18102017Nowości:
   |    Rejestracja

Póki nie żremy trawy


Polityk – osoba działająca w sferze polityki, którą w klasycznym rozumieniu pojmujemy jako sztukę zdobywania władzy i rządzenia państwem, przy czym celem jest tu dobro wspólne, a przyporządkowanie działania temu celowi ostateczne.

W czasach tzw. raczkującej demokracji polityk pragnący uzyskać władzę musiał przygotować spójny i przekonywujący program naprawy państwa, przy czym swoim charakterem, wytrwałością, umiejętnościami, honorem i dotychczasową wiarygodnością gwarantował, że przedstawiony program będzie konsekwentnie realizować.


Natomiast polityk uzyskujący władzę w wyniku wyborów miał kadencję (4-5 lat), by się wykazać i udowodnić, że warto było mu zaufać. Przy czym zarówno profesjonalizm, jak i nieudolność polityka społeczeństwo weryfikowało w trzewiach, poprzez odczuwalne w kieszeniach, na co dzień i na rodzinie poprawienie lub pogorszenie warunków życiowych. Te 90 lub 80 lat temu – bo o takich czasach mówimy – pomiędzy życiem znośnym, a życiem w nędzy typowego wyborcy istniała bardzo cienka granica, łatwa przez niego do przekroczenia w obydwie strony, w wyniku dobrych lub złych decyzji politycznych. Polityk nie mógł sobie przy tym pozwolić na marazm, musiał działać by kraj rozwijać, wciąż poprawiać gospodarkę i ścigać się z sąsiadami, których oddech na plecach czuł bez przerwy. Przy czym polityk działając ówcześnie w warunkach wysokiego ryzyka, napięć społecznych, wojen ekonomicznych, a nawet granicznych musiał podejmować decyzje mając świadomość ich konsekwencji. Dobra decyzja nagradzana była potężniejącymi więzami społecznymi, niebywałym szacunkiem i kopem w dynamice rozwoju ojczyzny, zła decyzja często wywoływała niepokoje społeczne, zapaść gospodarczą, inflację, groziła zamachem stanu (nie tylko parlamentarnym), a nawet wojną.

 

Ten realny wpływ polityki na życie i weryfikacja wyborcza z poziomu własnych 4 kontów były najważniejsze. Media mogły coś pomóc, lekko przeszkodzić, ale nie miały decydującego wpływu. Gazety mogły wtedy żyć życiem polityków, piętnować, chwalić, ale nie tworzyły „indywidualności” i nie generowały wyników wyborczych. Media mogły pisać dowolne sprawy o Grabskim, ale każdy pamiętał, kto zwalczył hiperinflację. Mogły do woli obsobaczać inż. Kwiatkowskiego, ale każdy mógł na własne oczy zobaczyć Gdynię i ujrzeć jak powstaje Centralny Okręg Przemysłowy. Z drugiej strony każda medialna próba wywindowania na szczyt osoby niegodnej, podłej, ograniczonej lub głupiej skazana była na niepowodzenie. Formacja mająca w swoich szeregach dyletanta czy aferzystę staczała się, gdyż nie mogła na dłuższą metę zaprzeczać doświadczeniu osobistemu obywateli. Znamy wprawdzie opowieść o Dyzmie, którego postać była przejaskrawioną karykaturą niektórych ludzi sanacyjnej władzy, no ale widzianych oczami opozycjonisty Dołęgi – Mostowicza. Założę się, że gdybyśmy do protoplastów Dyzmy przyłożyli dzisiejszą miarę, to wprawdzie zobaczylibyśmy wielokrotnie prostych oficerów polowych bez wykształcenia i kwalifikacji w polityce, no ale z drugiej strony ludzi krystalicznie uczciwych, oddanych ojczyźnie i zadziwiająco sprawnych (jak na ten brak wykształcenia) w obrębie większości powierzonych im zadań. Słowem niegdyś polityk musiał podejmować ważne decyzje, realizować ważne decyzje i z konsekwencji tych ważnych decyzji był rozliczany. Gdy mu drastycznie nie poszło czasem ze wstydu strzelał sobie w łeb, jak Walery Sławek.

