Artykuły redakcyjne
Like

Balcerowicz musiał nadejść

06/05/2016
709 Wyświetlenia
6 Komentarze
9 minut czytania
Balcerowicz musiał nadejść

Gdyby tak ktoś opierał swoją znajomość rzeczy na publikacjach niezależnych mediów głównego nurtu i to już nawet po „dobrej zmianie”, w następstwie której w państwowej telewizji jednych dyspozycyjnych dziennikarzy zastąpili inni dyspozycyjni dziennikarze – to musiałby być zaskoczony ostatnimi przetasowaniami w rządzie Ukrainy. Myślałby, że premier Arszenik Jaceniuk, będący niezmiennie najukochańszą duszeńką naszych, pożal się Boże, elit, podobnie zresztą, jak król tamtejszych oligarchów, prezydent Piotr Poroszenko, jest również najukochańszą duszeńką Ukraińców. Tymczasem okazało się, że wcale nie – że premier Arszenik Jaceniuk – jakby to sformułował milicjant za pierwszej komuny – „cieszy się złą opinią” i w ukraińskim społeczeństwie ufa mu zaledwie 1 procent – a więc klienci oraz bliższa i dalsza rodzina.

0


Michalkiewicz: Balcerowicz musiał nadejść

REUTERS / FORUM

Dlaczego tak się stało, dlaczego premier Arszenik Jaceniuk stał się na Ukrainie „znienawidzony” – ani wiesz, bo skoro padł rozkaz miłowania premiera Arszenika Jaceniuka, prezydenta Piotra Poroszenki i innych, to można było mówić o nich i pisać albo dobrze, albo wcale. Ale nie to jest najgorsze, bo najgorsze może być to, że w tę propagandę wierzą również dzierżyciele zewnętrznych znamion władzy w naszym nieszczęśliwym kraju. Świadczyłaby o tym pożyczka w wysokości 4 miliardów złotych, jaką zaoferował Ukrainie pan prezydent Andrzej Duda. „Nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała przed laty Izabela Trojanowska, ale odpowiedź wydaje się oczywista – pod takim, czy innym pozorem zedrze to z nas – bo dzierżyciele zewnętrznych znamion władzy w naszym nieszczęśliwym kraju muszą rywalizować o względy Naszego Największego Sojusznika zza oceanu ze starymi kiejkutami, czyli Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, których oficjalnie „nie ma”, ale ta nieobecność jest tylko wyższą forma obecności – bo przecież rozbudowana agentura, stanowiąca podstawowe narzędzie okupacji kraju, pozostała i rozkazy oficerów prowadzących po staremu wykonuje w podskokach, jakby nigdy nic. W rezultacie mamy II wojnę o inwestyturę, w której obydwie Wysokie Wojujące Strony prześcigają się nawzajem nie tylko w odgadywaniu najskrytszych pragnień Naszego Największego Sojusznika, ale również – w przelicytowywaniu się nawzajem, kto te pragnienia najskrytsze zrealizuje taniej.

W rezultacie Polska z zaangażowania w charakterze amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią nie odnosi żadnych korzyści, które mogłaby i nawet powinna odnieść w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym swego terytorium dla potrzeb amerykańskiej rozgrywki z Moskalikami, ryzykując w razie czego zniszczenie tego terytorium. Ale ponieważ stare kiejkuty, zaprawione w wysługiwaniu się Związkowi Radzieckiemu, każdy obstalunek wykonają za niewielki napiwek, to i rząd musi w tej sytuacji zadowalać się „błyskotkami” („Polsko! Ciebie błyskotkami łudzą!” – lamentował poeta) w rodzaju „rotacyjnej obecności” amerykańskiej pancernej brygady „w Europie Środkowej”. Znaczy – w noc świętojańską pojawi się ona tu, w Noc Walpurgii – tam, ale ponieważ będzie słuchała rozkazów własnego rządu, to w razie czego ten rząd może powiedzieć: chłopcy – zabieramy się do domu – no a my zostaniemy sam na sam z zimnym ruskim czekistą Putinem.

