20082017Nowości:
   |    Rejestracja

Angel(ic)a i Sułtan


Cytujemy za Filmweb: „Angelika i sułtan” to piąta i ostatnia część przygód pięknej markizy Angeliki. Angelika zostaje sprzedana do haremu sułtana. Leila, jego pierwsza żona, za wszelką ceną stara się pozbyć pięknej rywalki. Tymczasem uratowany przez markizę francuski niewolnik pomaga jej w ucieczce z haremu. Rozwścieczony władca rusza w pościg za uciekinierami. Czy koszmar Angeliki nigdy się nie skończy? Czy odnajdzie w końcu miłość swojego życia, hrabiego Joffrey?a de Peyrac?”.


Angelica_1

 

Tyle z baśni filmowej, a teraz z życia, jeśli można trochę pofantazjować wybiegając w przyszłość.

 

Nadchodzi dla Angel(ik)i ten ciężki czas, kiedy w wyniku przemian demograficznych spowodowanych trwającym przez lata napływem islamskich imigrantów , zostaje sprzedana do haremu Sułtana (czytaj wybranego w demokratycznych wyborach islamskiego Kanclerza Niemiec, który pierwszym dekretem zmienia je w Republikę Islamską, a kolejnym w islamskie państwo szariatu). Angel(ik)a niestety piękną nie jest, więc wzgardzona i odepchnięta czas mitręży na wspominaniu niegdyś świetnej przeszłości i spoglądaniu z zazdrością na smagłe i powabne ciała sułtańskich ulubienic. Co gorsza nikt nie stara się jej ulokować w centrum jakiejś dworskiej intrygi, w wyniku której jej pozycja mogłaby znacząco wzrosnąć. Na co dzień podaje do stołu, zbiera resztki, zmywa, układa włosy sułtańskim faworytom i ceruje dziury w sułtańskich skarpetkach.

Sułtan przezornie trzyma się od niej z daleka.

 

Zdesperowana proponuje jednemu z licznych eunuchów zaludniających pałac (niegdysiejsi urzędnicy Komisji Europejskiej i Parlamentu) wspólną ucieczkę i spisek w celu reaktywacji Wielkich Niemiec. I tu spotyka ją przykra niespodzianka, bo eunuch ów odpowiada, że Niemcy już większe, niż pod sułtańską władzą nie będą, a po drugie, że im tzn. eunuchom tu dobrze, bo za nic nie muszą już odpowiadać, a i na pokusy i żądze stali się nieczuli. Wiadomo. Wiodą żywot spokojny i w miarę dostatni. Jedyną ,ale w sumie drobną niewygodą jest konieczność padania przed Sułtanem na kolana. Nawet jednak i do tego da się przyzwyczaić, bo przecież niegdyś w przeszłości zawsze byli gotowi paść na kolana, żeby tylko wygrać coś dla siebie kosztem obywateli. Są więc przyzwyczajeni.

 

Sułtan, któremu dworscy szpiedzy wprędce donieśli o zamiarach Angel(ik)i, zdenerwowany ukarał eunucha, że zgadzając się nie uwolnił go do ponurej i zawistnej intrygantki. Zesłał eunucha do odległych wschodnich prowincji, by narażając swe życie na niebezpieczeństwo niósł światło jedynej wiary pośród barbarzyńskich Chrześcijan.

 

W tym czasie u Angel(ik)i wszystko pozostawało bez zmian. Przyzwyczajona niegdyś do konstruowania politycznych fantazmatów oczekiwała a to na księcia z bajki, a to na rycerza na rączym rumaku, którzy wyratują ją z opresji, a to na sukces w wyborach lub co gorsza na odwrócenie demograficznych trendów. W chwilach najczarniejszej desperacji łapała, biegając po sułtańskim pałacu żaby, obściskiwała je i obcałowywała czule w nadziei na, dającą jej długo oczekiwane wybawienie, cudowną przemianę. Jedynym efektem tegoż, z czego rada była sułtańska kucharka, był dostatek żabich udek, których w ramach poznawania kulinarnych zwyczajów kulturowego wroga próbował sam Sułtan.

 

Angel(ik)a zestarzała się na sułtańskim dworze, żyjąc w przymusowej seksualnej abstynencji, gdyż jej zaloty odrzucili nawet stajenni pojący stada przy sułtańskim wodopoju. Zmurszała, zgorzkniała i nieruchawa stała się żywym przypomnieniem faktu, że politycznego pragmatyzmu nie da się mieszać z pseudohumanitarnymi uniesieniami i naiwnymi porywami serca, na których przez dekady budowało się polityczny kapitał w stojącym na głowie, a nie twardo na nogach, świecie. Że utopijne idee wprędce stają się dystopijną rzeczywistością, która zaskakuje nas szybko i niespodziewanie, niczym wprawny w swym zawodzie złodziej w ciemnej i opustoszałej uliczce.  I nie doczekała biedaczka miłości swojego życia Hrabiego…sorry dożywotniego Kanclerstwa w wielokulturowym kraju ludzi miłujących pokój i bliźniego swego niezależnie od wyznawanych poglądów i religii.

Niestety lekcja ta, jak większość w naszym życiu przyszła za późno.

Z pozdrowieniami red. nacz. Liber

Napisane przez:


rysownik, satyryk. Z wykształcenia socjolog. Ciągle zachowuje nadzieję

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

302661