POLSKA
Like

Czyżby zmiana losów świata?

18/08/2021
278 Wyświetlenia
1 Komentarze
14 minut czytania
no-cover

Andrzej Owsiński Czyżby zmiana losów świata? Stało się. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone zostały wyprzedzone w totalnym produkcie liczonym w PKB. Wprawdzie, jak dotąd, w rewaloryzowanej jego wielkości, ale od tego już tylko krok do nominalnej. Nie wyprzedziła ich UE, która nie ukrywała takich ambicji, ale Chiny, a to już zupełnie inna kategoria. Sprawa uszła uwagi w świetle klęski afgańskiej, a przecież dla przyszłości świata ma dużo większe znaczenie. Wojna o dominację gospodarczą świata, którą podjął Trump została chyba już przegrana przez jego następcę. Nie ma w tej chwili siły na świecie która jest w stanie powstrzymać Chiny od stałego zwiększania nacisku na przyjęcie ich warunków uczestnictwa w międzynarodowym rynku. Po kapitulacji USA mogła by to zrobić UE, ale jej […]

0


Andrzej Owsiński

Czyżby zmiana losów świata?

Stało się. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone zostały wyprzedzone w totalnym produkcie liczonym w PKB. Wprawdzie, jak dotąd, w rewaloryzowanej jego wielkości, ale od tego już tylko krok do nominalnej. Nie wyprzedziła ich UE, która nie ukrywała takich ambicji, ale Chiny, a to już zupełnie inna kategoria. Sprawa uszła uwagi w świetle klęski afgańskiej, a przecież dla przyszłości świata ma dużo większe znaczenie.

Wojna o dominację gospodarczą świata, którą podjął Trump została chyba już przegrana przez jego następcę. Nie ma w tej chwili siły na świecie która jest w stanie powstrzymać Chiny od stałego zwiększania nacisku na przyjęcie ich warunków uczestnictwa w międzynarodowym rynku.

Po kapitulacji USA mogła by to zrobić UE, ale jej działania pod dyktando niemieckie ograniczają się do umacniania przeciwstawnego amerykańskiej koncepcji układu niemiecko-rosyjskiego. W tej chwili znajdujemy się w Europie w fazie intensywnego niszczenia całego dorobku naszej kultury na rzecz łatwej do sterowania bezwolnej masy. Nie ma zatem komu przeciwstawić się aktywnemu najazdowi azjatyckiemu.

Symbolem klęski amerykańskiej jest Afganistan, który już dawno był przegrany, tylko odwlekano wykonanie wyroku. Po co Amerykanom był potrzebny Afganistan? Nikt zapewne nie jest w stanie odpowiedzieć, chyba że uznano za możliwe stworzenie w tym kraju miejsca dozoru rozwoju sytuacji w Iranie. Były to marzenia ściętej głowy, możliwe że podsycane przez Izrael, który nie ponosił żadnych kosztów ani ryzyka przedsięwzięcia. Okazało się, że olbrzymie koszty, szacowane nawet na blisko 3 biliony dolarów i tysiące ofiar amerykańskich żołnierzy wpakowano w z góry przegrany interes. Cui bono?

Sytuacja przypomina nieco Wietnam, łącznie z ewakuacją, a raczej paniczną, bezładną ucieczką z Sajgonu. I w tym przypadku hańba i utrata prestiżu jest znacznie większa niż realna strata.

Z kolei Rosja nie ma co się cieszyć z amerykańskiej klęski, gdyż w efekcie dostaje podrzutka, który może zrobić jej podobny numer, destabilizując przynamniej sytuację na rosyjskim bliskowschodnim pograniczu.

Zarówno Amerykanie jak i Rosjanie ponieśli na bliskim wschodzie dotkliwą porażkę, nie udało się im żadnego z tych krajów, włączając w to północną Afrykę, przerobić na własną modłę 

Niezależnie od poniesionych strat, okazało się że Bliski Wschód, a nawet cały świat muzułmański to peryferie głównego nurtu światowej polityki. Dopóki “nafta rządziła światem”  można było mówić o wadze krajów Opec, ale i to już odchodzi do przeszłości. Poszukując taniego dostawcy dóbr przemysłowych wyhodowano sobie znacznie większe zagrożenie, bo przez długie lata utajone w pokornej postawie gotowego na wszelkie usługi nadwornego dostawcy. Dla Sowietów z kolei był to uczeń uznający wyższość swojego sąsiada i mentora.

