Media Watch i recenzje
Like

Szwed prosi o azyl

21/04/2018
82 Wyświetlenia
18 Komentarze
5 minute czytania
Szwed prosi o azyl

Ten njus „gazety wyborczej” świadczy dobitnie, że wszelkie lansowane do tej pory przez ferajnę z Czerskiej opowieści o ksenofobii, islamofobii, zaściankowości i klerykalizmie polskim nie są warte przysłowiowego funta kłaków



Piątkowe wydanie do niedawna wiodącej polskojęzycznej gazety.

 

Tytuł szokujący czytelników:

 

Szwed ubiega się o azyl w Polsce. Skarży się na prześladowania policji i neonazistów.

Ahad Nobakhti, obywatel Szwecji azerskiego pochodzenia, miał zostać pobity przez szwedzkiego funkcjonariusza i nazwany „pieprzonym Arabem”. Gdy zaczął się skarżyć, grożono mu, a jego zdjęcie pojawiło się na neonazistowskim portalu.

43-letni obecnie Ahad Nobakhti mieszkał w Szwecji od 1995 roku. Urodził się w azerskiej rodzinie w Iranie, dorastał w Azerbejdżanie. Wyemigrował do Europy w nadziei na lepsze życie. W pięciotysięcznym miasteczku Emmaboda w południowej Szwecji pracował m.in. w klinice dentystycznej, był instruktorem i sędzią sztuk walki, opiekunem młodzieży, organizował imprezy sportowe.

.

– Czułem się Szwedem, rozpowiadałem dookoła, jaki to wspaniały kraj. Teraz wiem, że już nigdy tam nie wrócę – mówi „Wyborczej” Nobakhti.

 

http://wyborcza.pl/7,75399,23294055,szwed-ubiega-sie-o-azyl-w-polsce-skarzy-sie-na-przesladowania.html

 

 

Autor powyższej informacji, czerski żurnalista Maciej Czarnecki w felietonie na stronie 2 piątkowego wydania gw podaje, jakim to emigranckim piekłem za sprawą prawicy stała się Szwecja.

 

Otóż w 2013 skrajna prawica zaatakowała demonstrację antyrasistowską lewicy. Prawicowych ultrasów mogło być nawet więcej, niż 30.

 

Z kolei w 2016 roku, o zgrozo, aż sześciu sympatyków Nordyckiego Ruchu Oporu przemaszerowało przez Sztokholm!

 

Nic dziwnego, że Szwed Ahad Nobakhti czuje się zagrożony.

 

Przy tak masowej prawicowej orientacji szwedzkiego społeczeństwa grozi mu niebezpieczeństwo.

 

Nie tylko jemu. Najwyraźniej powodowani obawą tzw. imigranci dają upust swojemu strachowi. Poniżej przykłady:

 

 

Szwecja zmieniła się. Niektóre dzielnice większych miast są tak niebezpieczne, że lepiej się tam nie zapuszczać nawet za dnia. Opanowały je gangi uchodźców, którzy przyjechali ostatnio do Szwecji.

.

(…) Zastępca przewodniczącego samorządu dzielnicy Rinkeby Benjamin Dousa mówi, że debata w końcu przebiła się do polityki głównego nurtu. – Szwecja jest na rozdrożu – zauważa ten 24-letni syn Turka i Szwedki, który jest także liderem młodzieżówki głównego szwedzkiego ugrupowania konserwatywnego Umiarkowanej Partii Koalicyjnej. – To, że mamy problemy na naszych przedmieściach nie stanowi żadnej „fake news”. Do zamieszek tu czy tam dochodzi co miesiąc, a raz w roku – do większych rozruchów. Pod słowem „większe” rozumiem takie, które trwają niemal cały tydzień – zauważa Dousa.

.

http://www.polskatimes.pl/magazyny/magazyn-the-times/a/szwecja-strach-zamieszki-i-gangi-wladze-traca-kontrole-na-imigranckimi-dzielnicami-reportaz,11847597/3/

 

 

 

Islamscy imigranci przejmują Malmoe. „Przyślijcie tu wojsko albo będziemy mieli w Szwecji drugą Somalię”

Szwedzcy demokraci domagają się wysłania wojska do Malmoe w celu pacyfikacji tzw. „no-go-zone”, w których faktyczną władze sprawują imigranci z krajów orientalnych. O mieście zrobiło się głośno na całym świecie po sprawie emitowanego na żywo na Facebooku gwałtu, dokonanego przez wyznawców Allaha.

 

http://wolnosc24.pl/2017/01/26/islamscy-imigranci-przejmuja-malmoe-przyslijcie-tu-wojsko-albo-bedziemy-mieli-w-szwecji-druga-somalie/

 

 

Tymczasem wg czerskiego zaklinacza rzeczywistości problemem w Szwecji jest prawica, oczywiście skrajna prawica, która terroryzuje Allahowi ducha winnych emigrantów poprzez organizowanie przemarszu w ilości 6 (sześciu!) osób przez centrum Sztokholmu.

 

 

Przy okazji warto byłoby sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Żyd pozostaje Żydem bez względu na to, w jakim mieszka kraju, natomiast urodzony w Iranie Azer stał się nagle Szwedem, gdy tylko w tym kraju zamieszka?

 

Nowa lewicowa retoryka.

 

Opisanie świata, mające odebrać słowom ich rzeczywiste znaczenie.

 

Jako żywo pomysł zaczerpnięty z powieści Stanisława Lema Eden.

 

Brak słów na opisanie zjawiska powoduje jego nieobecność mentalną mimo realnego istnienia.

 

Wolność mediów z Czerskiej to dowolność zaklinania rzeczywistości.

 

A że prowadzi to do zgoła humorystycznych sytuacji dowodzi poniższy mem.

