15122017Nowości:
   |    Rejestracja

Atak grypy lub przeziębienia można skutecznie odeprzeć!


Łamanie w kościach? Dreszcze? Stan podgorączkowy lub gorączka? Katar, kaszel, ból gardła i głowy? To objawy grypy, infekcji grypopodobnych oraz przeziębienia. Często mamy z tym do czynienia jesienią i zimą. Ale czy musimy chorować?


 

 

Nie musimy. Jest sposób na skuteczne odparcie ataku tego typu infekcji – terapia „szokowa”. Po prostu trzeba postępować z chorobą jak z pożarem – gasić w zarodku, kiedy objawy są jeszcze łagodne. Niestety większość z nas bagatelizuje te objawy myśląc, że to zmęczenie, że to może przejdzie. Nic bardziej mylnego.

 

Na czym polega ta terapia „szokowa”?

 

Jeżeli poczujemy chociaż jeden z następujących objawów:

 

  • zmęczenie z niewiadomego powodu,
  • uczucie rozbicia,
  • dziwne, „grypowe” samopoczucie,
  • bóle w kościach, stawach i mięśniach,
  • dreszcze – nawet jeżeli nie towarzyszy im jeszcze gorączka,
  • gorączka lub stan podgorączkowy, nawet „tylko” 37 stopni,
  • katar, nawet łagodny,
  • zwiększona ilość wydzieliny w gardle lub nosie,
  • kaszel, chrypka,
  • uczucie drapania w gardle lub nosie,
  • ból gardła, nawet łagodny,

 

musimy działać od razu, nawet gdy nie są one jeszcze nasilone.

 

Najlepszy sposób to natychmiastowe zażycie w jednej dawce dwóch tabletek Gripexu, najlepiej Gripexu Max (lub innego podobnie działającego preparatu) oraz pięciu tabletek Rutinoscorbinu lub innego podobnie działającego leku. Gripex oraz jego zamienniki skutecznie zwalczają niemal wszystkie objawy grypy i przeziębienia, w tym te najbardziej uporczywe wyłączające nas z normalnego funkcjonowania, jak gorączka (główny sprawca dreszczy i złego samopoczucia), katar, ból gardła, ból głowy czy kaszel, a Rutinoscorbin oraz zamienniki to witamina C z rutyną – wspomagają odporność. Po takiej dawce choroba zostaje wzięta „w dwa ognie” – z jednej strony zwalczamy objawy, z drugiej uderzamy odpornością.

 

Tylko trzeba zażyć tę dawkę natychmiast, gdy pojawi się choć jeden z wyżej wymienionych objawów, nawet w niewielkim nasileniu !!!

 

Trzeba po prostu działać jak z pożarem, jeżeli zapali się leżąca na stole gazeta – gasimy ją czym się da, a straż pożarną wzywamy dopiero wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie opanować ognia. Ogień trzeba gasić w zarodku. Jeżeli nie zgasimy tej gazety, to możemy być pewni, że za chwilę zapali się firanka, meble, sprzęty i potem cały dom stanie w płomieniach.

 

Tak samo jest z chorobą – jeżeli nie „zgasimy” jej w zarodku, to już za chwilę cały organizm „stanie w płomieniach” infekcji i będzie ona trudniejsza do wyleczenia, a nas położy do łóżka i wyłączy na tydzień lub dłużej z normalnego funkcjonowania.

Tego typu infekcje rozwijają się zazwyczaj nagle i jeżeli nie powstrzymamy choroby, to w ciągu godziny, góra dwóch od wystąpienia pierwszych jeszcze łagodnych objawów,  możemy dostać nawet 40 stopni gorączki i choroba nas zwali z nóg.

 

Już po kilkudziesięciu minutach od wzięcia tej dawki objawy choroby ustępują niemal całkowicie co najmniej na kilka godzin. Jeżeli po kilku godzinach nastąpi nawrót, bierzemy kolejną taką samą dawkę leków i tak do skutku. Zazwyczaj po z górą czterech takich dawkach choroba ustępuje i przestaje nas nękać, a bywa, że już po jednej się wycofuje. Czyli co najwyżej jeden dzień bardzo lekkiego chorowania i jest po sprawie. W dodatku chorowania niemal bez tych uporczywych objawów, albo co najwyżej z objawami bardzo łagodnymi, pozwalającymi na w miarę normalne funkcjonowanie i w miarę dobre samopoczucie, np. bez gorączki, kataru i leżenia w łóżku.

 

Należy tylko pamiętać, żeby w apteczce mieć „dyżurne” opakowanie Gripexu Max lub zamiennika oraz Rutinoscorbinu lub zamiennika. Trzeba kupić ten zestaw leków zawczasu, póki jesteśmy zdrowi, bo choroba może zaatakować w każdej chwili, np. wieczorem lub w nocy, kiedy nie za bardzo można udać się do apteki, a bez tych leków stan chorego będzie się pogarszał się niemal z minuty na minutę. Ten zestaw trzeba mieć pod reką tak jak gaśnicę na wypadek pożaru, żeby można go było użyć w każdej chwili.

