Artykuły redakcyjne
Like

“Bolek” albo o ekspiacji za grzechy

19/02/2016
1124 Wyświetlenia
13 Komentarze
5 minut czytania
“Bolek” albo o ekspiacji za grzechy

W sprawie Lecha „Bolka“ Wałęsy mam już niewiele do dodania. Ale jedna sprawa wydaje mi się szczególnie ważna. Zwłaszcza, że wszyscy komentatorzy głoszą tę teorię wszem i wobec i wygląda na to, że stała się już dogmatem. Otóż wszystkie „gadające medialne głowy“ od lat utrzymują, że gdyby Lech Wałęsa na początku lat 90. XX w. (albo kiedykolwiek) stanął przed Narodem i oświadczył, że był tajnym współpracownikiem bezpieki w latach 70., to wtedy Naród, w łaskawości swojej, wybaczyłby synowi marnotrawnemu i już nigdy, i nikt, nie poważyłby się zerwać aureoli znad głowy skruszonego agenta i kapusia. Bo ten okazałby bezwzględną wielkość i udowodnił, że można powstać jak feniks z popiołów, że zwykłą ludzką małość i słabość można przekuć w wiekopomną siłę, dzięki której człowiek oddany złu, potrafi to zło odrzucić i stanąć w obliczu Prawdy. A jak wiadomo, to właśnie Prawda nas wyzwala!  Za Naród nie mam zamiaru się wypowiadać i nie wiem może tak, a może nie. Niezbadane są reakcje, czytaj wyroki tłumów.

0


 

Ta teoria ma jednak jedna podstawową wadę. Otóż zakłada ona a priori, że Lech Wałęsa po 1976 roku starał się urwać z esbeckiej smyczy i swoją agenturalną przeszłość postanowił  odkreślić tzw. –  nomen omen – grubą kreską. Tylko, spoglądając na życiorys Lecha Wałęsy po 1976 roku, nie widać niestety tej grubej kreski. Otoczony cały czas przez agentów i donosicieli, których najczęściej sam sobie dobierał, a to oznacza, że uzgadniał to z resortowymi wspólnie i w porozumieniu, vide księża Jankowski i Cebula, Mieczysław Wachowski (kto nie z Mieciem, tego zmieciem) czy Zbigniew Grzegorowski opisany ostatnio przez Sławomira Cenckiewicza funkcjonariusz gdańskiej SB, który od II połowy lat 80. XX w. nie odstępował naszego noblisty a on jego. Niestety, z perspektywy czasu widać, że Bolek nigdy nie urwał sie Kiszczakowi ze smyczy i ręka w rękę, od chwili skoku (z motorówki) przez najsłynniejszy płot świata w gdańskiej stoczni, kroczyli do okrągłego stołu i dalej w dżunglę III RP. I co miał niby Bolek powiedzieć Narodowi? Narodzie, donosiłem na kumpli w latach 70.! Narodzie, wybacz! Taka deklaracja musiałaby spowodować przejście Bolka do, niewielkiego wówczas,  obozu kontestatorów porozumień okrągłego stołu i być może upadek kiszczakowo-jaruzelskiej koncepcji III RP. A przecież nie jest wykluczone, że tylko ta myślozbrodnia, że można przyznać się do kolaboracji i współpracy sprowadziłaby na Polanki seryjnego samobójcę. Gra toczyła się o zbyt wysoka stawkę i Lech Wałęsa, nawet jeśli przestał w 1976 roku kwitować od SB „wygrane w totolotka“ , to cyrograf, który podpisał wiele lat wcześniej, nie przestał obowiązywać a i profity materialne zaczynały być nieporównywalnie większe niż ubecki żołd z lat siedemdziesiątych. Nikt chyba dzisiaj nie ma wątpliwości, że motywacje „niepodległościowe“ i „opozycyjne“ Lecha miały wyłącznie charakter finansowy. To była kariera znaczona judaszowymi srebrnikami. Pamiętacie rozmowę z bratem w Arłamowie, tej bieszczadzkiej świątyni dumania, w której to podobno Bolek nie dał się złamać ubecji, pijąc gorzałę na umór z kiszczakowymi siepaczami.  Kariera w Solidarności znaczona była poważnymi dochodami, legalnymi i ukrytymi. Nagroda Nobla? Też wpadło parę groszy a i działka dla resortowych na pewno się znalazła. Okrągły stół ustawiał Bolka oraz jego dzieci i wnuki na lata. I udało się. Dzisiaj „pan prezydent“ może sobie jechać do Chicago razem z firma Cinkciarz.pl i popijać, pewnie już tylko sok pomarańczowy z Mieciem Wachowskim. Nie te lata, trzeba było już wódeczkę odstawić. Ale w sprawie wódeczki oczywiście mogę się mylić.

