22112017Nowości:
   |    Rejestracja

Polityka pobożnych życzeń


Jak wynika z najnowszego raportu amerykańskiego Centrum Analiz Strategicznych i Budżetowych – w interesie Stanów Zjednoczonych leży, aby eskalacja wojenna w Europie Środkowej doprowadziła do zawarcia korzystnego kompromisu z Rosją. Czy polska krew, ruina majątkowa i upadek państwa mają po raz kolejny pieczętować sojusz mocarstw ponad naszymi głowami?


 

Aktualny obóz władzy w tej akurat kwestii na pewno ani o jotę nie różni się od poprzedniego – konsekwentnie dezinformuje Polaków w sprawach bezpieczeństwa narodowego. Pan minister obrony narodowej, uczestnicząc w ostatnich dniach w natowskiej konferencji w Monachium, znów wystąpił ochotniczo w roli rzecznika naszych sojuszników – by po raz nie wiedzieć już który zapewniać o ich niezłomnej determinacji „wypełnienia wszelkich zobowiązań”. Czy łudzi i mami tylko nas – czy również sam siebie? Czy zdaje sobie sprawę, jak bliski jest przejścia do historii jako ten, któremu udało się doprowadzić do tragifarsowej powtórki – wraz z całą grupą „rekonstruktorów”: on sam, Macierewicz – cień Rydza Śmigłego, Waszczykowski – pół Becka, Duda – ćwierć Mościcki – z rodziną Kaczyńskich na Wawelu jako kolektywnym echem i światłem odbitym ducha marszałka –? Któż im wszystkim dał prawo do uprawiania takich gier hazardowych – w których stawką jest już nie tylko suwerenność, ale i byt materialny, i sama nawet biologiczna substancja narodu?

Zarówno warszawski rząd, jak i belwederski prezydent nie mówią Polakom prawdy o potencjalnie tragicznej sytuacji geostrategicznej w obliczu całkiem już jawnych, wręcz manifestacyjnych i prowokacyjnych przygotowań do wojny – którą imperialni gracze z obu stron przymierzają się rozstrzygnąć naszym kosztem i na naszym terytorium. Co w świetle wielowiekowej praktyki jest zresztą oczywistością. Np. w tzw. wojnie północnej na początku XVIII w. znaczną część kampanii, bitew i potyczek w tym ciągnącym się kilkanaście lat konflikcie Polacy stoczyli sami ze sobą, umiejętnie napuszczani przez bardziej wyrachowanych graczy: Niemców (Sasów), Moskali i Szwedów. Nie znalazły się wówczas w ogniu walk ościenne stolice: Moskwa ani Petersburg, Berlin ani Drezno, o Sztokholmie nawet nie mówiąc – za to po zakończeniu działań wojennych na takim np. Mazowszu większości spustoszonych miast, miasteczek i wsi nie miał już nawet kto podnosić ze zgliszcz i ruin.

Analogie do współczesności są wbrew pozorom niepokojąco ścisłe. Gry wojenne i manewry prowadzone przez obie strony potencjalnego konfliktu mają scenariusze poniekąd symetryczne, stanowiące lustrzane odbicie – bowiem z Moskwy i z Waszyngtonu patrzy się na Polskę podobnie, jako na przyszły teatr wojny. Sztabowcy rosyjscy i amerykańscy, rzecz jasna, różnie typują zwycięzców – ale przecież pozostają zgodni co do wyboru strategicznych celów i najważniejszych kierunków uderzeń, których największe koszta ludzkie i materialne ponosić ma Polska. Z takich założeń wychodziły i do takich samych konkluzji zmierzały wszystkie ćwiczenia poligonowe przeprowadzane w ostatnich latach. Zarówno powtarzane w różnych wariantach ćwiczenia rosyjskie, jak i natowska „Anakonda” 2016 – wszystkie one kalkulują podobne elementy: „kocioł suwalski”, „twierdza Toruń”, bombardowanie Warszawy.

