POLSKA
Like

Polska flotylla rzeczna. Czy to już tylko historia, a może jednak szansa rozwoju Wojsk Obrony Terytorialnej lub proobronnej aktywności Polaków? – materiały programowe

04/08/2021
124 Wyświetlenia
0 Komentarze
9 minut czytania
Polska flotylla rzeczna. Czy to już tylko historia, a może jednak szansa rozwoju Wojsk Obrony Terytorialnej lub proobronnej aktywności Polaków? – materiały programowe

Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej, a od 17 października 1931 roku, Flotylla Pińska, to flotylla rzeczna wchodząca w skład Marynarki Wojennej w okresie międzywojennym, która stacjonowała w Pińsku na rzece Pinie. Za reaktywacją Flotylli Rzecznej, w nowoczesnej formie, przemawiają doświadczenia jakie można było zaobserwować w trakcie działań wojennych w Azji Południowo-Wschodniej, kiedy to obie strony dość skutecznie używały nowoczesnych i szybkich oraz płytko zanurzonych łodzi do działań zaczepnych i obronnych.

0


Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej, a od 17 października 1931 roku, Flotylla Pińska, to flotylla rzeczna wchodząca w skład Marynarki Wojennej w okresie międzywojennym, która stacjonowała w Pińsku na rzece Pinie. Flotylla operowała na tzw. morzu pińskim – w dorzeczu Prypeci z głównymi rzekami: Prypeć, Pina, Strumień. W latach 1928-1937 Flotylla miała także siły lotnicze przystosowane do startu i lądowania na wodzie, najpierw w sile Rzecznego Plutonu Lotniczego, a później Rzecznej Eskadry Lotniczej. Flotylla powstała 19 kwietnia 1919 roku i brała udział w starciach z flotą bolszewicką pod Mostami Wolańskimi i pod Horodyszczem, umożliwiając desantowi plutonu 34 pułku piechoty zdobycie Horodyszcze. Na pamiątkę tych wydarzeń 3 lipca ogłoszono Świętem Flotylli Rzecznej w II RP. Flotylla brała także udział, z sukcesami, w wojnie polsko – bolszewickiej (Wikipedia).

We wrześniu 1939 roku Flotylla Pińska, niestety jak większość jednostek na Wschodzie, podporządkowała się zdradzieckiej Dyrektywie Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, a niezdecydowanie generała Franciszka Kleberga dopełniło reszty. Tak na marginesie, marszałek Edward Śmigły-Rydz, to chyba jedyna postać w historii, która miała przydomek, na długo przed tym zanim dokonała czynu, który ten przydomek uzasadniał. Pan Wódz Naczelny, w środku wojny, spisując II RP na straty, zostawił armię i “śmignął” sobie do Rumunii, aby wziąć udział w wyścigu do nowego koryta, które niby czekało zwycięzców (zwycięzców wyścigu oczywiście) w Paryżu. Jak się później okazało, rolą marszałka Edwarda Śmigły-Rydz było tylko, według francuskich i brytyjskich planów, niedopuszczenie do otwartej wojny pomiędzy II RP, a ZSRR. Wydając wspomnianą Dyrektywę wywiązał się z tego znakomicie, ale nieszczęśnik nie mógł wiedzieć, że koryto w Paryżu, już dawno zostało zarezerwowane przez francuski wywiad wojskowy, dla ich agenta, niejakiego Władysława Sikorskiego.

Po II Wojnie Światowej wszelki słuch o Flotylli Pińskiej i jej chwalebnej historii zaginął, szczególnie w okresie PRL-u, bo tzw. morze pińskie znalazło się w granicach Wielkiego Brata, a wszystko co tam się wcześniej działo stało się tematem tabu. Ponadto PRL miał manię wielkości, więc po co tam LWP były jakieś rzeczne jednostki pływające. Armia III RP przejęła wiele z tego PRL-owskiego zadęcia i dopiero utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej zmieniło naszą perspektywę widzenia obrony kraju.

Za reaktywacją Flotylli Rzecznej, w nowoczesnej formie, przemawiają doświadczenia jakie można było zaobserwować w trakcie działań wojennych w Azji Południowo-Wschodniej, kiedy to obie strony dość skutecznie używały nowoczesnych i szybkich oraz płytko zanurzonych łodzi do działań zaczepnych i obronnych. Ktoś zaraz powie, że te łodzie sprawdzają się w Azji Południowo-Wschodniej, bo tam nie ma dróg. To prawda, tam nie ma dróg, a u nas są, ale trzeciego dnia konfliktu, u nas też nie będzie dróg, przynajmniej dróg przejezdnych.

