POLSKA
Like

WOLNY CZYN: Jak sfałszują wybory? Plus: koniec epopei Doroty Stańczyk

03/05/2015
3360 Wyświetlenia
0 Komentarze
12 minut czytania
WOLNY CZYN: Jak sfałszują wybory? Plus: koniec epopei Doroty Stańczyk

Do końca trwać będzie kampania dezinformacyjna. Jej częścią na 3, 4 dni przed wyborami będzie kolejna ustawka Bronisława Komorowskiego, któremu Rosja usłużnie da jakiś powód do twierdzeń, że on to prawdziwie niezastąpiony mąż stanu polskij. Ale na wrak ani uznanie winy zastępcy pomocnika kontrolera lotów nie liczcie.

0


Cisza zapadnie wieczorem albo w nocy po wielkim zwycięstwie demokracji, gdy do domów wrócą nieliczni ostatni Polacy zaangażowani w wyborczą hucpę. Nazajutrz rano przedstawiciel Państwowej Komisji Wyborczej poinformuje, że system informatyczny jednak znów nie działa.

Cisza nie będzie jednak absolutna. Sondażownie pewnie już teraz ćwiczą operetkę exit polls – 52 do 70% na korzyść Rosji. Najbardziej karkołomna rola przypadnie tej jednej sondażowni, którą wyznaczono do pokrzepiania serc. Ta poda, że herbu Koniecpolski ma 49% z zastrzeżeniem, że wszystko jeszcze może się zmienić i na korzyść, i niekorzyść Rosji – choć raczej na korzyść.

Garść publicystów polskich (tj. tzw. „prawicowych”; jakby w Polsce była jakaś „lewica”) – po dotychczasowych doświadczeniach choćby teraz można podać ich nazwiska – powtarzać będzie syreni śpiew „Polacy nic się nie stało”, czyli żeby nie przejmować się reżimowymi exit polls. Najstarsi Indianie wiedzą, że exit polls to wszak nie to samo co wyniki oficjalne; jakby te ostatnie właśnie nie były nieal wyłącznie w rękach doświadczonych i wyszkolonych w Moskwie towarzyszy. Usłyszmy też zwyczajowe, vel okolicznościowe opowieści o słynnych wpadkach sondażowni.

Awaria systemu informatycznego potrwa też 3-4 dni. Co kilka godzin PKW serwować będzie tzw. breaking news, informacje z ostatniej chwili, że oto już-już, jeszcze najwyżej godzinka, a system ruszy. Breaking news w tym wypadku warto tłumaczyć dosłownie – jako „wieści łamiące”; po 3 dniach tej komedii nikt już nie będzie ani czekał, ani zwracał uwagi na urzędowe wyniki końcowe.

Po 3-4 dniach – gdy mityczny system jednak ruszy – PKW poda, że wedle wstępnych wyników wygrał Bronisław Komorowski większością 52%; no ale że to nie są wyniki ostateczne a jedynie wstępne, bo nie z wszystkich okręgów. Tu nastąpi powtórka gęgu „prawicowych” komentatorów o exit polls jak wyżej, tyle że tym razem będą namawiać, by w odróżnieniu od exit polls tym razem nie przejmować się wynikami wstępnymi.

Wyniki ostateczne będą po 1,5-2 tygodniach. Wirtualna „przewaga” Komorowskiego w wynikach ostatecznych wzrośnie z 52 do 53%.

Ruch Kontroli Wyborów oświadczy, że się starał jak mógł, ale nie wszędzie miał ludzi w komisjach – no i wyszło to co zawsze.

Nasi dzielni, choć trochę już zużyci publicyści ruszą wpieriod tłuc, jak to odnieśliśmy właśnie wspaniałe zwycięstwo, bo 53% to jednak nie 73% ani tym bardziej 103%; że choć przegraliśmy, to wygraliśmy, bo opozycji jednak wzrosło, a na Polskę głosowało jednak więcej ludzi niż w 1995 albo 1935 roku; że te wybory nie były ważne, bo ważne będą dopiero parlamentarne, i że przegrana to najlepsza zapowiedź wygranej; żeby nie słuchać defetystów i prowokatorów; że grunt to skupić się wokół awansów dla przegranych i nie zadawać trudnych pytań; itd. itp. do wymiotów.

PIS potępi burzących się i nielicznych już zresztą awanturników, warchołów i ekstremę Solidar… ups, stop wróć, nie „ekstremę Solidarności” tylko ekstremę zwyczajną. Zresztą: stopień nieistnienia Solidarności i tak jest wyższy niż nieistnienia Wojskowych Służb Informacyjnych. A miesiąc po wynikach oficjalnych – miesiąc dlatego, że trzeba się przygotować, a nie żeby np. mniej przyszło ludzi – zorganizuje Marsz Protestu. Trzeba koniecznie podkreślać z góry, że nie życzy sobie „prowokacyjnych transparentów”, takich jak „Precz z komuną” albo „Niech żyje Polska”. Milicja Obywatelska i tak nie wpuści połowy autobusów dalej niż do Jabłonny. Protesty muszą koniecznie być spokojne i niegodne. Tfu, godne. Biało-czerwone chorągiewki wyrzuci się do koszy na śmieci; chorągiewki i tak są papierowe. Jednorazowe.

Nowy-stary prezydent wspólnie z przewodniczącym PKW podadzą, że jak się komuś nie podoba, to może złożyć protest wyborczy. Oświadczenie to ochoczo podchwycą wszyscy bez wyjątku: opozycja teoretyczna, publicyści od gęgu albo gęgów, itd. i zapowiedzą, że a jakże, z oferty skorzystają.