 

„Demokracja dojrzała”

 

Jakże to odmienne niż polityka dzisiejsza. Dzisiejsi politycy są w rzeczywistości atrapami polityków, medialnymi aktorami odgrywającymi ich rolę. Ich popularność i wynik wyborczy nie zależą od ich działań, od ich faktycznych osiągnięć związanych ze wzrostem poziomu życia, bezpieczeństwem czy rozwojem ponieważ działań tych społeczeństwo nie weryfikuje. Dlatego w miarę możliwości żadnych realnych działań nie podejmują.

 

joker_tusk

 

Ich pozycja zależy za to od mediów, od oceny mediów, od obecności w mediach, od umiejętności znalezienia się w obliczu mediów, od spindoktorów, od zatrudnienia najlepszych PR-owców, od posiadania kontroli nad mediami, od posiadania zasobów i wpływów, dla których media pokażą ich życzliwie. Zależy od otoczenia koło kogo i gdzie stoją – dlatego starają się stać jak należy, a ręce sobie podają gdy flesze gotowe. Dzisiejsze atrapy polityków nie są jednak głupie, wiedzą, że w większości społeczeństwa podstawowe potrzeby z piramidy masłowa są zaspokojone. Nie ryzykują więc wiele, że ich brak decyzji przez lata powiąże obywatel z coraz większymi pustkami w swojej kieszeni i z drastycznym pogorszeniem warunków życiowych jego rodziny.

 

Zresztą od tego ma telewizję, radio, gazety, coraz większą kontrolę w Internecie, by obywatel jak najdłużej nic nie zauważył, a jeśli nawet zauważy, by nie wiązał tego ze złym działaniem lub brakiem działania rządzącego polityka. Ot co najwyżej z kryzysem międzynarodowym, działaniem poprzedników, okolicznościami obiektywnymi (demografia, zmiany obyczajów) lub z własną niezaradnością. Skutkiem tej tresury własnej i wyborców, tej specyficznej selekcji ze względu na sztukę autoprezentacji i realizację intryg, jest absolutne zatracenie przez polityków wszelkich umiejętności korzystnych dla społeczeństwa, kompletne nieprzygotowanie do wykonania jakiejkolwiek pracy w służbie państwu, zatracenie honoru i gotowości do podejmowania ważnych decyzji. Dzisiejsi politycy już nic nie potrafią, nie mają potrzeby potrafić i nie podejmują żadnych realnych reform i żadnych ryzyk, mogących zmienić na lepsze nasze życie. Atrapy polityków wykonują atrapy czynności i erzace decyzji. Myślą tylko o tym co, jak, gdzie, kiedy i przez kogo ogłosić, by się przypodobać tym co ich chronią (może być obcy, kręcący wrogie interesy, a co), tym co im dają możliwości kradzieży (za udział) i tym dzięki którym mogą wygrać wybory. Mediom, finansistom, czasem agenturze. Choćby potem potop – byle dotrwać i byle nie dorwali.

 

I tak będzie zawsze, coraz gorzej, coraz straszniej, coraz bardziej wszystko udawane – póki nie doprowadzą nas do nędzy, póki nie pozbawią nas wolności, póki nie będzie niemal za późno. Póki nie przejrzymy na oczy, gdy tak nas przyciśnie, że znów zadziałają stare, osobiste mechanizmy weryfikacyjne.

Słowem: póki nie żremy trawy.

 

Napisane przez:

Kontakt: kontakt@anuluj-mandat.pl

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 16 dla artykułu "Póki nie żremy trawy"

  1. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Oczywiście może się zdarzyć, że wśród polityków jest kilku takich co potrafiliby coś zrobić dobrego. Tylko po co? Kto to zauważy? Jaki dziennikarz o tym napisze?

    • zbyszek pisze:

      Święta racja…naród jest jeszcze otępiały i zdalnie sterowany jak marionetki ,żal tylko tego zrywu ,,Solidarności” po którym ostał się jeno sznur…dobry artykuł

      • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

        Ludziom tak naprawdę nigdy nikt nie wyjaśniał (bo niby po co) o co chodzi w polityce i tzw demokracji. Zamiast tego indoktrynowano ich od lat.