Kawę na ławę wyłożył nam goszczący ostatnio w Warszawie Philip A. Petersen z fundacji Potomac, który fachowo objaśniał w jednym z wywiadów: „Co więc muszą zrobić Rosjanie? Muszą okrążyć polską armię w północno-wschodnim kwadrancie kraju. Warszawa musi być bezpośrednio zagrożona atakiem. To oznacza, że Rosjanie muszą przekroczyć Bug, Narew oraz Wisłę. Są miejsca, gdzie łatwiej jest te rzeki przestąpić, i takie, gdzie jest to trudniejsze. Weźmy dolny odcinek Wisły. Płock i Toruń to miasta, które Rosjanie muszą zająć, bo znajdują się one na prawym, podwyższonym brzegu Wisły i bronią mostów”. Akurat Petersen dobrze wie, o czym mówi – w ostatniej dekadzie zimnej wojny uczestniczył wszak w opracowaniu tzw. Air Land Battle Concept, tj. koncepcji powstrzymania Sowietów zmasowanym kontruderzeniem atomowym – przede wszystkim na trasy domarszu prowadzące przez Polskę – musiał więc doskonale znać mapę naszego kraju z naniesionymi na nią celami dla rakiet amerykańskich. Dlatego skóra cierpnie, kiedy ciągnie dalej: „Pomysł ministra Macierewicza, by stworzyć coś w rodzaju Gwardii Narodowej, jeśli będzie ona oczywiście dobrze wyposażona i wyszkolona, jest dobry. Może ona bowiem zamienić te miasta, po ewakuacji ludności, w twierdze, bronione bez problemu przez wiele tygodni – o wiele dłużej, niż są w stanie wytrzymać Rosjanie. Gwardia Narodowa mogłaby także trudzić się odbudową baz lotniczych. W ten sposób zdjęłaby część ciężaru z regularnych sił. Można by czerpać też z sił rezerwy”.

Sęk w tym, że wszystkie tego typu scenariusze są pozbawione jakichkolwiek optymistycznych zakończeń. Zarówno operacja „Boxer” symulowana na stołach sztabowych w roku ubiegłym (w Waszyngtonie), jak i operacja „Hegemon” symulowana z początkiem tego roku (w Warszawie) – obie te gry wojenne, jeśli idzie o Polskę, miały niemal identyczny horyzont zdarzeń: kompletne wyczerpanie stanów i rezerw Wojska Polskiego, a ze strony Rosjan – „deeskalacyjne” uderzenia bronią jądrową w szereg strategicznych celów na mapie Polski. Dodatkowo wszystkie te wojenne scenariusze projektują jeszcze jedną tragedię dziejową: zbrojną konfrontację Polaków i Białorusinów – do czego doprowadzenie byłoby największą zbrodnią przeciwko polskiej racji stanu.

Jaki w tym nasz interes? Żaden. A jaki interes mają nasi amerykańscy patroni? Proszę czytać świeży, styczniowy raport amerykańskiego Centrum Analiz Strategicznych i Budżetowych [Center for Strategic and Budgetary Assesments] – dostępny na stronie: http://csbaonline.org/research/publications/preserving-the-balance-a-u.s.-eurasia-defense-strategy – w którym wszystko wyłożono tak, że jaśniej już niepodobna.

1. Utrzymanie przez imperium amerykańskie pozycji globalnego hegemona wymaga: przede wszystkim (a) położenia kresu mocarstwowym aspiracjom „państw rewizjonistycznych”: Chin, Rosji i Iranu, oraz (b) położenia kresu kryzysowi wewnętrznemu własnego państwa. 2. Jedno i drugie wymaga zrównoważenia wydatków przez wzrost podatków – co jest nie do przeprowadzenia bez WOJNY, której pilną potrzebę dyktuje z jednej strony tempo rozwoju gospodarczego i militarnego „państw rewizjonistycznych”, a z drugiej tempo wzrostu deficytu budżetowego USA. 3. Z trzech teatrów wojennych przyszłej wojny: zachodniego Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i Europy – ten ostatni rejon ma dla Amerykanów znaczenie DRUGORZĘDNE. Państwa europejskie nie powinny być przez USA wspierane militarnie bardziej, niż wymaga tego kluczowa strategia: „czas za terytorium”. 4. Owo „terytorium”, którego utratę w Europie na rzecz Rosji specjaliści amerykańscy z góry zakładają, to oczywiście przede wszystkim Polska. Strategia amerykańska nie zakłada tu niczego więcej poza prowadzeniem DZIAŁAŃ OPÓŹNIAJĄCYCH – i to możliwie niskim kosztem – a bez użycia potencjału równoważącego ani środków odstraszających. 5. A jak minimalizować koszta? To oczywiste – przerzucić je na ludność tubylczą, która powinna prowadzić „zaawansowaną wojnę nieregularną”, tj. DZIAŁANIA PARTYZANCKIE na kształt Hezbollahu (sic!). Efektywność tych działań Amerykanie mogą oczywiście wzmocnić własnymi środkami rozpoznania i odpowiednim instruktażem – ale w żadnym wypadku nie wysyłką jakichś potężnych korpusów ekspedycyjnych.

