POLSKA
Like

Przyszłość Ukrainy

26/08/2021
280 Wyświetlenia
0 Komentarze
17 minut czytania
no-cover

Andrzej Owsiński Przyszłość Ukrainy Natknąłem się na dwie informacje dotyczące Ukrainy. Pierwsza dotyczyła ukraińskiej emigracji zarobkowej, którą szacowano na 6 milionów osób z określonymi preferencjami kierunkowymi, wśród których przodowała Polska, wyprzedzając nawet Niemcy. Myślę, że decydowały o tym zarówno bliskość położenia, jak i łatwość kontaktu, a nade wszystko życzliwość ze strony polskich gospodarzy i pracodawców. Bowiem warunki finansowe są jednak dość mocno odbiegające od możliwości zarobkowych w Niemczech. Pewien wpływ na ten stan rzeczy mają również nadzieje na stale zamieszkanie w Polsce. Spotkałem się też z relacją z konferencji zorganizowanej w tej sprawie przez ukraińskie władze. W czasie tej konferencji referent rządowy określił stan ukraińskiej emigracji na 7,9 mln osób. Nie wiem jak się ten stan ma w stosunku do […]

0


Andrzej Owsiński

Przyszłość Ukrainy

Natknąłem się na dwie informacje dotyczące Ukrainy. Pierwsza dotyczyła ukraińskiej emigracji zarobkowej, którą szacowano na 6 milionów osób z określonymi preferencjami kierunkowymi, wśród których przodowała Polska, wyprzedzając nawet Niemcy. Myślę, że decydowały o tym zarówno bliskość położenia, jak i łatwość kontaktu, a nade wszystko życzliwość ze strony polskich gospodarzy i pracodawców. Bowiem warunki finansowe są jednak dość mocno odbiegające od możliwości zarobkowych w Niemczech. Pewien wpływ na ten stan rzeczy mają również nadzieje na stale zamieszkanie w Polsce.

Spotkałem się też z relacją z konferencji zorganizowanej w tej sprawie przez ukraińskie władze. W czasie tej konferencji referent rządowy określił stan ukraińskiej emigracji na 7,9 mln osób. Nie wiem jak się ten stan ma w stosunku do obecnego szacunku ludności Ukrainy określanej na 37 mln osób.

Jedno jest pewne: dalsza redukcja zaludnienia tego kraju prowadzi do jego upadku. Niezależnie od faktu niekorzystnej strutury wiekowej ludności, relacji płci i rozmieszczenia terytorialnego, a także udziału mniejszości narodowych z dużym odsetkiem Rosjan, szczególnie niebezpieczne jest wyludnienie wsi ukraińskiej i koncentracja w wielkich miatach. Na ogólną liczbę ponad 30 mln mieszkańców miast ponad 10 mln przypada na 10 największych miast z czego przeszło połowa  w pięciu ponad milionowych.

Jest to wynik koncentracji. dokonanej jeszcze w Sowietach w celu rozbudowy przemysłu przy przeszło 50 mln mieszkańców całej Ukrainy. Dzisiaj ten przemysł prawie nie istnieje, ale ludność pozostała i nie zamierza wynosić się na prowincję. Z czego zatem żyje tak wielki odsetek ludności miejskiej?

W Polsce przy zbliżonej liczbie mieszkańców, mimo niemal dwukrotnie większego zagęszczenia ludności, odsetek mieszkańców miast jest znacznie mniejszy, a szczególnie koncentracja w największych ośrodkach miejskich. 10 największych miast polskich skupia około 6 mln mieszkańców, a ogólna liczba zaludnienia miast to 23 mln osób, czyli tylko 60 % ogółu ludności. Jest to struktura znacznie korzystniejsza od ukraińskiej i też pod innymi, wymienionymi powyżej, względami. Nie umniejsza to polskich kłopotów z przyrostem naturalnym i emigracją, nie da się jednak porownać z katastrofalnym stanem na Ukrainie.

Jakie są perspektywy rozwoju sytuacji?