Rozgadałem się na temat sytuacji naszego nieszczęśliwego kraju, podczas gdy miałem o Ukrainie. Skoro tedy premier Arszenik Jaceniuk  z powodu splutu szeregu zagadkowych przyczyn naszą duszeńką być przestał (niektórzy powiadają, że nie przeprowadzał „reform”, dla których podobnież Amerykanie wyłożyli w zorganizowanie tego całego majdanu aż 5 miliardów dolarów), to nasze serca i umysły siłą rzeczy musiały zwrócić się ku jakiejś duszeńce nowej – bo nie może przecież być tak, że nie mamy w Kijowie żadnej duszeńki, której byśmy składali hołdy i ofiary. Jak zatem wiadomo, nowym premierem ukraińskiego rządu, a więc – rodzajem notariusza kompromisu, jaki utarł się między ukraińskimi oligarchami, czyli grandziarzami, co to podzielili między siebie ten nieszczęśliwy kraj, został Włodzimierz Hrojsman. W porównaniu z byłem premierem Arszenikiem Jaceniukiem ma on same zalety, a wśród nich również i tę, że o ile premier Jaceniuk był zaledwie „podejrzewany” o żydowskie korzenie, to premier Hrojsman już o nic „podejrzewany” być nie musi, bo „koń – jaki jest – każdy widzi”.

Widzimy tedy i my, że w tych personalnych zmianach, mimo pozornego chaosu, daje się zauważyć jakaś myśl przewodnia. Na skutek wojen o pokój, misji stabilizacyjnych i jaśminowych rewolucji spora część krajów Bliskiego i środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej została wtrącona w stan krwawego chaosu, w następstwie czego kraje, uważane w przeszłości za potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, tym zagrożeniem być przestały. W rezultacie doszło do czwartej wędrówki ludów, w której dominują młodzi mężczyźni przed 30-tką. Ogołocenie obszarów Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej z młodych mężczyzn zdolnych do walki, zagrożenie bezcennego Izraela dodatkowo zmniejsza, a Europy – zwiększa. Ale mimo tego proporcje demograficzne w rejonie Palestyny kształtują się dla bezcennego Izraela niekorzystnie, więc w tej sytuacji przezorność nakazuje by rozejrzeć się po świecie za nowa lokalizacją   żydowskiej siedziby narodowej na wypadek, gdyby na Bliskim Wschodzie coś jednak poszło nie tak – również że względu na zmianę nastrojów w samej Ameryce, która w końcu może się zorientować, że ogon wywija psem.

Ukraina nadaje się na taką siedzibę zastępczą, jak mało który kraj; trzeba tylko odpowiednio ukształtować tamtejszą scenę polityczną i odpowiednio uregulować stosunki własnościowe. W następstwie Majdanu na politycznej scenie Ukrainy pozostały tzw. „nasze s….”, podczas gdy s… jakieś takie nie nasze, w rodzaju prezydenta Janukowycza, zostały z niej usunięte. Dzięki temu zabiegowi można teraz przejść na Ukrainie do fazy drugiej to znaczy – fazy kształtowania odpowiednich stosunków własnościowych. Pierwsza faza umożliwiła przeprowadzenie pożądanej selekcji w gronie „oligarchów”, no a teraz , w fazie drugiej, kształtowanie pożądanych stosunków własnościowych zejdzie do poziomu niższego, by struktura społeczeństwa ukraińskiego sprzyjała politycznej stabilizacji.

Fundamentem tej stabilizacji jest oczywiście kompromis między oligarchami, którego notariuszem jest wspomniany premier Włodzimierz Hrojsman, ale tak, jak kiedyś w Rzeczypospolitej, każdy szanujący się szlachcic miał na swoje usługi jakiegoś Żyda, tak teraz, na Ukrainie, każdy oligarcha chce mieś swego eksperta, który pilnowałby mu interesu. Tedy prezydent Poroszenko wynajął sobie profesora Leszka Balcerowicza, który w ukraińskim rządzie premiera Hrojsmana ma być jego „przedstawicielem”. Polskie obywatelstwo najwyraźniej w niczym tu nie przeszkadza, podobnie jak nie przeszkadzało nikomu amerykańskie obywatelstwo pani Natalii Jaresko co to administrowała ukraińskimi finansami, czy też gruzińskie obywatelstwo gubernatora Odessy, Michała  Saakaszwiliego, którego prezydent Poroszenko najsampierw mianował Doradcą Doskonałym do spraw Refom (bo jużci, wiadomo, że bez reform ani rusz!), no a potem – gubernatorem Odessy. Co z takiej Odessy można sobie odessać, to tylko Pan Bóg jeden wie. No a teraz – pan profesor Leszek Balcerowicz. Jego osoba daje gwarancję, że Ukraińcom będzie co najmniej tak samo dobrze na Ukrainie, jak Polakom w Polsce, a może nawet jeszcze lepiej.

