19062018Nowości:
   |    Rejestracja

Expose premiera i mieszkania dla Polaków


Ze względu na obszerność tematyki nie można w krótkiej formie ustosunkować się do wszystkich poruszonych zagadnień, chciałbym zatem poruszyć tymczasem jeden istotny problem.


Mateusz Morawiecki jest pierwszym premierem po 1989 roku, który podjął sprawę budownictwa mieszkaniowego ujawniając dość przerażający stan jaki istnieje obecnie.

Wymienione braki mieszkaniowe w liczbie przynajmniej 3 milionów mieszkań są obok braku pracy główną przyczyną niedostatecznej ilości zawieranych małżeństw i braku przyrostu naturalnego w Polsce, a także ucieczki z kraju wielu młodych i wykształconych ludzi.

Tak się składa, że sprawę budownictwa mieszkaniowego traktuję priorytetowo, od kiedy zajmuję się publicystyką.

Jeszcze w czasie PRL starałem się zwrócić uwagę na fakt niedostatków w tej dziedzinie, co nie było łatwe ze względu na obostrzenia cenzuralne związane z hałaśliwą propagandą, której echa pobrzmiewają do dziś.

 Wprawdzie statystycznie budowano wówczas mieszkań więcej niż obecnie, ale i tak było to za mało w stosunku do potrzeb, nie mówiąc już o jakości budowanych mieszkań i o ich mikroskopijnej powierzchni / wielka płyta, żużlobeton i przeciętna powierzchnia około 40 m2/. Nawet szczytowe osiągnięcie 287 tys. mieszkań w ciągu roku nie gwarantowało pokrycia potrzeb. Średnio budowano dwa razy więcej niż obecnie, ale o powierzchni niemal dwu i półkrotnie mniejszej. W sumie było, więc to mniej więcej to samo, tylko że jakość tych mieszkań była znacznie gorsza

Po roku 1989 zarówno w programie Chrześcijańskiej Demokracji Stronnictwa Pracy jak i innej możliwej formie apelowałem o skoncentrowanie wysiłków w celu zwiększenia budownictwa do poziomu stwarzającego nadzieję na rozwiązanie problemu.

Wyszedłem z założenia, że w roku 1989 na 13 mln gospodarstw domowych było 11,5 mln mieszkań, statystyczny niedobór wynosił zatem 1,5 mln mieszkań.

Faktycznie braki były znacznie większe ze względu na stan techniczny wielu mieszkań.

Ten stan nie uległ poprawie, gdyż tempo budownictwa mieszkaniowego w Polsce nie pokrywało nawet ubytku, a zatem możemy śmiało ocenić, że od roku 1989 nic się nie zmieniło.

Z jednym zastrzeżeniem, że tym, których stać na to warunki mieszkaniowe znacznie się poprawiły ze względu na wyższe standardy budownictwa, dotyczy to jednak niewielkiego odsetka użytkowników mieszkań nieprzekraczającego 5 %.

Na ostre postawienie sprawy budownictwa mieszkaniowego uzyskałem okazję będąc wybranym na przewodniczącego zespołu programowego AWS.

Zarówno w części ogólnej zredagowanej w całości przez zespół, jak i w części szczegółowej napisanej z braku czasu wyłącznie przeze mnie zamieściłem postulat osiągnięcia poziomu 300 tys. mieszkań rocznie oddawanych do użytku.

W moim przekonaniu /po dzień dzisiejszy/ tylko taka ilość budowanych rocznie mieszkań stwarza możliwości rozwiązania problemu.

Referując program na plenum rady krajowej AWS podkreśliłem znaczenie tej sprawy dla rozwoju, a nawet egzystencji narodu, a także jako koła napędowego polskiej gospodarki obok intensyfikacji eksportu.

Zostało to przyjęte jednogłośnie, jak zresztą ku mojemu zdumieniu, cały program.

W ten sposób program budownictwa mieszkaniowego stał się obowiązującym zadaniem AWS z chwilą wygrania wyborów i stworzenia rządu.

W trakcie pertraktacji koalicyjnych z Unią Wolności okazało się, że ją ten temat zupełnie nie interesuje, po prostu cynicznie stwierdzili, że „ich elektorat ma mieszkania i to dobre”.

