25092017Nowości:
   |    Rejestracja

Śmierć pomiędzy kęsami czekoladowego tortu


Dzisiejszemu zachodniemu stylowi życia towarzyszy nieustanny jazgot.  Zachodni „nadludzie” nie mogą przebywać ani jednej chwili w ciszy, gdyż obnażyłoby to ich całkowitą bezmyślność i samotne zagubienie w rzeczywistym świecie.  Dlatego ze słuchawkami w uszach i wzrokiem utkwionym w smart phone’ach  nieustannie maskują swe ogłupienie, przebierając paluchami po ich klawiaturze.   Przebywając w miejscach publicznych nie […]


Dzisiejszemu zachodniemu stylowi życia towarzyszy nieustanny jazgot.  Zachodni „nadludzie” nie mogą przebywać ani jednej chwili w ciszy, gdyż obnażyłoby to ich całkowitą bezmyślność i samotne zagubienie w rzeczywistym świecie.  Dlatego ze słuchawkami w uszach i wzrokiem utkwionym w smart phone’ach  nieustannie maskują swe ogłupienie, przebierając paluchami po ich klawiaturze.

 

Przebywając w miejscach publicznych nie zawsze jest możliwe uniknięcie  opisanych powyżej   zjawisk.  Będąc w poczekalni dentysty zmuszony byłem ostatnio wysłuchać dyskusji dwu „redaktorów” radia RMF FM[i] na temat jakiejś nowej funkcji Google’a[ii], która według ich opinii jeszcze bardziej uatrakcyjniała „pogrążenie się w wirtualnej rzeczywistości”.  Niewątpliwie tego typu kryptoreklamy stymulują jeszcze bardziej proces „wirtualizacji życia” wśród zachodnich społeczeństw i ich kolonii, takich jak np. III RP, gdzie obywatele z uporem godnym lepszej sprawy, starają się za wszelką cenę dorównać swym podziwianym zachodnim wzorcom.

 

W rezultacie społeczeństwa te funkcjonują prawie wyłącznie w wirtualnych realiach, które są dla nich nieustannie modyfikowane i zaprawiane „dziegciem” coraz bardziej absurdalnych kłamstw służących rządzącej Zachodem oligarchii finansowej.   Stanowi to nową formę „informatycznego totalitaryzmu” całkowicie zniewalając  „nadludzi” poprzez pozbawienie ich jakiegokolwiek wyobrażenia o otaczającym ich realnym świecie.

 

W przeszłości, nawet najbardziej zbrodnicze reżimy posiadały swoiste „wentyle bezpieczeństwa”, które poprzez częściowo świadome społeczeństwa i  elity wysługujące się tym tyraniom, baczyły by nie przekraczać pewnych  niebezpiecznych granic.

 

Upojeni pychą i zaborczością Niemcy, bez zahamowań aprobowali oczyszczanie swej „przestrzeni życiowej” od polskich „podludzi”, ale w momencie gdy zdawać zaczęli sobie sprawę z szaleńczych błędów Adolfa Hitlera, próbowali przeciwstawić się mu, czego wyrazem był szereg (nieudanych) zamachów na jego życie.

 

Dziś, z wyżej opisanych powodów, społeczeństwa pozbawione są tego „wentyla bezpieczeństwa”, a na dodatek wysługujące się władcom (oligarchom) „elity” wyróżniają się od pozostałych obywateli jedynie większym stopniem zidiocenia.

 

Trwożne przykłady tej sytuacji można znaleźć dosłownie wszędzie, ale najostrzej ilustruje to casus  Donalda Trumpa.

 

Po okresie wewnętrznych i zewnętrznych zmagań, zainaugurował on w końcu swą prezydenturę na typową amerykańską modłę,  atakiem rakietowym na Syrię. Według jego własnych słów, wymogła to na nim Ivanka, jego córka zrodzona przez jedną z otaczających go zawsze  licznych słowiańskich prostytutek .  Była ona podobno poruszona zdjęciami syryjskich dzieci zagazowanych rzekomo przez „zbrodniczego Assada[iii]” .

 

Zaaranżowana zawczasu, zarówno „gazowa prowokacja”, jak i „rakietowy odwet” miały pomóc Trumpowi w odparciu absurdalnych oskarżeń o jego agenturalną zależność od Rosji.  Miały też nauczyć moresu nuklearne Chiny i ich klienta nuklearną Koreę Północną .  Tak opisuje to sam Donald Trump, w jednym ze swych telewizyjnych wywiadów:

„Byliśmy już przy deserze podczas obiadu z wizytującym prezydentem Chin, gdy zbliżył się do mnie oficer i na ucho poinformował mnie o gotowości naniesienia uderzenia rakietowego na Syrię.  Poleciłem wykonać to zadanie i powróciłem do deseru, wyjątkowo smacznego tortu czekoladowego.  Po kilku kęsach, oficer powrócił z informacją, że rakiety są już w drodze.  Wtedy zwróciłem się do siedzącego obok prezydenta Chin i poinformowałem go o naszej akcji zbrojnej.”

 

Oba zacytowane obrazki z życia obecnego amerykańskiego prezydenta porażają swym infantylizmem i ilustrują jego szokujące ograniczenie umysłowe. Nie stanowi on w tym wyjątku, ani w gronie swych poprzedników z Białego Domu, ani innych zachodnich „przywódców”.  Świadczy też dobitnie o pełnym zidioceniu zachodnich społeczeństw, którym korporacyjne media nie wahają się serwować wspomnianych historyjek bez obawy o swą pełną kompromitację.

 

Zachodnie społeczeństwa, ich „elity” i ich oligarchiczni władcy żyją w wirtualnej rzeczywistości, skonstruowanej na własne potrzeby.  Ponieważ sami ją skonstruowali, to po mistrzowsku się w niej obracają, co daje im poczucie prawdziwie boskiej wielkości. Posiadają wirtualną gospodarkę, wirtualne (z ich punktu widzenia) wojny prowadzone na odległość za pomocą rakiet i bezzałogowych samolotów, na podobieństwo gier komputerowych.  Posiadają też wirtualną moralność, wartości i potrzeby.  Ich materialne potrzeby zaspakajają (praktycznie bezpłatnie) miliony Chińczyków, również  krew przelewają za nich realnie miliony rozsianych po świecie niewinnych ofiar.  Realny jest także gigantyczny potencjał jądrowy  i innych broni masowego rażenia, będący w posiadaniu Zachodu, Izraela, ale również Rosji i  Chin.

 

Przywódcy tych ostatnich zdają sobie sprawę z zagrożenia jakie powoduje infantylne igranie z wymienionym arsenałem.  Obecnie dają  już tego wyraz publicznie i bez jakichkolwiek ogródek.  Dlatego należy wątpić by w tej sytuacji biernie wyczekiwali na akt nuklearnej agresji pomiędzy kolejnymi kęsami wyśmienitego czekoladowego tortu.  Tak więc, od ich trafnej decyzji zależy być lub nie być naszego globu.

 

[i] http://www.rmf.fm/

[ii] https://www.google.pl/

[iii] https://en.wikipedia.org/wiki/Bashar_al-Assad

Napisane przez:


Unikajacy stereotypów myslowych analityk spraw politycznych i gospodarczych Polski i swiata

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

303342