16102017Nowości:
   |    Rejestracja

Nie warto podpalać się w sądach


W dniu 9 marca 2016 roku miało miejsce tragiczne wydarzenie w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu.


 

 

Po ogłoszeniu wyroku na zakończenie rozprawy apelacyjnej o rozwód (sygn. akt  I A Ca 178/16), pozwany pan S. P. w proteście przeciwko orzeczeniu oblał się cieczą łatwopalną i podpalił. Płonąc wybiegł z sali sądowej i został na korytarzu ugaszony przez pracownika sądu przy pomocy gaśnicy, co być może uratowało mu życie. Poparzonego przewieziono do Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu.

 

Jak podawał „Głos Wlkp.” w artykule internetowym z dnia 10 marca, rzecznik szpitala, pan Stanisław Rusek informował o „ciężkim stanie pacjenta, poparzeniach ok. 50 % powierzchni ciała na granicy drugiego i trzeciego stopnia”. W dniu 14 marca szpital odmówił kolejnych informacji o stanie zdrowia poparzonego, wskazując jako przyczynę dramatyczną prośbę rodziny, aby wstrzymać informowanie prasy. Wiadomo tylko tyle, że pacjent przebywa nadal w Pododdziale Poparzeń szpitala.

 

Podczas rozprawy sądowej z tak tragicznym finałem Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpoznawał apelację S.P. od wyroku Sądu Okręgowego w Zielonej Górze, którym rozwiązano małżeństwo stron z ustaleniem winy pozwanego i orzeczono o obowiązku alimentacyjnym Wyrok w Zielonej Górze zapadł w składzie: Przewodniczący SSO Zbigniew Woźniak i ławnicy: Andrzej Przywecki oraz Alicja Wańkowicz- Kotlarska.

 

Pozwany w apelacji domagał się rozwiązania małżeństwa z winy obu stron, obniżenia świadczeń alimentacyjnych i korekt w odniesieniu do ustalonych kontaktów z dzieckiem. Sąd Apelacyjny w Poznaniu zmienił wyrok w odniesieniu do alimentów na rzecz małoletniego dziecka przez ich obniżenie, a w pozostałej części apelację pozwanego oddalił. Wyrok zapadł w składzie trzech sędziów zawodowych: przewodniczący i sprawozdawca Piotr Górecki, Roman Stachowiak (były prezes Sądu Apelacyjnego, obecnie wizytator Sądu do spraw gospodarczych) oraz Danuta Silska.

 

Zapytałam rzeczniczki prasowe obu sądów o to, jakie czynności wyjaśniające przeprowadzą kierownictwa sądów w związku z przygnębiającym zakończeniem procesu rozwodowego państwa P., w szczególności, czy przedmiotem zainteresowania władz sądu będzie ocena zgodności z prawem procesowym i rzetelności wyrokowania podczas rozpraw .

 

Sędzia Diana Książek-Pęciak z Sądu Okręgowego w Zielonej Górze odpowiedziała, iż zdarzenie samopodpalenia się pozwanego nie miało miejsca na terenie budynku ich sądu, a okoliczności objęte pytaniem o rzetelność wyrokowania mogą być jedynie  przedmiotem apelacji.

 

Z kolei SSA Elżbieta Fijałkowska, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, poinformowała, iż: „po wydarzeniu pomocą psychologiczną objęte zostały wszystkie osoby
potrzebujące pomocy, prezes i dyrektor Sądu wyjaśniali okoliczności samego zajścia, także w odniesieniu do problemu, czy dochowane zostały wszystkie zasady dotyczące bezpieczeństwa pracowników sądu oraz interesantów”, natomiast „przedmiotem zainteresowania władz sądu nie jest zgodność z prawem procesowym i rzetelność wyrokowania podczas rozprawy”.

 

A zatem, nikt nie będzie wyjaśniał, czy Sąd wydał trafne, rzetelne orzeczenie, co było – jak się wydaje – głównym celem protestu pana S.P.

