22112017Nowości:
   |    Rejestracja

Fotowoltaika Przyszłość? Czy kłopoty w przyszłości?


Trzy lata temu z pompą otwierano zbudowaną przez gminną spółkę „Energia Wierzchosławice” farmę fotowoltaiczną o mocy 1MW w podtarnowskich Wierzchosławicach. Otwierał ją sam premier Pawlak. Farma została wybudowana z dotacji unijnych oraz kredytów bankowych i łącznie kosztowała około 9 mln. Przez jakiś czas pisano o niej z entuzjazmem. Jaka to jest nowoczesna i jakie to przynosi zyski (średnio miesięcznie podobno 42 tys.zł). Kilka dni temu o farmie znowu zrobiło się głośno gdyż okazało się, że farma działa na granicy opłacalności i w razie jakichkolwiek wahnięć grozi jej bankructwo, gdyż ledwo, ledwo zarabia na swoje bieżące utrzymanie i spłatę kredytów. Prezes spółki chciałby, aby kupowano od farmy prąd po cenie wyższej niż rynkowa, argumentując, że zielona energia nigdy nie będzie tania i państwo powinno coś w tej sprawie zrobić. No cóż można i tak, ale ja, jako konsument chciałbym jednak kupować prąd taniej niż drożej.


Z kolei w bieżącym roku, w nieodległych od Wierzchosławic Gierczycach pod Bochnią na 2 hektarach, tym razem całkowicie prywatny inwestor kosztem 11mln zł (4mln z Unii reszta kredyt) zbudował największą jak dotąd fotowoltaiczną farmę w Polsce o mocy 1,4 MW. Jak twierdzi dopiero co najmniej taka moc zapewnia możliwość spłaty kredytów i ewentualny zysk. Pożyjemy zobaczymy jak mawiają Rosjanie. Zastanawiam się czy w rachunku ekonomicznym uwzględniono również brak zysków z 2 hektarów ziemi, która mogłaby być przeznaczona pod uprawę lub dzierżawiona i jaką cenę sprzedaży energii założono w kalkulacjach. Gdy w ubiegłym roku byłem w Szwecji, nie zauważyłem (poza nielicznymi wiatrakami) żadnej innej formy pozyskiwania słonecznej energii. Byłem trochę zdziwiony, ale skonstatowałem, że Szwedzi nie muszą się wysilać, bo prawie 100% energii elektrycznej produkują im elektrownie wodne i elektrownie atomowe Prąd jest tam stosunkowo tani. Jak mi mówiono jeszcze kilka lat temu podgrzewano nim w zimie chodniki na osiedlach.
Ciekawe co na to wszystko powiedziałby dzisiaj słynny wójt z Wierzchosławic Wincenty Witos.
Janusz Żurek

Napisane przez:


Z urodzenia (1949) optymista, z wykształcenia inżynier elektryk (AGH), z zawodu elektronik, z poglądów liberalny (wolnościowy) konserwatysta.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 52 dla artykułu "Fotowoltaika Przyszłość? Czy kłopoty w przyszłości?"

  1. bodziopl pisze:

    Nie bardzo rozumiem czy jesteś za, czy przeciw „prądowi ze słońca”, ale gdybyś był za to może weź pod uwagę taki wariant: zniesienie wszelkich podatków od zakupu i eksploatacji fotowoltaiki (dochodowy, VAT, koncesje, …) i zniesienie wszelkich dotacji na prąd fotowoltaiczny (tzn. jedyną dotacją byłyby niepobrane podatki). I niech rynek sam decyduje co chce mieć (bo chyba właśnie wtedy zaczęłoby się to opłacać ?)
    bodziopl – też elektryk, obecnie pompy ciepła

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Jestem za równym traktowaniem podmiotów gospodarczych (przeciw dotacjom i innym sposobom tworzenia nierówności), rozsądkiem, rachunkiem ekonomicznym i niskimi podatkami. Jestem za cywilizacją łacińską, a nie bizantyńską, turańską, kołobłędem czy jakąkolwiek inną formą cywilizacyjną.
      Żurek Janusz

      • zjanusz zjanusz pisze:

        Pisząc artykuł staram się, aby był on w miarę możliwości obiektywny (nie był agitką za tym czy tamtym). Sądząc po zapytaniu, chyba mi się udało. Komentarze, to inna sprawa.
        Żurek Janusz

  2. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    W naszej szerokości geograficznej ogniwa fotowoltaiczne, nie nadają się do produkcji energii w celach komercyjnych. Są natomiast dobrym dodatkiem do domku wolnostojącego, jesli ktoś chce obniżyc troche rachunek za prąd. Np. najprostszy układ, jedno ogniwo + inwenter na fazę. 😉
    Ale najlepiej jak właściciel jest elektrykiem, jak ja , to odejda mu koszty konserwacji. 😉
    Taki układ w stanie względnego zachmurzenia jest w stanie wyprodukowac około 50% z tego jaką ma moc max. Np. 2 panele po 450W, razem (900W) dają moc na poziomie 450Wh, pod warunkiem że są w miare nowe i czyste.
    Czyli jak mi słońce świeci pełną mocą w lato na panele to powinienem osiągnąć 0,9 kWh w teorii.
    Jednak w praktyce nawet tego nie osiąga bo z roku na rok sprawność paneli spada.
    Już nie pamiętam dokładnie musiałbym poczytać w jakim tempie spada, ale kolega inżynier który to robi na co dzień powiedział mi że miał takie przypadki że po kilku latach sprawność paneli spadała do 30-40%. Prawdopodobnie były to dobre imitacje chińskie na które skusił się inwestor. :).
    Tak więc należy się dobrze zastanowić przed inwestycją w panele. Ja np. gdybym nie był elektrykiem i nie miał o tym pojęcia to nigdy nie kupiłbym paneli, ponieważ koszty eksploatacji są naprawdę nie małe. :)
    Pozdrawiam

  3. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Panie Januszu, jeszcze chciałbym się odnieść do tytułu Pana felietonu – „Czy kłopoty w przyszłości?”. Absolutnie tak x 3. Jest to tajemnica branżowa, każdy który to robi (przy tym pracuje) to wie, ale to nie znaczy żeby nie przekonywać jakiegoś frajera aby zainwestował grubą kasę na takie modne i pikne źródełko czystej energii. Najlepiej jeszcze aby wziął kredyt i przyłączył się do systemu. :)
    Wtedy jest naprawdę cudnie, wszyscy zarabiają (elektrycy też), bank jeszcze więcej, a nabrany frajer pozostanie z coraz większym zadłużeniem. 😉
    Absolutnie odwrotnie jest z elektrowniami wiatrowymi. Niech się Pan jako osoba fizyczna lub prowadzaca działalność spróbuje podłączyć do systemu – zobaczy Pan jakie to łatwe. :)
    Otóż bilans mocy takiej elektrowni będzie w rozrachunku rocznym niemal zawsze na Pana korzyść !!!!(zależy to tez od mocy wiatraka).
    Tą wiedzę posiadają panowie inżynierowie w zakładach energetycznych. 😉 I dlatego „kochają” niezależnych producentów energii (na swoje potrzeby), którym jeszcze muszą płacić za nadwyżki energii wyprodukowanej.
    Podsumowując, jeśli frajer będzie tracił- jest OK, jeśli zaś będzie niewiele dopłacał lub o zgroza trzeba będzie jeszcze mu zapłacić, choćby 1 grosz rocznie to niech się Pan i czytelnicy domyślą co się z takim delikwentem robi. 😉
    P.S. Na temat skandynawi trochę wiem, byłem tam wiele razy i pracowałem w swoim fachu.
    Mogę dodać trochę ciekawych wiadomości, jak tylko będzie trzeba i znajdę trochę czasu.
    Pozdrawiam