 

Niniejszy artykuł nie jest żadną reklamą ani Gripexu ani Rutinoscorbinu, nie jest to żaden artykuł sponsorowany, to tylko porada, jak zwalczać tego typu infekcje. Ja po prostu wypróbowałem skuteczność tych preparatów na sobie, dlatego o nich piszę. Osoby przekonane do skuteczności innych leków albo mające przeciwwskazania np. do zażywania któregoś z nich mogą stosować zamienniki obu leków, ale najlepiej w zbliżonych dawkach.

 

A tzw. „babcine” metody typu czosnek, herbata z sokiem malinowym, cytryną, miodem itp.? Owszem można je stosować, ale tylko jako wspomaganie tej „szokowej” terapii. Na samych tych metodach polegać nie można, wprawdzie mogą one nieco załagodzić chorobę, ale wówczas grypa nieleczona trwa tydzień, a leczona tylko „babcinymi” sposobami 7 dni.

Jeżeli byliśmy u lekarza i ten zalecił jakieś inne leki, np. antybiotyki, to bierzmy je, ale nie rezygnujmy z terapii „szokowej”, która naprawdę jest skuteczna.

W przypadku gorączki lub nawet stanu podgorączkowego bardzo dobrym sposobem jest również picie bardzo dużej ilości płynów, może to być nawet przegotowana woda. Pijmy nawet wówczas, gdy nie chce nam się pić. Woda stanowi dla organizmu swego rodzaju „surowiec do produkcji potu”, a wraz z potem wyparowuje z nas ciepło, co wspomaga zwalczanie gorączki. Ale powtarzam – te wszystkie „domowe” czy „babcine” sposoby traktujmy jedynie jako wspomaganie tej terapii.

 

A co robić jeżeli nie zażyliśmy w porę tej dawki i choroba nas położyła do łóżka? Można i nawet należy zacząć jak najszybciej terapię „szokową”, wprawdzie rozwinięta choroba będzie trudniejsza do zwalczenia, ale przynajmniej będziemy się mniej męczyć, będziemy się lepiej czuć, bo złagodzimy jej objawy i skrócimy czas, choć wtedy będzie ona trwać dłużej, niż gdyby była zwalczona w zarodku.

 

Powyższą poradę napisałem na podstawie własnych doświadczeń – jak dotąd za każdym razem udało mi się w ten sposób odeprzeć zarówno atak grypy oraz innej tego typu infekcji przebiegającej z gorączką (zadziałałem lekami już przy 37 stopniach i do gorączki nie dopuściłem), jak i zwykłego bezgorączkowego przeziębienia, kilka razy zwalczyłem w ten sposób rozpoczynający się katar. Konsultowałem to również z farmaceutką, która potwierdziła, że można w ten sposób zwalczać infekcje wirusowe, dodam, że mimo dużych dawek leków nic nie mówiła o ich szkodliwości. Zresztą zażywanie tych leków w „standardowych” dawkach skończyłoby się co najmniej tygodniowym leżeniem w łóżku i wzięciem takiej samej lub nawet większej dawki leków tylko w dłuższym czasie, co może być równie szkodliwe dla organizmu, w dodatku sama choroba też może poczynić spustoszenie, np. spowodować powikłania. A mogłoby się skończyć również antybiotykami, co też dla organizmu obojętne nie jest. Znam nawet przypadek przeszczepu serca z powodu „zwykłej” grypy. Tak więc nie wiadomo, co jest bardziej szkodliwe, myślę że dopuszczenie do rozwoju choroby jest gorsze niż jej powstrzymanie nawet na siłę.

 

Osobiście zalecam też szczepienia przeciwko grypie – już same one powodują, że tego typu infekcje przechodzi się łagodniej, niemniej nie dają one 100 % szans na ich uniknięcie, poza tym istnieje wiele wirusów wywołujących podobne objawy co grypa i przeziębienie. Szczepienia mogą nie chronić przed niektórymi odmianami tych wirusów, dlatego trzeba mieć tę „gaśnicę” w domowej apteczce przez 24 godz. na dobę i 7 dni w tygodniu, żeby móc w każdej chwili jej użyć.

Napisane przez:


Sprawiedliwosc jest najwazniejsza

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 10 dla artykułu "Atak grypy lub przeziębienia można skutecznie odeprzeć!"

