Bez kategorii
Like

Refleksje moralne związane z rocznicą wybuchu II Wojny Światowej

03/09/2012
662 Wyświetlenia
0 Komentarze
14 minut czytania
no-cover

Refleksje moralne związane z rocznicą wybuchu II Wojny Światowej

0


 I Wojna Światowa była wynikiem przygotowań trwających niemal cały wiek począwszy od Kongresu Wiedeńskiego, została też wymodlona przez naszych wieszczów narodowych, jako jedyna nadzieja na odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Przygotowania do tej wojny trwały dziesiątki lat zarówno od strony dyplomatycznych układów w tworzeniu różnych aliansów jak i od strony przygotowań militarnych. Już na początku ubiegłego wieku było wiadomo, że lokalne konflikty istniejące w XIX stuleciu muszą przerodzić się w wojnę powszechną.

Przeczuwali to nasi protoplaści szukając dla siebie miejsca w tej wojnie. Endecja z Dmowskim na czele usiłowała wytworzyć przychylną atmosferę dla polskich ambicji po stronie rosyjskiej, zresztą najłagodniej mówiąc z dość miernym rezultatem, Piłsudski z niedobitkami rewolucji z 1905 roku szukał takich możliwości w jedynym kraju zaborczym posiadającym prawie demokratyczny ustrój, czyli w Austrii licząc na „marsz zwycięstwa z zachodu na wschód”. Inni szukali wsparcia we Francji, Włoszech czy Stanach Zjednoczonych.

Przy powszechnym dążeniu do wojny jej wybuch był nieunikniony nawet gdyby nie było najwyraźniej prowokacyjnego zamachu sarajewskiego.

 

W odróżnieniu od I Wojny II Wojna była zaskoczeniem nawet dla jej bezpośrednich i pośrednich sprawców. Powszechne nastawienie było takie, że po straszliwej jatce, jaką była I Wojna Światowa to samo pokolenie, które ją przeżyło nie zdecyduje się na powtórkę.

Pamiętam nawet jeszcze w sierpniu 1939 roku rozmowy w gronie starszych ludzi nieźle zorientowanych w sytuacji, z których wynikało, że wojny z całą pewnością da się uniknąć przy zdecydowanym stanowisku w stosunku do agresorów.

Przebywał wówczas w Beresteczku na Wołyniu u przyjaciół osadników legionowych pan Voise’ dyrektor departamentu bodajże w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zaprzyjaźniony ze Sławojem i powtarzał to, co mu jego szef opowiadał na temat poglądów na sytuację, wynikało z tego, że Hitler straszy, ale na wojnę na dwa fronty nie pójdzie obawiając się szczególnie Anglii, której cierpliwość już się wyczerpała.

Z całego towarzystwa bardzo światłego i szacownego tylko my najmłodsi, których głos traktowano z pobłażliwą wyrozumiałością byliśmy przekonani, że wojna jest nieuchronna. Ale my nie mieliśmy pamięci obciążonej wiedzą o I Wojnie.

I rzeczywiście wybuch tej wojny był zaskoczeniem dla wszystkich z Hitlerem na czele, czemu dał wyraz w dniu 3 września mając pretensje do Ribbentropa, że wprowadził go w błąd twierdząc, że Anglia nie przystąpi do wojny z powodu ataku na Polskę. Goering wówczas powiedział, że „niech Bóg ma nas w opiece, jeżeli my tę wojnę przegramy”.     

Był tylko jeden człowiek, który nie był zaskoczony i który zbierał owoce swojej żmudnej pracy nad wywołaniem tej wojny – był nim Stalin. Ale i on w konsekwencji zawiódł się na swoich zbrodniczych rachubach, wykalkulował sobie, że wojna będzie powtórką z poprzedniej i po wykrwawieniu się walczących stron będzie mógł z łatwością wkroczyć do Europy witany przez wymęczoną ludność.

