Bez kategorii
Like

Powstał legalny sklep z nasionami konopii indyjskich

24/03/2012
13 Wyświetlenia
1 Komentarze
5 minute czytania
no-cover

Dwaj bracia otworzyli w naszym mieście sklep handlujący nasionami konopi indyjskich – roślin, z których wytwarza się narkotyk marihuanę. Informację podał portal gloszabrza24.pl.



Placówka działa zaledwie kilkaset metrów od zespołu szkół, ale nie musi się obawiać interwencji policji. Bo okazuje się, że handel nasionami roślin z zawartością substancji psychoaktywnych bynajmniej nie jest zakazany. W rozmowie z GŁOSem zabrzański poseł Borys Budka już zapowiedział, że na forum Sejmu podejmie interwencję w sprawie tej luki w polskim prawodawstwie, zanim podobna „moda” zapanuje w całym kraju.

Niewielki sklepik pochodzących z Zaborza Pawła i Dawida (nie chcieli podać swego nazwiska) mieści się w kompleksie handlowym przy ul. Sienkiewicza. Za szybami wystawowych ekspozycji widać kolorowe opakowania prawie 30 typów nasion konopi indyjskich sprowadzanych prosto z Holandii. Jest też duży wybór fajek wodnych i innych akcesoriów, które mogą być wykorzystywane do spożywania miękkich narkotyków. Są też zapalniczki i bluzy z emblematem liścia marihuany.

– Wcale nie robimy czegoś niezwykłego, w Polsce nasionami konopi indyjskich handluje się w Internecie od 7-10 lat. Ale trafiali się oszuści, którzy potrafili wysłać klientowi karmę dla ptaków, zamiast właściwych nasion. Dlatego postanowiliśmy stworzyć realny sklep, do którego można wstąpić, dopytać o szczegóły albo złożyć reklamację. Nie informujemy jednak jak prowadzić zakazaną prawem hodowlę. Mamy legalnie zarejestrowaną działalność gospodarczą i wszystkich klientów ostrzegamy, że hodowanie tych roślin jest w Polsce przestępstwem – podkreśla Paweł.

Czy wierzy jednak w to, że ktoś poważnie może traktować informację widniejącą na produkcie, iż towar ma wyłącznie charakter kolekcjonerski – podobnie zresztą jak osławione dopalacze? – Szczerze? Wątpię, aby ludzie kolekcjonowali nasiona, choć z drugiej strony skoro można w Internecie kupić czołg z zaspawaną lufą, albo kastet, który ma jasne przeznaczenie, to czemu handel nasionami konopi miałby być czymś złym? – zapytuje Paweł. I kategorycznie odrzuca porównywania z dopalaczami. – Dobrze, że podjęto z nimi walkę, bo to było straszliwe świństwo, przez które ludzie do szpitali trafiali, a nawet tracili życie. Ewentualne wyhodowanie roślinki z naszych nasion trwa długie miesiące, i nawet gdyby się udało, to od ekologicznie uprawionej konopi indyjskiej na pewno nikomu krzywda się nie stanie.

Mężczyźni podkreślają, że absolutnie ich zamysłem nie jest robienie sobie klienteli wśród uczniów pobliskiej szkoły. Jak twierdzą, stawiają na dorosłych, świadomych i odpowiedzialnych kilientów. – Zastanawiałem się, czy nie postawić baneru reklamowego naprzeciwko szkoły, ale szybko ten pomysł zarzuciłem. Nie zależy mi bowiem na konfrontacji z dyrekcją placówki i lokalną społecznością.

Panowie mają świadomość, że w dość kontrowersyjnym temacie jako pierwsi przecierają w Polsce szlak. Nie chcą jednak uczestniczyć w żadnych dyskusjach i debatach o legalizacji marihuany ani identyfikować się z promującym ją Ruchem Palikota.

– Chcę spokojnie prowadzić biznes. Wiele nie ryzykuję. Do więzienia mnie nie wsadzą, najwyżej zamkną sklep. Tak naprawdę boje się chyba tylko prawdziwych dilerów narkotykowych, bo z ich punktu widzenia możemy być postrzegani jako konkurencja – podsumowuje handlowiec.

Dyrektorka pobliskiej szkoły jest przekonana, że nowy sklep z nasionami nie cieszy się popularnością wśród jej uczniów. – Dziwne tylko i śmieszne jest nasze prawo, skoro pozwala na handel nasionami zakazanych roślin – podkreśla nauczycielka.

Sprawę bardzo serio traktuje Jan Szulik, odpowiedzialny z ramienia gminy i prezydent miasta za walkę z uzależnieniami. – To jest niebezpieczny precedens, gdyż w swej pracy spotkałem wielu nieszczęśliwych ludzi, których przygoda z ciężkimi narkotykami zaczęła się od niewinnego wypalenia jednego skręta marihuany. Bo na tym polega istota wciągania ludzi w nałóg, że zaczyna się od słabszych substancji i z czasem wciąga w mocniejsze, zabójcze wręcz środki – mówi Jan Szulik. – Będzie się trzeba poważnie zastanowić co w tej sprawie jako gmina możemy ewentualnie zrobić. Na pewno pójdę tam porozmawiać z tymi młodymi ludźmi.

 

(www.gloszabrza24.pl)

Inne zapisy autora:

Aleksander Pi

"Szef Dzialu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stazem. Byly z-ca szefa Dzialu Biznes "Wprost"."

1837 publikacje
0 komentarze
 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217