Główna strona
Like

„Poczet” premierów, czego?

01/01/2019
820 Wyświetlenia
0 Komentarze
10 minute czytania
„Poczet” premierów, czego?

Pod tym poczesnym tytułem ukazał się, zresztą niekompletny spis powojennych premierów z uwagami które może w jakiś sposób łagodzą to niefortunne sformułowanie. Po pierwsze Bierut nie był pierwszym ani nawet drugim premierem bolszewickiego tworu zwanego rządem, niestety z formalną siedzibą w Warszawie / chociaż początkowo w Lublinie/, a faktyczną w Moskwie. Pierwszym był niejaki Osóbka któremu Stalin przydał nazwisko Morawski, tytułowany był „półkownikiem” bo przed wojną rozkładał towary na półkach jakiejś spółdzielni. Po nim był, zdawało się że wiecznym premierem, Cyrankiewicz, a w przerwie jego urzędowania wzorem Moskwy to stanowisko chwilowo objął I sekretarz partii – Bierut. Do końca panowania Bieruta i jego następców Ochaba i Gomułki – premierem był Cyrankiewicz. Czy wszyscy peerelowscy premierzy byli formalnie sowieckimi agentami? Praktycznie […]



Pod tym poczesnym tytułem ukazał się, zresztą niekompletny spis powojennych premierów z uwagami które może w jakiś sposób łagodzą to niefortunne sformułowanie.

Po pierwsze Bierut nie był pierwszym ani nawet drugim premierem bolszewickiego tworu zwanego rządem, niestety z formalną siedzibą w Warszawie / chociaż początkowo w Lublinie/, a faktyczną w Moskwie.

Pierwszym był niejaki Osóbka któremu Stalin przydał nazwisko Morawski, tytułowany był „półkownikiem” bo przed wojną rozkładał towary na półkach jakiejś spółdzielni.

Po nim był, zdawało się że wiecznym premierem, Cyrankiewicz, a w przerwie jego urzędowania wzorem Moskwy to stanowisko chwilowo objął I sekretarz partii – Bierut.

Do końca panowania Bieruta i jego następców Ochaba i Gomułki – premierem był Cyrankiewicz.

Czy wszyscy peerelowscy premierzy byli formalnie sowieckimi agentami?

Praktycznie nie miało to większego znaczenia, bo i tak musieli wykonywać polecenia Kremla, czasem bezpośrednio, a czasem za pośrednictwem warszawskiego KC.

 

Myślę że szkoda czasu na zajmowanie się tymi „płatnymi pachołkami Rosji” jak mawiał Moczulski, natomiast użycie określenia „poczet” jest najłagodniej mówiąc nadużyciem, bowiem odnosi się ono do osób „poczesnych”, godnych poważania, chyba że chodzi o pojęcie „paczotnawo czekista” bo taki tytuł był przyznawany w Sowietach. Tylko że wtedy nie trzeba pisać „poczet”, a „paczot” i z tym bym się zgodził, tak jak z nazwiskiem Szlachcic komunistycznego agenta, który wyjaśniał, że to nie od „szlachty” ale od „szlachtowania” co znakomicie pasowało do jego ubeckiego zawodu.

Ponadto nie przysługuje im nawet formalnie tytuł „premiera RP” gdyż to stanowisko pełnili szefowie rządu polskiego na uchodźstwie , jedynego legalnego rządu polskiego.

Po wojnie byli nimi między innymi Arciszewski, Bór – Komorowski, Odzierzyński, Cat – Mackiewicz i ostatni – Szczepanik.

Rząd PRL stworzony po karykaturze wyborów „kontraktowych” przybrał nazwę rządu RP oczywiście bezprawnie, gdyż jego umocowaniem nie była konstytucja RP, ale przyfastrygowany stalinowski ukaz tworzący PRL, noszący wprawdzie nazwę „konstytucji”, lecz faktycznie będący aktem przestępczym, a nawet zbrodniczym.

Taka jest prawda o której powinniśmy wiedzieć, tylko że dotąd jest przedziwnie skrywana.

 

Niektórym tego rodzaju uwagi mogą się wydać archaizmem po trzydziestu latach istnienia „III Rzeczpospolitej”.

Trzeba zatem wyjaśnić że ma to znaczenie nie tylko symboliczne, czego zresztą też nie można pomijać, ale czysto praktyczne ze względu na ciągłość państwa i wynikających z tego tytułu uprawnień.

 

Jednym z licznych grzechów „III Rzeczpospolitej” jest podtrzymywanie stanu odziedziczonego po PRL – pozbawienia narodu polskiego kanonu podstawowych zasad polskości do którego należy poczucie ciągłości niepodległego państwa polskiego. Odwrotnie przez cały ten okres pielęgnuje się fakt oderwania od naszej historii, począwszy od kłamliwej i celowo zastosowanej nazwy państwa „III Rzeczpospolita” w sytuacji gdy II nigdy nie było, gdyż zarówno konstytucje przedwojenne, jak i praktyka głosiły ciągłość państwa polskiego z rzeczpospolitą przedrozbiorową.

W tym zabiegu jest określony cel pozbawienia nas praw historycznych.