  2. vergilius pisze:

    Zwierzęcym folwarkiem nie jest tak trudno zarządzać. Przyzwyczajone do marazmu społeczeństwo lub przymuszone do tego np. fluorkiem sodu w wodzie i pastach do zębów (stosowany w gułagach i obozach zagłady) wyczekuje głosu lidera, który będzie mówił to co to społeczeństwo pragnie w danym momencie usłyszeć. Wola oczekiwanego głosu (poglądów) staje się coraz silniejsza, aż osiąga poziom akceptacji wszelkich populistycznych haseł doprawionych pikanterią chorej wyobraźni spin doctora danego lidera. Sterowanie medialnymi programami, tak aby wywoływać uczucie próżni u odbiorcy jest stanem poprzedzającym programowanie społeczeństwa w mediach głównego nurtu. Tym samym odbiorca staje się niewrażliwy na poboczne treści, które nie zaspokajają jego sztucznej próżni, a wręcz zakłócają jego główny nurt odbiorczy i decyzyjny. Do tego dorzuca się co jakiś czas terapie szokowe szkoły Miltona Friedmana i kontynuuje się upowszechnianie ekonomii szkoły chicagowskiej eksplorując wszelkie lokalne zasoby i drenując portfele obywateli.

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Wyborcy dali się wtłoczyć w mistyfikację polegającą na tym, że każdy ma oddać hołd jakiemuś liderowi, określić się za kim jest. Tymczasem rzecz wygląda odwrotnie, to politycy powinni o nas zabiegać i nas przekonywać do siebie przez cały czas (najlepiej czynami) by przetrwać.

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Dlatego właśnie ludzi się urabia, by ustosunkowanym cwaniakom było łatwo i bezpiecznie przy żłobie. A wysiłek mógł pójść w intrygi

  3. rencista pisze:

    No cóż, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że potrzeba jest matką wynalazków, także i w polityce. A więc w epoce POstpolitycznej społeczeństwo polskie badane było coraz to bardziej skrupulatnie przy pomocy różnego rodzaju badań socjologicznych (czyt. socjotechnicznych), zwłaszcza na poziomie tzw. reakcji masowych. Znajomość bowiem owych reakcji („słupków”) była wykorzystywana nie tylko w globalnie i lokalnie pojętym biznesie, ale także i w polityce! Otwierała bowiem drogę właściwym decydentom do coraz to bardziej sprawnego sterowania (mówiąc z europejska) tzw. „zasobami ludzkimi”.
    W związku z powyższym – swoistej transformacji, ulec musiał nie tylko tradycyjny charyzmat polityków w owej tzw. transformacji ustrojowej i przywódcy politycznego, ale także i przede wszystkim – model samej demokracji. I tak przywódcę (już POstpolitycznego) odpowiednio w tzw. mediach głównego ścieku wykreowano i wystylizowano (vide Donald Franciszek Tusk i jego image), by dać satysfakcję masom (czyt. tzw. „POżytecznym idiotom” zwanym potocznie lemingami), które to masy odczuwały przecież wielką potrzebę personifikowania się z władzą i jej „GOLD” niejako „idolem”. Typowym przykładem są tu tzw. „młodzi, wykształceni (już inaczej) i z dużych miast” naiwni nuworysze, zauroczeni niejako „GOLD cudami in spe”, czy świadomie grzejący się ciepełkiem miłości „idola” (oczywiście nie bez koncesyjnej wzajemności) biznesmeni kręcący tzw. „GOLD lody”, lub tzw. celebryci, co to „ani be ani me ani kukuryku”, ale też „coś” jednak zawsze znajdą w POstpolitycznym koszyku GOLD idola.
    A jako, że w życiu społecznym i politycznym doświadczmy przecież skutków przeszłości, przechodzącej w teraźniejszość i określającej przyszłość, ulec musiał też i model naszej POstpolitycznej demokracji, który – jak mawia nasz pewien europejski poniekąd mędrzec – z tzw. „pluralistycznej demokracji” stopniowo ewoluował i przekształcił się nam – nie tylko w tzw. „demokrację ludową”, ale i w bardziej niejako zaawansowaną i POstępową – „GOLD” niejako „demokrację putinową”. I nie byłoby w tej POstpolitycznej tragifarsie nic aż tak nazbyt zdrożnego – jako, że lemingoza jest przecież chorobą ducha somatycznie uleczalną, gdyby nie to, że tragifarsa ta nie tylko coraz to bardziej zaczyna przypominać jakąś bezrozumną „recydywą saską”, z trudnymi przecież do przewidzenia skutkami dla naszego państwa i Narodu, … ale także i to, że swoim ustrojem kojarzyć się już zaczyna z jakąś podrzędną „republiką bananową kolesi”, gdzie rządzi rzekomo nieznany władzy tajemniczy system, oficjalnie nazywany w poważnych demokracjach – po prostu mafią, a u nas nieoficjalnie – „układem zamkniętym”.
    Czy może z tej paranoidalnej poniekąd sytuacji wyniknąć coś pozytywnego? Ano może, pod warunkiem jednak, że nie włączą się do tego zaałgonowanego niejako „układu” tzw. „ruskie serwery” i nie wykreują nam nowego „idola” dla „rycerzy” okrągłego koryta!

