POLSKA
Like

Budowanie państwa europejskiego

13/12/2021
250 Wyświetlenia
2 Komentarze
14 minut czytania
Budowanie państwa europejskiego

Andrzej Owsiński Budowanie państwa europejskiego Kiedy przed trzydziestu laty zostałem zaproszony na zgromadzenie, jeszcze wówczas istniejącej frakcji chrześcijańsko-demokratycznej parlamentu europejskiego, natrafiłem na wojnę dwóch największych jej członków: CDU/CSU z włoską chrześcijańską demokracją. Głównym powodem tej wojny było forsowanie przez Niemców wspólnej waluty EWG, która miała zastąpić rozliczeniowe ecu już jako pieniądz obiegowy. Włosi uważali, że jest to tylko element wstępny do niemieckich zamierzeń tworzenia państwa europejskiego, oczywiście pod niemiecką egidą. Giulio Andreotti w trakcie rozmowy z kierownictwem delegacji włoskiej stwierdził, że dopóki jeszcze działa, to nigdy na to nie pozwoli. Dzisiaj nie ma ani Andreottiego, ani frakcji chrześcijańsko-demokratycznej w europejskim parlamencie, jest natomiast wszechobecna hegemonia niemiecka, budująca z uporem swoje państwo, ciągle jeszcze zwane Unią, chociaż prawdziwą unią nigdy nie […]

0


Andrzej Owsiński

Budowanie państwa europejskiego

Kiedy przed trzydziestu laty zostałem zaproszony na zgromadzenie, jeszcze wówczas istniejącej frakcji chrześcijańsko-demokratycznej parlamentu europejskiego, natrafiłem na wojnę dwóch największych jej członków: CDU/CSU z włoską chrześcijańską demokracją. Głównym powodem tej wojny było forsowanie przez Niemców wspólnej waluty EWG, która miała zastąpić rozliczeniowe ecu już jako pieniądz obiegowy. Włosi uważali, że jest to tylko element wstępny do niemieckich zamierzeń tworzenia państwa europejskiego, oczywiście pod niemiecką egidą. Giulio Andreotti w trakcie rozmowy z kierownictwem delegacji włoskiej stwierdził, że dopóki jeszcze działa, to nigdy na to nie pozwoli.

Dzisiaj nie ma ani Andreottiego, ani frakcji chrześcijańsko-demokratycznej w europejskim parlamencie, jest natomiast wszechobecna hegemonia niemiecka, budująca z uporem swoje państwo, ciągle jeszcze zwane Unią, chociaż prawdziwą unią nigdy nie było.

Forma tego państwa ma być typowo pruska, z dyscypliną sięgającą najdrobniejszych szczegółów życia, nie tylko publicznego, ale nawet prywatnego. Nie trzeba na to żadnej sondy czy referendum, żeby stwierdzić z całą pewnością brak akceptacji ze strony Europejczyków dla takiego państwa.

Co zatem  może liczyć na akceptację?

Po pierwsze, trzeba przyznać, że nie ma żadnego obowiązku tworzenia jakiejkolwiek wspólnoty krajów położonych w Europie, choćby dlatego, iż istnieje kilka innych więzi między państwami aniżeli geografia. Musi zaistnieć jakaś istotna dla życia narodów europejskich przyczyna, skłaniająca je do jednoczenia.

W starożytności była to kultura grecko-rzymska, w średniowieczu obrona wspólnej religii, a w czasach nowożytnych głównie idea rewolucji francuskiej, mimo prób rasowych czy klasowych związków. Jak dotąd budowanie europejskiej wspólnoty na tych przesłankach nie powiodło się. Obecna próba wywodzi się nawet nie z doświadczeń, bardzo bolesnych, Napoleona, a nawet tragicznych Hitlera i Stalina, ale ze strachu przed bolszewizmem, a potem przed amerykańską dominacją gospodarczą. Może to być uzasadnione rzeczowo, lecz dalece niewystarczające dla tworzenia wspólnej organizacji sięgającej w głąb życia poszczególnych krajów.

Historyczna faza rozwojowa krajów europejskich, w jakiej się obecnie znajdujemy, to państwa narodowe. Jest to osiągnięcie najnowszych czasów, którego początki można przypisać rewolucji francuskiej, ale raczej bliższa jest temu “Wiosna Ludów”, czyli niemal połowa XIX wieku. Idea jest dziewiętnastowieczna, ale realizacja niemal wyłącznie dwudziestowieczna.