Kim jest autor tego raportu – który jeśli o nas chodzi, można by równie dobrze zatytułować: „PORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ”? Czy to jakiś „ruski agent”, jakiś „kret” w szeregach administracji amerykańskiej, którego zadaniem jest sianie defetyzmu i niewiary w szczerość intencji naszych sojuszników? Nic podobnego – to dr Andrew F. Krepinevich, doświadczony pułkownik armii amerykańskiej i wybitny analityk Pentagonu, ekspert Kongresu, pracujący dla Białego Domu za kadencji paru prezydentów – to on nie pozostawia żadnych złudzeń co do strategicznych celów imperium. Celem ewentualnej wojny w naszym regionie w żadnym wypadku nie jest ostateczne rozgromienie przeciwnika – bo przecież silna i zintegrowana Rosja jest Ameryce żywotnie potrzebna w konflikcie z Chinami. Istotnym celem na naszym odcinku jest więc nakłonienie Moskwy do przyjęcia roli lojalnego sojusznika Waszyngtonu – a jeśli uda się to osiągnąć bez wojny, tym lepiej. Pan doktor pułkownik Krepinevich bez specjalnego owijania w bawełnę stawia tę kropkę nad „i”: „Russia could become a U.S. security partner”. A więc zakładana utrata 100 proc. stanów osobowych oraz rezerw mobilizacyjnych Wojska Polskiego, gruzy i zgliszcza lub nawet leje po bombach atomowych w miejsce Suwałk, Torunia, Płocka, a może i Warszawy – to śmiertelne ryzyko przyjmujemy na siebie po to, by Amerykanie i tak w końcu dogadali się z Moskalami – ?!

Grzegorz Braun

Napisane przez:


Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 13 dla artykułu "Polityka pobożnych życzeń"

  1. Z analiz Grzegorza Brauna wyłania się bezalternatywny, apokaliptyczny obraz przyszłości Polski. W zasadzie żadne sojusze (także, te naprawdę nieprawdopodobne, z Rosją) nie są w stanie poprawić naszej sytuacji. Przyszły teatr działań wojennych musi rozegrać się na terytorium naszego kraju. Brak sojuszy także nie będzie miał znaczenia dla rozwoju wojennych scenariuszy. Drażnić niedźwiedzia nie wolno, nie drażnić jeszcze gorzej. Kamień do szyi i do Wisły!

  2. zjanusz zjanusz pisze:

    Niestety! Jeśli nawet przeszlibyśmy na stronę rosyjską, to i tak zostalibyśmy przedpolem walki, tylko, że rosyjskim. Żadna różnica. Neutralność? Też by jej nikt nie uszanował. Żydzi nie stawiali oporu, a i tak ich to nie uratowało. Natomiast zbroić się trzeba zawsze. Według mnie lepiej zginąć w walce niż jako stado zarzynanych baranów. Jak dotąd Polaków rozbrajano, a obecny strach władzy przed uzbrojeniem narodu jest nie mniejszy jak za sanacji (ze skutkiem widomym w 1939r.). Czy jest to zatem polska władza?
    Żurek Janusz

  3. pablo3 pablo3 pisze:

    tak na dobra sprawę, jak słusznie Pan Maciej zauwazyl, nie mamy wyjścia. trzeba postawić twardy opor. nasza terazniejsza sytuacja jest efektem przeszlosci. jednak nie ma co oskarzac starszych pokoleń zyjacych kilkadziesiąt czy kilkaset lat wstecz, bo fortuna losu potrafi być zludna. od kilku setek lat Rosja jest potega, ale wcale nie musiało tak być. niestety zadecydowal o tym bardziej slepy los. poza tym zobaczymy, czy faktycznie sytuacja na swiecie, będzie się rozwijala w tak niekorzystnym dla nas kierunku…

    • AS pisze:

      To nie ślepy los. To WSC decyduje o tym, że ludy przemieszczają się ze wschodu na zachód a nie odwrotnie. Podążamy za jej gwiazdą. Jesteśmy tylko marnym pyłkiem w tych zdarzeniach. I będą nas ludy wschodu przepychać na zachód i nie mamy w tym nic do powiedzenia. Ponad 1500 lat temu, Hunowie napierający ze wschodu, tak przepchnęli wszystkie ludy na zachód, że Germanie przekroczyli Ren i znaleźli się w Galii a Słowianie wylądowali na Łabą. Chociaż i jedni i drudzy wcale o tym nie myśleli. Ooo!