  4. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Zanim przejdę do Skandynawii, to opisze sytuacje jaka przytrafiła się mojemu koledze po fachu, który pracował około 2 lat (trochę wiecej) w Niemczech przy zakładaniu „farm fotowoltaicznych” w dobrej firmie. Bardzo dobrze płacili fachowcom ale wymagali znajomości języka niemieckiego – bezwzględnie. Jak to niemiaszki. :) .
    Otóż jako że jest inżynierem i nie pomylił się z zawodem po kilku miesiącach dostrzegł, że prywatni inwestorzy (taka drobnica), tacy do kilku hektarów – są robieni w balona i to ogromnego.;)
    Mechanizm wyglądał mniej wiecej tak : Np. Wielki rolnik był namawiany do odstąpienia kilku hektarów ziemi pod panele (co to dla niego, jak miał kilka setek ha), dostawał na to kredyt bardzo nisko oprocentowany, subsydiowany przez rząd, z reguły kilka milionów euro na 10-20 lat, firma zakładała mu panele słoneczne, podłączała do systemu i wszyscy byli happy. :)
    Rolnik spłaca raty z energii elektrycznej, dodatkowo ma tańszą energię, a na starość na emeryturze ma ekstra kasę ze słoneczka. Jedyne co musi robić to dbać o panelki, czyli odpowiednio je serwisować. Piękne ,czyż nie? Kto by się nie skusił. :)
    A teraz gdzie jest haczyk???? Otóż właśnie w serwisowaniu oraz w niewiedzy takiego „frajera” że sprawność takiej elektrowni maleje wraz ze starzeniem się paneli. Dodatkowo kolega widział jak montowane są podrobione (bardzo dobrze podrob.) panele pewnie „made in China” w dużych ilościach, układane w rzędzie razem z niemieckimi „markowymi”. 😉
    Kolega zwrócił na to uwagę i powiedział (a mówi dobrze po niemiecku) swojemu szefowi, że ludzie robieni są w balona i nigdy nie osiągną zysku, bo nie ta szerokość geograficzna, bo panele jakieś lipne, bo centrale sterowania tez wyglądają na „made in China” itd.
    Na to szef (niemiec) wezwał go do siebie na rozmowę taką grzecznościową i mówi: cytat ” Jak chcesz żyć !!!! to morda w kubeł, nikomu ani słowa (skoro się skapował) i mówi dalej – myślisz że gdyby to nie był przekręt to ci ludzie tak łatwo dostawaliby kredyty, ten interes jest liczony w miliardach euro w skali kraju i siedzą w tym wszyscy, mafia, bankierzy, politycy, itd .
    Tak więc siedział cicho i robił swoje. Jak zakończył pracę w tej firmie to mi to opowiedział.
    Pozdrawiam
    P.S. Tej firmy renomowanej (niemieckiej) która zakładała te „farmy” już nie ma. Czy to nie daje do myślenia. :)

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Dzięki! A co ze Skandynawią?
      Żurek Janusz

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Trochę później, może dziś wieczorem, ale obiecuje że napiszę. 😉

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Może zacznę od Danii. Czyli od prekursorów elektrowni wiatrowych na masową skalę.
        Po drugiej wojnie światowej Dania jako chyba jedyna w Europie nie miała paliw kopalnych w wystarczających ilościach, ani odpowiedniego ukształtowania terenu aby wybudować elektrownie konwencjonalne – tak je nazwijmy, które zaspokoiłyby
        potrzeby kraju.
        Jedyne co mieli i to w ilościach przekraczających zdrowy rozsądek to wiatr z nad morza. 😉
        Tak wiec podjęto decyzje na szczeblu rządowym!!! aby iść w kierunku budowy wiatraków i jednocześnie kupować brakującą energię z zagranicy.
        Ta polityka doprowadziła do tego, że już chyba w latach 80 -tych , XX wieku zaczęli być samowystarczalni. Można to sprawdzić w Internecie ile mają nastawianych „farm wiatrowych”.
        Mało tego zaczęli produkować nadwyżki, które sami zaczęli sprzedawać. :)
        A teraz powiem to co słyszałem od Duńczyka – elektryka, który powiedział mi jak jest u nich rozwiązana kwestia prawna stawiania wiatraków przez osoby fizyczne.
        Jest to wiedza z przed kilku lat, może coś się zmieniło, ale wątpie.
        Otóż jeśli ktoś ma możliwość i chęć postawienia sobie „elektrowni wiatrowej” – moc jest do uzgodnienia, to dostaje od rządu bezwzrotną pożyczkę, pod warunkiem że będzie dbał o ten wiatrak i że będzię podłączony do krajowego systemu – to element najważniejszy. 😉 Czyli odwrotnie jak u nas, czy to nie ciekawe,ha. :)
        Ten wiatrak ma nie tylko zasilać obywatela dając mu energie za darmo, ale przede wszystkim krajowy system energetyczny!!!!!!
        No i w ten sposób, dzięki tej „nielogicznej” polityce Duńczycy mają teraz „problem” z nadwyżkami energii.
        Ale z nich jełopy, a mogli wziąść przykład z nas i robić wszystkim pod górę. :)
        Duńczyk powiedział mi że mają ich teraz tyle, że jak nawet słabo wieje, to i tak starcza. 😉
        Co za durna polityka, mogliby przecież kupować od ruskich, jak każdy „normalny” kraj.
        Pozdrawiam i przesyłam linka jak ta „Durna” Dania wygląda ze swoimi wiatrakami. 😉
        https://www.google.pl/search?q=elektrownie+wiatrowe+dania&client=firefox-a&hs=KK5&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=p7uUU9ihMbKh7Aa8roHYCQ&ved=0CDQQsAQ&biw=1280&bih=674

  5. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Później napisze coś o Norwegii (mój ulubiony temat tj. ich rozwiązania) i Szwecji.
    Jak tylko znajdę czas.

    • zjanusz zjanusz pisze:

      To może przygotuj jakiś artykuł na ten temat, to więcej osób go przeczyta niż sam komentarz.
      Ja w swoim imieniu dziękuję Ci zaposzerzenie wiedzy i pozdrawiam.
      Żurek Janusz

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Panie Januszu z miłą chęcią bym to zrobił, ale w artykułach nie ma takich ciekawostek, które mógłbym tu wypisać. 😉
        Nie ma także informacji dlaczego Skandynawowie nie inwestują w ogniwa fotowoltaiczne do celów komercyjnych. A przecież mogliby, bo południe czy środek kontynentu to tez nasza szerokość geogr., tam też jest lato i świeci słońce. :)
        Nie ma to jak rozmowa (face to face) z zagranicznym kumatym elektrykiem. To jest prawdziwa niezakłamana wiedza.
        Pozdrawiam

        • zjanusz zjanusz pisze:

          Trzy razy byłem w Szwecji w lecie, w tym jeden raz ponad dwadzieścia kilka lat temu „na robotach” (w polu) przez dwa miesiące „z hakiem”. Miałem szczęście, bo zawsze trafiałem na słoneczną pogodę, a nie zawsze podobno tam tak jest. Ostatnie dwa razy byłem już na wakacjach. Jak „panisko”, to znaczy mieszkaliśmy z żoną w Sztokholmie u znajomej w ichniejszych „slumsach” na osiedlu razem z muzułmanami, murzynami, Polakami, Cyganami, starymi Szwedami, których nie stać było na lepsze mieszkanie i dzielnicę i bóg wie jeszcze kim. I też było wtedy słońce i kryształowe powietrze, które w Polsce bywa czasem po przejściu frontu atmosferycznego, a tam prawie cały czas. Poza tym słońce świeciło na okrągło od 1 godziny do 23, no może przesadzam, ale kiedyś obudziłem się chyba o 4 rano i poszedłem opalać się na balkon. Wydawało mi się,że tam powinny być, wbrew pozorom, dobre warunki na fotowoltaikę, a tu ni chu chu. W ogóle to mam sporo ciekawych (pozafachowych) obserwacji ze Szwecji. Może się zmobilizuję i napiszę o tym jakiś artykulik. W tym roku wakacje w Norwegii. Coś kocha mnie ta Skandynawia.
          Żurek Janusz