Co prawda zawistnicy – a gdzież ich nie ma! – powiadają, że pan prof. Balcerowicz nie będzie miał w tym rządzie zbyt wiele do powiedzenia, że będzie pełnił tam rolę listka figowego – ale czego to ludzie nie gadają! Inna sprawa, że nie ma podobno większego rozczarowania, jak to, gdy po uchyleniu listka figowego pod spodem zobaczy się figę.

  Stanisław Michalkiewicz

                                                              Read more: http://www.pch24.pl/michalkiewicz–balcerowicz-musial-nadejsc,42848,i.html#ixzz47qFdvlId

Inne zapisy autora:

0

Wiadomosci 3obieg.pl
Wiadomosci 3obieg.pl

Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

1314 publikacje
11 komentarze
 

  1. Avatar AS

    Wydaje mi się, że Rozencwajg z Wrocławia byłby lepszy. Tak tylko myślę.

    0
  2. Avatar Piotr-Pierre

    Mam gotowy szkic o czasach gdy byla Solidarność, ale o Balcerowiczu, Frasyniuku itd. malo kto w Polsce slyszal.. Moze juz czas, by zaczac odklkamywac nasza nieodlegla przeszlosc?Byłem w “pierwszej” Solidarności. Piszę w cudzysłowie, bo Solidarność była jedna jedyna, a trwała od końca sierpnia 1980 do 13 grudnia 1981, gdy została ZAMORDOWANA obcymi, w tym także kacapskimi rękami.
    Do “odrodzonej” (agenturalnej) “solidarności 1988” już nie wstąpiłem, bo w powszechnej ocenie miała ona z tą z sierpnia 1980 roku tyle samo wspólnego, co np. PAX z katolicyzmem.
    Poza tym ja się NIGDY z S. nie wypisywałem, abym się miał do niej zapisywać ponownie. Stanu gnojennego zresztą nigdy nie uznałem za prawny. Bezprawiem zaś się brzydziłem i brzydzę.
    Przypomnę, ze podstawowym “spoiwem” dla ludzi blisko10-cio milionowej Solidarności były trzy sprawy:
    – antykacapstwo, czyli nasza, polska zgoda na Rosję, ale brak zgody na naszą jakąkolwiek od Rosji zależność. Współpraca – tak, ale tylko na równoprawnych warunkach. Albo brak współpracy. Zrzeczenie się na piśmie ostateczne przez Rosję jakichkolwiek praw do polskiego terytorium. Ten postulat łączył wszystkich: federalistów, socjalistów, radykałów, oraz… członków partii komunistycznej, którzy potem w grudniu 1981 masowo rzucali legitymacje partyjne. Paradoksalnie, wbrew wazeliniarskim przemówieniom gen. Jaruzelskiego z ostatnich lat PRL, postulat skończenia z naszą podległością Rosji był wtedy, po 1976 roku, dość powszechny zarówno w PZPR, jak i w LWP. Argumenty ludzi były ściśle historyczne (zabory, pogromy Polaków, niewola, wywózki, ludobójstwo, współpraca gospodarcza ZSRR z Hitlerem w czasie naszej tragicznej kampanii wrześniowej, ostatnie “wyzwolenie”).
    – próby harmonijnego rozwoju samorządów robotniczych, powszechny był w Solidarnosci postulat realizacji tzw. wariantu jugosłowiańskiego, rozszerzonego o nasze, polskie własne doświadczenia i eksperymenty z tzw. strukturami poziomymi. Wszyscy rozumieliśmy wtedy konieczność całkowitej modernizacji naszej, polskiej gospodarki. Ale NIE jej likwidacji czy wyprzedaży.
    – postulat wyprowadzenia polityki z przedsiębiorstw, zakład jest od pracy, a nie od utrzymywania polityków, sportowców, czy dziennikarzy. Wyjątkiem mieli być związkowcy, nie tylko z Solidarności i OPZZ.
    Ten ostatni postulat był chyba najbardziej, poza pierwszym, krytykowany przez rodzime quasi-kacapstwo i przez tzw. “beton” PZPR.
    Tytułowe “dzieci kapitana kmiota” – to ludzie, którzy w wyniku tzw. stanu gnojennego przejęli Polskę, ci ludzie teraz tworzą trzon tzw. KOD-ów. “Bo nie tak być miało”, nie “o take”, nie o taką liberalną, złodziejsko-cwaniacką Polskę w Solidarności wtedy walczyliśmy, nie taką ją chcieliśmy…
    Doszło do tego, że na 3obiegu określono mnie etykietką Żyda. Brzydzę się antysemityzmem, nie tylko poparłem, ale i miałem swój drobny udział w “Apelu do ludzi pracy narodów Europy Wschodniej”. Nigdy nie atakowałem Żydów za to tylko, że są Żydami, ale też nigdy nie uważałem ich za “naród wybrany”. Posłużę się tu cytatem z książki (partyjniaka za młodu) T. Konwickiego “Mała Apokalipsa”: “…młody człowiek wahał się przez moment, a następnie szepnął prawie konfidencjonalnie
    – Chaim Karnowski.
    – Jesteś Izraelitą?
    – Nie, Polakiem wyznania mojżeszowego…”.
    Ja tak samo postrzegam – jako Polak – “problem żydowski”.
    Piszę ten tekst z ambitnym zamiarem przedstawienia ludziom dziś młodym, jak my, pokolenie dziś 50-letnie, pamiętamy “lato Solidarności”, i jak to wtedy tak naprawdę było…