To, co się dzieje obecnie na Ukrainie nie napawa optymizmem (przynajmniej Ukraińców). Kolejne rządy nie radzą sobie z podstawowymi problemami:

  • gwałtownym ubytkiem zaludnienia
  • upadkiem przemysłu
  • brakiem rozwoju rolnictwa
  • wojną z rebeliantami
  • odzyskaniem Krymu
  • powszechną korupcją
  • władztwem oligarchów

I wieloma innymi problemami gnębiącymi ten kraj,

Putin może wprawdzie cieszyć się, że próby usamodzielnienia Ukrainy natrafiają na tak wielkie niepowodzenia, ale jest to dla niego słaba pociecha. Według niego Ukraina i Rosja jako jeden “naród” powinny służyć wspólnie najważniejszemu dziełu – odbudowie utraconego imperium. Z kim można prowadzić to dzieło, kiedy Ukraina straci wszelkie możliwości rozwojowe?

Nasuwają się w tej sytuacji różne perspektywy: jeżeli nie nastąpią zasadnicze zmiany i będzie kontynuacja obecnej drogi to Ukrainie grozi spadek ludności poniżej 30 mln, calkowity upadek gospodarki i pogrążenie kraju w chaosie. Wówczas nie uratuje się przed rozpadem państwa, ktorego nic nie będzie w stanie utrzymać. Rosja może wtedy dokonać zaboru wschodniej części kraju z dostępem do morza, a zachodnia część przypadnie Polsce, Węgrom i Rumunii. Pozostanie centralna Ukraina jako państewko zależne, tylko od kogo? Rosja będzie zapewne dążyć do objęcia go protektoratem, pod warunkiem jednak że Niemcy na to się zgodzą. Amerykańskie próby ratowania sytuacji, oprócz wydatkowania następnych straconych miliardów dolarów niczego nie zmienią. Dla Polski, poza możliwością odzyskania Lwowa z przyległościami, co może mieć kapitalne znaczenie historyczne i kształtowania rządów w Warszawie, zaistnieje poważny obowiązek zagospodarowania tych ziem. Najważniejszym skutkiem takiego rozwiązania będzie wydłużenie praktycznej granicy z Rosja, poza enklawą królewiecką i granicą z Białorusią, o odcinek ukraińskiego protektoratu  Dla Niemiec z kolei, a nawet zachodniej części Europy Polska już stanie się bezpośrednim “przedmurzem”. Może to być powodem konieczności dużego zainwestowania w Polsce, mając przekonanie, że z całą pewnością nie grozi ewentualny sojusz polsko rosyjski, do czego Rosjanie chętnie by powrócili, jak za czasów PRL. Istnieje też możliwość powrotu do paktu Ribbentrop – Mołotow, ale chyba Niemcy pamiętają nie tylko zdarzenia, lecz też przestrogę Becka, kiedy mu w Berlinie wspomniano o możliwości porozumienia z Moskwą. Odpowiedział wtedy: “no to spodziewajcie się sowieckich czołgów w Berlinie”. I sprawdziło sie co do joty. Chyba już ten wariant należy odlożyć przynajmniej na bardzo długie lata.

Niemcy, czyli polityka w wydaniu pani Merkel, poszły zbyt daleko w awansowaniu niemiecko rosyjskiej współpracy, doprowadzając do załamania układu gwarantującego równowagę położenia między nimi. Nie kwestionują wprawdzie istnienia Ukrainy jako rosyjskiej strefy buforowej, ale z utrzymaniem państwa ukraińskiego w pewnej niezależności od Moskwy i zdolności do obrony przed aneksją. Upadek Ukrainy tę równowagę rujnuje i powoduje zbytni wzrost znaczenia Rosji w bilateralnym układzie z Niemcami. Niemcy posiadają w swym ręku dostateczną ilość atutów do rozegrania tej partii na swoich warunkach. Nie wykluczone, że warunki te zmienią się po odejściu przyjaciółki Putina, a możliwe, że i samego władcy Rosji, na co Niemcy potencjalnie stać.

