22052018Nowości:
   |    Rejestracja

Czy Polacy powinni zarabiać więcej?


Spotkanie z marszałkiem senatu przyniosło nowe hasło mniej więcej w postaci wymienionej w tytule. Po skróceniu wieku emerytalnego, „pięćsetkach” dla dzieci, podwyżkach minimalnych płac i rent i innych dobrodziejstwach najwyraźniej przyszedł czas na podwyżki płac. Problem polega na tym, o czym pisałem przy okazji poprzednich darów dla biednego narodu polskiego, a mianowicie na źródłach ich […]


Spotkanie z marszałkiem senatu przyniosło nowe hasło mniej więcej w postaci wymienionej w tytule.

Po skróceniu wieku emerytalnego, „pięćsetkach” dla dzieci, podwyżkach minimalnych płac i rent i innych dobrodziejstwach najwyraźniej przyszedł czas na podwyżki płac.

Problem polega na tym, o czym pisałem przy okazji poprzednich darów dla biednego narodu polskiego, a mianowicie na źródłach ich finansowania.

Budżet polski jest żenująco niski, wystarczy porównać z krajami średniej europejskiej klasy, a przekonamy się, że daleko nam do nich.  Pomijając fakt, że budżet Luksemburga w przeliczeniu na mieszkańca jest przeszło dziesięć razy większy od polskiego to poza nami są jedynie Rumunia i Bułgaria, a my jesteśmy na poziomie Litwy mając zaledwie 30% przeciętnej unijnej.

Przyczyny tego stanu tkwią w błędach systemu tworzenia wpływów budżetowych i złej egzekucji należności, ale główną przyczyną jest niski poziom dochodu narodowego, wprawdzie osiągamy już około 60% wydajności pracy w UE, ale to jest ciągle za mało żebyśmy z tego mogli wytworzyć substancję gwarantującą podniesienie wpływów budżetowych.

Budżet państwa można tworzyć różnymi sposobami, z praktyki „realnego socjalizmu” wiemy, że budżet w nim tworzony był na zasadzie powszechnego zatrudnienia, niskich płac i niedostatków zaopatrzenia ludności.

Reliktem po nim są ciągle niskie płace, chociaż w niektórych dziedzinach znacznie podskoczyły. Niestety nie dotyczy to tych dziedzin, które pomnażają dochód narodowy, ale raczej głównych pożeraczy, czyli „aparat ucisku” posługując się nomenklaturą ciągle jeszcze nie całkowicie minionej epoki.

Jak to już miałem możność wielokrotnie pisać, jedynym sposobem na podniesienie polskiego budżetu jest wzrost gospodarczy i to na drodze wejścia do wielkiej gospodarki światowej, a nie kręcenia się wokół własnego ogona.

Wbrew temu, co się hałaśliwie trąbi nie jesteśmy krajem zbyt zasobnym, brakuje nam przede wszystkim ropy i gazu, których import pochłania większość naszego dorobku, tym bardziej, że zawdzięczając do dziś nierozszyfrowanej aferze, obdarzono nas najwyższymi stawkami cenowymi za import gazu z Rosji.

I tu nie można poprzestać na poszukiwaniu eldorado, ale trzeba się zabrać do wytężonej pracy nad prozaiczną produkcją przemysłową odtwarzając to czego pozbyto nas na powitanie w UE – przemysł okrętowy, motoryzacyjny, produkcji maszyn budowlanych, rolniczych i transportowych, przemysł chemiczny, lekki itd.

Oczywiście dobrze byłoby skorzystać z naszego położenia i zarabiać na pośrednictwie między wschodem i zachodem Europy, ale do tego długa droga gdyż nasi sąsiedzi robią wszystko żeby nas z tego wyeliminować.

Zawsze aktualna sprawa „oszczędności budżetowych” nie może być traktowana jako poważne źródło zasobów finansowych, wolałbym je zastąpić działaniem w kierunku racjonalizacji wydatków. Wszystko to jednak obraca się w granicach krótkiej kołdry obecnych wpływów budżetowych.

Polsce potrzebne są zasadnicze zmiany ustrojowe, a w ramach tych zmian taki układ administracji państwem, który będzie stymulował przyśpieszenie tempa rozwoju gospodarki.

Obecna administracja jest zbiurokratyzowana i stanowi podwójny ciężar dla budżetu, a to z tytułu wysokich kosztów utrzymania wielkiej masy urzędniczej, ale znacznie więcej z tytułu szkodliwości swego funkcjonowania.

Musi być znacznie przyśpieszony tryb działania administracji i poszerzona strefa swobody wszelkiego rodzaju aktywności obywateli.

Wymagane jest ulżenie ciężarów finansowych przedsiębiorstw, o czym niedawno pisałem, a co zapowiada premier.

/Przy okazji przepraszam za błąd w artykule o firmach zagranicznych, gdzie powinno być –obniżenie podatków o 30%, a nie „do 30 %”, co zresztą wynika ze składni użycia mianownika w zapisie cyfrowym, przy użyciu dopełniacza trzeba zapisu słownego lub przynajmniej dodania końcówki/.

Równocześnie powinny być wreszcie uporządkowane ulgi podatkowe, przy wspólnym, wolnym rynku nie może być różnicy w obciążeniach podatkowych między obrotami wewnętrznymi, a obrotami zagranicznymi w ramach tego rynku.

Żeby nie było takich paradoksów jak przed wojną: – prowansalska oliwa tańsza w Polsce niż we Francji, lub polski cukier tańszy w Danii niż w Polsce.

Od dawna wiadomo, że ulgi podatkowe są najbardziej podatne na zabiegi korupcyjne i dlatego muszą być poddane szczególnej kontroli.

