Bez kategorii
Like

Vaclav Klaus – Europa: rozpadająca sie iluzja

21/10/2012
359 Wyświetlenia
0 Komentarze
13 minut czytania
no-cover

Kryzys zadłużeniowy, który panuje w „strefie euro” jest wierzchołkiem góry lodowej – prezydent Czech w swojej najnowszej książce

0


 

 

Vaclav Klaus,  jeszcze jako urzędujący prezydent Czech, opublikował swoją nową książkę „Europa: rozpadająca sie iluzja” (Europe: The Shattering of Illusions).

 

O czym jest tak książka ? W jakich okolicznościach powstała ?

Najlepiej oddać głos samemu autorowi:

 

 

Uwagi autora  w związku z wydaniem książki w Nowym Jorku.

 

Ja wiem, że książka jest o wiele bardziej istotna dla czytelników w Europie, ale mam również specjalne powody aby promować ją także w Ameryce. Książka została napisana zeszłej jesieni, natychmiast po moim powrocie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie odbyłem kilka dyskusji o europejskich problemach. Jedna z nich również w Hudson Instytut (mający siedzibę w Waszyngtonie, założony w 1961 r. amerykański think–tank – a.). Te prezentacje tu, w Ameryce – wraz z widoczną niechęcią Europejczyków by popatrzeć na siebie poważnie i bez uprzedzenia czy pobożnych życzeń – zmotywowała mnie do sformułowania mojego stanowiska w bardziej kompleksowy sposób. Zdecydowałem się napisać o tym książkę.

 

Przebywanie w siedzibie głównej ONZ jest zawsze dla mnie problemem. Stale bowiem tam – lekceważąc potrzebę bardzo wysławianego oszczędzania energii i emisji CO2 – nadmiernie używają klimatyzacji w pokojach, a ja zawsze zachoruję. To samo stało sie we wrześniu, i po powrocie do Pragi byłem zmuszony by niechętnie pozostać w łóżku przez 10 dni z antybiotykami. Po pierwszych 2 niespokojnych godzinach, zacząłem pisać książkę, a wy macie w rękach wynik właśnie tych 10 dni. Książka została pierwotnie wydana w Pradze w grudniu ubiegłego roku, w Bułgarii w lutym, we Włoszech we wrześniu 2012 r.  Niemieccy i hiszpański wydawcy zakończą pracę za kilka tygodni.

 

Książka odzwierciedla mój zawód związany z obecna sytuacją w Europie. Omawia instytucjonalne zmiany w Europie od II wojny światowej aż do początku kryzysu zadłużenia w Europie i krytykuje obecną, nietrwałą i niefunkcjonującą fazę, którą nazywam "fazą tymczasową". Za najważniejsze uważam rozdziały poświęcone polemikom z nadmiernie optymistycznymi oczekiwaniami ekonomicznych korzyści terytorialnej integracji (i centralizacji) jak również o dyskusji o niedemokratycznych konsekwencjach denacjonalizacji (denationalization)i uwspólnotowienia (communitarization)Europy.

Trwający obecnie proces europeizacji (Europeazation) jest jednym wariantem ideologii i praktyki globalnego zarządzania. W związku z tym, ja obszernie cytuję jednego ze współpracowników Instytutu Hudson, John’a Fonte.

 

Wszystkie dostępne dowody – zarówno dane gospodarcze jak i, aż do chwili obecnej wprowadzone w życie reakcje – sugerują, że gospodarcza przyszłość nie będzie łatwa dla tych z nas, którzy mieszkają w Europie. Mieszkamy w Europie, razem z naszymi rodzinami, dziećmi i wnukami, i mamy zatem prawdziwy, nie akademicki interes w pomyślnej przyszłości dla nas.

 

Po zakończeniu II wojny światowej, Europa – bez jej wschodniej części, która znajdowała sie pod komunistyczną okupacją – miała obiecujący początek. Powojenna odbudowa była niewątpliwym sukcesem. Ludzie byli zmotywowani aby przezwyciężyć tragiczne doświadczenia z lat 30- i 40-tych. Nawet polityczni przywódcy rozumieli, że:

 

a/ Europa potrzebuje pokoju i pokojowej współpracy pomiędzy krajami, i że

b/ po protekcjonistycznej, wpatrzonej w siebie erze przedwojennej, Europa potrzebowała integracji gospodarczej, która prosiła o otwarcie się naliberalizację międzynarodowych stosunków gospodarczych, o usunięcie wszelkiego rodzaju barier, które istnieją na granicach poszczególnych krajów, o ułatwienie przepływu nie tylko towarów i usług, ale również ludzi i kapitału, ale także idei, wzorców kulturalnych pomiędzy krajami.

 

Liberalizacja międzynarodowych stosunków zwiększyła konkurencję poprzez powiększenie rozmiaru, mniej-więcej otwartej (albo pół-otwartej), wspólnej przestrzeni gospodarczej, a to pomogło, że powojenna odbudowa stała się możliwa. Niemniej jednak ta jednostronna liberalizacja miała jedną oczywista słabość. Stosunkowo skutecznie zorganizowana międzynarodowa liberalizacja nie była oparta na podobnej liberalizacji rynków wewnątrz poszczególnych krajóweuropejskich. Przeciwnie, Europa Zachodnia z niecierpliwością i ochoczo zaakceptowała tzw. społeczną gospodarkę rynkową, ten nieproduktywny, nadmiernie paternalistyczny, przeregulowany społeczno-ekonomiczny system, który następnie został zdziesiątkowany w kolejnych dekadach przez nadejście wrogiej "rynkowi" "zielonej ideologii" – "ekologizmu" (environmentalism).