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Może zacznę od Szwecji, otóż ten kraj posiada bodajże 10 reaktorów atomowych (w 3 elektrowniach), wiele elektrowni wodnych oraz elektrownie wiatrowe.
            Pamiętam mniej więcej ich udział w rynku, atomówki ~ 50%. wodne ~50% i wiatrowe kilka %. Otóż ten kraj jest w ciągłym wyżu
            energetycznym. Atomówki robią swoje. 😉
            Nawet w dzień przy największym poborze energii i tak produkują więcej niż są w stanie zużyć. Dlatego między innymi wspomagają Norwegię w określonych porach roku. Ale o tym później.
            Tak więc ustawianie tam „komercyjnych farm wiatrowych” nie ma żadnego sensu.
            Elektryk skandynawski powiedział mi, że ustawianie ogniw u nich to kompletny nonsens- tak się wyraził po angielsku.
            Zajmują dużo miejsca i energii z nich – tyle co gówno (tak powiedział). :)
            Ciekawostką jest również to, że Szwecja kupuję energie od nas, kablem położonym na dnie Bałtyku – pamiętam jak to budowali na początku lat 90 -tych. 😉
            Ale kupują tylko wtedy kiedy reaktor (y) nie pracują pełna mocą lub któryś z reaktorów jest w trakcie przeglądu.
            Szwecja jednak unowocześnia reaktory i zwiększa ich moc – pomału ale konsekwentnie. Ponoć plan jest taki aby zwiększyć moc reaktorów, nawet 2 krotnie?
            Poza tym będą stawiać wspólnie z Norwegami ” farmy wiatrowe” , dalej rozbudowując system zaopatrzeniowy w energie elektryczną.
            Wspominał pan w swoim felietonie, że podgrzewają tam chodniki w zimie. Śmieszne dla Polaka, czyż nie?
            A ja dodam, że gdyby Szwedzi przewidzieli swoją sytuację, to pod autostradą położyliby kabel grzewczy i też by ją ogrzewali, nawet w lato. :) Oświetlają ją przecież od początku, każdy kto jechał po Szwecji to widział.
            Pozdrawiam
            P.S. A u nas na noc wyłączają co 3 lampę, a w pewnych wypadkach 1 na 5 się świeci (jak za komuny), bo energia droga, a gmina zadłużona – żenada.

          • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

            Przepraszam za błąd zamiast “komercyjnych farm wiatrowych” miało być „fotowoltaicznych”. 😉

  6. Hayaku pisze:

    Cholera… chcialem miec baterie na dachu…

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Nie ma problemu, kupuj i zakładaj zawsze trochę przyhamują licznik. Tylko wcześniej przelicz jakie będziesz miał zużycie w kWh i czy to ci się będzie opłacać. Im więcej zużywasz ( np. ogrzewanie elektryczne) tym szybciej solary ci się zwrócą. 😉
      To zwykła matematyka.
      Pozdrawiam

  7. bodziopl pisze:

    O.K. To pora uporządkować stan obecny, i może prognozy na przyszłość:
    mamy obecnie (nawet sporo na składzie celnym) fotoogniwa oparte na krzemie o sprawności ~15% i cenie <~1000PLN (netto) za panel o mocy ~250W i wymiarach ~1mx2m ! słońca u nas tyle że panel o mocy 1kW rocznie "zrobi" 1000kWh (i pożyje 8-20lat). Ceny maja pewną tendencję spadkową, a sprawność wzrostową, trwałość ?(ch.g.w.). Na podstawie tych danych można sobie obliczyć od jakie ceny sprzedaży jest deal ! (mnie wychodzi że od ~1PLN/kWh). Co w przyszłości: ano są już rozwiązania trójwarstwowe o sprawności synergia pomp ciepła z fotowoltaiką ! , na to o ile wiem nikt uwagi jeszcze nie zwrócił ?
    Teraz skala tego o czym sobie tu piszemy (taka mała ona jest): jeżeli każdy Polak kupi sobie cztery typowe panele fotowoltaiczne (8m2) i wystawi je na słońce, to w maju, czy w lipcu w południe trzeba będzie WYŁĄCZYĆ w Polsce WSZYSTKIE pracujące zwykle elektrownie zawodowe (i to akurat jest b. trudne). Czyli mamy już dostępne i PRAWIE opłacalne środki techniczne żeby bawić się w prąd ze słońca, co innego logistyka tego projektu, jest prosta tylko do momentu gdy cała moc elektryczna ze Słońca będzie niższa od całej mocy zainstalowanych klimatyzatorów !

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Bodzio.
      Dzięki za wpis. To co napisałeś jest wiadome dla ludzi z branży. Ale chciałbym również zaznaczyć, że twoje wyliczenia są i tak zbyt optymistyczne. Fakt mamy coraz lepsze jakościowo panele i przyjmijmy, że pożyją 10 lat (może 20), niemniej ich sprawność elektryczna spada, z roku na rok. Jakie by nie były i z czego by nie były zrobione.
      Po drugie produkują energię tak naprawdę tylko w określonych porach roku i tylko w dzień!!!. To przecież wiadome, że najwięcej w lato. 😉
      I dobrze ci wyszło z tymi wyliczeniami ~1 zł za kWh sprzedaż, a mamy energię w cenie kupna, trochę więcej niż 0,50 grosza. Dlatego napisałem wcześniej ,że solary są dobre do domku, jak ktoś chce obniżyć swoje rachunki. Nie jestem ich przeciwnikiem. Fajnie wyglądają, szczególnie dla sąsiadów ( ch… ich strzela).
      Dlatego piszę o wiatrakach, bo podłączone do systemu, dają (prawie) zawsze bilans mocy korzystny dla właściciela.
      Taki wiatrak kręci się nawet w nocy w zimie, dlatego jak pewnie wiesz mierzy się różnicę energii pobranej i oddanej. A tej oddanej jest z reguły więcej. 😉
      A synergia pompy ciepła z fotowoltaiką – no pięknie. Ale jak wiesz zasobnik można również grzać choćby zwykłym piecem.
      Jak już ktoś chce wydać masę szmalu i unowocześnić chatę – nikt mu nie broni. Pytanie tylko jedno. Po ilu latach mu się to zwróci? Po 20 -tu jak sprzęt będzie wymagał wymiany?
      Ja np. grzeję konwencjonalnie, zwykłym drewnem, i wychodzi tanizna, panele są tylko dodatkiem do obniżenia rachunków. Zakładając je wiedziałem doskonale, że zysków dalekosiężnych z tego nie będzie. Mam najprostszy układ – panel + inwenter na fazę.
      Fajnie wyglądają dla sąsiadów i trochę zawsze „wpompują” energii dzięki czemu licznik zwalnia. :)
      Jeszcze chciałbym porównać tu moje ulubione „wiatraki” na przykładzie. Kilkadziesiąt kilometrów ode mnie drobny przedsiębiorca postawił około 10 lat temu wiatrak, malutki o mocy z tego co pamiętam 60kW. Cieszył się jak dziecko, że obniżył sobie rachunki za energię i jeszcze udało mu się podłączyć do krajowego systemu!!! co jest drogą przez mękę. 😉 Wszystko w domu na prąd i gdziekolwiek się dało itd. (system skandynawski).
      Nie liczył na sprzedaż, najważniejsze było to że ma energię za koszty konserwacji. Niemniej na umowie z ZE miał ~ 4 grosze za kWh energii oddanej (sprzedaż ). I niestety dla niego wiatrak generował nadwyżki !!!!. Jak myślisz (cie) ,co się stało z wiatrakiem po kilku latach ???? – tu odpowiedź nie ma sensu. 😉
      Dodatkowo – jak to wygląda wygląda w porównaniu z panelami 4 grosze do 1 zł z a kWh.
      Serdecznie pozdrawiam znakomitego fachowca. :)
      Szczerze. 😉
      .