 

Na tym tle można też zgłosić uwagi do „rankingu premierów” urzędujących po 1989 roku do chwili obecnej.

Przede wszystkim nie wiadomo czy chodzi o osiągnięcia całego rządu któremu premier przewodzi, czy wyłącznie o walory osobiste, częstokroć trudno te rzeczy rozdzielić.

Jedno trzeba uwzględnić, a mianowicie warunki w jakich pracuje premier i jego rząd.

Układ zależności wewnętrznej państwa jest oczywisty: wsparcie parlamentarne, współpraca z prezydentem, stosunek społeczeństwa mają istotne znaczenie.

Najważniejszy w naszej sytuacji jest układ zależności zewnętrznych.

Odczuwamy to przykro i jawnie przy obecnym rządzie, można nawet z tego stosunku wyciągnąć pozytywny wniosek o tym rządzie gdyż władze UE wyraźnie działają w  swoiście pomyślanym interesie nieprzychylnych nam sił.

Jest to jednak tylko fragment i to nie najważniejszy zewnętrznych wpływów na Polskę, niektóre z nich są tak skryte że tylko po skutkach możemy się ich domyślać

W tych warunkach podstawowym kryterium oceny premierów, i nie tylko, będzie działanie w kierunku zdobycia jak największej niezależności od obcych wpływów.

Pod tym względem nie ma trudności w ustaleniu że tylko dwóch premierów w sposób widoczny usiłowało tego dokonać i obydwaj ponieśli klęskę. Przy czym w przypadku Olszewskiego odbyło się to w nieukrywanym zamachu, natomiast Jarosław Kaczyński, który był w znacznie lepszej sytuacji z racji pozycji parlamentarnej i prezydentury Lecha Kaczyńskiego popełnił swoisty samobój ogłaszając przedterminowe wybory.

Z rekomendacji PiS pochodzą rządy po roku 2015 posiadające formalnie najbardziej komfortowe warunki, zarówno bezwzględną większość parlamentarną jak  i „własnego” prezydenta. Jednakże mimo to daleko im do determinacji wymienionych, a szczególnie Olszewskiego.

Wszystko to dzieje się jednak ciągle w konwencji „okrągłostołowej” czyli w zaplanowanej i potwierdzonej w akcie zwanym konstytucją zależności Polski od sił zewnętrznych.

Ledwie zawoalowana rola protektorki na wzór swojej rodaczki z XVIII wieku spełniana przez Angelę Merkel posługującej się ponadto posłusznym jej aparatem UE i jak trzeba to i groźbami Putina tworzy siłę nacisku której trudno się oprzeć.

Odrębną sprawą uleganie żądaniom naszego naturalnego sojusznika w walce z dominacją niemiecką –Stanom Zjednoczonym.

Mamy wprawdzie aż nazbyt bolesne doświadczenia w odniesieniu do ich wiarygodności z okresu wojny i jej skutków, mimo to wielkiego wyboru nie ma, tylko że trzeba wykazać się stanowczością i dbałością o nasze, a nie cudze interesy.

Na tym jednak polega zasadnicza wartość polskiego polityka żeby w tych warunkach znaleźć możliwość zdobywania coraz większej niezależności.

Jest to zadanie wymagające wielokierunkowych działań, a równocześnie odpowiedniej determinacji w dążeniu do zasadniczego celu.

Narzuca się uwaga o zbytnim uleganiu naciskom, a do tego nie wolno dopuszczać gdyż jest to droga po równi pochyłej. Sukces odniesiony jednym naciskiem pociągnie za sobą następne i tak co całkowitej kapitulacji.

Jedynym rozwiązaniem jest unikanie sytuacji stwarzających powody do ingerencji zewnętrznej, ale też twarde odrzucanie wszelkich sugestii zmierzających do osłabienia pozycji Polski.

To mi przypomina lekcję jaką pobrałem z mojej pierwszej „odsiadki” w NKWD w roku 1940 kiedy starszy i doświadczony więzień pouczał że najgorszą metodą jest „popuszczanie” w śledztwie bo to się skończy źle jeżeli nie tragicznie.

Najlepiej jest od razu zeznać wszystko czego i tak nie da się ukryć, a potem już nie mówić nic.

Znajdujemy się w podobnych kleszczach prześladowców, tylko występujących w innej formie i dlatego na tych zasadach musimy prowadzić rozgrywkę, oczywiście przyjmując te warunki w których funkcjonują obecne rządy w Polsce.

Można sobie grę ułatwić odrzucając obowiązującą / zresztą bezprawnie/ konwencję, lecz wtedy trzeba mieć poparcie całego narodu wliczając tę jego połowę która dotąd odmawia udziału w życiu politycznym państwa.

 

Niezależnie zatem od stosowanej taktyki dzieło mobilizacji narodu dla odzyskania niepodległego bytu należy uznać za priorytet i najistotniejszy element oceny rządu, premiera, prezydenta i wszystkich którzy wzięli na siebie obowiązek przewodnictwa narodowego.

I jest to akurat najlepsze życzenie noworoczne które wszystkim Rodakom pozwalam sobie tą drogą przesłać.

Inne zapisy autora:

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

575 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217