.

 

.

W swoim szaleństwie lewacy są jednak śmiertelnie poważni.

 

Kto wie, czy gdyby znów mieli władzę nie byliby nawet bardziej śmiertelnie poważni od Stalina?

 

 

20.04 2018

.

.

Inne zapisy autora:

Humpty Dumpty
Humpty Dumpty

1809 publikacje
77 komentarze
 

  1. Krzywousty

    Mały żarcik który każdy już pewnie słyszał:

    Rok 2025. Dwóch policjantów na ulicach Hamburga zatrzymuje przechodnia i prosi o dowód tożsamości.
    Jeden z policjantów otwiera dowód i czyta: Jo.. Joh.. Johan Sss.. Sschm… Schmidt. Johan Schmidt! Ha ha ha!
    Patrz Mahmud jakie dziwne imię! Nawet wymówić się tego nie da..!

    • Krzywousty

      I najnowsza wersja:
      Dwóch policjantów na ulicach Hamburga zatrzymuje przechodnia o podejrzanie białej cerze i prosi o dowód tożsamości.
      Jeden z policjantów otwiera dowód i czyta:
      – Jo.. Joh.. Johan Sss.. Sschm… Schmidt. Johan Schmidt! Ha ha ha!
      – Patrz Mahmud jak się facet dziwnie nazywa! Nawet wymówić się tego nie da..!
      – Puść go Abdul – mówi drugi – pewnie jakiś pierniczony emigrant.

  2. Jan

    żałosny dowcip a jeszcze żałośniejszy autor…

    • Krzywousty

      Panie Janie – pan przeczyta moją odpowiedź niżej. Nie wiem dlaczego nie znalazła się bezpośrednio pod pańskim komentarzem.
      A mnie ten dowcip się spodobał – zwłaszcza ten drugi kiedy opowiedział mi go Niemiec. Oczekiwałem że opowie mi wersję pierwszą którą znałem.
      Śmialiśmy się i śmialiśmy ha ha ha! Na szczęście jeszcze potrafią żartować z samych siebie. Niestety, o emigracji wyłącznie po piwie.

  3. Podpisz Petycję!
    List do Pana Premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie Intronizacji Jezusa Chrystusa
    https://www.petycjeonline.com/list_do_pana_premiera_mateusza_morawieckiego_w_sprawie_intronizacji_jezusa_chrystusa

  4. Krzywousty

    Nie mój żart więc skarga pod złym adresem. Drugą wersję powiedział mi niedawno Niemiec kiedy sobie trochę wypił.

    A teraz z życia wzięte:
    Miejsce: Akwizgran (dzisiaj Aachen), Niemcy pod samą zachodnią granicą.
    Czas: 2001 rok, jestem na delegacji.
    Ulicami tego starego miasta chodzą tłumy Niemców, masa młodych, studenci z butelkami piwa w rękach siedzą po skwerach (co mi się osobiscie podoba). Pytam czy nocą jest bezpiecznie i czy mogę wszędzie chodzić? Zdziwienie… oczywiście. I tak właśnie było.

    Co bym polecał wtedy w Akwizgranie: najlepsze na świecie placki ziemniaczane z wędzonym lososiem i wspaniałym sosem. Niebo w gębie. Niestety znacznie smaczniejsze niż nasze placki po węgiersku. Zapamiętałem do końca życia jak po niemiecku są placki ziemniaczane: REIBEKUCHEN lub KARTOFELLPuFFER.
    Gdzie jadłem: typowo niemiecka restauracja – Zum Goldenen Einhorn na starym rynku naprzeciw pomnika Karola Wielkiego (Charlemagne).
    – – – – –
    A teraz to samo miejsce: Akwizgran
    Rok 2017
    Pierwsze co mi w pracy powiedziano – nie chodź nocą poza stary rynek
    Spacer po pracy i od razu wiem dlaczego. Na ulicach połowa to kolorowi i zdecydowanie nie rodowici Niemcy. Na przystankach komunikacji miejskiej 80% to emigranci. Dla mnie szok po tym co pamiętałem z poprzedniej wizyty.
    Poszedłem na obiad w to samo miejsce Pod Złotego Jednorożca (Zum Goldenen Einhorn) i proszę o reibekuchen. Nie mają. OK mówię – nie muszą być z łososiem, byle były placki.
    Nie ma.
    Co? A co się stało?
    Kelner po chwili miczelnia: zmieniły się gusta.
    Więc dziękuję, nie będę jadł, poszukam reibekuchen gdzie indziej.
    Szukałem do późnego wieczora i nic. Nigdzie! Natomiast szyszkebab, pizza, francuskie jedzenie wszędzie ile chcesz. Zostały też chyba tylko trzy typowo niemieckie restauracje. W 2001 roku stanowiły większość.
    W końcu zjadłem obiad w restauracji argentyńskiej (!). Stek.

    Wieczorem w restauracji hotelowej kelnerka szukała dla mnie w całym Akwizgranie miejsca gdzie mogę zjeść typowe niemieckie danie – reibekuchen – i… nie znalazła, a naprawdę dzwoniła wszędzie. Na końcu powiedziała – teraz reibekuchen to można zjeść tylko u siebie w domu, ale wiem gdzie można zjeść najlepsze reibekuchen na świecie – w domu mamy mojego chłopaka.
    ???
    Tak, mówi – ona jest Polaką…
    ??? Ja też!
    To stąd wiesz co jest dobre!
    Ano stąd. To co – tradycyjna kuchnia niemiecka już kaput?
    Tak – mówi – znaleźć teraz restaurację z typowym niemieckim jedzeniem jest ciężko. Przynajmniej w Akwizgranie.
    – Acha mówi – mamy coroczny festiwal uliczny. Podczas festiwalu jest masa budek serwujących placki ziemniaczane. Niestety jeszcze festiwalu nie ma.
    – – – –

    W świetle doświadczenia z mojego ostatniego pobytu w Niemczech, kawały które zamieściłem wydają się jak najbardziej akuratne.
    PS.
    W Monachium natomiast nie widziałem prawie żadnych emigranów. Może to wiec jest wciąż lokalne zjawisko?

