POLSKA
Like

Czy Niemcy nam mogą zabrać Gdańsk?

09/07/2020
524 Wyświetlenia
0 Komentarze
14 minut czytania
Czy Niemcy nam mogą zabrać Gdańsk?

Andrzej Owsiński   Czy Niemcy mogą nam zabrać Gdańsk?   Do mojego wpisu na temat „listów Putina” otrzymałem komentarz powołujący się na głoszone zagrożenie zaboru Gdańska przez Niemcy jako konsekwencji zwrotu Niemcom Królewca, w dodatku mielibyśmy stracić też Mazury i Warmię. Oznaczałoby to odbudowę Prus Książęcych jako państwa czy też czegoś w rodzaju państwa jakim na początku swych dziejów w czasie hołdu pruskiego było sekularyzowane władztwo krzyżackie. Powstaje pytanie: – kto i po co miałby tego dokonać? Niemcom taka „zdobycz” do niczego nie jest potrzebna, plącze ich tylko w potężny bagaż problemów i wydatków. Mają w tym względzie jak najgorsze doświadczenia z byłym NRD, a sytuacja w samych Niemczech nie jest najlepsza, poza stratami z racji epidemii, dochodzą kłopoty z […]

0


Andrzej Owsiński

 

Czy Niemcy mogą nam zabrać Gdańsk?

 

Do mojego wpisu na temat „listów Putina” otrzymałem komentarz powołujący się na głoszone zagrożenie zaboru Gdańska przez Niemcy jako konsekwencji zwrotu Niemcom Królewca, w dodatku mielibyśmy stracić też Mazury i Warmię.

Oznaczałoby to odbudowę Prus Książęcych jako państwa czy też czegoś w rodzaju państwa jakim na początku swych dziejów w czasie hołdu pruskiego było sekularyzowane władztwo krzyżackie.

Powstaje pytanie: – kto i po co miałby tego dokonać?

Niemcom taka „zdobycz” do niczego nie jest potrzebna, plącze ich tylko w potężny bagaż problemów i wydatków.

Mają w tym względzie jak najgorsze doświadczenia z byłym NRD, a sytuacja w samych Niemczech nie jest najlepsza, poza stratami z racji epidemii, dochodzą kłopoty z imigrantami i wyludnianiem wschodnich landów z rodzimą pani Merkel Meklemburgią na czele.

 

Jeżeli chodzi pretensje terytorialne do Polski to dotyczą one raczej naszych województw zachodnich: zachodniopomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego.

Z tego co się w Niemczech dzieje te pretensje zgłaszane głównie przez „wypędzonych” ostatnio bardzo przygasły, a bardziej realny kształt miały w odniesieniu do samego Szczecina i to za uprawiającej zawodowo „freundschaft” NRD, w czym mieli poparcie samego Chruszczowa.

Pamiętam jak któregoś dnia pod koniec lat pięćdziesiątych sekretarka zakomunikowała mi że czeka na przyjęcie pan Drapich.

Dla mnie był to rzeczywiście „pan” nie tyle po nazwisku ile po imieniu Wit, ale dla większości był to „towarzysz” – sekretarz ekonomiczny KW w Szczecinie, członek regularny KC i poseł na sejm.

Byłem wtedy członkiem ekipy „bezpartyjnych fachowców” ze Stanisławem Darskim jako ministrem Żeglugi na czele powołanej w wyniku październikowego buntu marynarzy w 1956 roku. Nasze urzędowanie wprawdzie było niedługie bo po 1960 roku już nikogo z tej ekipy w ministerstwie nie było, ale zaowocowało przyśpieszonym rozwojem gospodarki morskiej do poziomu, niestety dziś nieosiągalnego zarówno we flocie handlowej jak i  w rybołówstwie morskim które właśnie w tym ministerstwie reprezentowałem.

Pan „towarzysz” Wit był też produktem „października” gdyż na skutek odegrania roli jedynego reprezentanta partii, który mógł pojawiać się na ówczesnych burzliwych wiecach, chociaż był tylko sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej na politechnice szczecińskiej – został awansowany do wymienionych stanowisk.

Z przeszłością akowską i niewyparzonym językiem mógł zrobić karierę tylko w takich okolicznościach. Zresztą jak się okazało dość krótką z racji tego języka.

Oświadczył mi bowiem że szuka posady, co początkowo wziąłem za dowcip, ale okazało się że w ciągu jednego dnia przestał zajmować wszystkie dygnitarskie stanowiska.

Cóż było powodem tak brutalnego potraktowania?