Jeśli zatem ktoś uważa, że gdyby Wałęsa przyznał się do „błędów młodości“, to odkupiłby winy, opowiada jakieś niebywałe androny. W tej partii  w ogóle nie było miejsca na takie idealizmy. Tylko zimna kalkulacja, wielkie gratyfikacje materialne i gwarancja dożycia późnej starości dla beneficjentów tego rozdania. I właściwie się udało. Wałęsa dożywa w luksusie swoich dni, Kiszczak z Jaruzelskim w zasadzie nie niepokojeni, z uśmiechem na licach, konsumowali owoce okrągłego stołu a Donald Tusk w Brukseli liczy dudki na koncie. Tłum kombinatorów i oportunistów także pozamiatał trochę okruchów, które spadły z „pańskiego, okrągłego stołu“ III RP. O wyrzutach sumienia nie ma mowy!

I Bolek miał to niby przekreślić w imię ekspiacji.

Wolne żarty!

Inne zapisy autora:

0

Maciej Rysiewicz
Maciej Rysiewicz http://www.gorliceiokolice.eu

Dziennikarz i wydawca. Twórca portali "Bobowa Od-Nowa" i "Gorlice i Okolice" w powiecie gorlickim (www.gorliceiokolice.eu). Zastępca redaktora naczelnego portalu "3obieg". Redaktor naczelny portalu "Zdrowie za Zdrowie". W latach 2004-2013 wydawca i redaktor naczelny czasopism "Kalendarz Pszczelarza" i "Przegląd Pszczelarski". Autor książek "Ule i pasieki w Polsce" i "Krynica Zdrój - miasto, ludzie, okolice". Właściciel Wydawnictwa WILCZYSKA (www.wilczyska.eu). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

628 publikacje
270 komentarze
 

  1. Avatar Anka, czasami mężowska Andzia

    Dobre podsumowanie.

    0
  2. pablo3 pablo3

    no tak, tylko przyjmujac ten tok rozumowania, to wlasciwie Solidarnosc, jako ruch porywajacy narod, staje sie rowniez chichotem losu i historii. poza tym tyle kazdy wiedzial, ze na czolowych stanowiskach w Polsce, czy nawet tych lokalnych, i tak siedza dalej esbecy. zreszta najpredzej z “piekna” kariera w Solidarnosci. myslicie, ze w PiS nie ma SB-ekow? sa i to bardzo wysoko. i to jest w tym wszystkim najbardziej zabawne.

    0
    • Drogi pablo3! Solidarność nie stanie się rechotem historii z jednego powodu: niespotykanej masowości tego ruchu. I nie zmieni tego faktu 100 tysięcy zarejestrowanych w aktach SB donosicieli, kilkudziesięciu TW a może więcej, uczestniczących w obradach I Krajowego Zjazdu Delegatów, Bolek, Ketman et consortes. Z faktu, że miliony Polaków autentycznie pozostających z dala od SB i PZPR, zostało perfidnie oszukanych, nie znaczy, że teraz Historia ma z nich rechotać. Myślę, że przeczytałeś dzisiaj opublikowany na tej stronie list Janka Kelusa. Ta deklaracja i taka postawa, to jest prawdziwe zwycięstwo Solidarności. A droga Bolka dowodzi, że wystrychnięto nas na dudków i nic poza tym. I dowodzi jeszcze, że byliśmy w tym starciu wtedy bez szans.
      Sprawa druga. Oczywiście, że w PiS-ie są SB-ecy. Tylko, to jest znacznie mniejsza skala, raczej incydentalna, w myśl niezwykle cennego hasła, które wykrzykuje lud na manifestacjach ulicznych: Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą. Układ, w którym Kiszczakowi potrzebny był Bolek, żeby zbudować III RP jak widać minął. A czy uda się, żeby rechot Historii odesłał do lamusa PRL bis, tak jak funkcjonariusza tego systemu Bronka “Na Mazury macać kury”, to się okaże. Tli się nadzieja!!!

      0
      • Avatar TKor

        Panie Macieju,

        Ja jednak preferuję doświadczenie osobiste w takich sprawach (o ile możliwym jest je mieć).
        W 1980 mój ojciec pracował w pewnym zakładzie pracy – kilkadziesiąt osób zatrudnionych. Był tam magazynierem oraz obsługiwał stację paliw. Gdy wybuchła Solidarność nie zapisał się do niej z jednego powodu – powiedział, że nie może się zapisać do czegoś takiego gdy znaleźli się tam jako pierwsi wszyscy partyjniacy (na czele z przewodniczącym organizacji partyjnej) z jego zakładu pracy.
        Mojej mamy sytuacja była identyczna – to samo się stało w szkole, w której pracowała.
        Dopiero po jakimś czasie okazało się, że nie wszędzie tak jest i poprzez szerokie kontakty (z powodu tej stacji paliw) ojciec poznał wielu wspaniałych i rzeczywistych solidarnościowców. Jednak ogólna niechęć pozostała i nigdy się do Solidarności nie zapisał.
        Sprawa skończyła się jednak nie najlepiej – w 1982 musiał odejść z pracy gdy przewodniczący Solidarności (a wcześniej przewodniczący organizacji partyjnej) znowu stał się przewodniczącym organizacji partyjnej i nie mógł znieść uwag o jego przeskakiwaniu tu i tam.