  5. Jan

    no takich bajeczek o niemcach jak od Krzywoustego dawno już nie czytałem. Ja nie bywam w BRD służbowo raz na 16 lat. Mieszkam w dużym mieście w NRW od 30 lat. W Niemczech nie ma Reibekuchen? lepszego dowcipu nie słyszałem. To państwo prawa, bez gorszego sortu. Żyje tu się super i bezpiecznie, o czym świadczy fakt, że rocznie przybywa ok. 35 tys. rodaków. Aktualnie jest tu 700tys. Polaków na polskich paszportach z tego 100tys. na socjalu…

    Nastroje moich kolegów Niemców znam doskonale. Szanują i podziwiają mnie jako Polaka. Ja, żona pracowaliśmy w swoich zawodach wyuczonych(wykształcenie wyższe) Dzieci pokończyły studia, córka promowała…z pracą żadnych problemów. Gospodarka przeżywa od lat boom!!! Fajno jest, a jako emeryt i katolik pomagam o zgrozo uchodźcom…..

  6. Krzywousty

    Panie Janie, panie Janie…
    Proszę czytać ze zrozumieniem. I NIGDY nie posądzać mnie o kłamstwo. Nie należę do pokolenia które lekko rzuca słowa na wiatr.
    .
    1.
    Opisałem sytuację z własnego doświadcznia, na dodatek nie pisząc o rzeczach ekstremalnych bo ekstrema nigdy nie oddają rzeczywistości. Nie może mi pan zarzucać że nie przeżyłem i nie widziałem tego co przeżyłem i widziałem. Może pan po prostu tak sie już do tego przyzwyczaił ze zwyczajnie nie dostrzega tego co nas od razu w oczy kłuje? Nie pomyślał pan o tym?
    2.
    Napisałem najwyraźniej jak tylko było można, że sytuacja dotyczyła konkretnego miasta Aachen, znanego wielu jako Akwizgran. Napisałem też że nie widziałem zbyt wielu emigrantów w Monachium. Może pan mieszka właśnie tam gdzie ich nie ma zbyt wielu? Dlaczego nie napisze pan z jakiej miejscowości są pańskie doświadczenia?
    Zapraszam na wycieczkę do starówki Aachen i wtedy proszę o pańskie wrażenia.
    3.
    Nie pisałem nic o państwie prawa ani o sortach. Niech pan nie myli dowcipów z opisami rzeczywistości. Nie wiem też jak bezpieczne jest chodzenie nocą po niemieckich dzielnicach. Napisałem jedynie to co powiedzieli mi sami Niemcy w pracy, a chyba bezpodstawnie by tego nie mówili. 16 lat temu mówili że mogę chodzić wszędzie, a ostatnio to oni sami mnie przestrzegli że już nie mogę. Czy mam podać nazwiska i numery telefonów by pan zweryfikował zamiamiast mnie oskarżać o nieprawdę?
    4.
    My nie dyskutujemy o bezpieczeństwie ani o prawie tylko o zalewie Niemieckiej kultury przez kultury obce. Ten zalew widać gołym okiem w Aachen, a o miejscowościach w których nie byłem nie wypowiadam się. Również w amerykańskiej filii firmy która działa w Aachen a w której pracuję już prawie połowa to emigranci. Do około 10 lat temu prawie że jedyni emigranci w tej fimie byli Turkami i w dużej mniejszości, tak dzisiaj są z całego świata. Już prawie połowa.
    5.
    Czy ja napisałem że nie ma w Niemczech reibekuchen? Napisałem że JA nie byłem w stanie ich znaleźć w miejscach gdzie wcześnie było ich wbród. A szukałem ich naprawdę intensywnie, tyle że w obrzeżach starego miasta, w odległości do której mogłem dotrzeć pieszo. Powiedziano mi również że na pewno znajdę je w … polskiej dzielnicy! Nie dziękuje – nie będę jechał gdzieś na skraj miasta specjalnie na placki. Zresztą, tam też mógłbym kupić ruskie pierogi – naprawdę typowo niemieckie jedzenie.
    6.
    Napisałem też że na „starym mieście” w Aachen, tam gdzie był mój hotel i spacery, ilość tradycyjnych niemieckich restauracji drastycznie zmalała. Większość z nich zastąpiona nie obcymi jadłodajniami. Gdzie tutaj jest nieprawda?
    .
    30 lat w Niemczech. Sporo. Rozumię dlaczego mógł pan przestać dostrzegać zalew Niemiec przez obce kultury. Zresztą nie dziwię się panu bo sam należy pan do kultury obcej NIemcom. Nie jest w pańskim interesie być germanizowanym.
    Tym niemniej ciekaw jestem gdzie konkretnie pan mieszka. Zaobserwowałem jedną prawidłowowść: w samolotach ze Stanów do Frankfurtu prawie połowa to Arabowie. W samolotach ze Stanów lecących na wschód Niemiec – praktycznie żadnego.
    A między nami – zupełnie mi nie zależy czy niemiecka tożsamość i kultura zostaną wyrugowane przez obcą. Najlepiej gdyby przez polską! 🙂 Może też być włoska, angielska czy hiszpańska.
    Jedynie niezbyt swojo się czuję kiedy wiem że ta kultura jest ta z bliskiego wschodu. Widziałem na własne oczy co sie dzieje kiedy zaczynają stanowić większość na jakimś obszarze. I tutaj też nic nie zmyślam. Może kiedyś o tym napiszę a tymczasem pozdrawiam…