  4. tarpan pisze:

    jakoś nie widzę wojny usa-rus na terenie Polski.

    Kto i po co miałby ją prowadzić? Ani Rosjanie ani Usańcy ani tym bardziej Niemcy nie mają na to siły. Jedynym zwycięzcą takiego konfliktu byłby Daleki Wschód a ani Rosjanie ani Usańcy na to nie pozwolą. W Polsce wojny nie będzie. Może nam W-we sprzątną ale to nawet dla reszty kraju chyba lepiej.
    Straszący powyżej zagładą Polski niech odpowiedzą. Kto i w jakim interesie by taką wojnę tu rozpętał.

    • Majster pisze:

      dokładnie! nie rozumiem takich pseudo analiz i czarnych scenariuszy.
      no chyba ze to jacys płatni pro ruskie trolle.
      ameryka i rusja mają na głowie inny problem – CHINY!
      rusja to kolos na glinianych nogach, 5-10 lat i sie sam poraz drugi
      rozpadnie na mniejsze kraje.
      ameryka gospodarczo ledwo utrzymuje przewage technologiczno – gospodarczą

      gdzie im tam wojna w Polsce?? bzdury kompletne!

  5. Jerzy pisze:

    ZAWSZE jest sposób, zawsze jest wyjście.
    Jeżeli mały Izrael był i jest w stanie przetrwać otoczony morzem państw które w swoich oficjalnych doktrynach mają za cel zniszczene Izraeal, Polska powinna być w stanie również.
    .
    Po pierwsze należy w Polsce stworzyć niezależną od polityków formacje która dokonuje strategicznych analiz.
    .
    Po drugie nawet będąc w sojuszach musi mieć plan przetrwania BEZ pomocy sojuszy.
    .
    Po trzecie po przeanalizowaniu środków jakie Polska moze przeznaczyć na obronę chyba natychmiastowym wnioskiem będzie że nie jest w stanie obronić się w sposób konwencjonalny. Kwestia przetrwania nie należy do kwestii moralnych, ryceskiego postępowania, czy stosowania się do międzynarodowego prawa. Dlatego na obecnym etapie Polska musi zapewnić sobie sytuację w której będzie pewność że nikt Polski nie zaatakuje.
    Jednym ze sposobów jest sprawienie by rząd każdego kraju który zaatakuje Polskę miał pewność że ani on ani jego rodziny nie przeżyją bez wględu na wynik konfliktu. Osiągnięcie tego celu będzie dosłownie miliony razy tańsze niż wygrania wojny w sposób „rycerski”. I wcale nie trzeba z tym się obnosić. Nawet przeciwnie – trzeba stworzyć mechanizm, ale tak jak Izrael nie przyznawać się do posiadania go. Zainteresowane państwa i tak będą o tym wiedziały i będą wiedziały że nie są to jedynie strachy na Lachy.
    .
    Uniknąć sytuacji z 1939 i z 1944 czyli nie nabierać się na obietnice a patrzeć jedynie na suche fakty. Jeśli NATO ma rzeczywiscie bronić Polski, kategorycznie zarządać przeniesienia wszystkich amerykańskich baz z Niemiec do Polski. Równocześnie zarządać stworzenia wokół polskich miast skutecznej tarczy antyrakietowej sfinansowanej z budżetu NATO i Unii.
    Jeśli to nie nastąpi – nie oszukiwać się tylko wystapić z NATO i przyjąć neutralność. NATO nie jest nam potrzebne do zdobywania czasu dla ratowania Berlina i Nowego Jorku. Mam wiecej niż pewność że w ciagu 5 lat wszystkie bazy zostały by przeniesione do Polski. Jeśli nie – naprawdę przyjąć neutralność, bez żadnego blefowania. Kolejnej rzezi Polska już chyba nie przetrwa a państwa które nie stawiały oporu zawsze wychodziły na tym lepiej od nas. Na niepodległość przyjdzie czas kiedy mocarstwa wezmą się za łby miedzy sobą na poważnie.