Z osobistych zetknięć z Chińczykami współpracującymi i uczącymi się gospodarki morskiej w Polsce, mogłem stwierdzić ich pokorną postawę wobec wiedzy, a także pilność w jej przyswajaniu. Wszystkie zabiegi o nadrobienie zaległości w rozwoju Chin wydawały się niegroźne do czasu wejścia ich na drogę światowej wymiany. Z posłusznych wykonawców najprostszych elementów przerodzili się w krótkim czasie w monopolistów dostaw produktów wytwarzanych już całkowicie w chińskich fabrykach i na podstawie chińskich projektów.

Poszli drogą japońskich doświadczeń, ale na skalę obejmującą cały świat, wyparli skutecznie zachód z Afryki, to samo czyniąc z Azją. Ze względu na totalitarne rządy z każdej transakcji potrafią wyciągnąć korzyści polityczne znacznie skuteczniej niż Putin z nafty i gazu. Europę urabiają “jedwabnym szlakiem”, zmierzającym do uzależnienia jej i obezwładnienia.

Groźnym zjawiskiem są największe na świecie chińskie rezerwy walutowe, które mogą być w każdej chwili uruchomione dla opanowania określonych regionów. Najwyraźniejszym objawem stanu zagrożenia jest postawa Australii, skazanej na samotną konfrontację z chińskim imperium. Stara się zatem dostosować do ich wymagań, licząc na tolerancję. Niestety, doświadczenia z sąsiadami, a szczególnie z przejętym Hong Kongiem wskazują na tendencje do bezwzględnego podporządkowania pekińskiemu reżymowi. Obawiam się że to nie jest jeszcze prawdziwe oblicze chińskiego smoka, które ukaże się dopiero wtedy kiedy będzie za późno na jakikolwiek opór.

Chińczycy ścielą sobie drogę ekspansji przez zaangażowanie potężnego lobby promującego import z Chin. Ze względu na wysokość marż handlowych w chińskim obrocie takie lobby rozporządza odpowiednimi środkami na “przekonanie” wszelkich władz. Siła argumentacji pieniądza jest nie do przebicia.

Z pewnych względów sprawę afgańską można potraktować jako parawan dla działań mniej spektakularnych, ale za to znacznie bardziej skutecznych. Widok kontenerowca w porcie gdyńskim załadowanego “chińszczyzną” jest mniej efektowny aniżeli widok lotniska w Kabulu z ludźmi blokującymi samoloty i nawet ginącymi, jednakże dla naszej przyszłości ten pierwszy ma nieporównywalnie większe znaczenie. Już dziś bez tych dostaw przemysł ulokowany w Polsce nie może spełnić swojej roli dostawcy dla niemieckiego eksportu.

Jesteśmy zatem w klinczu, nie możemy rezygnować z chińskich dostaw bez ryzyka utraty własnej zdolności wytwórczej. W podobnej sytuacji znajduje się większość gospodarki zachodu.

Wyjście jest tylko jedno: stopniowe uwalnianie się od chińskich dostaw. Na to jednak potrzebne są zapory, blokujące chiński zalew. Tradycyjnym sposobem jest wprowadzanie wysokich ceł, względnie dotacje dla własnych, droższych wytwórców. Można też ustanowić limity dostawcze w celu stworzenia warunków dla prowadzenia własnej produkcji.

Wszystko to już było i nie wypaliło, wydaje się jednak, że nie sięgnięto do broni skuteczniejszej, a mianowicie zmuszenia chińskich przedsiębiorców do bardziej godziwego opłacania wykonywanej dla nich pracy. Warunki GATT wyraźnie zabraniają międzynarodowego obrotu towarami będącymi rezultatami nieopłaconej pracy. Takie posunięcie umożliwi wyrównanie warunków konkurencji i pozbawi zarówno władze chińskie jak i prochińskiego lobby środków na forsowanie eksportu.

To wszystko można zrobić, tylko trzeba chcieć, niestety parszywa władza, zarówno w UE jak i w USA zna tylko agresywność w stosunku do oponentów we własnych krajach i kapitulację przed każdym napastnikiem zewnętrznym. Przede wszystkim zaś usłużność wobec zamachu ze strony nihilistów na resztki, jakie pozostały po siłach obronnych.