    • Jan

      Ad1:nie podejrzewam pana o kłamstwo. Dziwi mnie tylko diametralnie różny odbiór.
      Ad2:Aachen nie leży daleko od Düsseldorf, gdzie mieszkam.
      Ad3: wNiemczech jest tak samo bezpiecznie, jak przed 16lat, to moje prywatne
      doświadczenie
      Ad4: już przed 30 laty pracowali w BRD imigranci. Kultura niemiecka nie jest przez nich
      zalewana. Każdy imigrant ma tu prawo pielęgnować swą kulturę. Również polacy np. są
      polskie msze, gazety, tv, a dzieci od 1 klasy uczą się polskiego za niemieckie pieniądze.
      Ad5,6: w Niemczech jest możliwość jeść po francusku, włosku, polsku, indyjsku,
      tajsku,chińsku itd…Niemcy sami twierdzą, że ich kuchnia nie jest finezyjna i chętnie
      próbują innych. Czy to problem?

      Na koniec : nikt tu nie germanizuje. Niemcy to pracowity i mądry i ofiarny naród. Wśród moich znajomych jest wielu, którzy pomagajom uchodźcom, ja też. Zapewniam pana, że to ludzie jak pan czy ja. I jak w każdej społeczności są też zboki czy kryminaliści. Na pewno nie mają pasożytów i są czyści. Jedną wadę jednak mają: wódy się pan z nimi nie napije….

      BRD to też mistrz świata w exporcie, taki średni kraj bez surowców. Może warto się zastanowić, dlaczego???
      P.S.
      co do dowcipów mam jeden oryginalny dla pana:
      Świeżo uznany azylant z Afryki wychodzi z urzędu uradowany i chce podziękować Niemcom na ulicy. Pierwszemu przechodniowi mówi: dzięki, że mnie przyjeliście! Odpowiedź: ale ja jestem turkiem. Następny to syryjczyk, afgańczyk, marokańczyk… Zdezorientowany azylant pyta głośno: to gdzie są Niemcy??? Jeden z przechodniów patrzy na zegarek i mówi: o tej porze to jeszcze są w pracy….

      Może pan to słyszał. Pozdrawiam

  7. Jerzy

    Mi nie przeszkadza wiele różnych „kuchni”. Mi jest jedynie szkoda zaniku kuchni niemieckiej w… Niemczech. Dla mnie Eisbein albo Haxe (golonki) nie muszą być finezyjne byle… były. I byle smakowały tak jad dawniej. Kiedy z kuchni tradycyjnej niemieckiej restauracji wychodzi kucharz Turek i pyta jak mi smakuje golonka to ja w tym momencie wymiękam.
    .
    To jest właśnie ilustracją tego o czym piszę. Pan panie Janie zresztą potwierdza to również. Otóż widać w naszej polemice jak na dłoni że to co natychmiast rzuca się w oczy osobie odwiedzającej Niemcy po bardzo długiej przerwie, jest zupełnie niezaważane przez samych Niemców.
    Tak właśnie upadło cesarstwo Rzymskie wraz ze swoją kulturą. Rzym zaczął przyjmować i „asymilować” w wielkich ilościach obce narody a okazało się że to ci „barbarzyńcy” niepostrzeżenie zasymilowali sobie Rzymian. Pozostało jedynie zmienić nazwę kraju. Nawet język się nie ostał.
    Tak jak w tym doświadczeniu – kiedy włoży się żabę do gorącej wody, żaba wyskoczy. Kiedy włoży się ją do zimnej i powoli tę wodę podgrzewa to żaba nigdy nie wyskoczy aż w końcu zdechnie. Żaba tak samo jak Niemcy nie dostrzega powolnych, inkrementalnych zmian jakie wokół mają miejsce. Aż w końcu jest za późno a Niemcy nie będą juz „Niemcy” tak jak Rzym przestał być Rzymem.
    .
    Ja to widzę również codziennie na innej płaszczyźnie. Zawodowej. Niemiecka pracowitość, niemiecka precyzja, niemiecka inżynieria, niemiecki etos pracy… to wszystko już historia. Tak – Niemcy wciąż tym mitem żyją, przyznaję. Wciąż są absolutnie przekonani że takimi są i ża tak ich postrzega świat.
    No cóż, prawda jest zupełnie inna a świat przestaje się na to nabierać. Niemcy są teraz bardzo mili, nawet do przesady (za wyjątkiem tych z Niemiec Wschodnich ale o nich powiedzał mi kolega z Niemiec Zachodnich: nie zwracaj na nich uwagi – to Prusacy).
    Niemieccy inżynierowie są do tego stopnia przywiązani do procedur że wszystko schodzi im 5 razy dłużej niż powiedzmy Amerykanom, a jeśli z projektu wychodzi coś zupełnie bez sensu to tego nie dostrzegają bo… tak mówi instrukcja. Wszystko trzeba po nich sprawdzać, zmieniać nonsensownie wyśrubowane tolerancje, materiały, upraszczać bo inaczej koszt produktu byłby astronomiczny.
    Czasami zastanawiamy się w pracy czy oni potrafią samodzielnie myśleć?
    Pracowitość… nie wiem jak jest z tą pracowitością, ale w terminie to nigdy nic z Niemiec nie otrzymujemy. Zawsze na przeszkodzie jakieś święto, urlopy, maksymalnie 10 godzin pracy i obowiązkowo do domu… Nie ma znaczenia że przez to zawali się wielomilionowy projekt. Że firma może paść…
    Chcesz pracowitość – zamówienie idzie do Chin, Korei. Otrzymasz 3 razy szybciej niż z Niemiec.
    Chcesz pracowitość, doświadczenie, wiedzę – zamówienie idzie do Polski. Otrzymasz 2 razy szybciej niż z Niemiec a polski inżynier zadzwoni do ciebie jeśli widzi błędy, skonsultuje, poprawi jeśli uważa że można lepiej.
    .
    Takie jest moje doświadczenie ze współpracy z całym światem. Jeszcze 25 lat temu miałem do czynienia z niemieckimi fachowcami. Dzisiaj tego etosu pracy już nie widać. Młodzi są tacy sami jak Amerykanie, Koreańczycy, Francuzi a na dodatek skrępowani procedurami których nie potrafili się pozbyć.
    .
    Zreszą… o jakich Niemcach my mówimy? W niemieckim dziale mojej firmy zostało ich kilku. Trzy czwarte dzisiaj to Turcy (jeszcze stara emigracja), Irakijczycy, Egipcjanie, Pakistańczycy, Hindusi, Rumuni, Polacy i Arabowie których narodowości nie zidentyfikowałem jeszcze.
    I nie piszę tu o pracy na produkcji. Mówię o inżynierach projektantach!
    O – zapomniałem – sporo Belgów, Holendrów i jeden Francuz, ale jakoś tych nie postrzegam jako „zmieniaczy niemieckiej kultury”.
    Krótko – współpraca z tymi emigrantami wcale nie jest najprzyjemniejsza. Spora arogancja, wywieranie presji, postawa „to ja mam rację”, szukanie winnych wokół siebie, nie mówiąc o częstym braku taktu…
    Po prostu przywieźli własną kulturę i zachowują sie zgodnie z nią. Niestety są faworyzowani przez szefów bo „potrafią zrobić robotę”. To że po trupach…
    A Niemcy siedzą cicho i nie wychylają się. Co sobie myślą w duszy tylko oni sami wiedzą. Nawet jest mi ich czasami szkoda.
    Teraz rozumie pan panie Janie jak odebrałem ten kawał z ust Niemca (którego znam od o ho ho)? Po kilku piwach oczywiście, i przy dobrej Haxe.
    .
    Nie neguję pańskiej perspektywy na Niemcy. To co opisałem to moje wrażenia i z wizyty i ze współpracy. Myślę jedynie że zmiany jakie zachodzą są na tyle rozciągnięte w czasie że ten kto tam mieszka nie ma szansy ich dostrzec.