Otóż w Szczecinie zjawiła się delegacja „bratniej” partii z NRD, która wyraziła żal że Polska ma trzy wielkie porty, a NRD, „kraj suwerenny” nie ma żadnego i właściwie to Szczecin jako „port Berlina” powinien się znaleźć w NRD.

Na to im Drapich odpowiedział: „drodzy towarzysze niemieccy przyjmijcie do wiadomości że próba odebrania Polsce Szczecina oznacza wojnę, tylko że po tej wojnie to granica nie będzie na Odrze, ale na Łabie”.

„Drodzy towarzysze niemieccy” natychmiast polecieli ze skargą do Moskwy na polskiego szowinistę i zaborcę. Skutek był natychmiastowy, Moskwa jak w każdej sprawie stanęła po stronie przeciwnej Polsce i zażądała usunięcia polskiego nacjonalisty. Zostało to skwapliwie wykonane.

 

Dzisiaj solidarność niemiecko rosyjska dostarcza co chwilę dowodów, chociaż może nie tak gwałtownych, ale niewątpliwie skierowanych przeciwko Polsce.

Nie sądzę jednak że Rosja Putina posunęłaby się aż tak daleko żeby oferować Niemcom Królewiec wraz z polskimi „Niderlandami”.

Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał od efektywności planu Trumpa degradacji roli Rosji z racji radykalnego obniżenia cen surowców.

W przypadku powodzenia tego planu Rosja, nie wykluczone że z innym kierownictwem, będzie skłonna do rezygnacji z agresywnych zamierzeń na rzecz ratowania substancji narodowej.

 

Wszystkie rozważania na tematy geopolityczne należy chyba odłożyć na czas po pandemii, wytworzy się wówczas niezależnie od ludzkich zamierzeń nowy układ sił i wzajemnych stosunków.

Obawiam się że straty w gospodarce światowej będą większe od przewidywanych obecnie, odbudowa i przekonfigurowanie istniejących dotąd powiązań i zależności pochłonie sporo czasu. Kto z tego wyjdzie zwycięsko, a kto polegnie, trudno przewidywać. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń wiemy że gospodarka amerykańska ma kolosalną przewagę nad europejską w dziedzinie szybkiego nadrabiania strat. Niewiadomą pozostaną jednak państwa dalekiego wschodu.

Pozostałe czeka jednak długa droga do wejścia na światowy rynek.

Z przeżytej zarazy będą jednak skutki społeczne, a szczególnie nastawienie do organizacji życia ludzkiego. Przede wszystkim rewizja dotychczasowego trybu życia i organizacji pracy, pociągnie to za sobą zmiany w zapotrzebowaniu na dobra materialne, ale też i refleksja nad metodami wychowania, kształcenia i układanie stosunków międzyludzkich.

Jak daleko te zmiany się posuną? Dziś za wcześnie żeby to określić, ale trzeba się z tym liczyć i to nie tylko ze względu na same straty, ale głównie z powodu  zastosowanych metod ochronnych zaburzających silnie dotychczasowy tryb życia.

 

Ten stan rzeczy wpłynie zapewne na zmiany w politycznych układach międzynarodowych, a między innymi w Europie, a szczególnie w jej geograficznym centrum.

Jak na razie dyktującym ośrodkiem europejskiej polityki są Niemcy, ale już przed pandemią ich pozycja wyraźnie osłabła zarówno ze względu na niepowodzenia narzuconych przez nich rozwiązań jak i za sprawą aktywności amerykańskiej. Skutki tej pandemii mogą wpłynąć na pogorszenie położenia Niemiec zbyt mocno uzależnionych od eksportu.

W rezultacie będą musiały ograniczyć wybujałe dążenia do panowania w Europie.

Niezależnie jednak od wszystkich ewentualnych zmian wynikających z działania czynników zewnętrznych nie można zaniedbywać własnych starań o obronę polskich spraw wykorzystując do tego zarówno NATO jak UE.

Domaganie się zrównania praw członkowskich w obu tych organizacjach musi iść w parze z umacnianiem naszej pozycji gospodarczej i politycznej.

Do tego celu potrzebne jest solidarne współdziałanie wszystkich elementów władzy w Polsce, a stworzenie stanu świadomości że nie da się dokonać destrukcyjnego podziału wpływów w polskich ośrodkach rządzących, zmusi do rewizji hegemonistycznych, a nawet zaborczych planów wobec Polski.

 

Rozważania na ten temat wskazują wyraźnie na nasze słabości w zestawieniu z potencjalnymi możliwościami naszych sąsiadów.

