Bez kategorii
Like

Państwo opiekuńcze czy nadopiekuńcze ? A może państwo zapomogowe ?

25/11/2012
603 Wyświetlenia
0 Komentarze
10 minut czytania
no-cover

Trwa wojna o język, którą niestety, w dalszym ciągu wygrywa lewactwo, przede wszystkim skrajne.

0


 

  

Podczas konferencji „Państwo opiekuńcze a chrześcijaństwo", która odbyła się 8 września 2012 roku w Krakowie, swój wykład wygłosił m.in. prof. Piotr Jaroszyński, który wyjaśnił jak nadopiekuńczość państwa może przerodzić się w totalitaryzm.

Przy omawianiu tematu „państwa opiekuńczego” posłużył się znakomitym przykładem szwedzkiego ekonomisty Gunnara Myrdala,  i jego żony Alvy Myrdal (laureatka pokojowej Nagrody Nobla w 1982 roku), którzy byli intelektualnymi twórcami ideowymi państwa opiekuńczego.

Gunnar Myrdal, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1974 roku (o zgrozo – wraz z Friedrichem von Hayek) , reprezentował tzw. szkołę szwedzką, która opowiadała się za aktywną rolą państwa w gospodarce.

Za wikipedią podał, iż: Wraz z żoną Alvą byli zwolennikami eugeniki i kontroli rozrodczości w społeczeństwie. Jego praca Crisis in the Population Question (1934) była jedną z podstaw teoretycznych szwedzkiego programu eugenicznego, w ramach którego do 1975 roku przeprowadzono przymusową sterylizację 63 tys. osób "niepełnowartościowych społecznie”

 

Wystąpienia prelegenta to logiczny ciąg, i dlatego warto wysłuchać go w całości, ale jego pointa to:

„Państwo opiekuńcze jest częścią państwa totalitarnego”.., a „.. państwo totalitarne przejmuje całkowitą kontrolę nad wolą i nad świadomością człowieka. Państwo opiekuńcze ma pomóc nowoczesnemu państwu totalitarnemu, żeby całkowicie zawładnęło człowiekiem, nad jego ciałem i nad jego duszą”.  Zdaniem profesora Jaroszyńskiego „. przed tym musimy szukać ratunku odwołując się do tradycji katolickiej”, lecz zastrzegł, że nie do ogólnie tradycji chrześcijańskiej, która obejmuje m.in. tradycję kalwińską.

 

Ale w trakcie tego wykładu pojawiła się, niejako w tle, kwestia  manipulacji semantycznej na poziomie pojęcia „państwa opiekuńczego”.

W swojej prelekcji  bowiem Wykładowca zajął się definicją „państwa opiekuńczego” i zaproponował interesujące wywody częściowo językowe, po części ekonomiczne a nawet filozoficzne, by uzasadnić semantyczny błąd, nagminnie popełniany podczas używania pojęcia „państwo opiekuńcze”.

A w jaki sposób to uzasadniał ?

„Jest pewna pułapka w sformułowaniu państwo opiekuńcze … ponieważ sformułowanie państwo opiekuńcze jest sformułowaniem pozytywnym .. ktoś nam podrzucił to sformułowanie.

… w państwie opiekuńczym nie ma nic złego… ponieważ pojęcie opieki jest pojęciem pozytywnym, czyli albo dajemy cudzysłów, albo też szukamy głębiej.

 

Ponieważ w odbiorze społecznym opiekuńczość jest postrzegana jako element pozytywny, to prof. Jaroszyński proponuje termin „nadopiekuńczość”, który ma charakter pejoratywny. Dlatego, że prowadzi w procesie wychowania do sytuacji, w której człowiek nie umie być samodzielny, dlatego, że się go ciągle wyręcza. A wiadomo, że prawidłowy proces wychowania polega na tym, żeby dziecko stawało się coraz bardziej samodzielne aż dochodzi do momentu dojrzałości i potrafi o sobie decydować. I potrafi decydować o tych, którzy powierzeni są jego jakiejś odpowiedzialności”.

 

Tak wiec prof. Jaroszyński proponuje zastąpienie pojęcia „państwa opiekuńczego” – „państwem nadopiekuńczym”.

 To propozycja godna kopiowania. Ale, przy okazji, warto również uporządkować inne pojęcia.