  8. Jerzy Krzywousty

    Słowo o naturze ludzkiej i emigracji.
    Ale wcześniej – tak, Krzywousty ma na imię Jerzy.
    .
    Ludzie są zwierzętami stadnymi. Maja swoje instynkty i one praktycznie zawsze biora górę. Co zupełnie utwierdziło mnie w tym przekonaniu to sytuacja z Indonezji. Siedziałem na ławce a obok kilka dzikich choć przyzwyczajonych do ludzi małp siedziało nieopodal. Blisko nich była ruchliwa droga.
    Dwie stasze małpy siedzące około 5 metrów od siebie miały dzieci. Te brzdące bawiły się ze sobą, tarzały, miały fun…
    Nagle jedna matka wstała i zawołała swoje dziecko. Niechętnie, ale przuszło do niej. Matka wzięła je za rękę i już chciała iść ale brzdąc zaczął sie wyrywać w kierunku drugiej małpki. Matak zaczęła ciągnąć a dziecko ciągnęło w drugą stronę, na ulicę.
    Co zrobiła matka?
    Jak nie przywali otwartą ręką małej małpce w d…! Dziecko pisnęło i od razu jak baranek za rączkę poszło obok matki.
    Wypisz wymaluj jakbym widział to co oglądałem dziesiatki razy na podórku w Polsce kiedy jeszcze wolno było dać dziecku klapsa.
    Gdyby nie reakcja małpiej matki to dzieciak mógł nawet skończyć pod kołami samochodu. I nie – to nie był jakiś ktowie jak silny klaps. Po prostu taki w sam raz by dziecko poczuło i wiedziało że żarty i czas na dyskusję sie skończyły. Teraz ma robić to co każe matka i to natychmiast.
    .
    Napisałem to by pokazać że mamy podobne instynkty i zachowania które głęboko w nas siedzą i możemy mówić i robić co chcemy a i tak nie jesteśmy w stanie się ich pozbyć. Jesteśmy zwierzętami stadnymi które żyły przez setki tysięcy lat w stadach / plemionach.
    Każdy obcy postrzegany jest jako intruz chyba że odpowiednio się zachowuje lub nawet wkupi. Każdy zaś „intruz” czy nowo przybyły automatycznie wie jak ma sie zachowywać by być zakceptowanym i akceptowanym. Z reguły jest nad wyraz miły i uczynny a tubylcy wtedy automatycznie stają się niezwykle gościnni. Ta uczynność i niezwykle przyjazna postawa są jednak cechami jedynie „na chwilę”, na tą sytuację.
    No i do czasu…
    Do czasu kiedy napływowi nie przekroczą krytycznej ilości. Wtedy zaczynają być przez tubylców postrzegani jako zagrożenie i między obu grupami rośnie napięcie.
    To smao z napływowymi „emigrantami”. Dopóki ich ilość jest procentowo mała – zachowują się inaczej. Kiedy stanowią spory procent – wtedy to oni chcą narzucić własne standarty, zdominować grupę. To siedzi nam głęboko w genach – nam wszystkim.