        To taka trochę smutna opowieść

        Pozdrawiam

        0
  3. Avatar TKor

    Ja tylko w kwestii formalnej – tej “wódeczki”.
    Wiek nie jest taką znowu przeszkodą – dziadek mojej żony wódeczkę odstawił w wieku 97 lat, a miodkiem i winem raczył się do 102, kiedy to (przedwcześnie) mu się zmarło.
    Może to tryb życia jednak, a nie wiek?

    Pozdrawiam

    0
  4. pablo3 pablo3

    oby mial Pan racje, Panie Macieju. naprawde chce w to wierzyc. ale zachodzi kolejne pytanie. czy kolejnym krokiem powinna byc konfiskata majatkow, za te grabieze, dokonane szczegolnie w latach 90-tych? dlaczego, podatnicy-obywatele, maja wciaz ponosic glowny ciezar transformacji? otworzylismy puszke pandory (teczki), powiedzilismy A, to powiedzmy B i rozliczmy najwiekszych cwaniakow i hohsztaplerow, ktorzy dorobili sie na naszym garbie. co mi (nam) po tym, ze teraz wiemy, kimi byli. jak wiemy kim byli i co robili, to konfiskujmy zagrabiony majatek.

    0
  5. Avatar Piotr-Pierre

    Chcialem juz skomentowac ten tekst. Napisałem, skasowalem. Spróbuję tylko kilka słow nspisac jednak, to nie jest latwe. Wsród milionów ludzi, zwiazanych wtedy z “panną S.” była większość uczciwych, wierzących głęboko w calkowite ZWYCIÉSTWO nad tymi, którzy z obcego nadania uzurpowali sobie wladzę nad nami Pamiętacie moze slynny plakat-kalendarz z ciemnymi, ponurymi murami Kremla, jakby “wiszacymi” nad nami wszystkimi? Tak wtedy było w PRL…

    Byla ogromna szansa na zwycięstwo, Panie Macieju. Ale zwycięża się nie negocjacjami. Wygrywa się (lub przegrywa wszystko) jedynie w WALCE.

    P.

    0
  6. Avatar Marek M

    Jak łatwo jest dzisiaj się wymądrzać.
    Jak łatwo jest dzisiaj oceniać i dołować wszystkich.
    Dlaczego wielmożny pan Rysiewicz wtedy nie porwał tłumów zanim poszły one za Wałęsą?
    Dzisiaj wszyscy wiedzą jak wtedy powinno było się wyzwalać z żelaznego uścisku komuny i wielkiego brata. Nawet szanowny autor.
    Czy ktoś jeszcze pamięta jak wtedy wyglądała rzeczywistość?

    0
    • Avatar gniew

      Panie Marku M – NIE piernicz Pan głupot, chyba że był Pan takim mniejszym BOLKIEM ???
      Czyny zdrajców zawsze tłumaczone są ciężkimi czasami…. A ci co nie zdradzili to mieli lekko … ???.

      0
    • przestan pan marudzic Marek M. bylo nas wielu, przetrzymywanych w wiezieniach, skazanych, bitych, przesladowanych wraz z rodzinami, pozbytych pracy , i wygnanym z kraju tylko dlatego ze sie nie zeszmaciismy tak jak, bolki,michniki i inne szuje. ciezka chwila nie da sie wytlumaczyc zdrady. ja jadac dzis do Polski nie musze unikac ludzi ktorzy mi wtedy ufali, nie musze sie tlumaczyc i wstydzic. spotykam sie tam z ludzmi z podniesiona wysoko glowa.

      0
  7. Avatar Piotr-Pierre

    Przeczytajcie Panowie tu artykul o Kazimierzu Szołochu. Tak bylo i w poczatku lat 80-tych. Powtarzam, wbrew wyobrazerniom ludzi mlodych dziś to byla zawsze SAMOTNA wojna, walka o przeżycie kazdego dnia, podróze w kolejowych wychodkach, stałe szukanie miejsc, gdzie daloby się zarobić chocby kilkanascie zlotych na podstawowe potrzeby. Organizacje opozycyjne wtedy, wlasny dom, spokój to byly malo realne marzenia kazdego opozycjonisty.
    Wytrzymalosc, odporność, wierność wasnym ideom to nie byl jak dzis w polityce publiczny gest. To byla wlasna zaciętość, upór, oraz NADZIEJA, ze przyjdzie dzień gdy jako zwyciężcy juz razem wezmiemy wszystko i zaplacimy przesladowcom za swój los.
    Historia 1988-1989 pokazala ze byla to nadzieja plonna… Komuniści pozostali BEZKARNI.

    Kto im w tym pomógł?.

    0
  8. Pingback: Magdalena Fitas-Dukaczewska, długie ramię WSI, u boku „Bolka“ w Caracas | W y s z p e r a n e

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816