W tym przypadku proces rozpadu Ukrainy byłby powstrzymany, lub przynajmniej ograniczony z pozostawieniem państwa ukraińskiego w pewnej zależności od Moskwy, ale w znacznie większej mierze od Niemiec wraz z UE. Jednakże realizacja marzeń ukraińskich o wejściu do NATO i UE to zbyt duże ryzyko, na które Rosja, chociaż zależna od Niemiec, nie może pozwolić. Wystarczy nawiązanie ściślejszej współpracy gospodarczej i otwarcie na ruch ludności. Są to argumenty nie do przezwyciężenia.

Jest tylko jeden warunek pomyślnego wprowadzenia tej koncepcji, trzeba bezwzlędnie skończyć z procederem finansowania reżymu kijowskiego, wszystkie dotychczas wladowane weń pieniądze zostały bezpowrotnie stracone. Ukraina może się rozwijać wyłącznie na zasadzie udostępnienia lokalizacji dla przedsiębiorstw europejskich, między innymi i polskich. Muszą one jednak posiadać unijne gwarancje na dotrzymanie warunków umowy inwestycyjnej. Wówczas zaistnieją możliwości dźwignięcia się gospodarki ukraińskiej z upadku i powstrzymania procesu wyludniania kraju.

Czy takie rozwiązania będą zastosowane w dużej mierze zależy od wyniku wyborów w Niemczech, ale też i od inicjatywy innych krajów z Polską na czele.

W tej chwili Ukraina pod względem dochodów liczonych w PKB na mieszkańca zajmuje ostatnie miejce w Europie, a na świecie nominalnie 135, lub nieco lepiej przy zrewaloryzowaniu, bo 115. Jest to miara upadku kraju posiadającego duży przemysł i znakomite warunki dla rozwoju rolnictwa.

Na tle tych perspektyw należy określić na czym polega interes Polski w stosunkach z Ukrainą. Gdybyśmy żyli w świecie indywidualnych państw uprawiających “egoism narodowy”, tak jak to było dawniej (chociaż chyba w praktyce nie tak bardzo), to w myśl opinii Anatola France’a mielibyśmy wszystkich sąsiadów jeżeli nie zdeklarowanych wrogów to przynajmniej wzajemnie niechętnych. Wystarczyłby sam fakt sąsiedztwa, ale za to sąsiedzi naszych sąsiadów to sojusznicy, lub kandydaci na nich.

A zatem największą naszą satysfakcją byłby upadek Ukrainy i możliwość jej podziału z Rosją. Tak jak dla Ukrainy upadek Polski i możliwość podziału z Niemcami. Wszystko to było proste i czytelne, pod warunkiem że prawdziwe. Dzisiaj, wobec faktu, że praktycznie nie ma już samodzielnych państw, a jedynie różnorakie bloki, sprawy komplikują się niepomiernie.

Ja sam pamiętam czasy w których nie do pomyślenia było, że znajdziemy się w jednym bloku z Niemcami, odwiecznym wrogiem Polski, jak to ogłosił prezydent Mościcki w swym orędziu z 1 września 1939 roku. Staliśmy się nagle zainteresowani w istnieniu Ukrainy jako kraju oddzielającego nas od Rosji. Takie usytuowania wymaga jednak spełnienia kilku warunków, a mianowicie zwiększenia stopnia niezależności Ukrainy od Rosji przy równoczesnym umiarkowanym jej rozwoju, pozwalającym na pełne poczucie bezpieczeństwa z tej strony. Nie od dziś znane są nam ukraińskie sentymenty w stosunku do Niemiec i gotowość współdziałania z nimi na szkodę Polski.

Jest to gra niezwykle skomplikowana i trudna, w każdym razie wymagająca z polskiej strony odpowiednich zabezpieczeń.  Na tym tle zachodzi obawa że rząd warszawski zbyt mocno angażuje się w sprawy ukraińskie, prześcigając w gorliwosci rząd kijowski. Pisałem o tym niedawno – że paradoksem obecnej chwili jest fakt iż z powodu Ukrainy prezydent Polski nie może się spotkać z prezydentem Rosji, natomiast prezydent Ukrainy może.

