16082018Nowości:
   |    Rejestracja

5 maja 1939 mowa Becka w sejmie


Mija 79 rocznica wystąpienia ministra Becka w sejmie, w którym zaproponował w myśl wskazań Piłsudskiego „właściwszą” drogę ustosunkowania się do niemieckich propozycji, czyli drogę honoru. Czym niemieckie propozycje naruszały honor Polski? – dopuszczenie do włączenia do Niemiec Gdańska zgodnie z wolą mieszkańców Wolnego Miasta w zamian za poszerzenie polskich uprawnień na jego terytorium, -pozwolenie na […]


Mija 79 rocznica wystąpienia ministra Becka w sejmie, w którym zaproponował w myśl wskazań Piłsudskiego „właściwszą” drogę ustosunkowania się do niemieckich propozycji, czyli drogę honoru.

Czym niemieckie propozycje naruszały honor Polski?

– dopuszczenie do włączenia do Niemiec Gdańska zgodnie z wolą mieszkańców Wolnego Miasta w zamian za poszerzenie polskich uprawnień na jego terytorium,

-pozwolenie na budowę eksterytorialnej autostrady przez terytorium Pomorza,

-przystąpienie do paktu antykominternowskiego.

Z wymienionych, podstawowych żądań niemieckich żądanie włączenia Gdańska do Niemiec miało dla Hitlera znaczenie czysto prestiżowe, korzyści z tego Niemcy nie miałyby wielkich, a kłopotów, co nie miara. Wystarczyłoby, że Polska zrezygnowała z przeładunków w porcie gdańskim, co wobec rosnącego potencjału Gdyni było całkiem możliwe, a także wycofała się z zamówień w gdańskiej stoczni Schichauwerft, a Gdańsk padłby z głodu.

Należało tylko gdański senat o tym uprzedzić, a nikt tego nie zrobił.

Można było zatem powiedzieć, owszem pod określonymi warunkami możemy do tego dopuścić chociaż wprawdzie Gdańsk jest zamieszkały głównie przez ludność niemiecką, ale przecież był portem polskim i bronił swojej przynależności do Polski. Został przez Prusy zagarnięty dopiero w drugim rozbiorze i to oznaczało jego upadek.

Przy odpowiedniej sile perswazyjnej wynik żądanego plebiscytu, na który Hitler ze względów prestiżowych musiałby się zgodzić, nie był wcale przesądzony na jego korzyść.

Budowa niemieckiej, eksterytorialnej autostrady oczywiście nie wchodziła w rachubę.

Polska mogła zgłosić inną propozycję „nie do odrzucenia”: – ogłoszenia wolnego ruchu między Niemcami i Polską na całym lub na części obszaru przygranicznego, a także wybudowanie drogi szybkiego ruchu między Rzeszą i Prusami Wschodnimi, z której Niemcy za odpowiednią płatnością mogliby korzystać.

Przystąpienie do paktu antykominternowskiego.

Ta sprawa od samego początku jej powstania powinna była stanowić przedmiot polskiego zainteresowania i to tak dalece, że Polska powinna była przejąć inicjatywę w tym względzie.

Pisałem o tym wielokrotnie, że Komintern był szczególnie wrogo nastawiony w stosunku do Polski i proniemiecki. Nie uznawał „polskiego zaboru Górnego Śląska /nota bene tylko jego części, bo nawet bez Bytomia – siedziby polskich władz plebiscytowych i gniazda polskiego powstania/. Na terenie polskich województw wschodnich działały komunistyczne partie zachodniej Białorusi i Ukrainy.

Nie uznawał „aneksji” Wilna, a nawet Działdowa.

W tych okolicznościach to Polska powinna przewodniczyć akcji antykominternowskiej i nadać jej odpowiedni charakter.

Nie kolidowało to ze stosunkami z państwem sowieckim, gdyż formalnie Komintern był organizacją niezależną od organów tego państwa, a był wyraźnie tworem terrorystycznym.

Nie można z perspektywy lat przesądzić, że zawarcie tego rodzaju układu z Niemcami przesądziłoby o wspólnej wojnie z Sowietami, do tego była jeszcze droga dość daleka.

Na podstawie faktów z lat 1939 – 41 można sądzić, że Stalin w obliczu groźby takiej wojny mógł zgodzić się na daleko idące ustępstwa, co mogłoby znacznie wzmocnić Polskę. Nie chciałbym jednak dalej snuć dywagacji, co by było gdyby, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, że każde tego typu rozwiązanie byłoby przynajmniej znacznie mniejszym nieszczęściem niż to co nastąpiło w 1939 roku.

