SPOŁECZEŃSTWO
Like

List Jana Krzysztofa Kelusa do senatora Jana Rulewskiego

19/02/2016
559 Wyświetlenia
5 Komentarze
3 minut czytania
List Jana Krzysztofa Kelusa do senatora Jana Rulewskiego

Szanowny Panie Senatorze, Drogi Janku!

Twoja reakcja na ujawnienie dokumentów potwierdzających fakt, iż Lech Wałęsa był konfidentem SB, zdumiała mnie i oburzyła. Użyłeś bowiem sformułowania:

0


 

Wałęsa uważa dzisiaj, że jest niepokalany od poczęcia, jak Matka Boska. A to nieprawda. Wszyscy jesteśmy pokryci czerwoną rdzą komuny. Wszyscy musieliśmy z tą komuną kolaborować, wręcz spółkować.

Poczułem się dotknięty, gdyż kolaboracją z komuną się nie zhańbiłem. Spółkowaniem tym bardziej. Pozwolę sobie przypomnieć strofkę mojej dawnej piosenki:

Na kapuście czarne liście

—Ja wolałem tamten patos –

Nie daj dupy komuniście,

Choć podobno dobrze płacą

Sądzę, że moja reakcja nie jest odosobniona. Piszę w imieniu tych wszystkich, którym towarzyszą podobne odczucia. Gdyby nie brak czasu, oraz to, że mieszkam na odludziu, zebrałbym pod tym listem podpisy grupy przyjaciół, czyniąc z niego list zbiorowy. Wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem. Pamiętam i jestem Ci wdzięczny za to, że przed kilku laty – jako jedyny z moich solidarnościowych i prominentnych znajomych – zadzwoniłeś do nas aby dowiedzieć się, czy mamy z czego żyć. Twoje obawy o to, czy ujawnienie teczki nie wpłynie na stan zdrowia Wałęsy, być może również wynika z Twej dobrotliwości.

Pozwolę sobie jednak zauważyć, że dobrotliwym wujkiem można być w rozmowie z siostrzeńcami, zaś to, co uchodzi na rodzinnych imieninach, nie uchodzi Senatorowi Rzeczpospolitej, który wypowiada się publicznie. Twoja kuriozalna wypowiedź w Radiu Zet została natychmiast nagłośniona przez media w rodzaju zawiadywanego przez Ringer Axel Springer portalu Onet. I będzie zapewne wielokrotnie przytaczana przez tych wszystkich, którym zależy na konserwowaniu chwiejących się nóg okrągłego stołu. Świadomie lub bezwiednie przysłużyłeś się tym, którzy czynili i nadal czynią to samo: zacierają granicę pomiędzy prawdą a kłamstwem, wiernością a zdradą, honorem a hańbą.

Mam nadzieję, że zechcesz wytłumaczyć się z nieopacznie wypowiedzianych i przeprosić tych, którzy poczuli się Twą wypowiedzią dotknięci. Najbliższym przykładem jest moja żona – Urszula Sikorska-Kelus, która również poświęciła sporo lat na działalność opozycyjną. Ponieważ zaś moja reakcja na Twą wypowiedź wydała jej się zbyt stonowana, jako namiastkę listu zbiorowego, przeczytasz poniżej kilka słów adresowanych przez nią do Ciebie.

Nadal Ci życzliwy, Jan Krzysztof Kelus

PS Szanowny Panie,

Komentując dzisiaj w Radiu Zet  sprawę odnalezienia dokumentów, z których jasno wynika , że Lech Wałęsa był  tajnym współpracownikiem SB, użył Pan sformułowania  ‘my wszyscy musieliśmy z tą komuną kolaborować..”- obraził mnie Pan. Tą – być może  niezręczną – wypowiedzią zszargał Pan dobre imię wszystkich ludzi, którzy przez lata występowali przeciwko władzy komunistycznej  w Polsce.

Wypadałoby ich przeprosić. I występować w imieniu własnym.