 

Moim zdaniem, to bardzo niedobrze. Nie może być tak, że treść wydawanych wyroków i ich odbiór przez podsądnych i opinię publiczną nie jest co do zasady interesująca dla prezesów sądów, ich kolegiów, rzeczników dyscyplinarnych, etc., nawet wówczas, gdy strona procesu protestuje przeciwko decyzjom sędziów tak radykalnie, jak S.P., ryzykując życie lub co najmniej ciężki rozstrój zdrowia. Zwraca uwagę, że pozwany odwoływał się od orzeczenia przypisującego mu wyłączną winę za rozpad małżeństwa oraz w sprawie zasądzonych kontaktów z dzieckiem – można domniemywać, że jego zdaniem niewystarczających.

 

Abstrahując od realiów tej konkretnej sprawy, które nie są znane z uwagi na tajność postępowania i trudno je definitywnie oceniać – poza wielkim poczuciem krzywdy pozwanego – trzeba podkreślić, że orzeczenia sądowe w sprawach rozwodowych budzą protesty tysięcy ojców w Polsce. Organizują się oni nawet w specjalne stowarzyszenia w celu obrony ich praw i praw ich dzieci do opieki ze strony obojga rodziców. Nadal jednak ustawicznie zapadają wyroki, w których być może tylko niefrasobliwie lub niekompetentnie, ale nierzadko też i tendencyjnie, orzeka się niesłusznie o wyłącznej winie pozwanych mężów, gdy oczywistym dążeniem powódek jest uzyskanie rozwodu na przykład tylko w celu przejęcia znacznej części wspólnego majątku oraz opieki nad dzieckiem. To drugie głównie po to, aby zagwarantować matce stały dochód w postaci wysokich alimentów „na dziecko”. Działania tego rodzaju intensywnie wspierają organizacje feministyczne i delegowane przez nich adwokatki, broniące kobiet przed rzekomą „męską przemocą”. Sprzyja to narastającej ciągle fali rozwodów.

 

Nie jestem zaskoczona postawą Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. W składzie orzekającym podczas tragicznej rozprawy apelacyjnej był – jak już wspomniałam – SSA Roman Stachowiak, były prezes tego sądu. Znany jest mi on z tak kuriozalnych postanowień, jak w sprawie I ACz 750/12, gdzie orzeczono o prawomocnym zabezpieczeniu roszczenia alimentacyjnego w wysokości 700 zł miesięcznie na dziecko od poważnie chorego i pozbawionego źródeł dochodu pozwanego (będącego przez kilkanaście lat ofiarą rażąco błędnie działającego wymiaru sprawiedliwości), wyrzuconego przez powódkę z własnego domu. Powódka czerpała w tym czasie wysokie dochody z wynajmu nieruchomości należących do pozwanego, ale Sąd „uwierzył” jej słowom, że udostępniała lokale „nieodpłatnie”. Ta sama powódka w swoich pismach procesowych powoływała się na znajomości z niewymienionymi z nazwiska prokuratorami i sędziami, o których zapowiadała, że powoła ich na świadków. To także nie zostało w żaden sposób wyjaśnione przez skład orzekający z udziałem sędziego R. Stachowiaka. No cóż, wypada się zgodzić z opiniami, że nie jesteśmy krajem demokratycznym, skoro ważny polski sąd szczebla apelacyjnego nie jest zainteresowany badaniem okoliczności, które stanowią (lub mogą stanowić) naruszenie bezstronności lub niezawisłości sędziowskiej.

 

Obecnym Prezesem Sądu Apelacyjnego w Poznaniu jest SSA Krzysztof Józefowicz, który był wiceministrem sprawiedliwości w latach 2005-2007, gdy funkcję szefa resortu pełnił Zbigniew Ziobro. Sędzia ten, z tego co jest mi wiadomo, nie sprzyjał rzetelnemu rozpatrywaniu skarg podsądnych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Chyba tylko markował takie działania przed Ministrem Ziobro. Osobiście oczekuję szybkiego odwołania sędziego Józefowicza z funkcji Prezesa Sądu Apelacyjnego.

