Bez kategorii
Like

Napis.

23/04/2011
238 Wyświetlenia
0 Komentarze
4 minut czytania
no-cover

– O której? – zapytał.

0


– Wyjdziemy tak po 23. Masz farbę?

– Tak. Powinno wystarczyć – popatrzył na mnie i roześmiał się. – Chyba, że chcesz machnąć dwumetrowe litery?

Pokręciłem przecząco głową.

– Ta rura jest gdzieś metrowej średnicy. Ale z kolejki ją dobrze widać.

 

Wieczór był chłodnawy, mimo że w dzień słońce grzało jak wściekłe. Na ulicy było pusto; czuliśmy się trochę nieswojo, ale z drugiej strony mieliśmy w sobie ten pewien rodzaj zacięcia, który występuje tylko wtedy, kiedy robi się coś z przekonaniem. Doszliśmy do końca płotu jakiegoś zakładu; rury ciepłownicze biegły gdzieś na jego tyłach, musieliśmy więc się przedrzeć przez jakieś chaszcze.

– Tędy – powiedziałem cicho, wskazując na niemal niewidoczną ścieżkę.

Jeszcze raz zlustrowaliśmy ulicę; w zasięgu wzroku nikogo nie było widać, więc szybko ruszyliśmy w stronę krzaków. Po kilku minutach byliśmy na miejscu; wyciągnąłem z plecaka słoik z farbą i dwa pędzle.

– Jak zwykle? – usłyszałem.

Roześmiałem się.

– Jak zwykle? Przecież ostatni raz robiliśmy to ponad dwadzieścia lat temu… Tak, ja pierwszą literę, ty drugą i lecimy. Tylko się nie pomyl! – roześmiałem się. – Pamiętasz, jak wtedy, ma tamtym bloku…

– Odczep się… Wtedy się spieszyliśmy, bo byliśmy na widoku i …

– Dobra, dobra, dawaj, jedziemy…

 

– Kurczę, trochę się upiep… – usłyszałem cichy szept.

– Gdzie? – zapytałem, próbując coś dostrzec w ciemnościach.

– Na ręce… na ubraniu chyba nie…

– Trzymaj…- podałem mu butelkę z rozpuszczalnikiem. – O kurcze, tylko nie mam żadnej szmatki…

– Cholerka, ja też nie… Dobra, nie ma rady, rozpuszczalnik szybko wysycha…

 

Właśnie przejeżdżała kolejka, jedna z ostatnich; światło padające z jej okien pozwoliło nam zobaczyć nasze dzieło.

– Dobrze wyszło… Do rana nie będą wiedzieć, że jest napis; a rano nie zdążą go za szybko zamalować i trochę ludzi go zobaczy, jak będą jechać do centrum…

– Myślisz… Naprawdę myślisz, że to coś da? – usłyszałem w jego głosie lekkie powątpiewanie.

– Ci starsi sobie przypomną, jak to kiedyś bywało… – roześmiałem się, ale szybko spoważniałem. – A ci młodsi się będą zastanawiać, o co chodzi. Te gnojki nie mogą nas dalej tak zlewać. Myślą, że jak mają w łapach telewizję i tych wszystkich krętaczy na swoich usługach, to mogą ludziom wmawiać te brednie, że naprawdę jest jakieś śledztwo…

– Taaa… W sumie napis daje do myślenia…

Spojrzałem jeszcze raz, choć teraz napis był już niemal niewidoczny w ciemnościach nocy:

 

SMOLEŃSK – ŻĄDAMY PRAWDY

 

– A kiedyś pisałem Solidarność Zwycięży… I wydawało mi się, że oni też są z naszej paczki… Mocno, jak mocno się pomyliłem… No dobra, spadamy stąd. Jutro machniemy następny, co?

– W sobotę, przed świętem?

– No pewnie… nie zamalują do wtorku.

– Może tym razem coś o Tusku?

– O, dobry, bardzo dobry pomysł…

Inne zapisy autora:

0

Bez kategorii
Like

“Napis”

01/02/2011
0 Wyświetlenia
0 Komentarze
1 minut czytania
no-cover

Zainspirowany z jednej strony faktem, że program z teatralnej wersji tej sztuki dłuższy czas przewalał się na stole u mojej Mamy, z drugiej zaś bardzo dobrą recenzją w dzisiejszym "Naszym Dzienniku" (też zresztą u Mamy przeczytaną) obejrzałem dziś w TVP sztukę "Napis" Géralda Sibleyrasa.  Sztuka opowiada o zderzeniu grupy mieszkańców domu z młodym małżeństwem. Historia zaczyna się, gdy w windzie pojawia się tytułowy napis, głoszący, że nowy lokator jest kutasem. Zamiast faktu nie zauważać lub napis usunąć i nie zawracać głowy młody człowiek zaczyna przeprowadzać wywiad, skupiając na sobie coraz większą niechęć. Burzy bowiem spokój domu, w którym ludzie żyją jedynie sloganami, plotkami i polityczną poprawnością. I cieszą się, że na ścianie windy wcześniej napisał ktoś "śmierć faszystom", bo wiedzą, […]

0


Zainspirowany z jednej strony faktem, że program z teatralnej wersji tej sztuki dłuższy czas przewalał się na stole u mojej Mamy, z drugiej zaś bardzo dobrą recenzją w dzisiejszym "Naszym Dzienniku" (też zresztą u Mamy przeczytaną) obejrzałem dziś w TVP sztukę "Napis" Géralda Sibleyrasa.

 Sztuka opowiada o zderzeniu grupy mieszkańców domu z młodym małżeństwem. Historia zaczyna się, gdy w windzie pojawia się tytułowy napis, głoszący, że nowy lokator jest kutasem. Zamiast faktu nie zauważać lub napis usunąć i nie zawracać głowy młody człowiek zaczyna przeprowadzać wywiad, skupiając na sobie coraz większą niechęć. Burzy bowiem spokój domu, w którym ludzie żyją jedynie sloganami, plotkami i polityczną poprawnością. I cieszą się, że na ścianie windy wcześniej napisał ktoś "śmierć faszystom", bo wiedzą, że problem istnieje i trzeba – co zostaje powtórzone wielokrotnie – zachować czujność. Zresztą faszyzm faktycznie okazuje się być problemem, przynajmniej ten z ich definicji… Nie będę tu streszczał całej sztuki, pozostaje cieszyć mi się tylko, że coś tak politycznie niepoprawnego zdołało jeszcze przebić się w TVP (pewnie dlatego, że było w planach od dawna, a po zdjęciu "Napisu" zabrakłoby już prawie premier Teatru Telewizji). Jeżeli jeszcze będzie okazja – polecam.

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Budy

63 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816