Protestów wyborczych wpłynie może 4, 5 o których się powie i 40-50 do zamilczania solidarnie przez wszystkich. Pierwsze rozprawy wyznaczy się na sierpień, choć może i lipiec? Nie wiem kiedy przypada szczyt okresu urlopowego. Z 4-5 procesów w sprawie protestów wyborczych w całej Polsce filmowany będzie tylko jeden – przez były KPN w Katowicach. Na pierwszych rozprawach sądy wezwą do uzupełnienia braków formalnych, wręczą stronom oświadczenia stron przeciwnych (których oczywiście nie zdążą zawczasu przesłać pocztą) i może ktoś gdzieś nie dojedzie albo zachoruje. Na drugich rozprawach (październik) wystąpią strony, a skarżący złożą wnioski dowodowe. Wnioski te odrzuci się w grudniu lub styczniu, może razem z samymi protestami wyborczymi, gwoli zaoszczędzenia czasu tej groteskowej komedii. Uzasadnienie odrzucenia protestów sądy pisać będą do końca stycznia-lutego. Potem z trzy miesiące na apelacje (na 4-5 odrzuconych protestów wzmiankowanych będą 1, 2 apelacje). Do sądów apelacyjnych w maju 2016 nie przyjdzie już nikt. Bo i po co? O przegranych procesach opowiadać będziemy tak jak o samych wyborach – co z tego, że przegraliśmy, skoro wygraliśmy? Skoro byliśmy tak wspaniali no i mieliśmy rację, co udowodniliśmy, tylko nikt nas już nie chciał słuchać.

A co jeśli rację mają i mieli właśnie ci, co tego gęgu już nie mogą słuchać.

Zapomniałem o czymś?

W tym teatrzyku kukiełkowym psa z kulawą nogą nie obejdzie już, tak jak teraz to, że Sąd Apelacyjny w Katowicach odrzucił apelację w sprawie protestu wyborczego Doroty Stańczyk. Dowiedziałem się o tym 1 maja. Na rozprawę apelacyjną nie poszedł nikt.

Od czasu do czasu Wojciech Sumliński ogłasza, np. w piątek, że w poniedziałek opublikuje dokumenty, które doprowadzą do politycznego tsunami i odejścia Bronisława Komorowskiego. Naiwność to moim zdaniem porażająca, i to podwójnie. Na pierwszy rzut oka zdać by się mogło, że kto publikację takich dokumentów tylko zapowiada, ten poniedziałku nie dożyje. Jednak po pewnym zastanowieniu łatwo stwierdzić, że włos z głowy nikomu nie spadnie; bez stosownego rozkazu nie ma bowiem pod słońcem takich dokumentów czy faktów, które mogłyby wymusić jakąś dymisję, a już najmniej Bronisława Komorowskiego. Urząd zachowa nawet gdyby kogoś zgwałcił przed kamerami z transmisją na żywo. Po co w ogóle dyktatura organizuje wybory? – To jasne: by puścić parę w gwizdek a nam, tubylcom, pokazać koralik. To jednak nie tłumaczy, po co dyktatura miałaby się w wyborczych fałszerstwach wysilać. Dlatego jedyne co mnie dziwi to krążące domysły, jak tym razem fałszowane będą wybory. Niby dlaczego w tych warunkach fałszerstwo nie może być jawne? Pelikany łykną wszystko. A niby czym, jak nie jawnym przekrętem, jest śledztwo w sprawie zamachu? Miało i ma ono tylko stworzyć pozory na eksport – na użytek zagranicy. A w Polsce? Nawet gdyby Putin stanął przed kamerami, przyznał się do zamachu, wskazał dowody i wspólników – to i tak nikt mu nie uwierzy. Powiedzą, że „Putin chce podzielić Polaków”, itd. Mam wrażenie, że Polska sowiecka będzie sowiecka jeszcze długo po tym, gdy upadnie sama Rosja.

I wiecie co państwo?

Jest parę oznak, że Putin nie podaruje tej jedynej w Polsce relacji z sądu okręgowego, nawet gdyby w ponurym obrazie Polski współczesnej mogła ona coś zmienić. Gdyby jednak miał podarować, to protestu wyborczego w jedynym mieście w Polsce, gdzie może on jeszcze być filmowany, nie będzie filmował Wolny Czyn.

Miało się kończyć konstruktywnie. Niech więc będzie.

Rzekomych wyborów nie warto uważać za prowokację, na którą trzeba odpowiadać. Zwłaszcza wiążący nie może być terminarz wyborczy. Terminarz trzeba mieć własny. Samemu wybrać miejsce i czas.

Jednak gwoli obrazowości, gdyby ktoś wpadł na pomysł kierowania się terminarzem wyborczym, to nie czekając na gęgi i komunikaty, wyniki, pseudowyniki i pogłoski o pseudowynikach, na 11 maja wieczorem trzeba określić rejony koncentracji, skład i dowódców plutonów i sekcji, lokalizację i wyposażenie punktów opatrunkowych itp.

Bo to mógł wymyślić Haszek, żeby słowem czołgi wabić albo słowem czołgi straszyć (J. K. Kelus).

Mariusz Cysewski

PÓKI MOŻNA I PÓKI CENZURA NIE ZDJĘŁA, PRZYPOMINAMY RELACJE Z TEGOROCZNEJ HUCPY WYBORCZO-SĄDOWEJ:

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn

http://mariuszcysewski.blogspot.com

http://www.facebook.com/cysewski1

Inne zapisy autora:

0

Wolny Czyn
Wolny Czyn https://sites.google.com/site/wolnyczyn/

W matriksie ""3 RP""... https://sites.google.com/site/wolnyczyn/

644 publikacje
103 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816