Przed wojną Niemcy były najpotężniejszym krajem Europy nie pod względem militarnym, bo i Sowiety i Francja je przewyższały, ale pod względem dorobku gospodarczego. Miały bowiem wartość połączonej produkcji rolnej, górniczej i przemysłowej w skali rocznej 115 mld zł. podczas gdy następne w kolejce Francja i Wk Brytania miały zaledwie po siedemdziesiąt kilka miliardów.

Dzisiaj sytuacja jest podobna, niemiecki dorobek to blisko 4 biliony dolarów PKB rocznie, a Francji i Wk Brytanii po około 2,8 biliona  nie mówiąc już o rosyjskim w granicach 1,6 biliona dolarów.

Z tego rachunku wynikałoby że to Niemcy dyktują warunki całej Europie, jest jednak pewna korekta na rosyjską przewagę militarną, bo już wyraźnie zmniejszoną przewagą ludnościową przy stałym, znacznym spadku stanu zaludnienia Rosji.

Jeżeli jednak w wyniku pandemii zostaną w równie poważnej skali osłabione Niemcy wówczas może pojawić się szansa na zmiany układu europejskiego.

Nie liczyłbym jednak na to kładąc nacisk na zmniejszenie zbyt wielkiej różnicy w potencjale gospodarczym między Niemcami i Polską.

Przed wojną w porównywalnej wytwórczości Niemcy miały przewagę 115 mld zł. w stosunku do polskich 19 mld. zł. produktu materialnego.

Współcześnie nominalnie to jest relacja 4 bln $ PKB niemieckiego do 0,6 bln $ PKB Polski, czyli podobna jak przed wojną. Wprawdzie GUS wyliczył że w parytecie siły nabywczej wygląda to korzystniej dla Polski gdyż jest 4,1 bln do 1,1 bln, czyli z około 15 % gospodarki niemieckiej wznieśliśmy się do około 25%, podobnie chyba było i przed wojną.

Różnica polega na tym że przed wojną byliśmy zdecydowanie krajem rolniczym, a obecnie przemysłowym, a zatem dystans jest stanowczo zbyt wielki.

Żeby móc realnie zająć samodzielne stanowisko, skuteczne w obronie naszych spraw, powinniśmy sięgać do poziomu 40% niemieckiej gospodarki.

Wówczas będziemy mogli stawać jako równorzędny partner w europejskiej rozgrywce.

A taka rozgrywka czeka nas w najbliższym czasie z wielu względów, a przede wszystkim życiowej potrzeby zmiany położenia europy w światowym rankingu.

W szybkim tempie ucieka nam świat, a UE służąc jedynie egoistycznym celom gospodarki niemieckiej, a szczególnie jej praktycznie monopolistycznej pozycji w europejskim udziale w światowym eksporcie, – pozostaje wyraźnie w tyle.

Tempo rozwoju europejskiej gospodarki i jej udział w światowej wymianie musi się stanowczo zwiększyć, wymaga to usunięcia wielu przeszkód z niekorzystnymi relacjami w wymianie z dalekim wschodem i strefą rosyjską na czele.

Dla Polski i wielu poszkodowanych obecnymi stosunkami krajów unijnych jest to szansa na odrobienie strat i wyrównanie parytetów z europejską czołówką.

 

Są to podstawowe zagadnienia naszego bytu narodowego, całkowicie pominięte w debacie przed prezydenckimi wyborami na rzecz spraw nie tyle drugorzędnych co zupełnie marginalnych, albo absolutnie nie nadających się do prezentowania w kampanii wyborczej.

Zachodzi realna obawa że właśnie w interesie europejskiego hegemona nadaje się taki charakter dyskusji wyborczej, ażeby uniknąć prawdziwej oceny naszego położenia i priorytetu zadań dla całej organizacji władzy w Polsce i w innych krajach europejskich.

 

Siła obrony naszych spraw i nie tylko naszych, będzie polegała na dobrej administracji, wydajnej gospodarce, prężnej zdolności obrony kraju i solidarnej postawie narodu w sprawach jego wolności i suwerenności, a przede wszystkim na jego sile moralnej i pewności jutra w egzystencji narodu.

Wtedy nie będą nam straszne jakiekolwiek próby dokonywania zamachu na nasz stan posiadania nie tylko ze względu na naszą siłę, ale też i na wzrost naszej zdolności do organizowania realnego układu międzynarodowego broniącego wspólnych spraw.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

671 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816