 

PS. Jak się dzisiaj dowiedziałam, sędzia Piotr Górecki, sprawozdawca i przewodniczący w tragicznym procesie w dniu 9 marca 2016 roku, gdzie płonął podsądny pan S.P., już – jak się wydaje – otrząsnął się z przykrych emocji. W dniu dzisiejszym był sprawozdawcą i przewodniczącym na posiedzeniu, podczas którego rozstrzygano, czy dziesięcioletni okres prowadzenia sprawy cywilnej o odszkodowanie od Skarbu Państwa jest okresem przewlekłym (sygn. SK 16/16). Mimo, że w tym czasie na 5 lat zaginęły akta sądowe w Sądzie Okręgowym w Poznaniu (sygn. I C 1275/08) i należało je odtwarzać, co trwało zresztą 7 miesięcy (sic!), a potem przez kolejne 2 lata tylko pozorowano rozpatrywanie sprawy, orzeczono, że przewlekłość nie miała miejsca. Może warto jeszcze dodać, że sędzia Piotr Górecki był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa od 18 marca 2002 r. do 18 marca 2006 r., a w okresie od 4 marca 2004 r. do 18 marca 2006 r. nawet Wiceprzewodniczącym KRS.

 

Po polsku sprawę należałoby być może posumować w ten sposób: „Jaki pan (dom. jaka KRS), taki kram”, a po łacinie: „Nemo iudex idoneus in propria causa” (nikt nie jest odpowiednim sędzią we własnej sprawie).

 

Zacznijmy stanowczo osądzać sprawiedliwość sędziów. Korporacja sędziowska powołuje zbyt wielu sędziów, którzy nie są w stanie orzekać w sposób sprawiedliwy, bezstronny, przewidywalny. Czas zmienić ustrój sądownictwa.

 

Nie warto się podpalać w sądach

„Obywatelska” , Nr 110, 18-31 marca 2016, str. 12

 

Napisane przez:


Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedajacych dym). Wspólzałozycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 29 dla artykułu "Nie warto podpalać się w sądach"

  1. Rebeliantka Rebeliantka pisze:

    Imię autorki tekstu w „Obywatelskiej” brzmi Krystyna. Nastąpiła drobna redakcyjna pomyłka.

  2. gola.dupa.tuska pisze:

    Widzę to tak:
    1. sądownictwo w Polsce to kompletne dno.
    2. Żadna kobieta nie jest warta podpalenia się.
    3. Dobry ojciec dla dziecka zrobi wszystko. Nawet sie podpali.

    • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

      Trafione w sedno 😉

      • Piotr-Pierre pisze:

        A ja uważam (takze ze swego doświadczenia) ze kobieta, wbrew bzdurom poetów, jest kilkadziesiąt razy „twardsza” niż każdy, uważający się za twardziela, facet…
        A już kobieta-sędzina to… drżyjcie Bogowie 😂..

        • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

          W tej sprawie w Sądzie Apelacyjnym orzekało 2 facetów. Były Prezes i obecnie wizytator ds gospodarczych – Roman Stachowiak i były wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa – dr Piotr Górecki. A więc prominentne figury.

          Kobieta była tylko jedna i to o słabej pozycji w tym składzie, bo delegowana z Sądu Okręgowego. Ale wielce dyspozycyjna, co wiem z innych jej orzeczeń, wydawanych w SO.

          • Piotr-Pierre pisze:

            Wiem, przeczytalem. Ale ja napisalem ogólnie, nie o tej tylko sprawie. Mam za sobą polski proces rozwodowy, gdy pani sedzina, patrząc na zegarek, powiedziała mi szczere „- proszę się szybciej przyznać, mam dzis napięty terminarz”, a moj obrońca z urzędu, praktykant, patrzył w okno, i udawał, że tego nie słyszy.
            We Francji jest w przypadku rozwodów jeszcze gorzej, „rzeź facetów”, glównie z pieniędzy, nie tylko na dzieci. I spora większość Pań jako sędziów.