 

W Norymberdze po raz pierwszy w dziejach osądzono bezpośrednich sprawców wojny, czyli Niemcy, ich sojusznicy i inspiratorzy – bolszewicy nie tylko, że uniknęli kary, ale jeszcze zasiedli w ławach prokuratorskich i sędziowskich. Wprawdzie nie udało się im obwinić za Katyń Niemców powodując tym samym bezpośrednią kompromitację zespołu sędziowskiego, który nie orzekł o winie niemieckiej, ale też nikczemnie nie wskazał, w którym kierunku powinno pójść śledztwo w tej sprawie.

Powstała zatem nie tylko obraza podstawowej zasady prawnej sformułowanej jeszcze w prawie rzymskim przez Celsusa /syna/, że „ius est ars boni et aequi” i Niemcy mogą mieć satysfakcję, że prawo ściga tylko przegranych, ale też i ciężki grzech przeciw chrześcijańskiej moralności.

 

Ten grzech ciąży na ludziach, którzy uważali siebie za chrześcijan i nawet wspólnie śpiewali pobożne kantyczki na pokładzie pancernika HMS Prince of Wales, czyli na Churchillu i Roosevelcie, ale też i na ich poprzednikach, którzy przez zakłamanie, tchórzostwo i podłe kalkulacje również sprzeniewierzyli się chrześcijańskiej moralności. Z nich jedynie Lloyd George z racji swego pochodzenia / ewentualnie/ mógł czuć się zwolniony z tej powinności.

Dopuszczenie do zwycięstwa bolszewizmu i krwawej masakry w Rosji, Hitlera w Niemczech a także złamania jeszcze nie bardzo wyschłych postanowień traktatu wersalskiego, nikczemności począwszy od Locarno, przez traktat morski w 1935 roku aż po Monachium czynią współwinnymi poprzedników kantorów z Prince of Wales.

Zdrada najwierniejszego sojusznika – Polski pociągnęła za sobą katastrofalne skutki również dla ich własnych krajów: upadku Francji i olbrzymich strat i ofiar ludzkich Anglii. A przecież można tego było uniknąć zarówno przez zdecydowane stanowisko w 1939 roku, jak choćby w odpowiedzi na wizytę „szkolnego” okrętu Kriegsmarine „Schleswig Holstein” odpowiednią, kurtuazyjną wizytę brytyjskiego liniowca w Gdańsku, do czego upoważniała go rola Wk. Brytanii w pilnowaniu wykonania postanowień wersalskich w odniesieniu do Wolnego Miasta Gdańska. Spotkałem się ze zdaniem, że wysłanie floty brytyjskiej na Bałtyk byłoby akcją samobójczą. Otóż nic takiego nie mogło zaistnieć nie tylko z racji kolosalnej przewagi floty brytyjskiej mającej jeszcze dodatkowo wsparcie w potężnej flocie francuskiej, a nawet w tych warunkach pomocnej flocie polskiej, ale przede wszystkim z tej prostej przyczyny, że pojawienie się brytyjskiej floty na Bałtyku odstręczyłoby skutecznie Hitlera od wojny z Polską. Znacznie łatwiej, bo tylko za pomocą policyjnej akcji porządkowej można było załatwić sprawę z Hitlerem w 1935 roku przy pierwszych okazjach złamania traktatu wersalskiego / np. militaryzacja Nadrenii, powołanie Wehrmachtu itp./

Anglicy bardzo lubili walczyć cudzymi siłami, chociaż w I Wojnie Światowej wsparli na froncie niemieckim Francuzów, ale przecież ich udział był niewielki, a na dodatek bardzo lubili posługiwać się wojskami kolonialnymi lub dominialnymi. Natomiast nie udzielili żadnego realnego poparcia dla Rosji, której brakowało sprzętu a nawet żywności. W odróżnieniu od bądź co bądź lojalnego sojusznika Rosji carskiej wsparli bandytę i sprawcę II Wojny Światowej – Stalina wysyłając rzeczywiście wielokrotnie samobójcze konwoje do Murmańska, ponosząc olbrzymie straty w statkach, ładunkach i wielotysięczne ofiary ludzkie.