    I tutaj znów przykład z natury. Jak sądzicie – jaki dziki gatunek zwierząt zabija największą ilość populacji małp? Oprócz człowieka oczywiście.
    Założę się że nikt nie odpowie poprawnie. Słyszę że tygrysy, lwy, kojoty, żmije a nawet orły.
    Nic błędniejszego. Największa ilość małp jest zabijana przez inne małpy z tego samego gatunku. Szok, prawda? Ofiarami są najczęściej małpy które przypadkiem zawędrowały na terytorium innego stada, albo samce które celowo chciały dołączyć do nowego stada (samce często zmieniają stada) ale nie potrafiły poprawnie „wkupić się” w łaski stada do którego chciały się na stałe przyłączyć. Takie dołączanie do innego stada to cały rytuał. Zależy od gatunku ale znów wiele cech jak u ludzi. Pokora, milczące trwanie na uboczu, cierpliwość, nie ukazywanie żadnej agresji, a nawet… podrzucanie „tubylcom” jedzenia.
    .
    Mechanizmem który napięcia miedzy emigrantami a tubylcami eliminuje jest asymilacja. Taka prawdziwa asymilacja. Z reguły do niej dochodzi i jedna populacja bezbolesnie rozpływa się w drugiej.
    Koronnym prykładem „plemienia” które wspaniale się asymilują są Polacy. Czy to w Niemczech, czy w Stanach, Australi… Dzieci nowo przybyłych juz nie chcą mówić po polsku, a rodzice wcale się zbytnio nie trudzą by to zmienić. Zresztą byby to ogromny wysiłek i praca. Bardzo szybko dziecko nie jest w stanie swobodnie rozmawiać z rodzicami po polsku. Rozumie, ale odpowada po niemiecku, angielsku czy jaki by tam nie był język. Brakuje mu polskiego słownictwa. A już dzieci między sobą! Niech tylko rodzice nie słyszą a między sobą na pewno nie mówią po polsku.
    .
    Polacy nie są tu wyjątkiem. Podobnie ma się w przypadku wielu nacji.
    Niestety, zwłaszcza tam gdzie w grę wkracza religia z jej zakazami, taka asymilacja staje się wprost niemożliwa. Tutaj koronnym przykładem są Żydzi i Arabowie.
    U Zydów wręcz często zabronione były mieszane małżeństwa. Potrafili mieszkać przez wiele, wiele, wiele pokoleń w jakimś kraju a ich znajomość języka tubylców potrafiła być żenująca.
    Podobnie jest z Arabami chociaż tutaj mechanizm jest nieco inny.
    Nie zmienia to jednak faktu że w takich sytuacjach tubylcy stają sie naturalnie podejrzliwi i niechętni w stosunku do emigrantów. „Obcy” zaczynają być wtedy często traktowani jak wrogowie, agresorzy. Narasta niechęć, fałszywe czy prawdziwe oskarżenia… Sami wiecie z historii.
    Natomiast emigranci jeśli stanowią znaczący procent próbują zachować własną kulturę i dominować wszędzie tam gdzie są to w stanie zrobić. W najgorszym przypadku przerobić tubylców na własna modłę jeśli religia im na to pozwala.
    .
    Po prostu jest różnica między emigrantami i emigrantami. Religia ma na to największy wpływ bo z „Bogiem” się nie dyskutuje. No i podstawowy czynnik – jaki stanowią procent. Czy są już w stanie podnieść głowę i „być sobą”?
    .
    Na koniec przykład z życia.
    Miejsce: Hamtramck – wymawia się Hamtremik i tak będę dalej tę miejscowość nazywał. Dzisiaj to dzielnica Detroit, dawniej osobne miasto w którym jeszcze do ostatniej wojny w Jugosławi Polacy stanowili 90% populacji.
    W Hamtremiku można było wysiąść z samochodu i bez ogródek zapytać dowolngo przechodnia po polsku mając pewność że po polsku odpowie. Nawet murzyni którzy tam mieszkali mówili po polsku. Musieli. Chciał się mały murzynek bawić z polskimi dziećmi a potem dostać w domu jednego z nich pierogi, musiał się nauczyć języka i to szybko.
    Niestety Hamtremik zaczął sie starzeć. Młodzi przenosili się poza Detroit do bardzo dobrych miasteczek i dzielnic a ich miejsca zajmowali przybysze.
    Podczas wojny w Jugosławi Hamtremik został zalany emigracją z Bośni – a to przecież muzułmanie. Wyglądają jak my a są muzułmanami.
    Później Hamtremik zaczęli „najeżdżać” emigranci z Iraku i okolicy gdy zaczęła się wojna w Iraku. Zepchnęło to Polaków może nie do mniejszości ale już nie dominowali miasta tak absolutnie.
    Populacja muzułmanów jest teraz w Hamtramik znacząca. Na początku było fajnie, cacy, tolerancja, drodzy Polacy, ciao ciao, uśmiech uśmiech. Gdy tylko poczuli sie silniejsi wszystko zaczęło sie sypać i wszystko zaczęło im przeszkadzać.
    Kościelne dzwony zaczęły obrażać ich uczucia religijne. Religia nie pozwalała im ich słuchać. Alkohol sprzedawany w sklepach zaczął być śmiertelnym grzechem od którego czuli się w obowiązku nas ustrzec. I tak szło i szło.
    Jako społeczność zorganizowali się znacznie lepiej niż Polacy, merem miasta został muzułmanin który osobiście i publicznie podczas zebrania powiedział: teraz Polakom pokażemy!
    Zakazano bicia w dzwony, sprzedaży alkoholu nawet w restauracjach w jakimś tam promieniu od meczetów (co objęło wielką ilość restauracji i sklepów). Równocześnie liczba meczetów rosła a immamowie z minaretów przez głośniki co kilka gdzin śpiewają te swoje modły – co jest jak najbardzie OK, bo przecież to jest tradycja w islamie.
    Nie będę opisywał wszystkiego co ma tam miejsce, jak życie zostało w Hamtremiku zmienione przez „obcych” którzy osiągnęli „masę krytyczną”.
    Jedno jest pewne – to już nie jest Hamremik jaki był od samego jego powstania a życie Polaków w Hamtremiku nie jest już tym czym było. Tyle tylko że nastąpiło to bardzo gwałtownie tak że mnieszkańcy i zdążyli to zauważyć i wyskoczyli z tego garnka z gorącą wodą. Nastąpił exodus Polaków na północ od Hamtremik. W Hamtremiku pozostali już tylko starzy tubylcy, emeryci. No I młodzi którzy w końcu poczuli się jak u siebie w domu – w domu na Bliskim Wschodzie.
    .
    Tak się kończy moja historia. Tak się też skończyło Imperium Rzymskie. Co nie zmienia faktu że najbardziej uczynnym, najmilszym facetem jakiego kiedykolwiek znałem był muzułmanin.
    To był muzułmanin z Karaibów. Taki samotny wilk którego dziadowie kiedyś przybyli z Pakistanu i byli jedynymi muzułmanami na wyspie.Ta rodzina zaasymilowała się wspaniale, jak kiedyś polscy Tatarzy.
    Jak widać wszystko dobre co w umiarze zaś nadmiar szkodzi wszystkiemu…