      • zjanusz zjanusz pisze:

        To może koledzy zebrali to wszystko w jakiś wspólny artykuł dla przeciętnego człowieka, który czuje się zagubiony w merdialnych informacjach na temat „zielonej” energii?
        Ja w tym nie siedzę, więc dla mnie są to ciekawe opinie (dziękuję) i mam nadzieję bezstronnie podana wiedza.
        Żurek Janusz

      • bodziopl pisze:

        „…A synergia pompy ciepła z fotowoltaiką – no pięknie. Ale jak wiesz zasobnik można również grzać choćby zwykłym piecem…” – No ale ta synergia to ma polegać na grzaniu raczej dolnego źródła (zakres 0st.C – 15st.C), a nie c.w.u., bo to i moc ogniwa rośnie tak ~0,5%/K, no i COP PCi też rośnie jak temp. DZ rośnie (niewiele, ale zawsze)

        • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

          Fakt. Trochę uprościłem.
          Ale ja się staram pisać jak najprościej dla przeciętnego Kowalskiego, jak będziemy pisać o współ. COP między 3 a 3,5 itd. To kto nas będzie czytał, może przeniesiemy się na elektroda.pl. 😉
          Ja celowo nie używam pojęć typu – moc bierna, cos (fi), czy tangens mocy. :)
          Pozdrawiam

  8. Lubuszanin pisze:

    Podziękowania dla AntonioBanitas.
    Sporo ciekawych spraw poruszyłeś i fajnie opisałes. A ten „niemiecki przekręt” to swego czasu (przełom 2013/2014) też pukał do naszych drzwi. Nawet program rządowy chciano ogłaszać aby „usprawniać” branie kredytów na kupno działek (postaw dom + panele obok domu). Nie mogłem załapać gdzie tu jest hak i oto odpowiedź. Cała akcja po to aby bank mogł sprzedać kredyt, z góry wiedząc ze z tą sprzedażą energii wcale nie będzie tak kolorowo. A nie ma lepszej sytuacji dla banku jak kredytobiorca się umoczy.

    Nie mogę tylko rozszyfrować o co chodzi z tymi nadwyżkami.
    „Nie liczył na sprzedaż, najważniejsze było to że ma energię za koszty konserwacji. Niemniej na umowie z ZE miał ~ 4 grosze za kWh energii oddanej (sprzedaż ). I niestety dla niego wiatrak generował nadwyżki !!!!.”

    Możesz rozwinąć ten wątek? Nie każdy jest elektrykiem. :(
    Czy jeśli wiatrak generował nadwyżki to właściciel wiatraka ponosił z tego tytułu straty? Jak to wszystko rozumieć?

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Drogi Lubuszaninie już tłumaczę jak chłopu na wsi po podstawówce (proszę bez obrazy). 😉
      Otóż każda elektrownia wiatrowa „podłączona do systemu energetycznego” ( ogniwa także mogą być ) ma dwa układy pomiarowe. Liczniki energii pobranej z sieci np. jeśli wiatrak się nie kręci, czy ogniwa zalała czerń, oraz Liczniki energii oddanej do sieci jeśli produkują energię. To tyle.
      Właściciel jest rozliczany z różnicy obu tych pomiarów.
      Np. Jest pogoda bezwietrzna, wiatrak się nie kręci, właściciel ciągnie prąd z sieci jak każdy, ale później sytuacja może się odwrócić. Właściciel może nawet nie potrzebować tyle energii, co wyprodukowuje wiatrak (kręci nim w dzień i nocy, bez przerwy przez np. 2 tygodnie). I stąd ma nadwyżki- tj. moc oddana (nadwyżka) w tym wypadku.
      I jak przychodzi faktura do takiego delikwenta to jest tam wypisane ile energii pobrał a ile oddał. I w wypadku tego faceta ‚wiatrak generował nadwyżki’ i ZE płacił mu 4 grosze z kWh. Czyli rachunek był na niekorzyść ZE, a na korzyść właściciela.
      To wystarczyło aby w naszej ‚ umiłowanej ojczyźnie’ rzadzonej przez bandytów, gościa ugotować. Znaleźli na niego jakiś paragraf i odłączyli od sieci (od systemu).
      Jak niezbyt jasno wytłumaczyłem to sorry , ale dla mnie jaśniej się nie da.
      Pozdrawiam

      • zjanusz zjanusz pisze:

        Przypomniała mi się historia jaka przewinęła się przez merdia kilka lat temu (podaję ją, jak zapamiętałem). Otóż wlaściciel zakladu przetwórstwa mięsnego miał odpadowy tłuszcz, który jakoś tam z kłopotami utylizował. Zwierzył się koledze mechanikowi i od słowa do słowa powstał silnik na ten tłuszcz, który napędzał prądnicę. Wszyscy byli zadowoleni, aż sprawa się rypła. Faceta oskarżyli o nielegalne posiadanie elektrowni i skazali na wysoką karę pieniężną. O szczegóły nie pytajcie, może coś jeszcze można znaleźć w internecie. Ja usłyszałem o tym bodaj w Radiu Kraków.
        Żurek Janusz

        • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

          Panie Januszu, Ja także znam ludzi którzy jeżdżą na „nielegalnie” produkowanym biodieslu i nic się z autem nie dzieję, nawet z tym z systemem common rail, czyli z angielska wspólna szyna. A zgodnie z propagandą powinny się rozlecieć po 2 km. 😉
          Oczywiście biodiesel jest zrobiony na 5- tkę i odpowiednio przefiltrowany.
          Jest gość który opala swój mały zakład, syfem- odpadowym tłuszczem z frytkarni i piekarni, tylko wstępnie go przefiltrowując. :) Zamiast olejem opałowym. Ale ci ludzie starają się to robić, jak najbardziej tajnie i robia to tylko do własnych potrzeb. Wiedzą co za to grozi.
          Bo w naszym ukochanym kraju monopol na produkcje paliw dla „własnych potrzeb” ma zgodnie z raportem WSI – ta antypolska służba, a ona nie wybacza konkurencji. :)
          Szybciej wybaczą handel dragami, ba nawet pomogą. 😉
          Jeśli chodzi o energię elektryczną ,to przecież też monopol należący do oligarchów, którzy także nie znoszą konkurencji.
          Niech człowiek choćby nieświadomie wejdzie im w drogę, to oni z za kulis tak pokierują wymiarem niesprawiedliwości, że taki przedsiębiorczy człowiek będzie się bał później założyć filtr do wody na kran, bojąc się że zostanie oskarżony o nielegalne uzdatnianie wody. :)
          Serdecznie pozdrawiam

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Aha i jeszcze jedna kwestia która poruszyłeś, cytat „A nie ma lepszej sytuacji dla banku jak kredytobiorca się umoczy” – otóż właśnie to, oto chodzi!!!
      I ogniwa fotowoltaiczne spełniają tą rolę niemal idealnie, masz drogi „męczenniku” wpaść w pułapkę kredytową. 😉

  9. Krzywousty pisze:

    Antoni – z wiatrakami wcale nie jest tak jak piszesz. W Polslich warunkach nie mają najmniejszego sensu. Nie wiem nawet czy mają sens na samym Bałyku u wybrzeży Polski.
    Kanada i GE w Stanach nie instalują wiatraków w miejscach gdzie średnia roczna prędkość wiatru wynosi mniej niż 7 m/s.
    W Polsce średnia to 4,5 m/s.
    Moc wiatru rośnie z trzecią potęgą jego prędkości i tak samo szybko spada. Dlatego wiatrak o mocy nominalnej 1 MW w Polsce da średnio 100 kW – czyli tyle ile silnik niezbyt dużego samochodu.
    Produkować w Polsce prad wiatrakiem to tak jak samemu dojeżdżać do pracy własnym autobusem.
    .
    Dodam na koniec że nominalna moc wiatraków podawana jest dla prędkości wiatru 10 m/s.

