26062017Nowości:
   |    Rejestracja

Dobre wieści dla mediów samorządowych?


Uwierzę jak wprowadzą

Od kilku dni pojawia się informacja o wprowadzeniu kadencyjności w sprawowaniu władzy samorządowej. Debata na ten temat toczy się tak naprawdę już od kilku lat i kolejne rządy w okresach przedwyborczych bezowocnie obiecują wprowadzenie tej zasady. Argumentacja przemawiająca za wprowadzeniem kadencyjności jest jednoznaczna – przeciwdziałanie korupcji, nepotyzmowi i tworzeniu się lokalnych układów, szkodliwych ze społecznego punktu widzenia. Należy mieć nadzieję, że ograniczenie czasu sprawowania władzy samorządowej przez te same osoby będzie niosło ze sobą jeszcze inne, pozytywne zmiany. Chociażby poprawę niezależności i jakości mediów samorządowych, lokalnych czy regionalnych, które często podlegały i podlegają naciskom samorządowych władców.


 

 

 

 

Media samorządowe mają być przekaźnikiem informacji dedykowanym lokalnej społeczności. W rzeczywistości stanowią bardzo często narzędzie propagandy i marketingu politycznego samorządowców. Rzadko stanowią profesjonalne narzędzie  dystrybucji informacji. Częściej są zgrzebne, prostackie i nachalne. Odnoszące przeciwny skutek niż zakładany przez wydawców. Wszystko to za sprawą miejscowego szefa samorządu lub redaktora prowadzącego,  mnożącego irracjonalne pomysły, jak zadowolić swojego zwierzchnika. Produkt takiej działalności zamiast spodziewanego wzrostu prestiżu, często ośmiesza głównego bohatera samorządowego medium.

Ostatnio przeglądałem biuletyn samorządowy jednego z województw. W osiemnastostronicowym wydaniu zamieszczono aż dwadzieścia fotografii tego samego szefa-samorządowca. Biuletyn zamiast urzędowej powagi nabrał niechcący charakteru pisma satyrycznego ośmieszającego ważną funkcję urzędniczą.

To wyraz szkodliwej nadgorliwości. Częściej mamy jednak do czynienia z prawdziwą cenzurą wójta, burmistrza, starosty czy urzędnika innego szczebla. Pracownikom samorządowych mediów „łamie się kręgosłupy zawodowe”, strasząc konsekwencjami, zwolnieniami i innymi represjami za podejmowane próby uprawiania niezależnego dziennikarstwa.

Szczególnie jaskrawe przypadki takiej nagannej działalności można obserwować na  terenach odległych od dużych aglomeracji miejskich, w których łatwiej o ścieranie się poglądów i odwagę dziennikarską. Taki stan rzeczy bierze się głównie z mizernego stanu rynku pracy tzw. prowincji. Tutaj niełatwo zmienić pracę z jednego medium na drugie. A odważni dziennikarze nie są w cenie, bowiem polityk, bez względu na szczebel sprawowanej władzy potrzebuje mediów, które będą nie tylko przychylne, ale wręcz zależne od niego. Dlatego też obserwujemy uległość i polityczną poprawność również wśród wielu mediów lokalnych i regionalnych nie mających powiązań właścicielskich z samorządami. Mechanizm jest prosty –  obsadza się kierownicze stanowiska redakcji czy wydawnictw osobami wiernymi politykom, czasami wręcz z nimi spokrewnionymi. Lojalność rodzinie jest dwustronnie korzystna. Na negatywne efekty społeczne takiego układu nikt przecież nie będzie zwracał uwagi.

Kolejną zasadą podporządkowującą media lokalne i regionalne jest ograniczenie dostępu do rynku ogłoszeń. Urzędy, spółki samorządowe czy powołane przez samorządy inne instytucje, to dobrzy ogłoszeniodawcy, zobligowani prawem do zamieszczania w mediach ogłoszeń. Media spolegliwe i przedstawiające punkt widzenia określonych samorządowców, mają otwarty dostęp do tego „złotego źródła”. Niepoprawne media, które czasem patrzą na ręce lokalnej władzy, nie są najczęściej dopuszczane do samorządowych reklam i ogłoszeń.

 

Złe obyczaje

 

Nikogo już nie razi używanie publicznych pieniędzy do prywatnych kampanii wyborczych niektórych samorządowców. Nikogo nie obchodzi finansowy szantaż wobec mediów, którym lokalny władca wydziela płatne ogłoszenia i reklamy według własnego widzimisię. Nikogo to nie razi, bowiem trwający od lat proceder stał się normą, która powoduje cichy społeczny sprzeciw, ale bez konsekwencji.

Dziennikarze wielu mediów lokalnych przestali wierzyć w zmiany, bowiem na ich terenie od lat wygrywa  ten sam samorządowiec, który mając władzę potrafi się mścić. Ujawnianie przez media lokalne sprawy związane z naruszaniem prawa i dobrego obyczaju w kontekście samorządowym są „zamiatane pod dywan”, a jedyną osobą ponoszącą karę za ujawnienie prawdy jest najczęściej sam dziennikarz.

 

Nadzieja na zmiany

 

Pojawienie się ponownie tematu kadencyjności w samorządach budzi nadzieje, że może to być metoda na rozbicie wieloletnich, często bardzo szkodliwych społecznie układów, jakie budował lokalny czy regionalny samorząd. Być może kadencyjność należy rozszerzyć na organy kontrolujące samorządy i ich decyzje, tak jak np. Regionalne Izby Obrachunkowe.

