Bez kategorii
Like

Męczennicy reżimu

10/05/2011
227 Wyświetlenia
0 Komentarze
5 minut czytania
no-cover

Lekcja wychowawcza trwała już w najlepsze, gdy otworzyły się drzwi i wszedł Łukaszek.
– Jest dwadzieścia po ósmej – zauważyła cierpko pani pedagog.

0


Lekcja wychowawcza trwała już w najlepsze, gdy otworzyły się drzwi i wszedł Łukaszek.
– Jest dwadzieścia po ósmej – zauważyła cierpko pani pedagog.
– Nie mogłem wcześniej – rozłożył ręce Łukaszek i siadł w ławce po czym wskazał na panią stojącą obok pani pedagog i szepnął do Grubego Maćka:
– Ty, kto to jest?
– Reprezentuję Stowarzyszenie "Męczennicy Systemu" – powiedziała pani. – Mówiłam właśnie…
– Najpierw to ja muszę mu wpisać naganę – przerwała jej słodko pani pedagog. – Za spóźnienie…
– Ale ja mam usprawiedliwienie.
– Napisane przez kogo? Przez rodziców? – prychnęła pani pedagog.
– Nie. Przez policję.
– Przez policję??? – zdumiała się pani pedagog. – Pokaż no!
– Nie wypuszczali nikogo więc jeden mi napisał takie coś – wyjaśniał Łukaszek podając pani pedagog papier.
– Jak to: policja nie wypuszczała? Chyba nie wpuszczała – włączyła się pani stowarzyszona.
– Nie wypuszczali – upierał się Łukaszek. – Z bloku. Bo policja zrobiła nalot. Łapali kogoś.
– Łapali… – pani stowarzyszona zbladła. – Ależ o tym właśnie mówiliśmy! Przyszli o szóstej rano, tak?!
– Chyba tak…
– Wpadli znienacka do mieszkania, tak?!
– Nie widziałem, ale chyba tak…
– I telewizja była, tak?!
– Nie, ale był ktoś z prasy, bo zdjęcia robił…
– To oni!!! – zagrzmiała pani stowarzyszona i rozłożyła ręce. – Siepacze!!! Sługusy reżimu!!! Oprawcy systemu!!! Ludzie… Nie, to nie są ludzie!!! Oni mają na rękach krew Blibary-Bady!!! C Chłopcze! – zwróciła się do Łukaszka. – Czy oni jeszcze tam są?!
– Jak odchodziłem to samochody jeszcze stały.
– Biegnę na ratunek zanim go zabiją podstępnie w łazience! – i pani stowarzyszona wybiegła z klasy. Wróciła po chwili trąc dłonią czoło.
– Zapomniałam spytać o adres.
Łukaszek podał jej adres, a pani chciała wiedzieć jeszcze kogo zatrzymali.
– A jakiegoś takiego faceta.
– Za co?
– Niby dlatego, że był w Bydgoszczy,
– Ha! Nędzny pretekst… – i pani stowarzyszona zniknęła za drzwiami. Wróciła znowu po kilkunastu sekundach.
– Jeździł do Bydgoszczy? – spytała pani stowarzyszona patrząc na Łukaszka. – Czy on aby nie kibic?
– Kibic – potwierdził Łukaszek.
– Ha! No, to wszystko jasne! Kibiców można!! Taką swołocz to trzeba spędzić na stadion, rozstrzelać i zalać betonem!!! Z czubem!!! Przecież ci ludzie… Nie, to nie są ludzie!!! Schodzą się całymi grupami, piosenki śpiewają, banery wieszają treści dowolnej, jątrzą, obrażają i demolują stadiony z takim trudem wznoszone!!!
– Ale proszę pani – wtrącił się Łukaszek. – Jak stałem i czekałem aż policja nas wypuści z bloku, to ktoś już miał kupiony dzisiejszy "Wiodący Tytuł Prasowy"!
– I co z tego?!
– No i w nim było napisane, że kibice jednak są w porzo!
Zapadło niezręczne milczenie.
– Nie widziałam dzisiejszego "Wiodącego Tytułu Prasowego"… – bąknęła pani stowarzyszona i zaczęła skubać kołnierzyk.
– Właściwie… Ja osobiście nigdy nie miałam nic do kibiców – oświadczyła pani pedagog.
– No ja w zasadzie też… – wystękała pani stowarzyszona.
– Żartowałem z tą gazetą – rzucił ciepło Łukaszek.
To, co się potem działo, trudno opisać.

0

Marcin B. Brixen

Poznaniak. Inzynier. Kontakt: brixen@o2.pl lub Facebook. Tom drugi bloga na papierze http://lena.home.pl/lena/brixen2.html UWAGA! Podczas czytania nie nalezy jesc i pic!

378 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758