            P.

  3. Piotr-Pierre pisze:

    Ale największe komedie są gdy rozwodzą się francuzka z tradycyjnego zamożnego domu, i arab, „goly jak święty turecki”, cale życie na alimentation (zasiłku). Tu to bardzo częste sprawy, bo arabowie „podrywajač” francuzki chcą sobie poprawić status materialny, a francuzki, zakompleksione co do wlasnej urody (większość tu dziewczyn to zapasione kluski, o wzroscie 145-155, z czarnymi, sklejonymi stale tluszczem włosami w koki uczesanymi) „szukają swych życiowych szana” i mocnych wrazeń. Z podsłuchów (tu sale sądowe są dla widowni otwarte, gdy ktos ma czas, to słucha) gdy jeszcze mnie to ciekawiło, wiem że „mocne wrazenia” zwykle te kobiety miały. Może nie takie, o jakich sniły, ale zawsze…
    Polki ze swym materializmem i twardym stąpaniem po ziemi są jednak madrzejsze.

    Pozdrawiam
    P.

    • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

      Dzięki za ciekawe i cenne uzupełnienia.

    • amateo pisze:

      ???
      czy aby na pewno?
      pospolite stwierdzenie „murzyn moze wiecej” 😉 skutecznie miesza w łepetynach.
      ***
      ale przyznam po czesci racje – nasza zasciankowosc ma swoje plusy…

      • Piotr-Pierre pisze:

        Ano wlasnie „miesza w łepetynach”, Panie Amateo. To mialem na mysli. Po prostu nawet gdy mowimy o arabach urodzonych tu, tu wychoiwanych, po francuskich szkolach to roznica kulturowa do francuzow jest nadal OGROMNA. Przyznaje to zreszta sama arabska inteligencja we Francji w wielu ksiazkach.
        Arab wobec kobiety „swojej” jest PANEM I WLADCA. Nie raz widze ich malzenstwa wracajace pieszo np. z zakupow w markecie. Najpierw idzie zwykle PAN I WLADCA, czesto z lapami w kieszeniach spodni. Kilka metrow za nim podaza „wybranka” pchajaca wozek z draca sie pociecha, a w obu rekach targajaca ogromne torby z zakupami. A do tego dodajmy pernamentne bezrobocie „slubnego”.
        Nie kazdej kobiecie to, jak wiadomo, ODPOWIADA 😂

        Pozostaje tylko dopisac jak w znanym kawale: „a ostrzegaliśmy..”

  4. Rebeliantka Rebeliantka pisze:

    26 lat temu KRS w Uchwale z dnia 4.04.1990 r. pisała:

    „Istnieje i daje o sobie znać we wszystkich dziedzinach życia społeczne oczekiwanie, które można określić jako „głód sprawiedliwości”.

    Jest powszechnym pragnieniem, by stosunki społeczne regulowały mądre prawa, stosowane przez sprawiedliwych sędziów…

    Krajowa Rada Sądownictwa będzie czuwać… by dla ogółu obywateli niezawisłość sędziowska przestała oznaczać arogancję władzy, by nie kojarzyła się więcej z bezdusznymi przypadkami stosowania tzw. „litery prawa”. Niezawisły sędzia winien być wzorem osobowości humanistycznej i przejawiać troskę o funkcjonowanie prawa w służbie wyższych wartości…. Tylko na tej drodze sądy i sędziowie odzyskać mogą zaufanie społeczne i wychodząc z kręgu wyobcowania uzyskać tym samym akceptację społeczną dla podstawowych wartości moralnych, wyrażanych przez prawo. …

    …Wymiar sprawiedliwości jest służbą publiczną. Strzeżenie niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów nie może być utożsamiane z tłumieniem czy wyciszaniem społecznej krytyki wymiaru sprawiedliwości.