Zapowiedzi zmian rodzą nadzieję, lecz droga nie będzie łatwa. Podejrzewam, że pomysł pana Jarosława Kaczyńskiego zostanie zablokowany również przez jego partyjnych współpracowników.

Bez względu na barwy partyjne wszyscy korzystali i korzystają z prostego mechanizmu, który działa dzięki samorządom. Samorząd jest „trampoliną” do robienia kariery politycznej wyższego szczebla. Gdyby prześledzić przeszłość parlamentarzystów RP, to okaże się, że lwia część ma za sobą przeszłość samorządową. Dla wielu z nich jest to argument, że tak zdobyli doświadczenie do sprawowania mandatu senatora lub posła. Niestety, rzeczywistość pokazuje często, że doświadczenie wójta pokutuje w parlamencie wciąż tymi samymi gminnymi obyczajami.

 

Skuteczne prawo szansą na sukces

 

W kuluarach partyjnych trwają debaty, jak zablokować pomysł kadencyjności samorządu. Wszak samorząd był i jest też gwarantem zdobywania głosów w wyborach parlamentarnych. To lokalne samorządy stawały się niepisanymi sztabami wyborczymi wielu posłów i senatorów.

Publiczne pieniądze w jednostkach samorządowych były często mocno eksploatowane przed wyborami na „samorządowe” spotkania, festyny, jubileusze czy  inne działania utrwalające wizerunek kandydata i pozwalające – zgodnie z zasadami marketingu politycznego – na jego obecność w przestrzeni medialnej. Wszystko odbywało się w świetle prawa, chociaż wszyscy domyślają się jaki przyświecał cel takim działaniom samorządowym – sukces wyborczy politycznego administratora samorządu lokalnego, czyli miejscowego posła lub senatora. To wszak z jego poręczenia i przy jego pomocy obsadzono część samorządowców w jego okręgu wyborczym. Przy doborze takich samorządowców, polityk nie patrzył najczęściej na przygotowanie merytoryczne protegowanego, lecz na jego wierność. Ba, słyszałem nawet takie opinie, że najlepszym kandydatem jest osoba, na którą posiada się wiele tzw. haków. Taki nie podskoczy i zrobi wszystko w zamian za stanowisko i gwarancje bezkarności. Znam przypadki, gdzie protegowanymi polityków są samorządowcy będący niegdyś tajnymi współpracownikami służb PRL lub funkcjonariuszami SB, MO lub ORMO.  Taki a nie inny dobór kandydatów do samorządów stał się pewnie przyczyną wielu afer, które dopiero teraz zaczynają wychodzić na jaw. Taki a nie inny stosunek części samorządowców do mediów lokalnych stał się przyczyną przemilczania afer i naruszania zasad.

Należy przypuszczać, że wprowadzenie kadencyjności w samorządach spowoduje też w sposób naturalny przebudowę personalną obu izb parlamentu.

Z zainteresowaniem przyglądam się debacie mającej rozstrzygnąć, czy kadencyjność samorządu stanie się lekarstwem na nieprawidłowości. Zapewne w jakiejś znaczącej części tak.

Znalazłby się pewnie inny środek aby poprawić opisywaną sytuację: skuteczność i konsekwencja prawa, które byłoby egzekwowane wobec samorządów i organów kontrolnych, tolerujących dzisiaj pozaprawne działania przebierane w szaty prawa i przyjmowane jako panujący, niezmiennie obyczaj.

Stąd też podnoszona przeze mnie od kilku lat potrzeba dokonania zmian w prawie samorządowym, które spełniało swoją rolę w latach 90. ubiegłego stulecia, ale jest niezmiernie rachityczne w zderzeniu ze współczesnością. To prawo, które umożliwia dzisiaj niektórym samorządowcom łamanie prawa w jego świetle i jednoczesne zamykanie ust mediom, które dostrzegają te niegodziwości.

 

Andrzej Klimczak

Napisane przez:


Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 3 dla artykułu "Dobre wieści dla mediów samorządowych?"

  1. pablo3 pablo3 pisze:

    mieli pomoc frankowiczom i pomogli? nie. PiS i Pan Kaczynski mieli sluzyc ludziom a nie bankom, czy władzy roznego szczebla. dlatego, nie spodziewam się, aby wprowadzil zmiany w kadencyjności na szczeblu lokalnym. PiS bazuje glownie na totalnej marności opozycji. zatem trzeba im pozwolić dokonczyc dziela, bo nic lepszego nas nie spotka. może wynika to z obawy przed interwencja miedzynarodowa w Polsce? zabierzemy bankom, odbierzemy mafiom, damy klapsa „lzeelitom”, odbudujmy wojsko. i swiat nam na to pozwoli? a szczególnie nasi wspanialomyslni sąsiedzi? to zdaje się paralizowac Pana Kaczynskiego.

  2. AS pisze:

    A ja bardzo się cieszę, że do Polski napływają Słowianie. I o to tu chodziło. Ooo!

    • AS pisze:

      I bardzo się cieszę, że Ukraińcy mają swoje państwo. Z granicami będą mieć problem. Ale na początku tak jest. Ooo!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

299714