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      I dobrze piszesz wiatraki ustawia się w takich miejscach (najlepiej) gdzie wieje tak ,aby kręciły się jak najwięcej (najdłużej). Na tym polega komercyjne ustawianie wiatraków. A komercyjne oznacza – max zysków (szybki zwrot).
      Jestem z nad morza, jak chciałoby się tobie przyjechać na północ to wpadnij w okolice Świnoujścia i zobacz ile ich nastawianych. Co tam przejeżdżam to kręcą się cały czas. Albo przejedź na niemiecką stronę i pojeździj trochę , 50 km wystarczy – zobacz ile tam jest nastawianych (takich samych) i jak jadę przez Niemcy to jak jeden stoi , to zapewne tylko dlatego że jest ekipa serwisująca (konserwatorzy).
      Tam mają ten sam wiatr co my.!!!!!
      A propo tego delikwenta, którego udupili – miał wiatrak (malutki 60kW) postawiony na wzniesieniu, to był jego teren i niespecjalnie tam wiało. Kilkaset metrów niżej miał dom razem z małym zakładzikiem produkcyjnym. Dlatego nie spodziewał się że będą mu płacić, ważne dla niego było to, że dzięki wiatrakowi obniży koszty.
      A mimo tego ten mikro wiatrak i tak generował nadwyżki. niewielkie ale zawsze na jego korzyść.
      Podsumowując, miał energię za darmo i jeszcze ZE płacił mu za energię oddaną. Niewiele,ale zawsze coś. Wielu z naszych prominentów musiał nieźle wku……..ć.
      Precedens. Nie dość,że obniżył koszty tj, zaczął się rozbudowywać. :)
      Najpierw go odłączyli od systemu (dla wiatraka to przecież zabójstwo), a później gdy zaczął się odwoływać i apelować itd., to „prewencyjnie” dostał nakaz (urzędowy) rozebrania elektrowni. 😉
      Ot taka przestroga dla innych, aby nie wpadali na podobne pomysły. :)
      Na ten temat (wiatraków) mógłbym napisać kilkanaście stron A4 a nie o to chodzi i wiem jedno są opłacalne!!!!! Wszystko tylko zależy od odpowiedniego dobrania mocy takiej elektrowni do miejsca na którym ma stać. :)
      Pozdrawiam

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Aha jeszcze jedno chciałbym dodać. Jak zaczynałem swoją karierę jako elektryk, a było to w ZE ( pocz. lat 90-tych). Miałem „można tak powiedzieć” swojego mentora, „nauczyciela zawodu” , który wziął mnie pod swoje skrzydła, ponieważ zauważył że czuję klimat.
      A był to inż. o wielkiej wiedzy i szacunku. Taki prawdziwy elektryk po technikum i po studiach kierunkowych. Jeden z najlepszych fachowców w rejonie energetycznym. To on mnie zaraził rozwiązaniami Duńskimi.
      I pamiętam jakby to było wczoraj. Mówi tak: Jeśli mielibyśmy stawiać w Polsce elektrownie „ekologiczne”, to jeśli już to tylko wiatraki na wzór Duński – przy morzu, oraz elektrownie wodne. Żaden inny „wynalazek” nie będzie miał u nas ekonomicznego sensu!!!!!
      I jedzie dalej: Ale po co mielibyśmy cokolwiek stawiać (budować) jak mamy od kilku lat permamentny wyż energetyczny. Produkujemy jakieś 44 GW z tego co mamy, a zużywamy niewiele ponad 30 GW (w skali kraju), miedzy innymi dlatego sprzedajemy energię za granicę. Wtedy mówił chyba o Austrii.
      A przypominam, że był to jeszcze okres w którym istniało wiele zakładów produkcyjnych i to one były jednymi z największych odbiorców energii. 😉
      Pozdrawiam

      • Krzywousty pisze:

        Wyraźnie Antonio wiesz sporo o ogniwach słonecznych, ale wyraźnie uległeś wiatrakowej propagandzie.
        Jeśli osobiście nie pracujesz z wiatrakami lub nie masz własnego, to traktuj wszelkie informacje z drugiej ręki z przymrużeniem oka.
        .
        Moja firma dostarcza podzespoły do turbin wiatrowych Vesta, GE i innych. Dlatego mam dostęp do rzeczywistych danych. Jestem również właścicielm patentu na bodaj najsprawniejszy wiatrak o osi pionowej. Cchiałem też taki sobie postawić, ale doswiadczenia które przeprowadziłem na mniejszych modelach z wierzącego zmieniły mnie w przeciwnika tego ustrojstwa.
        .
        Zacznijmy od tego że twój znajomy pewnie nie kupił sobie nowego wiatraka. Wszelkie analizy musimy opierać na analizowaniu inwestycji w nowy, a nie śmieci po resorsie. Jeśli kupił go za bezcen to nic dziwnego że nie miał strat nawet w związku z koniecznością spłacania pożyczki.
        Wiatrak musi mieć dużą powierzchnię zakreślaną przez śmigła, by móc generować trochę prądu. Musi też być na przyzwoitej wysokości. To oznacza że konstrukcja jest bardzo droga. Baaardzo droga. Przyzwpitej wielkości wiatrak, generujący rzeczywioście kilka do kilkunastu kW średnio rocznie, powinien kosztować prawie tyle co nowy dom.
        .
        Zaś co do mocy, to nie ważne że wiatraki się kręcą. Prędkość wiatru przy której śmigła zczynają sie krecić nie ma nic wspólnego z generowaniem przez wiatrak prądu.
        Kiedy staniesz pod kręcącym się wiatrakiem, i chcesz domyśleć się ile procent zainstalowanej mocy ten wiatrak w danej chwili wytwarza, złap sie za capkę na swojej głowie. Jeśli wiatr prawie że nie zrywa ci czapki z głowy, to ten wiatrak nie produkuje prawie wcale prądu. Ino się kręci…
        Dlaczego?
        To jest akurat proste. Wiatrak NIE MOŻE wyciągnąć więcej mocy z wiatru niż TEN WIATR W SOBIE NIESIE MOCY. A jak ci nie zrywa czapki z głowy to tej mocy wiele w nim nie ma.
        Tak naprawdę to maksymalną ilość mocy jaką od wiatru może przejąć wiatrak to 59% mocy niesionej przez ten wiatr. Dlaczego? Mógłbyś przejąć 100% mocy wiatru gdyby za śmigłami wiatraka predkość wiatru spadła by do 0 m/s. Czyli z jednej strony wiatr wieje na wiatrak, nie opływa go dookoła a za śmigłami wiatr stoi. Przejąłeś wtedy całą energię wiatru. Niemożliwe, prawda? Dlatego teoretycznie maksymalnie możesz przejąć 59%. W rzeczywistość największe, najsprawniejsze wiatraki przejmują 20%, a średnio wychodzi im około 12-15% w dobrych miejscach.
        .
        Jaką energię ma w sobie wiatr opisuje wzór:
        E = 0,5 * r * v3 * t * 2,778 * 10-7
        r – promień wiatraka
        v – prędkość wiatru
        Ponieważ prędkość wiatru jest w trzeciej potędze, to przy wietrze poniżej 5 m/s nie ma tej energii prawie nic bez względu na to czy się wiatrak kręci czy nie. Mało lub wcale nie obciążony powinien się kręcić nawet gdy na niego będziesz tylko dmuchał dmuchał.
        .
        Swoje eksperymenty zaczynałem z wiatrakami zamontowanymi na samochodzie pickup. Automatycznie zapisywałem generowaną moc względem prędkości samochodu. Rozczarowanie był ogromne gdy zobaczyłem czarno na białym różnicę między „kręceniem się” a produkowaniem jakiejkolwiek użytecznej mocy.
        Wtedy zrozumiałem że dyrektywa o nie instalowaniu turbin w rejonach gdzie średnia prędkość wiatru jest niższa nic 7m/s ma wielki sens.
        Być może w twojej okolicy rzeczywiście wieje. Jednak nie daj się zmylić „wianiu” i WIANIU. To musi naprawdę zrywać kapelusze z głów i to przez większą część w roku!
        Sporo pływałem po Bałtyku, Zatoce Gdańskiej – w lecie takich wiatrów prawie nigdy nie było…