Stosowanie różnego rodzaju ulg i przywilejów charakteryzuje naszą administrację, powód jest oczywisty, jest to narzędzie w ręku urzędnika, którym nie tylko wykazuje swoją władzę, ale też i może z „tej okazji” skorzystać.

W dobrze zorganizowanym i zamożnym społeczeństwie taki system jest całkowicie zbędny, tylko że nam i jednego i drugiego ciągle brakuje.

Ale jeżeli administracja państwowa przestanie przeszkadzać to z pewnością bez łaski rządu sami dorobimy się wyższych zarobków.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

komentarze 2 dla artykułu "Czy Polacy powinni zarabiać więcej?"

  1. kanton napisał(a):

    brak nam ludzi o myśleniu państwowym. I niestety nie będziemy ich mieli. Nasi sąsiedzi już o to zadbają.

  2. Jerzy napisał(a):

    „Jeżeli administracja państwowa przestanie przeszkadzać…”
    A w jaki sposób administracja państwowa może przestać przeszkadzać? Jedynym sposobem jest eliminacja większości obowiązujących przepisów. Czy ktoś pracuje na masową eliminacją przepisów? Nad zastąpieniem dzisięciu jednym i prostym przepisem?
    Nie.
    Dlatego nie czarujmy się że cokolwiek może się zmienić.
    .
    Przykład pierwszy z brzegu: ostatnio coś tak zmieniło się w polskich Urzędach Celnych, że jest to wprost niewyobrażalne. Paraliżują wszystkich. Zatrzymują wszystko i clą wszystko. Dla kilku złotych z ceł Polska będzie traciła teraz miliardy. Gydby chociaż robili to błyskawicznie…
    Czy zdajecie sobie sprawę z tego że osoba prywatna nie może w prosty sposób przesłać niczego polskiej firmie? Nawet gdyby wysyłający lub obiorca CHCIELI zapłacić cło?
    Prywatny tylko prywatnemu.
    Wysłałem niedawno bardzo ważną część z projektu nad którym pracuję do polskiej firmy w celu wykonania usługi. Konkretnie – w celu pokrycia tej części specjalną powłoką. Do tej pory nie miałem problemów. Firma otrzymywała, dokonywała usługi, ja płaciłem przelwem i dostawałem część z powrotem do Ameryki. Teraz już tak się nie da. Muszę wystawiać faktury choć w Ameryce jest to dla mnie niezrozumiały termin – zwłaszcza dla osoby fizycznej. Firma odbierająca musi również wystawiać jakieś faktury z podpisem jednego z założycieli firmy. A wszystko pomimo tego że część nie powinna podlegać cłu.
    Ostatecznie sprawa niewykonalna ani dla mnie, ani gra nie warta świeczki dla polskiej firmy. Firma o której mówię zrezygnowała ze świadczenia usług dla podmiotów zagranicznych. Koniec ze współpracą. Oznacza to że kiedy produkt wejdzie do produkcji to nie polska firma będzie dostawcą tego podzespołu – a to własnie wtedy zaczęły by się prawdziwe pieniądze dla tej firmy. No i podatki dla państwa o miejscach pracy nie wspominając.
    .
    Przypadek drugi: mój wspólnik w Polsce potrzebował natychmiast pewnej części zamiennej do produktu który miał testować na Morzu Północnym za 2 tygodnie. Część wartą 100 USD zamówił ekspresem (koszt przesyłki również 100 USD). Po dwu dniach część utkwiła w urzędzie celnym w Polsce. Urząd zwlekając kilka dni zażądał dokumentów i rachunków które BYŁY ZAŁACZONE do przesyłki. Sprzedawca dostarczył wspólnikowi kopie, mój wspólnik dostarczył je do Urzędu Celnego a ci jedynie potwierdzili że te same były już załączone i… nic. Po kilku interwencjach usłyszał… ” czemu się pan tak śpieszy?”.
    Naliczono cło nie tylko za wartość części ale również za koszt przesyłki. Oznacza to że gdyby została wysłana specjalniejszym kurierem i koszt kuriera wyniósł 1000 USD to cło było by kilkakrotnie wyższe niż cena części.
    Ale pal już licho cło. Najważniejsze w tym wszystkim jest to że nie otrzymał części na czas planowanego testu w UK. Jak jakakolwiek firma może w takich warunkach pracować? Może i może, ale musi zapomnieć raz na zawsze o konkurowaniu z firmami zachodnimi a już na pewno z chińskimi.
    Ostatecznie wpólnik poleciał do UK a ja kupiłem i wysłałem mu ze Stanów taką samą część na statek. Było tylko jednodniowe okno kiedy mógł ją tam otrzymać zanim wypłynie. I otrzymał. Dostał przesyłkę na drugi dzień. Da się? Da, ale nie w Polsce.
    Nie wiem jak wy, ale ja jestem właśnie do takiego działania przyzwyczajony. I proszę mi nie mówić że premier Morawiecki cokolwiek tutaj chce i cokolwiek tutaj zmieni. Przecież to właśnie teraz, za obecnego rządu nagle urzedy celne zaczęły paraliżować biznesy.
    Konstytucja dla Biznesu jest dla mnie jedynie kolejnym biurokratycznym czymś co tę biurokrację jedynie powiększa. Odbiurokratyzowania i uproszczenia nie dokonuje się przepisami tylko ich eliminacją. I nie trzeba o tym mówić tylko robić.
    .
    Oh zapomniał bym… angielskie przysłowie mówi: zrób mnie w konia raz – twoja wina. Zrób mnie w konia po raz drugi – wina jest moja!
    Dlatego ja i mój wspólnik nie damy sie zrobić w konia po raz trzeci i niestety w Polsce firma nie powstanie. Mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż walkę z systemem.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

317510