  9. Jan

    Panie Jerzy,

    porównywanie obecnych Niemców do Imperium Rzymskiego jest efektowne, ale nie odpowiada prawdzie. Jak mówi piosenka, nic dwa razy się nie zdarza. Maluje pan na czarno przyszłość Niemiec. A im tymczasem powodzi się tak dobrze, jak nigdy dotąd! Od 4 lat państwo nie zaciąga długów, gospodarka przeżywa boom i znów są 1 w exporcie!!! W sondażach 85% patrzy pozytywnie w przyszłość.

    Już pisałem, że to naród pracowity. Przybywający tu emigranci dopasowują się do nich jak i ja.
    Pracowałem u nich 28 lat jako inż chemik, od 2 lat pobieram godziwą emeryturę.
    To państwo prawa, moje wnuczki mogą się za niemieckie pieniądze od 1 klasy uczyć polskiego!!!
    Potrafi pan sobie to wyobrazić? Takie jest tu życie. Co roku przybywa ok. 35tys. rodaków. W sumie jest ich tu 2mln. o różnym statusie. Jak w każdej społeczności są też czarne owce, menele, obiboki.
    Ale w sumie Niemcy szanują i lubią Polaków. Jak też innych cudzoziemców, uznających ich Grundgesetz.
    pozdrawiam

    • Jerzy

      Coś w tym jest co pan mówi. Nie da się z tym dyskutować. A jeśli na dodatek jest pan tam szczęśliwy – mogę tylko panu zazdrościć i życzyć powodzenia.
      To co ja widzę na emigracji to nostalgia za Polską i tradycyjne…”gdyby nie dzieci to już dawno wyłbym…”
      Ha.. miesięc temu wpadłem w mojej firmie w Aachen na Polaka z Dolnego Śląska, technik, który powiedział… „kurde, już 30 lat wycięte z życiorysu w tym Deutschlandzie… czas wracać… Dom jest tylko jeden…”
      Ja na szczęście jestem w tej sczczęśliwej sytuacji że mogę do Polski wrócić i wrócę już niedługo. Przy okazji sytworzę dosyć spore przedsiębiorstwo które na dodatek jest high-tech a Niemcy co najwyżej będą mogli być dla nas dostawcami.
      Z tego co widzę to Polonia niemiecka też robi dobrą robotę rozwadniając tradycyjną niemiecką kulturę i tożsamość.
      Wie Pan co? Mi to naprawdę nie przeszkadza. Im mniej Niemców w Niemcach tym lepiej dla Europy. Jedynym problemem jest ta inwazja zupełnie obcej kultury do Europy którą Niemcy zapoczątkowali.
      Och – w poprzednich komentarzach pisałem że okropnie pracowici są Koreańczycy, Chińczycy, a wie pan o kim zapomniałem? O Amerykanach!

      Ciężko pobić Amerykanów i Kanadyjczyków w pracowitości.
      2 tygodnie urlopu – norma.
      Kiedy trzeba – praca 24 godzin na dobę.
      Urlop macieżyński – a co to takiego?
      Ale mniejsza o ilość urlopu, etos pracy -w Ameryce on wciąż jest.

  10. Jan

    panie Jerzy,

    tak, żyje mi się i mojej rodzinie super w tym państwie prawa. Tu jest wszystko przewidywalne dla obywatela i przedsiębiorcy. Rząd nie sortuje tu obywateli. I nie obawia się, że kultura niemiecka zostanie podmyta. Najważniejsze to przestrzeganie Konstytucji.
    Poniżej podaję kilka uwag o Polakach w BRD,które nazbierałem przez 30 lat:

    Szacuje się, że w BRD żyje ok. 2 mln. Polaków. Z tego 700 tys. Polaków z podwójnym obywatelstwem. Polaków tylko z polskim obywatelstwem jest ok. 780 tys. (2016 rok) i rocznie przybywa ich ok. 40 tys. z nich ok. 100tys. nie pracuje żyjąc z socjalu. Reszta to Polacy z obywatelstwem niemieckim. Moim zdaniem (poznałem przez 30 lat kilkaset rodaków) można podzielić ich na 3 grupy.
    1 grupa to większość , która dobrze się integruje w społeczeństwie przyznając sie otwarcie do swojej polskości. Akceptują niemieckie prawo i reguły gospodarki wolnorynkowej. Są cenieni i lubiani. Wg. mojej oceny to 80%.
    2 grupa to ludzie, którzy starają się być bardziej niemieccy niż niemcy, budząc tym ich zażenowanie. Ich wypowiedzi nie są pochlebne dla Polski. Szacuję ich na 5 %.
    3 grupa to ludzie nie zintegrowani, tęskniący za Polską idealizując ją. Jednocześnie nie wyrażają się pochlebnie o niemcach. Nienawidząc ich, obsługują stereotypy o hitlerowcach i gestapowcach. Z sobie znanych powodów nie wracają jednak do Polski. Ilość ich szacuję na 15%