    I tutaj mała dygresja – w 1944 polski rząd ma emigracji oraz dowództwo poslkich sił zbrojnych na zachodzie powinno było wydać rozkaz wycofania polskich jednostek z frontu i rozwiązania polskich sił zbrojnych na zachodzie. Oczywoście zrobić to w momencie kiedy stało się jasne że alianci Polskę sprzedali Sowietom w zamian za sowiecką pomoc w pokonaniu Niemiec.
    Spowodowało by to, że pozycja aliantow prawdobodobnie uległa by zmianie i być może nawet armia Patona weszła by do Polski. Jeśli nie – nic byśmy nie stracili. Absolutnie nic. Pokazalibyśmy że tak samo jak Anglicy czy Amerykanie nie jesteśmy frajerami i potrafimy walczyć o swoje ostro nie tylko z bronią w ręku.
    Prawdopodobnie alianci postawili by pod sąd wojenny nasze dowództwo, wydali i wykonali wiele wyroków śmierci za „dezercje” ale tak trzeba było. Sowieci zamordowali i wywieźli do obozów wiecej Polaków po wojnie niż liczyła cała nasza armia na zachodzie. Te ofiary naprawdę były by potrzebne, jeśli wogóle do nich by doszło.
    To samo teraz – albo rzeczywista gwarancja bezpieczeństwa dla Polski z potężnymi bazami wojsk pancernych u nas, albo wychodzimy z tej organizacji i po raz pierwszy w naszej historii deklarujemy neutralność. Nie umieramy za nikogo.
    .
    Są jeszcze inne rzeczy które należały by robić równolegle, ale poprzestanę na tym. Wspomnę tylko że wcale nie jesteśmy sami w Europie wschodniej. Inni są jeszcze bardziej zagrożeni i należało by to wykorzystać nie patrząc na to co na to powie zachód.
    .
    Takie jest moje zdanie. Realizował bym wszystkie powyższe punkty. Przypominam punkt trzeci – dlaczego setki tysięcy jeśli nie miliony rodaków (oraz często bogu ducha winnych żołnierzy przeciwnika) ma umierać, podczas gdy sukinsyny którzy wojnę wywołują i sankcjonują żyją w przekonaniu że oni i ich rodziny tę wojnę przeżyją? Dla mnie jest to nie do zaakceptowania. Tylko nie mówcie mi o powojennych trybunałach. Te tworzą zwyciezcy a agresor jest agresorem ponieważ zakłada że to on wygra.
    .
    O, są tacy którzy twierdzą że opisany w artykule scenariusz jest niemożliwy. Naprawdę?
    Ameryce potrzebna będzie Rosja i to Rosja po stronie Ameryki. Chińczycy muszą mieć świadomość że w razie czego będą walczyć na dwu frontach. Z kolei Rosja zdając sobie z tego doskonale sprawę wie że może posunąć się BARDZO DALEKO. Przykładem jest Krym.
    Czy wspomniałem że pasowało by zrobić coś z tym wrzodem którym jest rosyjski lotniskowiec Obwód Kaliningradzki? W najgorszym wypadku zrobić z niego strefę zdemilitaryzowaną. Ale do tego potrzeba woli Ameryki. My tego nie przeprowadzimy…
    Hm… kiedy o tym myślę… Izrael potrafił by tak wpłynąć na USA że te zmusiły by Rosję do demilitaryzacji tej strefy. Czy my jesteśmy gorsi?

    • tarpan pisze:

      gdybyśmy rozwiązali armię w 44r zostalibyśmy okrzyknięci nazistami o wiele wcześniej niż w XXIw. Najprawdopodobniej nie dostlibyśmy również ziem zachodnich a wschodnie i tak stracili. Może też podobnie jak Bałtowie wyladowalibyśmy wewnątrz ZSRR (co oznaczałoby, że ZSRR trwałby znacznie dłużej).

      • obywatel pisze:

        Węgrzy, na przykład, jakoś nie zostali „nazistami”.

        • tarpan pisze:

          no właśnie ciekawe dlaczego? My byliśmy najbardziej antyfaszystowscy w koalicji a dziś jesteśmy określani jako współsprawcy i naziści a Węgrzy byli w sojuszu z Niemcami a faszystami nie są nazywani. Zastanawia Cię to? Mnie tak.