Nie mamy dużego wływu na bieg wypadków, nawet nie włączono nas do grona krajów stanowiących “format normandzki”, coś na kształt rady nadzorczej problemu ukraińskiego, mimo naszego zaangażowania i żywotnych spraw w przeciwieństwie do Francji, która nie ma żadnych interesów związanych z Ukrainą.

Prezydent Ukrainy, mając słabą pozycję zarówno w kraju, jak i zagranicą, nie szuka wsparcia w Polsce, które na talerzu oferuje mu Duda uczestniczący w obchodach rocznicowych Ukrainy jako jedyny z prezydentów krajów coś znaczących w Europie. Zaangażował nawet do tego celu samoloty F16 mające poświadczać gotowość do udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie na poziomie wyższym aniżeli rosyjska technika wojenna. Czy taki gest wzmocni ukraiński opór w stosunku do agresywnych dzialań Rosji? Tego nie wiemy, ale z pewnością pogłębi już nie złe, ale wręcz wrogie stosunki Rosji do Polski.

Mając na względzie miecz Damoklesa wiszący nad Polską w postaci królewieckiej enklawy, jest to posunięcie bardzo ryzykowne. Powstaje pytanie: czy ktoś sprowokował tego rodzaju posunięcia?

Przypomina to co nieco brytyjską prowokację z wiosny 1939 roku, która została oceniona w Polsce jako gest gwarancji wspólnej obrony, a ze strony brytyjskiej jako wystawienie Polski na niemieckie uderzenie. Trzeba mieć w tym względzie znacznie lepsze rozpoznanie aniżeli to, które mieliśmy w 39 roku.

Bardzo ważne jest w związku z tym posiadanie wiarygodnych informacji o roli Żełeńskiego, który jet figurantem określonej frakcji, czy układu mafijnego, tylko jakiego? Jeżeli za nim stoi ukraińska oligarchia z Kołomojskim to pzecież pochodzenie tej oligarchii jest takie same jak rosyjskiej i innych krajów postsowieckich. Nie jet wykluczone zatem że ta prezydentura zmierza do pogodzenia interesów z rosyjskimi oligarchami, a w konsekwencji i z zależnymi od nich rządami.

Wtedy Polska znajdzie się zupełnie osamotniona, oddana na łup rosyjskiej agresji. Wymagana jest rzetelna informacja o tym, czy na Ukrainie, poza nastrojami społecznymi, znajduje się jakaś konkretna siła zdolna do przeciwstawienia się ewentualnej kapitulacji wobec Rosji i czy jest warta wsparcia. Bo jeżeli ma być to banderowszczyzna z żądaniem Ukrainy po San, to możemy sobie darować jakiekolwiek wsparcie.

Praktycznym rozwiązaniem byłoby stworzenie takich powiązań gospodarczych między naszymi krajami, które uformowały by wzajemnie wspierającą się klasę prężnych inwestorów, dbających o interesy własnych krajów, a nie będących emisariuszami obcych wpływów. Niestety, przez ostatnie trzydzieści lat w tej materii praktycznie niczego nie zrobiono, poświęcając czas, pieniądze i ludzkie wysiłki na bardzo niepewne przedsięwzięcia polityczne.

Nie wiem czy starczy nam czasu na odwrócenie trendów, ale chyba nie ma innego wyjścia, należy tylko przekonać do podjęcia tej drogi europejskie kraje z zarządem UE wbrew niemieckiej polityce izolacji wszystkich poza Niemcami. I zawsze aktualna uwaga ogólna, dotycząca stopnia angażowania w różne, ważne sprawy. Mamy tendencję do jednostronnego, bardzo intensywnego wejścia w nie, co jest świadectwem określonego poziomu świadomości, ale też częstokroć zwykłej naiwności. Zaangażowaliśmy sie bez reszty w “fort Trump” i dostaliśmy ordynarny cios w nos, musimy bardzo uważać, żeby takich sytuacji nie powtarzać.

0

Andrzej Owsinski

793 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758