Doradzali przy tym, że ambicje AWS idą stanowczo za daleko i wystarczy zwiększenie budownictwa mieszkaniowego o 10 % i tak to będzie zaliczone jako sukces, a nawet przekroczenie obecnego stanu o 100% przy niewykonaniu nadmiernie rozdętego zadania będzie poczytane jako klęska.

Przewodnicząc zespołowi mieszkaniowemu nie zgodziłem się z takim rozumowaniem i zażądałem stanowczo umieszczenia w koalicyjnym porozumieniu postulatów programu AWS.

Przedstawiciele UW nie podpisali wspólnego protokółu w tym przedmiocie, a zatem nie powinno było dojść do zawarcia umowy koalicyjnej, warunkiem wstępnym było bowiem pełne uzgodnienie programu rządowego.

Wbrew temu Krzaklewski umowę podpisał wydając tym samym wyrok śmierci na AWS, gdyż ta koalicja pogrążyła ją, a co znacznie gorsze, zaszkodziła niepomiernie Polsce.

Były pewne próby ratowania sytuacji w postaci wniosku przewodniczącego klubu parlamentarnego AWS senatora Tyrny, ażeby powierzyć mi kierownictwo urzędu d/s. mieszkalnictwa, czemu zresztą byłem przeciwny uważając, że istnienie tego urzędu spycha problem na peryferie podczas gdy powinien być czołowym zadaniem resortów gospodarki i spraw socjalnych.

Ostatecznie cały ten nieco humorystyczny urząd powierzono jakiemuś młokosowi z UW, a sprawę budownictwa mieszkaniowego pogrzebano podobnie jak i inne.

Podczas osobistego spotkania z Buzkiem, któremu wręczyłem obowiązujący AWS program bowiem ani go nie znał ani nie miał, mimo że Krzaklewski wyznaczył go na przewodniczącego podzespołu gospodarczego w trakcie jego opracowania, zgodził się że trzeba jednak coś w tej materii zrobić.

Postanowił zwołać konferencję z Balcerowiczem, od czego go odmawiałem zdając sobie sprawę, że to tylko zaszkodzi sprawie, ale nawet do tej konferencji nie doszło, Balcerowicz bowiem zlekceważył sprawę tak jak i samego Buzka.

Ponownie udało mi się wprowadzić sprawę budownictwa mieszkaniowego do programu opracowanego przeze mnie dla PiS na prośbę Jarosława Kaczyńskiego, niestety z tego programu najwyraźniej zrezygnowano na rzecz programu referowanego przez Dorna, który do złudzenia przypominał program Platformy, tak jakby to robiło lobby pro POPiS’u, do czego zresztą wyraźnie zmierzał ówczesny premier –Marcinkiewicz.

     Kolejne rządy postkomuny i PO stanowiące kontynuację degradowania Polski zanotowały stagnację w budownictwie mieszkaniowym oddanym całkowicie w ręce deweloperskie, czyli mafijnego systemu ograniczonej liczby mieszkań dla wybranych z grubymi portfelami i po bardzo wysokich cenach.

W miarę przybywania bogatszych ludzi liczba oddawanych do użytku mieszkań rosła, ale w przedziale zaledwie od 100 tys. do 150 tys. rocznie, rosła też i przeciętna powierzchnia osiągając ostatnio już 110 m2.

Przy przeciętnych cenach powyżej 5 tys. zł/m2 takie mieszkania są nieosiągalne nawet dla nieźle zarabiających.

Brak mieszkań powoduje również wysokie ceny czynszu za wynajem wolnorynkowy, w Warszawie „kawalerka” kosztuje przynajmniej półtora tysiąca złotych miesięcznie.

Ale nawet mieszkania z zasobów komunalnych i spółdzielczych też nie są tanie i dlatego okazało się, że taniej można zamieszkać tuż za granicą niemiecką korzystając z wolnych zasobów poenerdowskich.

W programie rządu PiS znalazł się zapis „mieszkanie plus”, który angażował do budownictwa mieszkaniowego „na wynajem” samorządy.