    • obywatel pisze:

      „nie jesteśmy sami w Europie wschodniej. Inni są jeszcze bardziej zagrożeni…” – słusznie. Lecz nasz rząd woli uśmiechać się do cynicznych Niemców, umizgiwać się na chama do niechętnej nam Ukrainy i potrząsać plastikową szabelką w stronę nieobliczalnej Rosji, niż poważnie rozmawiać z sąsiadami, zwłaszcza z Grupą Wyszehradzką. Polsce, jako największemu Państwu w ty, gronie, opisana jest rola lidera, ale Polska jej najwyraźniej nie chce. Nic dziwnego, że poszczególne państwa tej grupy układają się z innymi, każde po swojemu. Jak w latach 30. XX wieku.

      • Jerzy pisze:

        Spójrz na mapę. My z powodu bezpośredniej granicy z Białorusią, która jeśli tak dalej pójdzie będzie częścią Rosji, no i tego przeklętego obwodu królewieckiego jesteśmy w innym położeniu. Nie mówię grupie Wyszehradzkiej nie, ale oni wciąż mają potężną strefe buforową w postaci Ukrainy. Oni zaczną trząść portkami na poważnie dopiero kiedy Ukraina padnie, czyli za późno.
        Potencjał militarny Węgier, Słowacji, Czech jest mikroskopijny. Natomiast Białoruś ma więcj czołgów niż Polska a Ukraina ma czołgów 2 razy więcej. Dodaj je wszystkie razem i nagle jesteśmy największą siłą militarną w Europie – po Rosji oczywiście.
        My po prostu potrzebujemy tej ogromnej Białorusko-Ukraińskiej strefu buforowej z ich sporym potencjałem militarnym. Myślę że przeciągnięcie Białorusi na stronę zachodu jest naszym żywotnym interesem. Naszym być albo nie być. Nie wydaje się by Ukraina dobrowolnie przeszła teraz na rosyjską stronę przez następnych 100 lat. Gdyby udało sie zachować Ukrainie niepodległość i jakoś przeciągnąć na naszą stronę Białoruś – Polska w końcu była by bezpieczna. Wtedy to Białoruś i Ukrainę spotykały by te wszystkie egipskie plagi które spotykały nas przez ostatnich 300 lat.
        Myśląc o tym i o naszym bezpieczeństwie, odłożył bym na bok wszystkie te „moralne” bajki jakimi sami się karmimy. Zrobił bym to co robią Anglicy, Amerykanie a i Rosjanie też, jeśli na szali jest racja stanu. Użył bym wszelkich sposobów by osiagnąć cel i oderwać Białoruś od Rosji. Przekupstwa, szantaż, obietnice, marchewka, bat, cokolwiek co gwarantowało by efekt. Rosja aby pozbyć się Rzeczpospolitej, nie żałowała niczego. Pieniędzy, zaszczytów, przekupywania posłów, szantaży, morderstw, aż do sparaliżowania sejmu Rzeczypospolitej. Militarne zajęcie naszych ziem było jedynie postawieniem kropki nad i.
        Tak się robiło kiedyś i wciąż tak samo robi się politykę dzisiaj. Czas dorosnąć i zająć się naszymi własnymi interesami.
        Moment kiedy na Białorusi powstaną rosyjskie bazy będzie momentem kiedy jest już na wszystko za późno. Ani USA, ani NIemcy, ani sami siebie już nie obronimy.
        A nad grupą Wyszehradzką też należy pracować, bardzo poważnie pracować, ale dla mnie byłby to tylko dodatek. Wisienka na torcie.
        Proszę spojrzeć tylko na mapę Europy a nie trzeba będzie niczego tłumaczyć. Ja patrzę na nią codziennie – wisi nad moim biurkiem.

        • Jerzy pisze:

          Zapomniałem dodać że Grupa Wyszechradzka ma potężną strefę buforową w postaci Ukrainy i… Polski !
          Czy tacy dadzą się łatwo przekonać? Czy w grach wojennych jest zmienienie Pragi, Bratysławy i Budapesztu w strefę radioaktywną?
          Pchać się od razu na drugą stronę Karpat chyba nie jest zbyt rozsądną strategią kiedy ma się przed sobą potężne równiny od Dniepru po Odrę?
          Według mnie kluczem jest Białoruś ale świstak śpi.
          Natomiast niedźwiedź dawno się obudził… on wie…

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

300891