jest to informacja ścisła i jedną czy dwie sprawy jednak przegrał. W kraju w którym skazywalność wynosi niemal sto procent (98,25%) populacja prokuratorów, co nie „przegrali” ani jednej „sprawy” w „sądzie” będzie znaczna. Niech policzy to ktoś biegły w rachunku prawdopodobieństwa, ale mi na pierwszy rzut oka wydaje się, że może to być nawet większość prokuratorów po prostu. W fasadowych sądach najbardziej sympatycznie wyglądałby mi prokurator, co „przegrywa” sprawy jedna za drugą – bo znaczy to tyle, że jest poza układem. Z kolei prokurator co „wszystkie sprawy” wygrywa” najpewniej zwyczajnie jest w „służbach”. Bo też nie są to żadne sądy, nie rozpatrują one żadnych spraw i nie toczy się w nich żadna „gra”, którą przegrać czy wygrać można, a jedynie takie tam sobie… ustawki. Grupy rekonstrukcyjne. Inscenizacje.

Takie seryjne farsy toruńskie.

 

W farsie toruńskiej z roku 1985 reżim – bynajmniej nie bezinteresownie, a jedynie po to, by desperacko choć na pewien czas ratować resztki swej wiarygodności – rzucił nam sprawców i główne fakty.

Z kolei w farsach toruńskich codziennie sprawowanych w każdym „sądzie” reżim już tego nie musi.

 

 

 

Mariusz Cysewski

 

* * *

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

https://www.facebook.com/groups/517163485099279

https://twitter.com/MariuszCysewsk

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn

http://mariuszcysewski.blogspot.com

http://www.facebook.com/cysewski1

[1] Widać tu podobieństwo retoryki do wrzutek niesławnej pamięci FYM-a i sterowanego z Kremla stadka kunktatorów w związku z mordem smoleńskim; oni też śledztwo prowadziliby do końca świata. Dla ludzi tych nie ma takich dowodów, które zamykałyby sprawę. https://sites.google.com/site/wolnyczyn/aktualnosci/dowody-zamachu-w-smolensku

[2] Np. tu: https://sites.google.com/site/wolnyczyn/aktualnosci/zamach-w-smolensku-a-sady-i-instytucje-panstwa

Napisane przez:

Kontakt: 511 060 559

W matriksie ""3 RP""... https://sites.google.com/site/wolnyczyn/

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

292493