19072018Nowości:
   |    Rejestracja

„Juwenalia w Katowicach i Greccy Bogowie” – czemu nie lubię słuchać Taconafide


.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            . Moje pokolenie dzieli się powoli na dwie grupy: Ludzi, którzy biorą śluby i zakładają rodziny oraz tych, którzy chodzą na imprezy i wysyłają mi filmy z kotem i ogórkiem w roli głównej. Ja osobiście zaliczam się do tych drugich i dlatego właśnie jaram się Juwenaliami […]


.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            .

Moje pokolenie dzieli się powoli na dwie grupy: Ludzi, którzy biorą śluby i zakładają rodziny oraz tych, którzy chodzą na imprezy i wysyłają mi filmy z kotem i ogórkiem w roli głównej. Ja osobiście zaliczam się do tych drugich i dlatego właśnie jaram się Juwenaliami w Katowicach. A trzeba przyznać, jest się czym jarać! Nocny Kochanek, Romantycy Lekkich Obyczajów… ale nie to jest w tym najpiękniejsze. Ważniejsze jest to, kogo tam nie będzie. A mam na myśli Taconafide.

Na samym początku lubiłem tych gości. Wprowadzili jakiś świeży powiew i słuchało się ich przyjemnie. Za pierwszym razem, drugim, piątym… Po dwudziestym razie samo słowo “Taco” wprowadzało mnie w coś pomiędzy wścieklizną a weltschmerzem.

W końcu uznałem, że po prostu nie będę rozmawiać z ludźmi, którzy o tym duecie gadają. No bo przecież po co mam się męczyć? Ograniczę kontakty towarzyskie, aż minie moda na tych jegomościów. Po dwóch tygodniach kompletnej izolacji od mediów i społeczeństwa zrozumiałem, że to raczej kiepskie wyjście.

Powiedziałem sobie: Przemek, jesteś dorosły, weź to na klatę. I wziąłem. Każdą zwrotkę ośmiu kobiet, każde słowo z „Tamagotchi”, nawet w wersji z Podsiadło. Najgorzej jest gdy jadę gdzieś autem ze znajomymi. Wtedy nie mam wyjścia i czekam jak ten Prometeusz na orła. Przygotowuję się mentalnie na to, aż wreszcie usłyszę pierwsze nuty tych chórów z dziewiątego kręgu piekła. I uwierzcie mi – Na zewnątrz się śmieję, ale w środku „płaczę do kostek.”

A teraz, gdy już wysłuchałem wszystkich ich utworów tylko po to, aby zrobić ten felieton, czas na zasłużony chwilę relaksu.

Posłuchajmy więc Slayera.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

317516