Polska jest zwykle atakowana równoleżnikowo, w trzech wariantach: ze wschodu na zachód, z zachodu na wschód lub z obu tych kierunków. Na szczęście tak się składa, że większość polskich rzek ma przebieg południkowy i dla atakujących stanowią one przeszkodę w poprzek kierunku ataku, a dla obrońców dogodną drogę komunikacji, równolegle do linii frontu. Nawet jeśli wszystkie mosty zostaną zniszczone, to dla płytko zanurzonych jednostek zawsze znajdzie się możliwość przepłynięcia, albo nad zanurzonym w wodzie przęsłem, albo w miejscu gdzie zerwane przęsło opiera się na pojedynczym filarze.

Jeszcze zanim mosty zostaną zniszczone Flotylla Rzeczna może brać skuteczny udział, zarówno w ich obronie jak i w ich niszczeniu. Może także brać udział w niszczeniu pontonowych przepraw wroga, w transporcie własnego desantu i niszczeniu desantu wroga, a także w transporcie zaopatrzenia, uzbrojenia i rannych oraz w służbie patrolowej.

Z oczywistych względów pierwszeństwo do reaktywacji Floty Rzecznej należy się Ministerstwu Obrony Narodowej. Co do umiejscowienia tej formacji w strukturze polskiej armii, to zważywszy na lokalny charakter jej działania i obecne warunki, to chyba najlepiej spełniałaby swoją funkcję w strukturach Wojsk Obrony Terytorialnej. To tylko sugestie, bo decyzja o reaktywacji Floty Rzecznej i umiejscowieniu w strukturze armii jest wyłączną kompetencją Ministerstwa Obrony Narodowej.

Gdyby tak się złożyło, że Ministerstwo Obrony Narodowej uznałoby reaktywację Floty Rzecznej za niecelową, to otwiera się pole do działań społecznych i reaktywowanie tej formacji jako proobronnej organizacji paramilitarnej, pozostającej oczywiście pod patronatem i nadzorem Ministerstwa Obrony Narodowej. Może to być jedno stowarzyszenie dla całej Polski, ale mogą to być odrębne stowarzyszenia dla określonych rzek, które mogą być zjednoczone np. w Federacji Polskich Flotylli Rzecznych. Może, to mieć także charakter korporacji zrzeszającej poszczególnych armatorów, którym korporacja da franczyzę w zamian za przestrzeganie określonego regulaminu i określonej symboliki (znaki, umundurowanie, itp.).

Celem takiej organizacji byłoby szkolenie członków w zakresie podejmowania działań na wypadek wybuchu wojny, polegające na doskonaleniu umiejętności żeglowania oraz posługiwania się bronią oraz umiejętności współdziałania załóg w realizacji wyznaczonych celów. Świadectwem proobronnego charakteru tej formacji byłoby jednolite umundurowanie, symbolika, regulamin i dyscyplina oraz wyposażenie jednostek w odpowiednie podstawy (uchwyty) do szybkiego montowania broni (np. WKM-B, M134 Minigun) w przypadku militaryzacji jednostek.

To byłby bardzo korzystny układ dla Ministerstwa Obrony Narodowej. Docelowo, kilkaset, a może więcej jednostek pływających, dostosowanych do potrzeb wojskowych, nabytych, remontowanych i utrzymywanych na co dzień przez prywatnych armatorów, które można przejąć wraz z załogą zmotywowaną do natychmiastowej walki. Dla armatorów, te jednostki też nie muszą być tylko kosztem, bo mogą na rzekach i jeziorach, szczególnie w sezonie letnim, być wykorzystywane jako jednostki rejsowe, np. “tramwaje” wodne, “taksówki” wodne oraz obiekty rekreacyjne wynajmowane przez turystów, wędkarzy i myśliwych. Mogą także służyć jako jednostki do transportu zaopatrzenia, albo zostać wynajęte do obsługi np. Straży Rybackiej, Straży Łowieckiej, WOPR, może także takich instytucji jak Wody Polskie, Straż Graniczna, Służba Celna i Policja, jeśli przepisy na to pozwolą.

Źródło ryciny: Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej 

Inne zapisy autora:

0

Pawel Urbanski
Pawel Urbanski https://albicla.com/NIONPL

73 publikacje
14 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816