    …O wynaturzeniach w sądownictwie powiedzieć dziś należy całą prawdę. Rozliczenie z przeszłością jest jest z jednej strony aktem moralnego osądu, a z drugiej edukacją i przestrogą na przyszłość. Słuszna jest więc postawa opinii publicznej domagającej się potępienia ludzi, którzy ubrani w sędziowskie togi uczestniczyli w prześladowaniach politycznych…. Ze zrozumieniem Rada odnosi się do postulatów, by skompromitowani, dyspozycyjni sędziowie nie zajmowali w sądach kluczowych stanowisk…

    …Nie może być mowy o poniżaniu człowieka w jakimkolwiek punkcie spotkania obywatela z organami wymiaru sprawiedliwości…Krajowa Rada Sądownictwa poszukuje takich udoskonaleń w kształtowaniu ustroju sądów i polityce kadrowej, by władza sądownicza odpowiadała najwyższym aspiracjom narodu….

    Jednym a jednakim głosem ma prawo do wszystkich mówić, jednym a jednakim sądem ma wszystkim panować”.

    I co? I nic.

    Źródło: http://wpolityce.pl/polityka/285720-maszynopis-znaleziony-w-krs-ie-o-sadownictwie-na-miare-aspiracji-narodu-moze-sie-jeszcze-spelnia-te-marzenia

    • Piotr-Pierre pisze:

      Przepraszam Pania serdecznie za to, ze „namacilem” pod Pani artykulem, ale dobrze pamietam, jakie sa polskie sady i polscy sedziowie. U schylku PRL bylem mlody i wtedy czesto planowalismy NOWE PRAWO, tak aby zawsze HANDICAPOWALO ono strone slabsza. Bo nie ma nigdy rownowagi gdy np. biedny procesuje sie z bogatym – w 99% procentach bogaty w sadzie WYGRYWA. Dlaczego?
      Cynicy mawiaja: bo ma rację..

      Nim wyjechalem z Polski pamietam GROZBE POBICIA ze strony jednej z dobrze zarabiajacych kancelarii pod adresem mlodego prawnika, mojego znajomrgo, radzacego ZA DARMO w hollu galerii handlowej.
      Tak w Polsce Prawo wyglada, i ja BARDZO DOBRZE o tym wiem.

      Napisze tu jeszcze krotko, jak to we Francji wyglada – tu wlasnie wsparcie dla slabych JEST. Wiekszosc procesow cywilnych przeciwko firmom wynajmujacych mieszkania imigrantom, czy przeciwko firmom dostarczajacych im media wygrywaja tu IMIGRANCI.
      Sedzia zawsze bierze pod uwage – problemy jezykowe (pomimo obowiazku tlumaczy) nieznajomosc lokalnego prawa, opinie o imigrancie (czy pracuje, nalogi itd.).
      Nawet jesli sedzia oglasza w wyroku przegrana, to juz po rozprawie inicjuje mediacje stron, np. o formie splaty dlugu, umorzeniu czy materiaonej pomocy. Szczegolnie dotyczy to zagrozenia bezdomnoscia (dotyczy to takze francuzow).

      Niestety, aby prawo dobrze dzialalo potrebna jest stabilna demokracja oraz KULTURA NARODU. A tych u nas, w Polsce BRAK.
      Mamy za to Kulture Silnego Chama.

      Pozdrawiam
      P.

