Małopolska
Like

Baba na rybach i…rozstaje (odc. 15)

11/10/2013
681 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
Baba na rybach i…rozstaje (odc. 15)

– A co ty tu robisz o tej godzinie? – zapytał teść wściubiając nos do kuchni i konotując fakt, że Wędkowiec, swój własny przyrząd powonienia trzymała niezbyt przytomnie nad parującym  kubkiem parzonej, czarnej kawy. – Narkotyzuję się -zupełnie bez sensu odpowiedziała zagadnięta – Eee … to jest budzę się właśnie. – Ale jest prawie ósma … Nie chcę się wtrącać…Nie powinnaś być właśnie w pracy? – Normalnie tak, ale dziś nie idę. Dziś idę do sądu. – odpowiedziała Wędkowiec i chlipnęła spory łyk aromatycznego płynu. – Co przeskrobałaś?- zażartował siwawy pan, równocześnie rozkrawając sporą bułę i smarując ją masełkiem. – Nic. Idę na rozwód. – wypaliła kobieta i w tejże samej chwili zarejestrowała błogie i radosne pochrapywanie byłego małżonka, które dobiegało […]

0


rozwodrybki

– A co ty tu robisz o tej godzinie? – zapytał teść wściubiając nos do kuchni i konotując fakt, że Wędkowiec, swój własny przyrząd powonienia trzymała niezbyt przytomnie nad parującym  kubkiem parzonej, czarnej kawy.

– Narkotyzuję się -zupełnie bez sensu odpowiedziała zagadnięta – Eee … to jest budzę się właśnie.

– Ale jest prawie ósma … Nie chcę się wtrącać…Nie powinnaś być właśnie w pracy?

– Normalnie tak, ale dziś nie idę. Dziś idę do sądu. – odpowiedziała Wędkowiec i chlipnęła spory łyk aromatycznego płynu.

– Co przeskrobałaś?- zażartował siwawy pan, równocześnie rozkrawając sporą bułę i smarując ją masełkiem.

– Nic. Idę na rozwód. – wypaliła kobieta i w tejże samej chwili zarejestrowała błogie i radosne pochrapywanie byłego małżonka, które dobiegało z sąsiedniego pokoju.

– Ale…Ale… O ile mnie pamięć nie myli jesteście po rozwodzie jakieś 5 lat. Zresztą ten tam za ścianą, twój były mąż, a mój syn, zdaje się nie nadaje się w chwili obecnej nie tylko do sądu, ale nawet i do ślubu też nie. – Tu, na potwierdzenie słów starszego pana,  zaciąganie Małżona stało się nieco wyższe i bardziej chrapliwe, jakby uśpiony zaczął nagle wydobywać się z głębokiej fazy letargu i przechodzić do nieco bardziej płytkich, przyziemnych i rzeczywistych  spraw, a zakończyło się rzetelnym pomlaskiwaniem.

– A nie.. Idę, bo koleżanka się rozwodzi i jestem wzywana jako świadek – westchnęła Wędkowiec.

– Pamiętasz? Wtedy przyszłaś rano z wizytą do mnie, a ja, tak jak dziś podsunąłem ci bułeczkę. Bo chciałaś iść na czczo…

– No i powiem tacie, że dziś może nie denerwuję się, ale jest mi równie smutno jak pięć lat temu. W końcu czyjś kawał wspólnego życia idzie do kosza na śmieci. – westchnęła Wędkowiec.

– Nie przesadzasz ty aby? – teść uśmiechnął się do niej promiennie, mrugnął okiem, podsunął jeszcze jedną bułeczkę i wychodząc z kuchni dodał – Dla was, to w zasadzie nie była ślepa uliczka, ale … rozstaje dróg. I to zdaje się, że całkiem sensowne, patrząc na efekty.

 

Kilka godzin później ,  Wędkowiec czekała pod drzwiami sali sądowej. Mimo, że nie dotyczyło jej to osobiście, obserwacje były dokładnie takie same, jak pięć lat temu.  Jeszcze prawnie małżonkowie, stali w zupełnie innych rejonach korytarza, tak by nawet nie stykać się wzrokiem.  Wyglądali jak bokserzy w dwóch przeciwległych rogach ringu. Ona otoczona rodziną. On adwokatką, która ciągle mu coś tłukła przez uszy do mózgu. Za chwilę wyjdą z tych swoich rogów, każde podskoczy kilka razy dla kurażu i zaczną bój. O co?

 

Wędkowiec miała nadzieję, że o… rodzinę i o to rozstaje dróg.

 

A kiedy już było po wszystkim, każdy ze świadków stanął po stronie prawdy, Wędkowiec opuściła progi wielkiego gmaszyska. Chwilę później zatrzasnęły się za nią drzwiczki samochodu i Małżon, będący w chwili obecnej byłym małżonkiem, popatrzył na nią niebieskim okiem i zagadnął:

– I co tam?

– Ech… No nic…

– A wyrok zapadł?

– Nie, to rozwojowa sprawa, z orzekaniem o winie.

– Acha.

– Wiesz, po wyroku pozostaje coś jeszcze. Nie dla wszystkich, ale dla tych bardziej mądrych… Takie rozstaje dróg. Trzeba mnóstwo doświadczenia życiowego, żeby dobrze wybrać nową drogę – Wędkowiec pokiwała głową.

– Noooo… – zamyślił się Małżon – Czy ja wiem? Czasem te drogi znów mogą się złączyć. Ale to strasznie dużo pracy i zachodu jest.

– Głupiś… Trzeba tylko chcieć. – zdenerwowała się Wędkowiec.

– Żartowałem, noo. Samo się dzieje i nie wiadomo skąd. – roześmiał się Małżon – Ech te baby. Chcesz być romantyczny dobiją cię pragmatyzmem, chcesz być super konkretny i logiczny, zajęczą cię na śmierć, żeś za mało różany jest.

– Bo zaraz chcielibyście z nas takie uległe gęsi zrobić!

– Gęsi nie są uległe, moja pani.

– No i szlag trafił idyllę! Za to drób nastał przaśny.

– A wiesz… – odezwał się po chwili ciszy Małżon – To ja im życzę, żeby im zaniedługo szlag trafił tę ich idyllę, dokładnie tak jak nam.  Nie okłamujmy się, teraz dopiero jest dobrze…

 

“W zasadzie to ona ma rację. ” – pomyślała Wędkowiec. – “Dzięki Ci Boże, żeś nam odebrał idyllę kompletnie nietrafionego małżeństwa a dał…pouczające i trudne rozstaje. I o to samo proszę dla nich – dla moich znajomych”.

 

 

Źródło: Osobiste doświadczenia Autorki.

Inne zapisy autora:

0

Bez kredek we lbie
Bez kredek we lbie

Matka-Polka-galopka. Na marginesie - matematyk, księgowa. Staram się nie politykować, nie mam do tego predyspozycji, wolę ... obserwować, wyciągać wnioski, przyglądać się i opisywać. Poczucia humoru nigdy za dużo, nawet sam Pan Bóg je posiada, więc czemu nie człowiek?

20 publikacje
10 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816