    0
  3. Avatar Piotr-Pierre

    cz. 2
    W latach “reformy i przełomu” pracowalem w spółdzielczości pracy. Wszyscy przeczuwaliśmy rychły koniec naszej firmy (w rzeczywistości agonia spółdzielni trwała do wiosny 2006), działy się u nas zatem rzeczy dziwne i dotychczas niespotykane. Kilku starszych wiekiem pracowników zostało “brygadzistami tytularnymi” (podstawa emerytury), jedna kierowniczka dostała rentę, a ja wreszcie płatne nadgodziny, dzięki czemu mogłem zrezygnować z dodatkowej połówki etatu, na drugim końcu W-wy. Bo z jednej wypłaty nie wyżyłbym. W roku 1991 zatrudniłem się spowrotem w sektorze prywatnym. Swego wkładu spółdzielczego nigdy nie odzyskałem.
    A teraz o “dzieciach resortowych” coś. Jestem synem “zawodowego” sekretarza ekonomicznego, który pełnił tą “zaszczytną funkcję” w kilku województwach. Dzięki temu dorastałem… w biedzie, z kluczem do mieszkania na szyi na szpagacie zawieszonym. Bylem “sterowany przez telefon” (jedyny “luksus”), jako że moi Rodzice pracowali nielimitowanie – Ojciec w komitecie, Matka w teatrze. Ojciec był idealistą, pomagał każdemu, kogo uznał za “biedaka”, oddawał takim często swoje (nasze, rodzinne) własne pieniądze, załatwiał pomoc. Paradoksalnie, wielu z tych “biednych” którym pomagał jako “ekonomiczny” mój Ojciec było znacznie bogatszych od Niego.. Pomysł “sekretarza ekonomicznego” zrodził się w dekadzie Gierka, mój Ojciec zaś był wręcz fanatycznym gomułkowcem, znienawidzonym przez partyjnych karierowiczów i dorobkiewiczów (“sam nie chce żyć lepiej, i na nas donosi”).
    Ktoregoś pieknego dnia w latach 90-tych wziąłem dzień wolnego. Po południu spacerowałem po raz pierwszy od wielu miesięcy ulicami swego podwarszawskiego miasteczka. Kto pamięta tamte czasy, ten wie, że było to głównie “zasłaniactwo” dyktą, reklamami, szarej, przaśnej popeerelowskiej rzeczywistości. Pojawiały się nowe, prywatne sklepy. Wzrok mój przykuł szyld jednego z nich, wcześniej był tam całodobowy spożywczy z nocnym wyszynkiem tanich alkoholi. Teraz dumny szyld głosił “wszystko dla Panów”. Wszedłem z ciekawości. Z zaplecza wyjrzał… Rysio, jedyny synalek pierwszego przez dwie dekady sekretarza partii, znany m.in. ze wstrętu do jakiejkolwiek pracy, przez lata w weekendy Rysio zwany “Bossem” szlifował, często pijany, z tlumkiem “panienek” nasze małomiasteczkowe bruki, zaludniał kawiarnie.
    – O, cześć, Rysiek, co ty tu robisz? – zapytalem.
    – Cześć Piotr. Ja tu PRACUJĘ. To jest mój sklep. – odrzekł.
    – Rysiek, to musial być drogi lokal, a przeciez ty…
    – Ojciec mi załatwił, pomaga mi. – padła odpowiedź.
    – Aha…
    Tytułem wyjaśnienia – nie wiem jak inne “resortowe dzieci”, ale ja swoich rówieśników, dzieci nomenklatury znałem ledwo-ledwo, głównie z wycieczek i ze wspólnych imprez naszych rodziców. Do żadnej “solidarności” się z nimi nie poczuwałem, miałem swoich przyjaciół, zupełnie inne towarzystwo.
    Zresztą, ja pracowałem (w końcu lat 70-tych) jeszcze się ucząc, popołudniami w prywatnym (sic!) zakładzie pieczątkarskim, bo tak chciał mój Ojciec, sam pracujący od 12 roku zycia ciężko, oni zaś w większości nic nie robili, ciagnąc pieniądze ze swoich rodziców i “ucząc” się w nieskończoność. Od Wieśka Walendziaka, z którym się przyjaźniłem kiedyś (miał cudownej urody siostrę, finalistkę kilku konkursów na uczelniane piękności) wiem, że taka, próżniacka, była też młodość Moniki Olejnik..