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Jeśli coś mamy zdziałać, trzeba ludzi edukować, że teraz muszą mieć głos, nie gdy będą zdychać z głodu.

  4. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Dlatego nie jestem w stanie zaufać żadnemu politykowi, który twierdzi, że ludzie są za głupi na JOW i referenda. Być może tacy będą za pierwszym i za drugim razem, ale potem nauczą się komu ufać a komu nie, a przede wszystkim będą mieli wpływ na kształt polityki. Teraz największy ma kilku prezesów partii. Na wyłączność.

  5. hania hania pisze:

    Pesymistyczna ta Pana wizja. Jest naprawdę przerażająco źle, zgadzam się….

    // Póki nie przejrzymy na oczy, gdy tak nas przyciśnie, że znów zadziałają stare, osobiste mechanizmy weryfikacyjne.

    Słowem: póki nie żremy trawy.//

    Napiszę tak: źle jest w całej UE, w naszej Polsce, oni by w ogóle nie przetrwali.. Ale czytałam parę lat temu włoskiego dziennikarza, pełnego zachwytu nad nami – on pisał, że Polacy jako jedyni w Europie mają instynkt przetrwania.
    Ja się z nim zgadzam – i nie chodzi o górnolotne słowa, ale to,że ” nie zginęła póki my żyjemy”
    Myślę, że to jest nasz instynkt. Powolutku, ale budzimy się….

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Kilka razy przegapiliśmy to budzenie się. Tym razem wolałbym by tak się nie stało. Ale fakt, mamy instynkt. A przynajmniej mieliśmy

      • hania hania pisze:

        Coś jest na rzeczy… biorą się za łby ci, ktorzy nam to życie zgotowali. To są ludzie bez sumień, ale tam nastała niezgoda. Myślę, że z tego zła, coś dobrego może wyniknąć…
        A instynkt mamy, wiem to, jestem pewna – może późno, ale są tacy co go nie mają w ogóle :)

        • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

          Daliśmy kanaliom poczucie bezkarności i mamy tego skutek. Uważają się za silniejszych, lepszych, cwańszych i ponad prawem. Po rozwaleniu pierwszej setki powinni zmienić zdanie.