Właściwie sytuacja wygląda beznadziejnie, wskazując wyraźnie na upadek naszej kultury na rzecz przemocy, której drogę toruje dywersja wewnętrzna. Główny problem bowiem nie polega na groźbie chińskiego władania światem, ale na braku wewnętrznej odporności na oczywistą dywersję. Ironia losu powoduje, że sprawcy tej dywersji, przekonani o sukcesie swoich niszczycielskich poczynań, padną pierwsi ofiarą ordynarnej przemocy, wykorzystującej słabość i bezbronność zdemoralizowanych społeczeństw.

Pewnie chętnie skorzystaliby z takiej okazji przedstawiciele wojującego islamu, ale mają zbyt ograniczone możliwości, nie mówiąc już o ich własnych wewnętrznych kłopotach. Zupełnie inaczej wygląda to w wydaniu chińskim, które po utorowaniu drogi przez opanowanie gospodarcze, będzie w stanie zastosować wszelkie inne środki dla ostatecznego opanowania świata upadłej kultury.

Nie wiemy jak będzie wyglądał świat, urządzany przez Chińczyków, możemy jednak sobie go wyobrazić na podstawie obserwacji współczesnych dokonań. Po pierwsze, władze chińskie nie liczą się z istniejącym stanem opanowanych krajów, zmuszają je do przyjmowania chińskich reguł będących mieszaniną programu komunistycznego z metodami najdzikszego kapitalistycznego wyzysku. Na tym budują swoją potęgę wymagając bezwzględnego posłuszeństwa.

W ślad za panowaniem gospodarczym idzie panowanie polityczne, jesteśmy czasowo i merytorycznie zbliżeni do sytuacji z anegdoty sprzed czterdziestu lat o spotkaniu Breżniewa z Reaganem, kiedy wybrali się na spacer, spotkali katarynkę z papugą wróżbiarką. Postanowili zapytać o los ich krajów za pół wieku; pierwszy sięgnął po los Reagan i rozwinąwszy zwitek papieru odczytał z kwaśną miną “socjalizm”. Zadowolony Breżniew pociągnął własny los, ale nie odczytał, Reagan zwrócił mu uwagę, że przecież amerykański los został odczytany. Na to Breżniew: „nie mogę odczytać bo to po chińsku”. No i co? Daleko jesteśmy od spełnienia tej wróżby?

Czy ktoś współcześnie wyobraził sobie Chiny w Rosji i jakie to będzie miało skutki dla Europy? Cieszę się z coraz liczniejszej gromadki prawnuków, ale jaki będzie ich los jeżeli historia będzie toczyć tym samym torem co dziś? Kto będzie bronił Europy przed chińskim zalewem, skoro zostaną zlikwidowane wszelkie zdolności stawiania oporu, a jedynym wyjściem będzie powtórka Sajgonu i Kabulu? Niech się nad tym zastanowią wszyscy ci, którzy z taką zawziętością zwalczają jedyną siłę zdolną do obrony, czyli europejską tradycję chrześcijańską, a której koronnym przedstawicielem, (jeszcze istniejącym!) jest katolicka Polska. 

W moim przekonaniu jest jeszcze szansa na obronę przed taką perspektywą, jednakże pod warunkiem całkowitej zmiany układu międzynarodowego. Po pierwsze, niezbędne jest stworzenie silnego bloku gospodarczego Europy z Ameryką, po wtóre – natychmiastowa rezygnacja z usiłowań tworzenia europejskiego superpaństwa na rzecz szeroko pojętej współpracy z krajami całej Europy. Niezbędna jest zmiana rządów w Rosji, rezygnacja z jej strony z ambicji imperialnych, rozładowania sztucznej federacji i tworzenia wspólnie z Europą nowej Rosji, według wskazań podjętych przez rząd tymczasowy z 1917 roku, przy uwzględnieniu różnic położenia, czyli po prostu – przekształcenia Rosji w normalny kraj. W ten sposób zorganizowany blok amerykańsko-europejski miałby szanse na obronę nie tylko naszej kultury, ale na dalszą egzystencję “białego człowieka”.

Wszystko to jest możliwe, ale wymaga w pierwszej kolejności uświadomienia Europejczyków i Amerykanów o rzeczywistym stanie spraw i o prawdziwej grozie współczesności.

0

Andrzej Owsinski

793 publikacje
0 komentarze
 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758