    0
  4. Avatar zjanusz

    Piotrze!
    To u Ciebie jak w starym kawale, w którym facet wyznaje na spowiedzi, że był komuchem.
    Ksiądz się go pyta czy ma willę – nie, samochód – nie, pieniądze -nie, to może jakieś udziały – nie. To z Ciebie żaden komuch nie jest! Tylko frajer!
    Żurek Janusz
    P.S.
    Przy okazji warto przypomnieć i powiedzieć kilka słów na temat osławionego Planu Balcerowicza.”Uzdrawianie” polskiej gospodarki finansowej zgodnie z planem Sachsa, nazywanym dla zmyłki Planem Balcerowicza odbywało się mniej więcej w taki sposób:
    Ustalona przez Balcerowicza niska cena dolara USA i jego sztywny kurs wymiany oraz wysokie odsetki w bankach w Polsce powodowały napływ kapitału spekulacyjnego, który dolary dosłownie wysysał z Polski. Schemat był prosty. Zamiana dolarów na złotówki. Przetrzymanie w polskich bankach przez kilka miesięcy, a następnie zamiana kilkudziesięcioprocentowej nadwyżki narosłych odsetek na dolary po tym samym kursie co wcześniej (9500zł za 1 USD), a następnie wywóz „zarobionych” dolarów z Polski. Co sprytniejsi zagraniczni „inwestorzy” mogli w ten sposób w ciągu roku „zamienić” jeden milion dolarów na trzy do pięciu milionów. Niektórzy zachodni biznesmeni z wdzięczności rozważali nawet wysunięcie z tego powodu kandydatury Balcerowicza do Nagrody Nobla!

    0
    • Avatar zjanusz

      Ciekawe jakie “cudowne rozmnożenie” szykuje Balcerowicz Ukraińcom?

      0
    • Avatar Piotr-Pierre

      Szanowny Panie Januszu,

      Jeśli wyznacznikiem “komuchostwa” miałby być mój szacunek dla każdej – cudzej i własnej – pracy, to jestem komuchem. Poniewaz jednak na codzień obracam się wśród ludzi nie będacych Polakami, których dobieram na swych znajomych na podstawie ich UCZCIWOŚCI, to posłużę się ich określeniem ludzi szanujących pracę (często w oparciu o chrzescijaństwo) – republikanin. Czy republikanim może być… komuchem?..
      Pan Balcerowicz ma zawsze w planach budowanie ekonomii w oparciu o ludzi SZEMRANYCH, uważając – jak każdy liberał – uczciwość za już niemodny PRZEŻYTEK.

      Pozdrawiam

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816