  6. Terebesz pisze:

    Ci, którzy mają świadomość całego tego bagna, są zajęci bieżącą walką o byt: ustawa śmieciowa, ZUS, nieustannie zmieniające się przepisy podatkowe… Mało kto wierzy jeszcze w wybory – zresztą słusznie, co to za wybory, między dżumą a cholerą?!
    „Oni” stworzyli system, który jest prawie, z ich punktu widzenia, doskonały: ordynacja wyborcza, która nie dopuszcza nikogo spoza układu, media na krótkiej smyczy, sądownictwo o którym pozwólcie, że się nie wypowiem, by uniknąć słów niechrześcijańskich, obowiązkowa państwowa edukacja przerabiająca ludzi na lemingów, biurokracja (świadomy elektorat!) liczona w setkach tysięcy nierobów, służby specjalne, których nikt normalny nie pamięta już, ile jest, a mają prawo przerobić Cię, obywatelu państwa prawa, na ekologiczną karmę dla świń… Korzystny klimat międzynarodowy, ostracyzmem karzący każdego, kto popełnia myślozbrodnię przeciwko „demokracji” czyli ogólnoświatowej lichwie.
    Ale my, na pohybel im, żyjemy. Szara strefa wytwarza ćwierć, a może i jedną trzecią dochodu poddanych Rzeczypospolitej Bezludowej. Drobna wytwórczość, dbająca o pozory legalności, pewnie drugie tyle. Ci ludzie zyją poza systemem „rynków finansowych”, banków i ubezpieczeń, gdzieś na marginesie systemu prawnego, który nie uwzględnia ich istnienia. Nie głosują, bo i po co. Trwają oni i rodziny ich. Jak długo?

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Ależ oni chcą byśmy żyli dalej i na nich pracowali. Masz rację, zabezpieczyli się ze wszystkich stron. Ale kruche to jest na tyle, że wystarczy jeden zdecydowany, bez skrupułów, z możliwościami i umiejący walczyć. Zaskoczy każdego z nich z ręką w rozporku, przerażeniem na twarzy i gotowością wyśpiewania wszystkiego. I po temacie.

      Czy jednak doczekamy się tego jednego?

  7. witkacy witkacy pisze:

    Tomek wiesz dlaczego Atrapy polityków są jakie są i robią to co robią ?
    „Nie wiążą ich instrukcje wyborców „czyli konstytucja RP gwarantuje posłowi przywilej (logiczna możliwość miedzy innymi ) nie dotrzymania słowa co dalej skutkuje tym ze słowa wypowiedziane w kampanii wyborczej to” psu na budę”. W razie czego jak niezadowolona gawiedź zacznie się burzyć psy będą pilnować , w końcu pies Pan powinien słuchać a micha będzie pełna .I tu mamy polski absurd Konstytucja RP mówi o „Zabrania się dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny (art. 32). Każdy przywilej dzieli : na posiadacza i tego drugiego niemającego . Logiczne . Czyli różnicuje .A ja nie chcę być różnicowany ,być w gorszej pozycji z jakiejkolwiek przyczyny .
    Tu można się żalić na całą litanie przywilejów emerytalnych grup zawodowych ,immunitety sędziowskie, poselskie itd .
    Idąc dalej tokiem rozumowania to łamie także traktaty międzynarodowe .Tak dumie przypisujące Polskę do świata cywilizacji łacińskiej , demokracji niepełnej lub jak kto woli wadliwej .
    To że”Atrapy polityków są „takie o jakich piszesz to ich przemyślana robota. Sami tworzą prawo dla siebie .A naturą ludzka jest tak się ustawić by mieć jak najwięcej przy minimalnym wysiłku . Czasy średniowiecza i umartwiania już dawno wyszły z mody (chociaż pokutują w tradycji chrześcijańskiej). I bez kontroli zainteresowanych czyli wyborcy i nie wyborcy który często jest znudzony tzw „polityka ” nie dba o swój interes kreci na siebie bicz państwa który to podatkowym pręgierzem chłosta durnia.
    Z mojego punktu rozumienia prawa mamy do czynienia z nieważnością czynności prawnej .Wzorzec , Konstytucja RP jest „specjalnie blednie” napisana a świadomi tego „Atrapy polityków” żerują na oszustwie które jest wciskane w interpretacji tej Najważniejszej Ustawy .To samo tyczy się Kodeksu wyborczego .Dlatego uważam ostanie wybory za nieważne a wszelkie działania przez „AP” są tak samo nieważne . No ale jak się nikt nie upomina to znaczy że nie ma problemu !!!Do czasu aż zrobi się klimat i „Zaczniemy żreć trawę” . smacznego wyborcy .

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

106850