Wprawdzie trudno uznać, że na tej podstawie powstały państwa narodu szwajcarskiego lub belgijskiego. Jedno z nich powstało nie tyle z więzi, ile różnic religijnych w stosunku do luterańskich Niderlandów, a drugie z umiłowania wolności górali alpejskich posługujących się różnymi językami i wyznającymi różne religie.

W ostatnich czasach mamy już “narody” mołdawski, bośniacko-hercegowiński, północno-macedoński, a nawet kosowski – obdarzone swoimi państwami. W stosunku do stanu z początków wieku XX, kiedy w Europie nie było nawet dwudziestu państw, obecnie mamy już przeszło dwukrotnie więcej, wliczając w to państwa kaukaskie, czy mało europejskie: Turcję, Kazachstan, a nawet Rosję, której ¾ obszaru znajduje się poza Europą.

Państwa europejskie, szczególnie nowopowstałe, wymagają sporo czasu ma okrzepnięcie  i osiągnięcie stanu dojrzałości do tworzenia związków międzynarodowych. W skali dotychczasowych doświadczeń jest to przynajmniej cały obecny wiek.

Nie przeszkadza to jednak w tworzeniu związków celowych państw europejskich, jak choćby w celach obronnych czy gospodarczych, ochrony zdrowia, przyrody itp. Nie widać jednak ochotników do rezygnacji z, częstokroć świeżo zdobytej, suwerenności państwowej. Zbyt wiele narodów europejskich ma w pamięci stan podległości, ażeby do niego powracać.

Twórcy “państwa europejskiego” wiedzą o tym i dlatego forsują imigrację, licząc na wyeliminowanie w ten sposób ducha narodowego. Najwyraźniej przesadzili z tym, stwarzając warunki dla zagrożenia swojej własnej egzystencji. Ta okoliczność, a także kilka innych wskazują, że za plecami firmujących “państwowo” twórczy pęd, ukrywają się jakieś nadrzędne siły.

Żeby nie iść śladem różnych teorii spiskowych, można jedynie stwierdzić fakt poparcia dla nich ze strony największej, światowej plutokracji. Dla nas jawi się ona w postaci prymitywnego pruskiego zamordyzmu, ale wykonawcami jego są  osobnicy zajmujący najwyższe stanowiska w najważniejszych europejskich krajach, tacy jak Merkel lub Macron. Jest jednak pewien wspólny element łączący tych ludzi. Otóż nie są to politycy, którzy, propagując określone idee, zrobili wielkie kariery. Zostali po prostu delegowani na zajmowane stanowiska dla wykonania konkretnych zadań, przypomina to karierę Putina, nie ukrywanego funkcjonariusza KGB, nie jest zatem wykluczone, że nie tylko za nim stoją te same siły. Osobnicy tego pokroju nie realizują żadnej wizji perspektywicznej, po prostu w codziennym biurokratycznym trudzie wykonują zadanie, nie zwracając uwagi na skutki. Najlepszym dowodem są ostatnie działania Merkel, sprzeczne z interesami nie tylko Europy, lecz też z jej własnego kraju.

Pierwszym zadaniem jest zatem powszechne uświadomienie szkodliwości kontynuowania działań dotychczasowych rządów niemieckich, a w ślad za nimi administracji unijnej.

Na gruncie powszechnego oporu można opracować koncepcję nowego układu europejskiego, którego zasady powinny wynikać z potrzeby i doświadczeń krajów europejskich, nie tylko będących członkami UE. Te zasady to przede wszystkim:

  • uznanie wspólnej kultury i wywodzących się z niej norm współżycia narodów
  • zapewnienie pokojowej koegzystencji państw europejskich
  • otwarcie na współpracę z państwami pozaeuropejskimi na zasadach równorzędności
  • wsparcie układu obronnego NATO w ewentualnie poszerzonej formule
  • stworzenie wspólnego rynku europejskiego funkcjonującego na równorzędnych prawach i obowiązkach dla wszystkich członków
  • zacieśnienie współdziałania w różnych dziedzinach, ważnych dla rozwoju Europy.