 

Z tymi wątpliwymi fundamentami Jacques Delors i jego współpracownicy rozpoczęli – 25 lat temu – unifikować Europę, budować nową konstrukcję, która znalazła swoje instytucjonalne wcielenie w Unii Europejskiej. Integracja zmieniła się w unifikację, liberalizacja w centralizację, harmonizacja w standaryzację, pro-konkurencyjna polityka w nadmierną regulację, zdrowa różnorodność w sztywną równomierność.To nie przyniosło żadnych pozytywnych rezultatów, wprost przeciwnie.

 

Najbardziej ostentacyjnym krokiem w tym kierunku było ustanowienie Europejskiej Unii Monetarnej (EMU), wprowadzenie jednej waluty w grupie bardzo niejednorodnych krajów, które nie stworzyły optymalnej "przestrzeni dla tej waluty" (jak zostało zdefiniowane przez Roberta Mundella i wszystkie podręczniki gospodarcze głównego nurtu). Jej niepowodzenie było nieuniknione. Jej konsekwencje dla słabszych gospodarczo krajów, które przywykły do przechodzenia nieprzyjemnych, lecz dostosowujących dewaluacji ich walut wielokrotnie w przeszłości, były również dobrze znane uprzednio. Wszyscy ekonomiści, którzy zasłużyli sobie by być nazywanymi "ekonomistami" wiedzieli, że uwięzienie Grecji i niektóre innych krajów w takim systemie, było skazane na niepowodzenie.

 

Podczas dobrej pogody (w sensie gospodarczym), nawet obszar nie-optymalnej waluty może funkcjonować (kiedy wszystkie rodzaje systemów stałych kursów walutowych działają przez pewien czas). Kiedy przychodzi zła pogoda – n.p. kryzys finansowy albo gospodarczy pod koniec ostatniej dekady) – wszystkie słabości, braki wydajności, rozbieżności, braki równowagi stały się oczywiste, a unia walutowa zaprzestała prawidłowo funkcjonować. To może być traktowane jako niespodzianka. W przeszłości wszystkie systemy stałych kursów walutowych wymagały korekty kursów wymiany w odpowiednim czasie, a który to jest jeszcze jednym dowodem, znalezionym w każdym elementarnym podręczniku.

 

Decydenci Unii Europejskiej nie chcieli tego wziąć pod uwagę. Ich sposób myślenia był widocznie oparty prawie na komunistycznym sposobie myślenia: prawa ekonomiczne nie istnieją, polityka może rozkazywać gospodarce. Niektórzy z nas byli wrażliwi na to przez bardzo długi czas. Ludzie, tacy jak ja, zostali wychowani na obszarze, kiedy taki sposób myślenia był dominujący w naszych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Niektórzy z nas ośmielili się wyrazić nasz brak zgody z tym, już w przeszłości. Byliśmy uważani za wrogów wtedy, jesteśmy uważani za wrogów teraz.  

 

Teraz jest czas na fundamentalne decyzje: czy powinniśmy w dalszym ciągu wierzyć w dogmat, że polityka może rozkazywać gospodarce oraz w dalszym ciągu bronić wspólną walutę za wszelką cenę czy powinniśmy w końcu zaakceptować, że musimy powrócić do gospodarczej racjonalności ? 

 

 

 

Odpowiedź na takie pytanie dana przez przytłaczająca większość europejskich polityków była dotychczas „Tak”, powinniśmy w dalszym ciągu wierzyć i bronić. Naszym zadaniem jest, aby powiedzieć im, że konsekwencje takiej polityki będą coraz więcej kosztować nas wszystkich. W pewnym momencie te koszty staną się nieznośne i nie do udźwignięcia. Powinniśmy powiedzieć „Nie”. Znaleźliśmy się w ślepej uliczce, i w takim przypadku najlepszym wyjściem jest powrót.

 

To czego potrzebujemy, jest fundamentalna transformacja naszego myślenia i naszego zachowania. Europa musi podjąć systemową zmianę. Coś takiego, co my zrobiliśmy 20 lat temu w naszej części Europy. Dojście do takiej decyzji wymaga autentycznego, politycznego procesu, nie zatwierdzania dokumentu przygotowanego za zamkniętymi drzwiami przez grupę biurokratów UE. To musi powstać jako wynik politycznej debaty w poszczególnych krajach członkowskich UE. To musi zostać stworzone przez ludzi, „demos” tych krajów. W Europie nie ma „demos”, lecz „mieszkańcy” Europy.

 

Kryzys zadłużeniowy, który panuje w „strefie euro” jest wierzchołkiem góry lodowej. On sięga dużo głębiej. Kryzys – wg definicjiSchumpetera (Joseph Alois Schumpeter, austriacki ekonomista – a.) – to proces twórczej destrukcji. Nie wszystko może być uratowane i utrzymane. W tym procesie coś musi być zniszczone albo zostawione, w szczególności złe

pomysły. Powinniśmy pozbyć się utopijnych marzeń, nieracjonalnych działalności gospodarczych i ich promocji przez europejskie rządy. Część z tego oznacza, że nawet niektórym państwom musi pozwolić się upaść. Oponenci takiego stanowiska wciąż utrzymują, że takie rozwiązanie byłoby kosztowne. To nieprawda. Przedłużanie takiego brnięcia (muddling through) jest bardziej kosztowne. Musimy wyjaśnić im, że koszty, których się obawiają, tak zwane koszty zatopienia, są już przy tym !

 

 

0

astygmatyk

66 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758