Trzeba było tylko mieć na uwadze, że Niemcy w żadnym wypadku nie mogły wygrać wojny światowej gdyby ją rozpętały, jak się okazało znacznie trudniejszym problemem były Sowiety, ale można było przynajmniej postarać się o niedopuszczenie ich do środkowej Europy.

Jestem jednym z nielicznych już bezpośrednich słuchaczy mowy Becka w sejmie.

Przejmujący był ton wypowiedzi wygłoszonej głębokim basbarytonem, której wysłuchaliśmy w auli gimnazjalnej z głośnika radiowego.

Entuzjazm był tak samo wielki jak w sejmie, przyznam się jednak, że nie uczestniczyłem w nim bezwarunkowo mając na względzie zagrożenie bolszewickie i uznanie dla celowości działań antykominternowskich.

Naraziłem się nawet w szkole pisząc do lokalnego wydania „Głosu Uczniowskiego” artykuł na temat niebezpieczeństwa sowieckiej agresji.

Powszechne przekonanie było wówczas takie, że można było liczyć, jeżeli nie na sojusz to przynajmniej na sowiecką życzliwość w stosunku do polskiego oporu wobec hitlerowskich Niemiec.

Niezależnie od błędnej oceny sowieckich intencji, a raczej intrygi Stalina zmierzającej do wywołania wojny w Europie należało skupić się na problemie zasadniczym, czyli nie dopuszczeniu do zawarcia antypolskiego spisku między Hitlerem i Stalinem.

O takich możliwościach Niemcy wspominali Beckowi, co on zbył zdaniem, że niech wtedy oczekują bolszewickich czołgów w Berlinie.

Były to słowa prorocze, ale w niczym nie poprawiały polskiego położenia.

Możliwe jest też, że w 1939 roku na wiosnę było już za późno na jakiekolwiek manewry, można było to jednak sprawdzić.

Kluczowymi dla tej sprawy były pierwsze lata przystąpienia Hitlera do władzy, o czym nie tak dawno pisałem.

Ale wówczas ze strony polskiej nie zadbano dostatecznie o właściwe rozegranie tej sprawy, a Beck wykazał się całkowitym niezrozumieniem sytuacji we Francji poprzestając na liście do Flandina wrogo usposobionego nie tylko do Becka, ale nawet do sojuszu z Polską, zamiast zainteresować polską ofertą wspólnej akcji przeciwko niemieckiemu łamaniu traktatu szerszego grona polityków francuskich, a choćby Daladier.

Położenie Polski było wówczas o tyle lepsze, że zawarcie deklaracji o nieagresji z Niemcami dawało nam większą swobodę manewru.

Działalności polityka nie można osądzić na podstawie jednego czynu, ale na podstawie stopnia realizacji jego programu.

Beck nie miał swojego programu, realizował wskazania Komendanta i zgubił się w chwili, kiedy musiał sam podejmować decyzję, bo Piłsudskiego już nie było.

Jako żelazną zasadę przyjął politykę „równych odległości od Berlina i Moskwy”, co w drugiej połowie lat trzydziestych było już niemożliwe do spełnienia.

Analogie historyczne są niebezpieczne, ale nieustannie się nasuwają, my współcześnie również znajdujemy się w okresie przełomowym i podjęcie odpowiedniej decyzji jest nieodzowne chociaż bardzo trudne. Nie można jednak poprzestać na kierowaniu się łudzącym blaskiem powierzchni zjawisk, ale sięgnąć głęboko do sedna sprawy, czego niestety nie zrobiono w czasach Becka i co grozi nam dzisiaj na podstawie podlegania iluzji istniejących formalnie układów.

Dzisiaj podobnie jak przed wojną trzeba szukać nowych układów gdyż istniejące nie tylko że nam nie sprzyjają, ale po prostu rozlatują się.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

1 komentarz dla artykułu "5 maja 1939 mowa Becka w sejmie"

  1. AS napisał(a):

    Co by tam Pan nie pisał, to i tak jest za późno. Polacy zapłacili za przewrót Piłsudskiego najwyższą cenę i nic tego nie zmieni. Oczywiście może Pan pisać o Sanacji nie wiem jak najlepiej, ale mojego stosunku do Sanacji nic nie zmieni. A kto to był dla mnie Piłsudski? Najzwyklejszy wschodni watażka i nic więcej. Wyjątkowo paskudny człowiek. I czy człowiek?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

317219