      • Piotr-Pierre pisze:

        Jeszcze nie dopisalem – za czasow II RP ( i krotko po wojnie) srodowisko prawnicze oraz lekarskie byly awangarda polskiej kultury, dobrze pojmowanej „lewicowisci”, wrazliwosci spolecznej.
        A potem… z roku na rok bylo z tym coraz gorzej. Cynizm, pogon za wlasnym zyskiem, pogarda dla biednych i slabych.
        Dodam tu opinie nie moja, ale owego wyzej przeze mnie wspomnianego mlodego prawnika-idealisty: w kulturze III RP istnieje ogromne niedowartosciowanie zawodow inteligenckich. Ale lekarze maja „lepiej” bo wiedza medyczna jest „uniwersalna”, czyli lekarz może pracowac gdzie zechce. Niestety , wiedza prawnika Polaka poza Polska nie ma zadnej wartosci (poza tym ze wie jak sie jej uczyc). Powoduje to jeszcze wiekszy cynizm i pazernosc u naszych adeptow Prawa, niestety.

        P.

      • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

        Bardzo dziękuję za te ciekawe informacje.

        U nas jest tak, że sędzia boi się, nawet gdyby chciał, pomóc w postępowaniu cywilnym w bronieniu swoich racji stronie słabszej, bo proces ma być ściśle kontradyktoryjny i prowadzony wg zasady równości stron.

        Zasada kontradyktoryjności zakłada, jak wiadomo, że między stronami procesu toczy się spór i na nich ciąży obowiązek udowodnienia swoich racji. W tak rozumianym procesie sąd odgrywa jedynie rolę arbitra, który wydaje wyrok. Sąd nie powinien prowadzić postępowania dowodowego z urzędu i udzielać informacji stronom.

        „Kontradyktoryjność w skrajnym ujęciu oznacza, że sąd nie może w ogóle prowadzić postępowania dowodowego z własnej inicjatywy, a więc bez odpowiedniego wniosku którejś ze stron. Tym samym sąd nie ma prawa dopuścić w toku postępowania żadnego dowodu z urzędu. Polska procedura cywilna realizuje zasadę kontradyktoryjności w bardzo szerokim zakresie. Zasadniczo inicjatywa w zakresie wskazywania faktów i dowodów spoczywa w rękach stron, sąd może jednak (dom. wyjątkowo) dopuścić dowód niewskazany przez strony (art. 232 k.p.c). Proces oparty na zasadzie kontradyktoryjności zmusza więc strony do znacznej aktywności w toku postępowania. Konsekwencją biernego zachowania jednej lub obu stron może być wydanie orzeczenia na podstawie stanu faktycznego ustalonego zgodnie z obowiązującymi regułami procesowymi (tzw. prawda formalna, sądowa), który niekoniecznie będzie odpowiadał rzeczywistemu stanowi rzeczy (tzw. prawda materialna). Co może, niestety, prowadzić do nieudzielenia ochrony prawnej usprawiedliwionemu roszczeniu”‚.

        Źródło: http://www.prawoimedycyna.pl/sklep/227/rola-zasady-kontradyktoryjnosci-w-sprawach-cywilnych-dotyczacych-odpowiedzialnosci-lekarzy-za-bledy-w-sztuce–nr-17

        Jak w/w zasady działają wobec słabszej strony, to świetnie Pan zilustrował w swoich komentarzach.

        • Piotr-Pierre pisze:

          Proszę mi wybaczyć, na prawie się nie znam, patrzę na nie trochę „z boku”. Kilka razy swiadkowalem poproszony o to, w tym i przez rodzinę… arabską, raz sam nieomal wszedlem w konflikt ze swoją „spóldzielnią” (trochę podobne zasady jak SM w Polsce), grozac im procesem jesli nie przelicza mi za wysokiego moim zdaniem czynszu ponownie. Pomoglo :-). Czynsz zmalal mi o blisko 40%.
          Rozmawiam tez z ludzmi, ktorzy zawody prawnicze znaja lepiej niz ja. Wiem ze na starym prawie francuskim wzorowalo sie prawo amerykanskie i kanadyjskie. Inny jest tu troche „podzial rol”, inaczej niz u nas wyglada sam proces. To jakby bardziej „dyskusja” miedzy prawnikami stron, ktorej przysluchuje sie sedzia, oraz do ktorej wtracaja sie czasem strony, a czasem pytania zadaje sedzia, prosi o dokument itd. Oczywiscie pisze tylko o sprawach cywilnych, bo z sadami karnymi (chwała Bogu) nigdy nie mialem stycznosci…

          P.

          • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

            Wygrać ze spółdzielnią w sporze o czynsz? To się w Polsce chyba nie zdarza :))))

          • Rebeliantka Rebeliantka pisze:

            I jeszcze jedno. Biednych ludzi w Polsce, czyli większość, nie stać na prawników, a urzędowi nie są zainteresowani tym, aby wygrać, tylko tym, aby proces szybko się zakończył i aby mogli jak najprędzej dostać należną im dolę (zwrot kosztów reprezentacji) od skarbu państwa, czyli sądu.

          • HD HD pisze:

            Można wygrać w sporze o czynsz. A prawo kanadyjskie, a raczej system prawa, i w USA, to common law.

    • amateo pisze:

      No coz, tak toniestety jest ze Sami Swoi mieli racje.
      ***
      Mowi sie ze prawda obroni sie sama. Tyle ze nie w sadach. Sady to rodzaj tagow, gdzie glosniej krzyczacy ma wieksza szanse wygrac (nawet kodeksy to reguluja mowiac o aktywnosci w procesie… swiadczacej niby o slusznosci racji).
      ***
      Bogaty wygrywa z roznych powodow: bo ma drozszego adwokata (nie oznacza ze lepszego, tylko takiego co ma dobre relacje z sedziami – to wazne. Prokuratorzy w Pl sa poddawani ocenom – by nie dostac po 4 literach czesto ugaduja sie: dzis ja wygram a jutro ty.). Bogaty wygrywa bo stac go na „zmeczenie” i „zmiekczenie” oponenta.
      ***
      Kuriozalnie (jak dla mnie) wygladaja procesy wg common law. Tu przepisy prawne sa… w zasadzie ich nie ma. Tu opiera sie wszystko na precedensach a dokladniej o czytaniu poprzednich wyrokow: nie wazne czy masz racje – wazne jest ze np 55 lat temu zapadl wyrok taki a taki w podobnej sprawie. Nie takiej samej ale podobnej, bez wzgledu co to znaczy. Stad takie ceny uslug prawnych: 1 glowny prawnik + 50 pomocnikow wiecej poczyta niz 1 osoba w skromnej kancelari.

  5. Rebeliantka Rebeliantka pisze:

    Do HD

    Piotr pisał o STARYM prawie francuskim i jego wpływie na anglosaski system prawny. Nie wiem co dokładnie miał na mysli, ale w historii źrodeł prawa są takie info:

    „Anglia wczesnośredniowieczna jest miejscem, gdzie rodzi się precedensowy system prawa powszechnego (judge – made law), gdzie tworzenie i stosowanie prawa są ze sobą nierozerwalnie związane. Sądy na wyspach stosują rodzime, anglosaskie, partykularne prawo zwyczajowe, które jednak uzupełniane było normami frankońsko – normandzkimi. Obce wpływy, choć bardzo ograniczone, początkowo skutecznie zmieniały kształtujący się, młody angielski system normatywny. Równocześnie tworzy się kazuistyczne common law i rozwija się ożywiona działalność ustawodawcza monarchy. Prawo rzymskie i prawo kanoniczne nie ma żadnego praktycznego wpływy na angielską praktykę sądowniczą”.
    Więcej tutaj: http://www.bryk.pl/wypracowania/pozosta%C5%82e/prawo/1001160-historia_%C5%BAr%C3%B3de%C5%82_prawa_wybranych_pa%C5%84stw_europejskich_x_xviii_wiek.html

    • Piotr-Pierre pisze:

      Ten wpływ nie jest „wprost” na kodeksy, ale na atmosferę samej rozprawy, obyczaje ja prowadzących, itd.
      Przyznaję – jak do tej pory (darujcie) sądy francuskie podobają mi sie o wiele bardziej, niż nasze, polskie. Sądy i medycyna (calość jako system).