Urszula Sikorska-Kelus

Inne zapisy autora:

0

Wiadomosci 3obieg.pl
Wiadomosci 3obieg.pl

Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

1314 publikacje
11 komentarze
 

  1. Avatar Piotr-Pierre

    Wlasnie TU jest piesek pogrzebany. Jedni z nas uwazali ze “rozmawiac z komuną można”, nawet z ubekami (pamiętam takich) i pukali się w czola slysząc o takich co na “spotkaniach” na komendach albo milczrli, albo odwrzaskiwali esbekom ich wlasne wrzaski. Tacy którzy – bici – zaciskali zéby i czekali, AŻ PRZESTANĄ BIĆ. Oni potrafili po przesluchaniu powiedzieć np. “ale z tego Kowalczyka inteligentny gość..”
    Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, ze wtedy, niezależnie od organizacji kazdy z nas był SAM. Musielismy decydować, jak kolejnego dnia nie być glodnymi (“wilczy bilet” esbe byl niezwykle skuteczny, pamiętam jak w 1979-tym odmowili mi nawet pracy przy rozladunku wagonów, bo “byl telefon z komitetu, aby pana nie zatrudniać”).
    Trzeba bylo jako jedyny ” hamulec” ustawic sobie wlasne sumienie, wlasne glębokie, czasem graniczace z fanatyzmem (dzis to widzę) przekonania jako GRANICĘ uczciwego życia.
    “Czekania na sygnał”, jak to pięknie w swej piosence ujął Grzegorz Ciechowski…

    P.

    0
  2. Avatar amateo

    No toz polecial Pan po bandzie znowu…
    **************************************************************************************************************
    Wie Pan dlaczego nie lubie jak ktos probuje “wejsc w czyjes buty”?
    Bo to prowadzi to patologi…
    Bo przeciez Hitler chcial dobrze: wszystko co robil to zmilosci dla swego narodu: bo dbal by ziemie byly, by nikt im nie przeszkadzal w ropzwoju..
    Albo tacy co mordowali. Oni tez przeciez “tylko” wykonywali rozkaz – jak to tlumacza inni.
    Albo komunisci – oni tez chceli by wszystko bylo dla wszystkich po rowno- chcieli tylko tyle…
    ***************************************************************************************************************
    Wchodzenie w czyjes buty by zrozumiec motywy dzialania prowadzi do nikad.Szukanie usprawiedliwienia w postaci jakis limitow/granic prowadzi do nikad. W starciu dwoch racji jakiekolwiek dozowanie nie ma racji bytu.

    0
    • Avatar Piotr-Pierre

      Ależ ja nie “wchodzę w niczyje buty”. Wspominam jedynie mimochodem (moze nie za jasny jest mój tekst powyzej, bo juz chlonę francuska logikę formułowania zdań, trochę inna niż nasza, czasem sam się na tym łapię) ze mialem wtedy i takich znajomych, którym sié mój rzekomy radykalizm nie podobał, bo podobno “pogadać z kazdym trzeba”, oraz “wszędzie sa ludzie źli i dobrzy”. Na wlasny uzytek uznalem ze szkoda sil i czasu na sprawdzanie tych tez.

      Z tego co dzis mówi Lech Walęsa, on chcial byc zawsze takim “bratem-łatą” kazdemu. Co mu na zdrowie nie wyszło..

      P.

      0
      • Avatar Makagigi

        A za bycie tym jak to Pan stwierdził “bratem-łatą” brał kasę i o ironio Matkę Bożą w klapie nosił. On dzisiaj powinien na kolanach pójść do Częstochowy, jak ma choć trochę honoru i wiary!
        Ja mam świadomość, że wówczas trzeba było trudne decyzje podejmować i nie każdego było stać na odwagę, ale nie o to chodzi, chodzi o coś więcej, o szacunek do samego siebie i otoczenia. Polacy są bardzo tolerancyjnym narodem i potrafią wybaczać, ale nie można ich traktować jak stado idiotów. ,Myślę, że proste słowo Przepraszam wiele by załatwiło. A tak to droga do dalszego rozdrapywania i tak już bolesnych ran.
        “Naród, jak człowiek, prędzej wybaczy najcięższą krzywdę, niż pogardę” – Kazimierz Przerwa-Tetmajer

        0
        • Avatar Piotr-Pierre

          Pani to wie, ja też wiem o tym. Ale dzieje się, jak się dzieje. Trochę rozumiem p.p. Lisa, Rulewskiego, Borusewicza, czy Ś.P. Romaszewskiego. Oni jednak zawsze byli oszczędniejsi w slowach, nie atakowali Lecha Walęsy nigdy “na pelny gwizdek”. Pisalem o tym nie raz – o ile Adama Michnika czy Jacka Kuronia zawsze traktowałem poblażliwie (za duzo na powazne ich traktowanie pili), o tyle Lech Walęsa byl przez wiele lat moim Idealem.
          Martwi mnie tez to, ze to się stało (wizyta p. Kiszczak) za kadencji PIS, gdyz mam obawę, ze to nie był przypadek, lecz realizacja czyjegos planu.
          Obym się mylił…

          Pozdrawiam
          P.

          0

Odpowiedz na „Piotr-PierreAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816