    To nie jest oczywiście żadne naukowe opracowanie, tylko prywatne refleksje o Polakach żyjących w Niemczech.

    pozdrawiam

    • Jerzy

      A w Ameryce panie Janie proporcje są nieco odwrócone. Większość to grupa 3, tęskniąca i idealizująca ale niewielu z nich śmieje się z tubylców. Co najwyżej czasem ironizuja…
      Nikt prawie nie wraca do PL bo przyzwyczaili się tutaj do większego komfortu i nie mają odwagi. Chociaż 80% z tych którzy by wrócili trzymana jest w Ameryce przez dzieci i wnuki. Oni nie mają już żadnej alternatywy oprócz wzdychania…
      Dla ich dzieci zaś Polska to jak dla nas Islandia. Nie znają jej wcale. Nie znają dobrze jezyka.
      Czyli pełna integracja – właśnie to o czym mówię. Przybysze z państw muzułmański nie zachowują się tak. Ich integracja jest w wiekszości wyłącznie powierzchowna a prawdziwa natura wychodzi w momentach kiedy czują się pewnie.
      Oni chcieli by aby to tubylcy zintegrowali się i zmienili na ich modłę – nie odwrotnie. I tym decydującym czynnikiem który nie pozwala im się zintegrować jest właśnie religia.
      Chrześcijan tolerują bo nie mają na razie wyjścia.
      Jedyne co trzyma ich w Ameryce w jako takich ryzach to strasznie mocne państwo prawa którego naruszanie karane jast prawie jak w Biblii. Tutaj policja nie ma ani litości ani wyrozumiałości i nie robi żadnych wyjątków dla politycznej poprawności.
      Na szczęście Ameryce chyba nie grozi przekroczenie przez przybyszów ze wschodu masy krytycznej. Już prędzej tę masę osiągną hiszpańsko-języczni, ale oni z kolei dobrze się integrują. Nie ma bariery religijnej.
      .
      A tak apropo Niemiec – właśnie złożyłem pismo z prośbą o przeniesienie mnie z powrotem pod amerykańskie szefostwo. Starałem się jak mogłem ale dłużej już nie dałem rady. Zbyt długo mieszkam w Stanach. Musiał bym się chyba urodzić w Niemczech by być w stanie wytrzymać tę ciągłą presję, patrzenie na ręce, spowiadanie się z każdego wydatku, rachunku, motywowanie dlaczego podejmuję takie a nie inne decyzje a nawet dlaczego lecę przez Monachium a nie przez Frankfurt.
      Tego w Stanach nie ma. Jest zaufanie do twojej profesjonalności, masz samodzielność. Jeśli to zaufanie zawiedziesz zostajesz zwolniony.
      Czarę goryczy przepełniła biurokracja która obezwładnia jakąkolwiek działalność i inicjatywę. Te codzienne meetingi telefoniczno-internetowe. To zdawanie sprawozdania z każdego pierdnięcia. I ta arogancja szefów którzy po 2 minutach dyskusji myślą że już wszystko wiedzą o tym nad czym ty pracowałeś miesiąc. A ty wiesz że nie możesz ich poleceń wykonac bo juz przez to przeszedłeś, że są powody dla których z tej ścieżki zrezygnowałeś.
      No i ta wrodzona chyba umiejętność wywierania presji i utrzymywania stałego poziomu stresu. W Ameryce tego nie ma, dlatego powiedziałem im Auf Wiedersehen. Byli w szoku, pytali dlaczego, ale nie jest w stylu amerykańskim powiedzieć komuś prawdę w oczy jeśli może to sprawić że ten ktoś źle się poczuje. Powiedziałem po amerykańsku: „było wspaniale ale różnica czasowa nie pozwala na efektywną współpracę”.
      Nie będę pana męczył własnymi sprawami. Ten problem jest już poza mną! Hurra!
      Placki ziemniaczane będę teraz jadł w Polsce ha ha ha!

  11. AS

    Bardzo, bardzo przepiękna dyskusja. Czuję się po jej przeczytaniu, jak po sowitej uczcie. Bardziej jednak, trafiają mi do przekonania argumenty Jerzego. Widzi to szerzej jak Jan. Myślę, ze wynika to z miejsca zamieszkania. Jeden mieszka w w większym tyglu, drugi w mniejszym. Jeden widzi to szerzej, drugi wężej. Serdeczne dzięki za to, że mogłem to przeczytać.

  12. Jan

    @AS: dziękuję za uznanie. Mnie się dobrze dyskutowało z Jerzym bo merytorycznie i bez obrażania. Moim zdaniem ciekawa była dalsza część dyskusji o stosunku Żydzi- Polacy w 2 wojnie światowej. Niestety ta część dyskusji ( też rzeczowa) padła ofiarą cenzora.
    Pozdrawiam
    Jan

    • AS

      A mój wpis o polskich Żydach jest. W „Antypolska mitologia marca’68. Część V/2 „. Ktoś mi nawet powiedział, że ten tekst powinien być podręcznikach historii. Pominąłem pewien istotny fakt z Holoubkiem w roli głównej, bo obawiałem się, że tego teraz nikt nie zrozumie. Bo mamy teraz inne czasy. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217