Bez kategorii
Like

…kanclerz Niemiec Angela Merkel, Frau Oszczędności …

27/06/2012
449 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
no-cover

…jak tę damę europejskiej polityki nazwał Ian Traynor w artykule opublikowanym 5 czerwca przez londyński THE GUARDIAN zaczyna mieć problemy, z którymi raczej na pewno już sobie nie poradzi.

0


Kryzys euro jest faktem, tak samo jak kryzys całej Unii Europejskiej, chociaż ten ostatni jest na razie na drugim planie. Szczyt europejski, który ma dokonać się w dniach 28 – 29 czerwca, czyli już jutro, będzie – wszystko na to wskazuje – dotyczyć przede wszystkim kwestii, kto i ile ma zapłacić za ten cały bałagan, jakiego jesteśmy świadkami: za Grecję, za Hiszpanię, Portugalię i Włochy, czyli w gruncie rzeczy za dotychczasową, skompromitowaną już strategię pani Angeli Merkel, która od początku 2010 roku przeznaczała na ratunek euro tylko tyle, ile było niezbędne, aby nie dopuścić do katastrofy, zamiast zastosować od razu albo „końską kurację”, a to oznacza „postawić na nogi” tonących, albo od nich odciąć się, skoro wiadomo było, że na żadne, tak zwane reformy, nie ma co liczyć. No, i mleko się rozlało…

…teraz koszty kryzysu euro muszą ponieść Niemcy, ale jako warunek postawią uruchomienie unii fiskalnej i politycznej. Pojawiają się nawet opinie, że należy wrócić do idei Stanów Zjednoczonych Europy i zacząć od europejskiego państwa federalnego z jednym rządem, jednym parlamentem, jedną walutą i oczywiście – w domyśle – z jednym „zarządcą” Niemcami. I tu zaczynają się „schody”. Jest to bowiem wizja kontrowersyjna, nie znajdująca entuzjazmu ani w Paryżu, ani w Londynie, nie mówiąc o pozostałych państwach zgrupowanych w Unii Europejskiej. Unijni czołowi „federaliści” – szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, premier Luksemburga i szef eurogrupy Jean-Claude Juncker oraz przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, mają podobno na szczycie 28 -29 czerwca przedstawić jakiś nowy plan integracji strefy euro – zobaczymy jaki…

…ale od razu wiadomo, że taki plan najpierw zbulwersuje Anglików. O tym, co może się w takiej sytuacji wydarzyć prasa londyńska pisze następująco: „Rozziew pomiędzy Wielką Brytanią, a resztą Europy może stać się niemożliwy do pokonania, rodząc wyłącznie wzajemne pretensje i w ostatecznym rozrachunku doprowadzając do zakończenia nieszczęśliwego związku Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską (…)”. Później pozostałe państwa zrozumieją, że radykalne, proponowane rozwiązania, oznaczają konieczność zaproponowania nowego traktatu europejskiego. A to byłoby wielce skomplikowane. Już nie mówiąc o tym, że same Niemcy musiałyby zmienić własną konstytucję – to nowy traktat europejski, zbliżający do utworzenia federalnego państwa pod tytułem Unia Europejska z jednym rządem, jednym parlamentem i jedną walutą, tylko pogłębiłby to, co nazywamy „deficytem demokracji” i wtedy trudno byłoby mówić o jakiejkolwiek poprawie demokratycznej legitymacji władz takiego tworu europejskiego i strefy euro, gdy wszelkie prawa, zasady polityki podatkowej, budżetowej, emerytalnej czy zatrudnieniowej ustalane będą dla wszystkich krajów dzisiejszej Unii w Brukseli, bez żadnego udziału reprezentacji narodowych…

… w przeddzień szczytu unijnego pani kanclerz Angela Merkel musi więc zdecydować, czy i w jaki sposób Niemcy będą w stanie po pierwsze – ocalić wspólną walutę, a po drugie – całą Unię Europejską. Prasa międzynarodowa o kryzysie euro tak pisze: „O tym, jak dalej potoczą się losy wspólnej waluty, zadecydują tylko i wyłącznie Niemcy. Epicentrum kryzysu znajduje się bowiem dziś w Berlinie. I choć w niemieckim ministerstwie finansów czy w Bundesbanku wszystkie fakty są znane, publicznie nie dyskutuje się o nich z otwartością, na jaką by zasługiwały. A prawda jest taka, że jedynie Niemcy będą w stanie udźwignąć ciężar finansowy związany z akcją ratowania euro. Pytanie tylko, czy tego chcą, a jeśli tak – jak długo dadzą temu radę”…

… rozpad unii walutowej to dziś opcja, z którą trzeba się liczyć – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, tak samo jak trzeba się liczyć z rozpadem Unii Europejskiej, chociaż oba te procesy mogą jeszcze jakiś czas potrwać. I w tym miejscy przypomnę, że kiedyś wmawiano ludziom, głównie Niemcom, że III Rzesza będzie tysiącletnia, a przetrwała do totalnej klęski zaledwie lat kilkanaście. Wmawiano ludziom, że socjalizm nie ma alternatywy, a jak się okazało – miał ich co najmniej parę. Wmawiano ludziom, że Związek Radziecki będzie wieczny i też go już nie ma. Teraz wmawia się nam, że Unia Europejska nie ma alternatywy, że jak szlag trafi walutę euro, to wybuchnie kryzys, jakiego świat nie widział, itd., itp….

…otóż, jeśli rozpadnie się strefa euro i diabli wezmą walutę euro, nic się nie stanie, pojawi się marka niemiecka, korona słowacka, drachma i po chwili rozgardiaszu wszystko wróci do normy. Kiedy żywot zakończy Unia Europejska, a brukselscy „geniusze” rozjadą się do domów i zaczną szukać uczciwej roboty, też nic się nie stanie. Najwyżej na granicach pojawią się szlabany, chociaż niekoniecznie, bo wolny przepływ ludzi, towarów i kapitału nadal może funkcjonować…

…jutro zaczyna się kolejny brukselski szczyt. Politycy europejscy nawarzyli sobie piwa, to niech go teraz wypiją. Ale gdyby nawet wypili cały Ocean piwa, to i tak nadal nie będą wiedzieć, co z tym całym bałaganem zrobić…

…epoka ich przerosła!…

(27 czerwca 2012)

 

 

 

 

 

 

 

 

0

Jerzy A.Golebiewski

68 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758