Pan profesor w swoim odczycie jako obcojęzycznych synonimów do „państwa dobrobytu” użył „welfare state”, natomiast„Sozialstaat” do „państwa socjalnego”.

Niestety, w tej dziedzinie panuje bałagan, spowodowany po części z wieloznaczności obcojęzycznych definicji polskich terminów takich jak „państwo dobrobytu” i „państwo opiekuńcze”.

W języku angielskim „welfare” oznacza: 1/ dobro, 2/ pomoc jaka jest dostarczana ludziom, którzy mają osobiste lub socjalne problemy, 3/ zasiłek.

W języku niemiecki natomiast „sozial” oznacza” 1/ socjalny, 2/ społeczny.

Do tego, w języku niemieckim oprócz pojęcia „der Sozialstaat” stosuje się naprzemiennie „der Wohlfahrtsstaat”, powstałe od:

die Wohlfahrt – 1/ dobrobyt, dobro, 2/ opieka społeczna, 3/ zapomoga, zasiłek,

którym to terminem określa się również państwo opiekuńcze.

 

Ten semantyczny kociokwik powoduje, co najgorsze, zatarcie różnicy pomiędzy „państwem dobrobytu”, „państwem opiekuńczym” czy też „państwem socjalnym”.

Uważam, ze wzorem prof. Jarosińskiego, powinno się wartościować te pojęcia. I tak dla państw, w których państwo odgrywa kluczową rolę w gospodarce i redystrybucji dóbr – określać pojęciem „państwa socjalnego” albo właśnie „nadopiekuńczego”.

Państwa, które wyręczają ludzi w opiece, filantropii i dobroczynności – „państwami opiekuńczymi”.

Natomiast pojęcie „państwo dobrobytu” zachować wyłącznie dla krajów o „zdrowej” gospodarce i wyraźnym wzroście gospodarczym oraz wynikającej z nich zamożności ludzi je zamieszkujących .

Ponieważ zarówno „welfare” jak i „Wohlfahrt” to również „zasiłek”, to, dla nacechowania negatywnym odbiorem, proponuję „państwa nadopiekuńcze’ nazywać „państwami zapomogowymi”.

Lepsze, niż moje, propozycje – mile widziane.

 

A wszystko to, co powyżej opisane, to jedynie element wojny semantycznej, w której to lewactwo czuje się znakomicie. Głównie dzięki temu, że umiejętnie korzysta z takiego rodzaju amunicji jak nowomowa, czy tez dwójmyślenie. Nie unikają również rewolucyjnej dialektyki. Uczestnicy Marszu Niepodległości określani jako faszyści, a co najmniej faszyzujący – to ostatnie przykłady takich manipulacji.

Z tego powodu stwierdzam, nie po raz pierwszy, że, jeżeli chce się pokonać lewactwo, to należy zacząć od bitwy o język i niektórym pojęciom przywrócić normalne znaczenie. A w walce używać co najmniej takich samych środków jakich używa ta skrajna i obłędna ideologia. Włącznie z epitetowaniem ich przedstawicieli. Jeśli więc dla nich pan X czy Y jest przedstawicielem skrajnej prawicy, to pani prof. Środa czy Czwartek albo inna skrzecząca – jest skrajnym politykiem lewicowym, o poglądach extremalnie antyklerykalnych. Co więcej, może nawet konieczne być stosowanie w myśleniu dialektyki rewolucyjnej, i z tego powodu ocenić, że pani red. Szczuka czy Szczeka jest skrajnie feministyczną działaczką o chorobliwie antykościelnych poglądach oraz komunistycznej twarzy. Choć w tym ostatnim przykładzie stosowanie dialektycznego myślenia być może nie byłoby nawet konieczne.

Podsumowując: analogicznie jak u pana prof. Jaroszyńskiego „opiekuńczość” odbierana jest pozytywnie, tak „radykalizm” dla większości ludzi – przeciwnie. I to należy wykorzystać.

Naturalnie nie tylko to. Ale znając (z zamieszczonych na NE textów) co najmniej kilku Użytkowników NE, jestem pewny, że są w stanie przedstawić sporo więcej różnego rodzaju „amunicji”.

 

0

astygmatyk

66 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758