Rok 2017 jest drugim rokiem funkcjonowania rządu PiS, ale efekty nie są imponujące. Do końca października oddano do użytku prawie 140 tys. mieszkań co stanowi wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku o 8,4 %, ale co jeszcze daleko odbiega od potrzeb.

Penetrowanie zasobów nieruchomości jest jak najbardziej wskazane, ale też poza możliwością uzyskania pewnej ilości działek budowlanych nie należy oczekiwać realnego wzrostu liczby dostępnych mieszkań.

Byłoby to łatwiej osiągalne gdyby zrezygnowano z nadmiernej biurokracji i udostępniono lokale mieszkaniowe użytkowane obecnie jako biura.

Można na przykład zastosować sankcje finansowe za takie użytkowanie i przeznaczyć uzyskane środki na budownictwo mieszkaniowe.

Życząc wszystkiego dobrego w ślad za panią Rafalską w jej wystąpieniu na konferencji „mieszkanie plus” odbywanej właśnie kiedy piszę te słowa, osobiście nie widzę możliwości rozwiązania problemu na tej drodze.

Rozwiązanie może przynieść jedynie powszechne zaangażowanie polskiego społeczeństwa, które samo dla siebie powinno podjąć się tego dzieła.

Pisałem o tym niedawno, co można znaleźć w kilku portalach internetowych.

Wzorcem może być rozpoczęty w początkach lat trzydziestych ruch budownictwa mieszkaniowego w oparciu o udostępnione kredyty głównie BGK, ale nie tylko bo i Banku Komunalnego i różnych kas pożyczkowych.

Formy tego budownictwa były najrozmaitsze, począwszy od zakładowego, przez różnorakie spółdzielnie do indywidualnego.

Najważniejsze było stworzenie ogólnospołecznej atmosfery wokół sprawy budowania dla siebie swojego gniazdka czy swojej „strzechy”.

Dzisiaj w dziedzictwie po PRL młodzi ludzie oczekują na dar mieszkania i takie nastawienie trzeba zmienić na chęć budowania dla siebie i dla swoich dzieci.

Wszelkiego rodzaju budownictwo państwowe, samorządowe czy „deweloperskie” może istnieć, ale podstawą wielkiego ruchu budowlanego może być tylko inicjatywa samych zainteresowanych przy ułatwieniach i pomocy ze strony administracji samorządowej, a nie jak to ma miejsce obecnie piętrzeniu trudności biurokratycznych.

Te „trudności” mają oczywiście swoje uzasadnienie gdyż niektórzy z nich żyją i to całkiem dobrze.

Od tego trzeba zacząć i wtedy okaże się jak wielkie są zasoby ludzkiej energii, pomysłowości i przedsiębiorczości. W pierwszej kolejności należy ułatwić dostęp do działek budowlanych.

Nie wykorzystuje się też tańszych możliwości budowy, jak choćby budownictwa z drzewa, które przy obecnych możliwościach zabezpieczeń może być i trwałe, zdrowe i ciepłe, a tyle użytecznego drzewa w Polsce marnuje się.

Nie zmieniam mego poglądu w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat – tylko budowa i to w granicach 300 tys. mieszkań rocznie daje gwarancję na rozwiązanie tego palącego problemu naszej narodowej egzystencji i wydobycia nas z dna ostatniego miejsca w UE pod względem zasobów mieszkaniowych.

Jeżeli ktoś ma wątpliwości to mu przypomnę, że Hiszpanie nie posiadający lepszych od Polski warunków budownictwa potrafili zbudować w ciągu jednego roku 800 tys. mieszkań.

Na początek warto też zainteresować budownictwem własnych domów ludzi zamożniejszych, a także przyciągnąć naszych „emigrantów”, którzy zbiegli z Polski między innymi z braku mieszkania nie mówiąc o pracy.

Wzmożony ruch budownictwa mieszkaniowego ma też walor koła napędowego naszej gospodarki, i tu też nie zmieniam swego poglądu, że budownictwo mieszkaniowe i eksport powinny być głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego, a w ślad za tym i wzrostu zamożności Polaków.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

312648