  1. Damian pisze:

    Wszystko pięknie, ładnie. Terapia Gripex’em i Rutinoscorbinem może uratuje nie jednego przed leżeniem w łóżku, ale nawoływanie do szczepień przeciwko grypie jest mocno naciągane i pokazuje brak wiedzy autora tekstu na temat małej (na prawdę małej) skuteczności szczepionek opracowanych na bazie chorób, które już były, a jak dobrze wiemy (albo i nie) takiej grypy jak rok temu już dawno nie ma i nie będzie, bo wirus zdążył już dziesiątki razy zmutować i się zwyczajnie uodpornić. Przyjęcie szczepionki, która w swej roli ma wywołanie reakcji obronnej organizmu w okresie zwiększonej zachorowalności to jak strzelenie sobie w kolano. Dodając do tego działania niepożądane wywołane przez liczne „dodatki” do właściwej próbki wirusa (substancje konserwujące, metale ciężkie, niekiedy nawet rtęć (!) ) zamiast się uodpornić – dobrowolnie opuszczamy tarczę i torpedujemy nasz układ odpornościowy zamiast go wspomagać. Zamiast szczepień bardzo często dających opłakane skutki proponowałbym solidną dawkę naturalnej witaminy C otrzymywanej technologią „Pure Way” w dawce 1000 mg na kapsułkę. Tego typu witamina C jest znacznie lepiej przyswajana przez nasz organizm, niż jej syntetyczne podróbki, którymi raczymy się zjadając mnóstwo Rutinoscorbin’ów i tym podobnych „cudów wspomagających odporność”. Jak mawia Jean-Marc Dupuis: „Zdrowia życzę!”

  2. gość pisze:

    Co za bzdury.

  3. Rosemount pisze:

    Gustlik, z choinki się urwałeś? Jakie gripexy, rutinoscorbiny, szczepionki? Mamy przecież witaminę C na terapię szokową i polskie ziółka. Trzeba iść z postępem.

  4. leoś pisze:

    hehe potwierdzam, gripex zawczasu, lub czosnek co 6 godzin :) ale gripex tak….
    może i rutinoscorbin…
    Raz mi się trafiło, katar 2 dni, a nie przepisowe 7…
    Po prostu, jak zwalczymy stan zapalny, organizm sobie da radę sam szybciutko, bo będzie mieć wygodny dostęp do mikrobów, jeszcze nie namnożonych. To wtedy trzeba sobie udrażniać nos kropelkami, działać, aby dać szanse organizmowi.
    Słyszałem o innej, ekstremalnej metodzie, ale nie będę pisać, by nie wprowadzić w błąd.
    Co do szczepionek mam odmienne zdanie: w moim przypadku nie pomaga nic a nic, a przeciwnie, zatem jestem na nie w tym temacie. Gryp nie mam, wogóle, jeśli ktoś ma skłonności do przeziębień, trzeba się gruntownie przebadać, połazić po starych profesorach, popytać, wyciągnąć średnią i znaleźć, co jest w organiźmie nie tak. Nie powinniśmy chorować, a bynajmniej nie często. Jakaś przyczyna tego musi być, znaleźć, usunąć, i spokojnie sobie żyć :) zdrowo w ruchu. Im bardziej sensownie i wcześnie spojrzymy na swój organizm, tym lepiej.
    Ponoć nowe rodzaje szczepionek, te naukowe, będą znacznie bardziej skuteczne, z tym nie powinno być problemu. Ale to pewnie rok czy dwa poczekać na to, albo dłużej.

  5. Oliwia pisze:

    Ja tam uważam, że zdecydowanie warto dbać w pierwszej kolejności o utrzymanie dobrej odporności organizmu 😉 Witamina C i dużo warzyw i owoców w tym przypadku, dieta ruch również są wskazane. Mi ostatnio udało się zwalczyć przeziębienie biorąc nowy chyba ulgrip hot. Pani w aptece poleciła mi go, przeczytałam ulotkę i stwierdzam, że 12 czynnych składników to dobry wynik jak na podobne inne preparaty z podobnej półki cenowej. W efekcie po ok dwóch dniach i 4 saszetkach udało mi się zwalczyć całkowicie przeziębienie. Powiem jeszcze, że dla osób lubiących maliny, smak będzie kolejnym obok składu dobrym argumentem do kupna :)

  6. marcyla pisze:

    Przy ostatnim przeziębieniu dostałam syrop przeciwzapalny fosidal i muszę przyznać, że nie zdarzyło się, żebym kiedykolwiek tak szybko do zdrowia wróciła. Szybko i skutecznie łagodzi i leczy kaszel. Polecam

  7. donna pisze:

    Jak czuję, że mnie łamie w kościach, to zaczynam spożywać duże ilości czosnku, biorę probiotyki i staram się porządnie wygrzać. Na bóle mięśni i gorączkę zawsze pomaga mi pyralgina. Odpukać z reguły szybko staję na nogi i nie mam żadnych powikłań pogrypowych

  8. Asia pisze:

    Też myślałam, że to grypa ale na całe szczęście tylko przeziębienie. Mam już probiotyk acidolac na tego wirusa, żeby wspomagać organizm i kupiłam czarny bez, czystek i witaminy. Do tego inhalacje z majeranku plus fosidal na uporczywy kaszel. Lekarz kazał odpocząć, wygrzać się i do końca tygodnia zostać w domu.

  9. Asia pisze:

    My również dostalismy fosidal jako jeden z leków na przeziębienie i męczący kaszel. Uważam, że jest bardzo skuteczny i likwiduje kaszel do końca.

  10. Jarek pisze:

    mój czterolatek dostał ten syrop przeciwzapalny. Miał naprawdę paskudy kaszel i nasz pediatra stwierdził, że trzeba koniecznie zmienić dotychczasowy syrop. Całe szczęście, bo po trzech dniach wszystko wróciło do normy i poszedł do przedszkola.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

151453