  10. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Bardzo dziękuję za wpis, nie ma to jak wymiana wiedzy z fachowcem.
    Mam takie wrażenie, że nie mieszkasz w Polsce, z twoich wpisów wynika,że bardziej za Atlantykiem- Stany, Kanada.
    A teraz do rzeczy, wyliczenia piękne i prawdziwe, tylko z jakimi konkretnie rodzajami generatorów robiłeś doświadczenia.
    Asynchroniczne (klatkowe, pierścieniowe) , czy z generatorami coraz bardziej obecnie popularnymi (w końcu) tj .synchronicznymi – moimi ulubionymi.
    Bo ja mam wrażenie ,że z tymi najbardziej powszechnymi, indukcyjnymi (asynchronicznymi).
    Otóż te dwie maszyny mają kompletnie różne charakterystyki.
    Jak zapewne wiesz generator synchroniczny napięcia przemiennego, masz w swoim aucie, potocznie zwany – alternatorem.
    W alternatorze masz wszystko, co jest potrzebne do zamiany tego napięcia na napięcie (prąd) stały. Np. diody prostownicze, czy regulator napięcia (prądu).
    Teraz ciekawostka dla czytelników. :)
    Dlaczego stosuje się teraz w każdym aucie alternatory (prądnice synchroniczne), a nie zwykłe prądnice (asynchroniczne), jak kiedyś np. w fiacie 126p.;)
    Już odpowiadam – otóż alternatory dają stały „moment” (prąd) bez względu na obroty, łatwo to sprawdzić. Na wolnych obrotach powłączajcie wszystko co się da i dotknijcie alternatora – powinien być ciepły, a nawet gorący, to jest dowód że daje z siebie ile może. Przy 3 czy 5 tyś obr/min prąd produkowany przez alternator będzie taki sam (tylko chłodzenie lepsze). 😉 A w starym fiacie 126p posiadającym zwykła prądnice, jak wielu pamięta akumulator trzeba było ciągle doładowywać -czyż nie ? Ponieważ tam prądnica produkowała znamionową (określoną) ilość prądu tylko w wąskim zakresie obrotów silnika. I stąd ciągłe niedoładowania. :)
    I tu wniosek najbardziej popularne asynchroniczne – produkują prąd tylko w „wąskim zakresie obrotów” dlatego stosuje się różne rozwiązania np. ” Aby zoptymalizować pracę elektrowni dla różnych „prędkości wiatru „stosuje się czasami dwa generatory, o różnej prędkości obrotowej i mocy wyjściowej” i inne bardzo kosztowne. 😉
    Z generatorami synchronicznymi tego problemu nie ma. W elektrowniach wyposażonych w generator synchroniczny, wirnik rotora elektrowni jest z reguły połączony bezpośrednio z wałem generatora i produkują prąd już od bardzo małych prędkości obrotowych rotora, mają tylko jedną wadę (mało istotną), – zmiany prędkości obrotowej wirnika powodują zmiany częstotliwości generowanego napięcia. Dlatego elektrownie z generatorem synchronicznym są dołączone do systemu energetycznego przez przekształtniki – i tyle. Są o wiele bardziej sprawne i dlatego wypierają te stare układy (a przynajmniej powinny) w których prędkość rotora musiała zrywać czapkę z głów. 😉
    I jeszcze jedno. Postawienie sobie wiatraka dla własnych celów, to zupełnie inna sprawa aniżeli ” komercyjne ustawianie farm wiatrowych” podpartych do tego kredytem. Z tym się zgadzam w 100%, ba nawet w 101%. :)
    Serdecznie pozdrawiam
    P.S. Miałem napisać coś o Norwegii i Szwecji, krajach o ciekawych rozwiązaniach i wybacz jeśli nie będę już wchodził w wymianę zdań – bardzo miłą dla mnie, niemniej czasu mi brak. :)

    • Krzywousty pisze:

      Dziękuję za miłe słowa. Tak, mieszkam pracuję w USA i częściowo w Kanadzie.
      Zgadzam sie zupełnie że jeśli ktoś ma możliwość wybudowania sobie turbiny wiatrowej domowym sposobem i konniecznie w miejscu w którym dosyć wieje, to rachunek ekonomiczny jest inny niż wiatraków stawianych komercyjnie. Tym niemniej musi wiać. Pierwsze co należy zrobić to spojrzeć na mapę pokazującą średnią prędkość roczną w danym rejonie. Wszystko poniżej 6m/s jest absolutnym nonsensem. 7m/s – można się zaczynać bawić. 8 m/s ma sens. 9 m/s i powyżej – grzech byłoby wiatraka nie stawiać. Obawiam się jednak że w Polsce nie ma miejsca ze średnim wiatrem powyżej 8m/s. Tu znów natura dała nam po tyłku. Anglia, Szkocja, Norwegia, częściowo Szwecja, Dania – wspaniałe miejsca. U nas wietrzna pustynia.
      .
      Niestety, ale nie mogę się zgodzić z Twoim przedstawieniem charakterystyki alternatorów. Pracuję również w napędach hybrydowych – tych „twardych” i tych „miękkich” gdzie alternator używany jest również jako starter.
      Do niedawna wadą główną prądnic DC była ich znacznie większa zawodność z powodu komutatorów. Teraz trend się zmienia i wiele nowych oraz wielkiej mocy prądnic-starterów jest prądnicami DC z magnesami neodymowymi. Wadą jest duży koszt no i… wciąż komutatory. Jednak te prądnice/silniki elektryczne są w stanie generowaćgigantyczny moment przy bardzo niskich obrotach.
      .
      Alternatory (prądnice DC zresztą też) mają swoją konkretną charakterystykę sprawności której maksymum przypada na okresloną prędkość obrotową. Podobnie jest z charakterystyką obciążenia itd. Tradycyjny alternator niestety nie wytwarza praktycznie żadnego pradu poniżej 1000-2000 obr/min. Maksymalna moc – a tym samym prąd (bo napięcie jest stałe) – ma miejsce w zakresie 6000 – 9000 obr/min alternatora. Mozna to maksymum przenieść na niższą prędkość obrotową, ale z reguły wiąże się to ze zwiększenim gabarytów . Nie w tym jednak rzecz. Wyraźnie cały czas mylisz napędzanie alternatora/pradnicy przez silnik spalinowy z napędzaniem go przez wiatr.
      .
      Alternator w samochodzie, gdyby tylko był w stanie, może obciążyć silnik dowolnie wielkim prądem, przy dowolnej prędkości obrotowej a silnik ten nie zgaśnie. Silnik ten automatycznie dostanie więcej gazu i utrzyma swoją prędkość obrotową. Po prostu silnik zwiększy moment co spowoduje że alternator będzie w stanie wyprodukować więcej prądu nawet przy niskich obrotach – jeśli tak był zaprojektowany. Obciążenie silnika alternatorem – nawet na biegu jałowym jest dla silnika fraszką.
      Z wiatrem sprawa jest zupełnie inna i to właśnie starałem się wytłumaczyć:
      Nie ma żadnego znaczenia czy nasza prądnica będzie w stanie produkować wielką moc na małych obrotach – czyli czy będzie w stanie mocno obciążyć wirnik wiatraka. W tym jest właśnie pies pogrzebany, że prądnica może być w stanie, ale wiatr nie będzie miał siły nią kręcić. Taka prądnica po prostu zdławiła by wiatrak – zatrzymała by go.
      Prądnica po prostu nie może wygenerować więcej mocy/energii z wiatru niż tej energii w wietrze jest przy określonej prędkości wiania. Cały problem w tym, że w wietrze nie ma prawie nic energi kiedy wieje z prędkościami 5m/s i poniżej. Każdy spadek prędkości wiatru o połowę oznacza spadek mocy zawartej w tym wietrze 8 razy (ośmiokrotny spadek mocy przy dwukrotnym spadku prędkości wiatru).
      Wiatr to nie silnik spalinowy. Wiatr nie doda sobie gazu by utrzymać obroty prądnicy kiedy ta go mocno obciąży przy niskich obrotach. Innymi słowy – pobór mocy z wiatraka przekraczający moc wiatru spowoduje zatrzymanie wiatraka. Dlatego pisałem wcześniej że kiedy bryza lekko wieje, to nawet jeśli wiatrak sie kręci nie generuje on prawie żadnej mocy.
      .
      Podam przykład:
      Wiatrak o mocy nominalnej 10kW daje tę moc przy wietrze 10m/s (36 km/h) – taki jest standard.
      Zakładając sprawność prądnicy 100% i sprawność wirników 50%, moc zawarta w wietrze wynosi 20KW i nic więcej. Wiatrak wyciąga z tego połowę czyli te wspomniane 10kW.
      .
      A teraz niech prędkość wiatru spadnie o połowę – czyli do 5m/s. Moc jaką niesie teraz przez powierzchnię wiatraka wiatr spada do 2,5kW ( 20 kW : 2^3 = 20 : 8 = 2,5).
      A więc w samym wietrze jest teraz 2,5kW „mocy” i nie można z wiatru wydusić więcej by to było perpetum mobile. Nie ma najmniejszego znaczenia jaką wspaniałą użyjemy prądnicę. Przez tą powierzchnie jaką zataczają wirniki wiatraka „przepływa” energia wiatru o mocy 2,5 kW.
      Niestety nic nie jest idealne, więc nawet tych 2,5 kW nie przechwycimy. Przy prawie idealnym modelu wirników (50% sprawności) i idealnej prądnicy (100% sprawności) możemy wychwycić 50% tej mocy, czyli 1,25 kW i ani odrobinę więcej – nawet gdyby kosmici przywieźli nam swoje wirniki i swoje doskonałe alternatory.
      .
      Mam nadzieję że nie zagmatwałem sprawy zbyt mocno. Co chciałem powiedzieć to to, że energia niesiona w wietrze strasznie szybko spada wraz ze spadkiem prędkości wiatru. Idealny wiatrak z idealną prądnicą będzie zawsze dawał 8 razy mniej mocy gdy prędkość wiatru spadnie o połowę. Jeśli chcielibyśmy wydusić z niego więcej, to po prostu go zdławimy, zatrzymamy. Wiatr to nie silnik spalinowy – nie możemy zwiększyć jego momentu przez dodanie gazu tak by utrzymać obroty wirników.
      .
      Jedynym sposobem na dużą moc przy małym wietrze byłowy zwiększenie rozmiarów wirników. Ogromne zwiększenie tych rozmiarów. Niestety oznacza to ogromne zwiększenie kosztów, oraz wielkie przeciążenia konstrukcji w przypadku gdy wiatr zacznie dmuchać.
      .
      Wiatraki mają również inne, wielkie wady kiedy chcemy je podłączyć do sieci, ale o tym może później. W skrócie – wymagają podwójnej inwestycji. Każdy zainstalowany kilowat w wiatraku, wymaga od właściciela sieci energetycznej inwestycji w rezerwowy kilowat mocy elektrowni konwencjonalnej. Mocy która przez 40% czasu jest zupełnie nie wykorzystywana. Tzw. backup power. A to wszystko koszta przenoszone na odbiorcę.

      • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

        Dziękuje bardzo, za wyczerpujący wykład, poczułem się przez chwilę jakbym znowu był w technikum, albo na politechnice. Wolę technikum, bo z technikum mam lepsze wspomnienia. 😉
        Dla mnie nie zagmatwałeś ale co do innych czytelników, no nie wiem mogą się zrazić i przestać czytać. :) Zresztą mam gdzieś zapisane te wyliczenia. To nie „stany nieustalone” – nie przeraziły mnie, wręcz przeciwnie. :)
        Bardzo fajnie to wszystko przedstawiłeś, ale cały czas skupiasz się nad wyciągnięciem max mocy z wiatraka. Mnie zaś interesuje ta „dziwna wartość” jaką jest kWh.
        Posłużę się twoimi wyliczeniami i wirtualnie stawiam wiatrak o mocy 60 kW (co to za moc, taki mikrus). Wychodzi mi moc max. 7.5 kW. Uwzględniam straty i pozostawiam sobie 6kW mocy szczytowej jaką mogę wyciągnąć z wiatraka. Mnożę przez nasz współczynnik dobowy – 2.2…2.4. Wezmę ten niższy 6kW x 2.2 = 13.2 kWh na dobę x 30 dni = 396 kWh na miesiąc. Zaniżyłem specjalnie wsp. i wyszło mi 400kWh miesięcznie. Równie dobrze mogę podać średnią produkcję miesięczną w granicach 500 – 600 kWh, w skali roku 6000 -7000 kWh ( przy ogniwach fotowoltaicznych to wartość nie do osiągnięcia) , przy naszych wiatrach. Mimo tego te 400 prawie dwukrotnie przekracza moje zużycie miesięczne. :)
        The question is: Czy nasi decydenci pozwolą mi taki wiatrak postawić, mając na uwadze, że przecież im (pozornie) nie zagrażam.
        The answer is : Nigdy w życiu, nie wiem jak jest w stanach, ale tutaj jestem zagrożeniem, tworze precedens na którym mogą się wzorować inni.
        Nie kupuje (albo bardzo mało) od monopolistów energii, a to przecież jest ich najważniejsze zadanie. Sprzedawać, Sprzedawać, Sprzedawać jak największej liczbie odbiorców. !!!. 😉 Z tego żyją.
        Dlatego piszę o wiatrakach, kropka. :)
        Serdecznie pozdrawiam i życzę miłych wiatrów. 😉

      • TKor pisze:

        Witam,

        Dodatek o konieczności budowania backupu i modernizacji sieci elektroenergetycznej bardzo by się przydał dla czytelników – większość nie zdaje sobie sprawy o tym aspekcie nieciągłych (intermittent) żródeł generowania energii elektrycznej. Co ciekawe problem jest powodowany w dokładnie takim samym stopniu przez tzw. prywatną (na własne potrzeby) generację prądu (o ile dom jest podłączony do ogólnej sieci).
        Czy mógłbyś opisać też problem jaki mają Duńczycy z tym swoim „wspaniałym” systemem, a również jak doskonały system wiatrowy niemiecki ma sprawność poniżej 7% i jak już kilka razy się zupełnie posypał powodując blackout na dużym obszarze Niemiec?
        Ciekawym aspektem całej sprawy jest moratorium na budowę nowych wiatraków w Irlandii spowodowane olbrzymimi problemami z utrzymaniem stabilności sieci elektroenergetycznej.

        No i zapamiętajcie powiedzenie jeszcze z czasów średiowiecza – Jest skrajnym idiotą ten co buduje wiatrak w sytuacji gdy ma inne możliwości (jak np młyn wodny).

        Pozdrowienia

        • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

          Niestety brak mi czasu, na ten temat można wiele poczytać w internecie.
          Poza tym „przerwy” w produkcji, są chyba logiczną wypadkową dla wiatraka.
          Jest to przecież tak jasne, że nawet głupio o tym pisać. Miedzy innymi dlatego są podłączone do systemu energetycznego. A system to nie tylko wiatraki!!!!
          Co mogę napisać na temat Danii, albo Norwegii – to jeśli masz możliwość pogadać z Duńczykiem (prostym angielskim) lub Norwegiem – elektrykiem, to powiedz im że ich systemy ich zawodzą. A ostrzegam to naprawdę nieźli „nacjonaliści”.
          Dodam, że Norwegowie maja zamiar wybudować „farmę wiatraków” w głębi lądu, za kilka miliardów dolarów o mocy 1.3 GW, Spróbuj przekonać norwega, że ich rzad się myli i wtapia kasę. 😉
          Chciałbym to zobaczyć. Myślę, że byłbyś pierwszy do zjazdu do domu. :)
          Najbliższym samolotem, być może nawet SAS-em. :)
          Proszę bez obrazy. :)
          Nt. młynów wodnych będzie w innym poście „A co z energią wodną? ”
          Pozdrawiam

  11. do AntonioBanitas: 1. koszty eksploatacji instalacji fotowoltaicznej są nie większe niż 3% rocznie, 2. nie ma chińskich imitacji paneli – są bardzo dobrej jakości wyrobu chińskie, 3. sprawność paneli spada po latach, jednakże jest to 25 lat liniowej gwarancji mocy – 30-40%- to bzdura, NIE MA NA ŚWIECIE PANELI 450W – są 330W najmocniejsze – pisz Antonio gdy masz jakiekolwiek pojęcie

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Ot przepraszam za literówkę, miałem na myśli 2 x 230W (w zaokrągleniu 450 W) . Czyli 4 na fazę (którą najbardziej obciążam) – tak mam podłączone. Jednak ja piszę jak najprościej dla przeciętnego Kowalskiego. Taki jest mój cel, aby każdy zrozumiał – szczególnie ten dla którego ten temat jest czarną magią.
      A propo punktów 1,2,3 nie będę się licytował – może mamy inne źródła wiedzy.
      A może trafiłem jednak w to, o co mi chodziło? :)
      Nie będę już wracał do tego tematu, to nie przedszkole, czy szkoła zawodowa w którym każdy próbuje udowodnić, że jest mądrzejszy od drugiego.
      Jestem już w takim wieku że dawno z tego wyrosłem. 😉
      Pozdrawiam