Zgodnie z tymi zasadami powinna ulec rozwiązaniu obecna UE i unieważniony traktat lizboński jako niezgodny z obowiązującymi konstytucjami suwerennych państw. W konsekwencji muszą ulec likwidacji organy zarządzające UE, a przede wszystkim PE, KE i TSUE. Jedynym organem stanowiącym powinna być Rada Europejska, której zadaniem będzie opracowanie i wprowadzenie w życie nowej formuły współdziałania. Do współpracy powinny być zaproszone kraje europejskie nie należące obecnie do UE i ustalone zasady tej współpracy.

Warunkiem powodzenia tej koncepcji, która stanowi kontynuację częściowo EWG, ale  w większym stopniu Wspólnoty Węgla i Stali, jest przyjęcie zasady równorzędności wszystkich państw uczestniczących w europejskiej radzie. Drugim istotnym warunkiem jest skupienie się na realizacji pierwszego, najważniejszego kroku, jakim powinno być stworzenie wspólnego rynku i jego ochrony. Formy współpracy w innych dziedzinach będą następstwem osiągnięć w dziele tworzenia wspólnej gospodarki. Ma ona dostarczyć odpowiednie środki dla wszechstronnego rozwoju wszystkich krajów europejskich, a przede wszystkim likwidacji stanu żenującej biedy, z którą UE nie chce nawet podjąć jakiejkolwiek walki.

Po przeszło trzydziestu latach wyrwania się z sowieckiego obozu i siedemnastoletniego pobytu w UE byłych sowieckich poddanych, różnice w poziomie dochodów najuboższych i najbogatszych członków unii wcale się nie zmniejszyły. Najubożsi wprawdzie nieco zyskali, ale najbogatsi znacznie więcej, nie można bowiem mówić o jakiejkolwiek wspólnocie, jeżeli różnica w ich dochodach bywa piętnastokrotna. Trzeba zatem zacząć od rzeczy najważniejszej: jak najdalej idącego wyrównywania poziomów życia. Różnice zawsze mogą być, ale nie dyskryminujące, gdyż społecznie różnica w posiadaniu jednego samochodu, a dziesięciu, jest znacznie mniejsza od tej między posiadaczem tego jednego w stosunku do tego, którego może nawet nie stać na rower.

Jest jeszcze jeden problem o którym niedawno pisałem, a mianowicie niewydolność obecnej formuły UE, powodująca, że Stany Zjednoczone, które przed stworzeniem unii miały niższy dochód aniżeli obecne kraje członkowskie UE, dzisiaj ją prześcignęły. Unia zatem cofnęła tempo rozwoju tych krajów i dlatego w tej chwili najważniejszym zadaniem jest takie przybranie formy współdziałania gospodarczego w Europie, ażeby umożliwić nadrobienie straconego czasu. Temu trzeba poświęcić wysiłki, a nie tworzeniu pruskiego “cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego”.

Była okazja, żeby do tego namówić goszczonych u nas decydentów nowego rządu niemieckiego, ale niestety, nawet nie w trybie apodyktycznym “you’ve” nie mówiąc o łagodniejszym “you’ll”, a bliżej: “miałeś….złoty róg”. No, może nie złoty, ale okazja została stracona na demonstrowanie naszej nieustępliwości i hardości.

To trzeba było w stosunku do Merkelowej, a nie do tych, którzy są świadomi różnicy ich pozycji i do Warszawy przybyli szukając sojusznika, a nawet drogi postępowania, nie skorzystano jednak z możliwości zaproponowania czegoś zupełnie nowego, czym powinno być zjednoczenie europejskich narodów. Na poziom odbiorców wystarczy idea likwidacji niedostatków w UE, ale też i w innych krajach europejskich.

Po dość przykrym, ale chyba spodziewanym niepowodzeniu zgromadzenia konserwatystów, z którymi nie zawsze nam po drodze, jak choćby w stosunku do Rosji, przy tej okazji chciałbym przeprosić za “małpeczkę” w stosunku do pani Le Pen, ale nie ją, tylko małpeczkę, niczemu nie winną, bowiem ta pani objawiła się w Warszawie jako zdecydowana agentka Putina i to nie najwyższej gildii, skoro w tak idiotyczny sposób musi się jemu zasługiwać. Wydaje się, że sojuszników w dziele walki o wolną i zjednoczoną Europę należy szukać gdzie indziej. Trzeba rozglądnąć się przede wszystkim za następcami Ojców Europy – – może nawet nie tej skali, ale szczerze pragnących dobra wszystkich Europejczyków, a nie tylko ich władców.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

793 publikacje
0 komentarze
 

2 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758