      Piszę te słowa z bólem…

  6. Piotr-Pierre pisze:

    Ja tylko o tym moim malym sukcesie ze „spoldzielnia” (to sie nazywa „Domanys” i jest francuska spolka od „tanich mieszkan socjalnych”). Z nimi teraz zawarl umowe o kwaterowanie ” uchodzcow” rzad francuski. Oni sa inwestorem.
    Otoz regula tu jest „szacowanie” czynszu wg ocenianej „zamoznosci” jego lokatorow. Za IDENTYCZNY lokal mieszkalny, o identycznym rozkladzie i standardzie mozna zaplacic albo 30 euro msc akplbo prawie 300 euro msc. Roznica spora, czyz nie? Arab zaplaci okolo 30…
    Polak, jesli pracuje i sie nie awanturuje o swoj czysz – stawke z gory „widelek”. Ja sie z nimi pozarlem. Wytknalem im slaby standard, nieszczelne okna, stale psujaca sie instalacje cieplej wody, wypaczone drzwi na klatjpke schodowa, przez ktore leci smrod od sasiadow, oraz przerzucaniuwe na mnie kosztow inwestycji. To juz histotpria, z Domsnys wyprowadzilem sie prawie dwa lata temu (w lecie minie dwa lata).
    Niestety we Francji Polak – dopoki sam nie kupi czegos lub sam nie wynajmie – NIE MA SZANS na standard mieszkalny porowntwalny chocby z imigrantem z obszaru Maghrebu. Ons sa tu przywilejowani bardziej nawet niz hindusi w GB.

    P.

    • amateo pisze:

      Znowu wracamy do wspolnego mianownika:
      – Polak prowadzi awanturniczy tryb zycia, jest glosny i rubaszny, bawi sie pelna geba. Ale jak juz trzeba sie postawic w slusznej sprawie i walczyc o swoje prawa – to glowa w piasek.
      – Analogicznie jest w IRL z Travellersami (tacy ich cyganie). Ci zawsze maja lepiej – jak im cos nie pasuje to sa hasla o dyskryminacji.
      – koszty roznych „socjalow” sa kalkulowane na podstawie przychodu: ze Polak stara sie zazwyczaj byc uczciwym to i pracuje – nawet na partime, to mu zwiekszaja stawi z widelek. Znam sytuacje gdzie „czynsz mieszkania socjalnego” jest wyzszy niz na wolnym rynku.

  7. Piotr-Pierre pisze:

    Alez ja się nigdy od naszego „wspólnego mianownika” nie oddalałem, Panie Amateo ☺. Piszę tu (to już jedyne miejsce mojej „polskiej aktywnosci”, proszę darować mi ciraz bardziej drętwy język). Nie wiodę na emigracji typowego dla Polaka, jak sam Pan zauwazyl „głosnrgo źycia”, spokojnie sobie pracuję, urlopy poswięcam swej ukochanej turystyce, pieszym (hippisowskim ☺) włóczęgom, w tym roku jadę do Szwajcarii, to juz pewne.
    Kocham Polskę, choc w swój powrót do niej juz nie wierzę, moj tu nick dokumentuje „przemianę”, choć obywatelstwa odmawiam (motywuję to wzrostem obciązen podatkami) sam sobie się dziwię, jak szybko mozna ” przenieść swój mały swiat” tam gdzie naszym zdaniem, spokojniej, sprawiedliwiej, obficiej, mądrzej.
    Probuję przekazać co moim zdaniem mozna zrobić, aby tym którzy w Polsce zostali zylo się LEPIEJ.
    Nasza wspólna Ojczyzna zasluguje na LEPSZY LOS.

    Pozdrawiam
    P.

  8. egon pisze:

    Sromotnik załatwia sprawę a benzynka może i dobra tylko może nie wobec siebie. Nie było kogo ?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

279993