Alianci zachodni dostarczyli Sowietom 11 milionów ton sprzętu i materiałów wojennych, bez których nie obroniliby się, sowiecka a obecnie rosyjska historiografia pomija milczeniem ten wysiłek. I jeżeli w początkowej fazie wojny ta pomoc miała jakiś sens to po Stalingradzie było to już tylko wspieranie stalinowskich planów zniewolenia Europy i kolejnego podpalania świata.

II Wojna Światowa powinna zakończyć się podobnie jak I to znaczy przy pozostawaniu Niemców daleko na wschodzie i wyzwoleniu Europy nie przez forsowanie Wału Atlantyckiego, lub bezsensownego i krwawego zdobywania Włoch, ale od ataku na praktycznie bezbronne „miękkie podbrzusze Europy” jak mawiał Churchill, – czyli Bałkany, a powitanie aliantów powinno mieć miejsce nie na Łabie a na Horyniu i Zbruczu, a może nawet i dalej.

  

Teheran i Jałta dla nas są symbolami zdrady Polski, ale przecież Polska to tylko fragment totalnej zdrady całego wolnego świata włączając w to własne kraje i oddania go na łup bolszewickiego podboju. Już w pięć lat po zakończeniu wojny Amerykanie zapłacili w wojnie koreańskiej o wiele wyższą cenę aniżeli w przypadku gdyby musieli wyzwalać z jarzma hitlerowskiego znacznie większą połać Europy od tej, którą zdobyli w latach 1944/5. Jeszcze więcej zapłacili w wojnie wietnamskiej, którą w dodatku haniebnie przegrali na własne życzenie. Do dziś płacą za światowy terroryzm wywołany przez Sowiety i ich najrozmaitsze agentury. Anglicy zapłacili wielkimi ofiarami wojennymi i gwałtownym upadkiem imperium, Francuzi upokarzającą i wyniszczającą okupacją niemiecką, krwawymi ofiarami w przegranych wojnach o utrzymanie kolonii, ich utratą, a nade wszystko degrengoladą państwa wywołaną przez sowiecką agenturę w postaci francuskiej partii komunistycznej.

Uprzedzam głosy, że aliantom zachodnim ich nikczemność opłaciła się o tyle, że to nie oni ponieśli w tej wojnie największe ofiary. Otóż gdyby zachowali minimum przyzwoitości to do tej wojny nigdy nie doszłoby. Traktat wersalski i inne traktaty zamykające okres wojenny w latach 1914 – 21 nie były idealne, ale w ich wyniku kilkanaście europejskich narodów odzyskało wolność i powstały nowe państwa, których nie było poprzednio na mapach Europy. W wyniku II Wojny

 tyleż narodów straciło wolność i możliwość budowania własnej, niezawisłej państwowości.

 Stalin, jeżeli chciał podbojów to musiałby sam rozpocząć wojnę, ale natrafiłby na opór zbiorowy i czekałaby go powtórka z 1920 roku tylko, że w znacznie większym wydaniu. Znając jego kunktatorski charakter i brak zaufania do własnej armii można było spodziewać się raczej rezygnacji z bezpośredniej agresji grożącej wybuchem wielkiej wojny na rzecz dywersji uprawianej za pomocą rozlicznych agentur.

 

Kalkulacje na nikczemność i tchórzostwo okazały się całkowicie nieopłacalne, jest to ciągle aktualna przestroga dla tych, którzy współcześnie liczą, że uda im się oszukać partnerów i coś na tym zyskać. Taką podłą i tchórzliwą grę prowadzą obecnie w stosunku do nowoprzyjętych do UE krajów władcy unijni. Muszą się liczyć jednak z tym, że skutki tej gry spadną nie tylko na „ubogich krewnych”, ale i na ich własne kraje.

Dla nas najgorsze w tym wszystkim jest to, że w Warszawie nie ma polskiego rządu, którego obowiązkiem jest prowadzenie intensywnej akcji uświadamiającej o grożących skutkach wiarołomnej polityki i tworzenie odpowiedniego porozumienia państw odczuwających zagrożenie.

0

Andrzej Owsinski

794 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758