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Jeśli są imitacje chińskich kalkulatorów, to mogą być imitacje innych wyrobów. Kiedyś wpadł mi w ręce kalkulator będący podróbką kalkulatora innej bardziej już znanej firmy chińskiej. Gdy odwiedziłem kolegę zajmującego się komputerami produkcji chińskiej, bo innych już na świecie praktycznie nie ma i podzieliłem się z nim tą „rewelacyjną” wiadomością, to stwierdził, że to żadna nowość. Wyciągnął dławik z filtru zasilacza komputerowego i rozebrał go przy mnie. W środku zamiast uzwojeń było trochę kawałków złomu żelaznego (żeby „dławik” miał swoją wagę) i zwarte drutem końcówki wyjściowe. Opisywali już kiedyś takie imitacje różnych podzespołów i wyrobów w „Elektronice dla Wszystkich” bogato ilustrowane zdjęciami – powiedział. Niestety do Polski dochodzi najczęściej najtańszy bazarowy chłam urabiający opinię o kiepskiej jakości wszystkich chińskich wyrobów, co prawdą oczywiście nie jest. Prawie wszystkie dobre i lepsze chińskie wyroby sprzedawane są pod zachodnimi lub tureckimi markami (np. Beko). Oceniam ilość posiadanego w każdym polskim domu sprzętu AGD RTV na minimum 80% – 90%
      Żurek Janusz

  12. zjanusz zjanusz pisze:

    No i nie muszę dodawać, że zasilacz posiadał znak CE zgodności z europejskimi dyrektywami. A że siał zakłóceniami po sieci energetycznej z racji swojej konstrukcji (zasilacz impulsowy), to już mało kogo to obchodziło. Ciekawe co by było gdyby polski producent chciał wprowadzić na rynek podobnej jakości wyrób.
    Żurek Janusz

  13. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    O Norwegii i ich rozwiązaniach napiszę coś w poście “A co z energią wodną? ”.
    O polskich też, oczywiście. :)

  14. Witam Panów,

    Po przeczytaniu Waszej rozmowy przychodzi mi tylko jedno do głowy – WOW (takie młodzieżowe to trochę – ale pierwszy raz jestem pozytywnie zaskoczony poziomem rozmowy o energii odnawialnej). Pomimo tego ma kilka uwag. Od 2008 roku prowadzę firmę zajmującą się panelami fotowoltaicznymi i przez ten czas – chcąc nie chcąc – musiałem zdobyć trochę wiedzy o nich i o turbinach wiatrowych. I dlatego mam następujące uwagi:

    1. W elektrownie wiatrowe przydomowe (tylko te znam z racji wykonywanego zawodu) należy inwestować z niezwykłą ostrożnością (jeśli mają się nam opłacić – klienci nie zawsze chcą żeby się opłaciło – czasem chcą się rozreklamować lub poprostu wkurzyć sąsiada). Jeśli mapa wiatrów jest dla danego miejsca optymistyczna to niezależnie w puncie w którym chcemy postawić wiatrak należy wykonać pomiary wietrzności – dla małych (nisko zabudowanych – do 20m) turbin wiatrowych ogromne znaczenie ma szorstkość terenu i przeszkody terenowe które na pierwszy rzut oka nie powinny mieć znaczenia). Dopiero po wykonaniu pomiarów wiemy czy wiatrak się opłaci (niestety bardzo rzadko się opłaca stawiać mała turbinę wiatrową). Co innego z dużymi turbinami (to wiem tylko ze słyszenia i rozmów z ludźmi z branży) tam rozmawia się o zupełnie innych wysokościach/ prędkościach wiatru i pieniądzach – dobrze przemierzona i zaprojektowana farma wiatrowa może być bardzo opłacalnym biznesem.

    2. Co do podróbek chińskich paneli słonecznych – często tak bywa że produkowane w chinach w dobrych fabrykach panele słoneczne są jakości równej lub nawet lepszej niż tych produkowanych w europie (nawet w europie zdarzają się oszustwa – montaż ogniw B klasowych lub poprostu ręczny montaż w warunkach garażowych). Nawet w Chinach podrabiane są markowe Chińskie baterie – i te podróbki markowych chińskich baterii rzeczywiście wołają o pomstę – jeśli natkniemy się na takie baterie to już po dwóch latach stracimy mnóstwo mocy nominalnej. Dlatego trzeba kupować baterie ze sprawdzonego źródła (choć i to może nie ustrzec przed oszustwem – słyszałem o różnych przypadkach).

    3. Zastosowanie dobrych baterii słonecznych gwarantuje wieloletnią bezawaryjną pracę i w miarę stabilne uzyski (spadek mocy 1% rocznie – żywotnosć materiałowa graniczna szacowana na 30 – 40 lat) dlatego do uzyskania rocznej produkcji na poziomie 7 MWh w warunkach Polskich wystarczy system fotowoltaicznych 8 kW (koszt około 40 000 zł netto) – nie wiem czy za tyle uda się wybudować i uruchomić turbinę wiatrową 60 kW – raczej wątpię.

    4. W środkowej Szwecji system 10 kW wyprodukuje 8,5 MWh rocznie – w centralnej części Polski taki sam system wyprodukuje 9,7 MWh rocznie. W Szwecji potrzeba dużo większej powierzchni na system 10 kW niż w Polsce – ze względu na bardzo niski kąt padanie promieni słonecznych – rzeczywiście nie za bardzo im się to opłaca – zwłaszcza że nawet w Polsce ogniwa fotowoltaiczne są opłacalne tylko w szczególnych przypadkach.

    5. Nie wiem Panowie sąd macie takie wysokie ceny skupu energii z fotoogniw. Obecne cena zakupu dla osoby nieprowadzącej działalności gospodarczej w Polsce wynosi 14 gr/ kWh – dla prowadzącej firmę 17 gr/ kWh + około 18gr/kWh zielonych certyfikatów – sytuacja wcale nie jest tak optymistyczna – nikt nie chce nikogo wciągnąć w kredyty – od razu nas starcie nie za bardzo się opłaca instalować farm słonecznych w celu sprzedaży energii.

    6. Pomimo tego są specyficzne sytuacje kiedy instalacje baterii słonecznych w Polsce mogą być opłacalne.
    Opisałem taką sytuację na swoim blogu:
    https://solarid.pl/blog/oplacalnosc-inwestycji-fotowoltaicznych-w-firmach
    Dla osób nieprowadzących działalności gospodarczej opłacalność jest dużo gorsza żeby nie powiedzieć że graniczna (ten aspekt również opisałem na blogu). Ogólnie zacząłem prowadzić bloga ze względu na ogromną dezinformację i przerażające sposoby naciągania ludzi na instalacje systemów źródeł odnawialnych. Kiedy były „dotacje” na kolektory ciągle musiałem tłumaczyć ludziom że to się nie spłaci w trzy lata – teraz coraz częściej słyszę jakieś bajki o opłacalności fotoogniw – że spłacają się w trzy lata – niestety handlowcy w firmach z mojej branży czynią cuda żeby tylko wcisnąć system a później słyszę że ktoś zdemontował cały system bo go później naciągali na drogi serwis i ten serwis był droższy niż zyski z systemu!!! Dzięki takim zachowaniom opinia o dobrych rozwiązaniach jest do bani i ludzie są oszukani i nikt nie wie po co to wszystko. Przepraszam że się tak uwywnętrzniam ale sytuacja jest bulwersująca – dlatego w blogu staram się uczciwie opisywać te rozwiązania. Fotoogniwa mogą się opłacać i w niektórych sytuacjach warto je stosować – ale trzeba uczciwie powiedzieć że nie zawsze warto w nie inwestować.

    7. Osobiście też jestem przeciwny dotacjom (wiem że w mojej branży zabrzmi to jak bluźnierstwo) – ale spróbujmy przestać dotować kopalń i zobaczmy ile wtedy musiałaby kosztować energia elektryczna – możliwe że wtedy elektrownie słoneczne fotowoltaiczne będą się opłacać bez żadnych dofinansowań. Ale teraz kiedy dotowane są kopalnie – to dla utrzymania zdrowej konkurencji wypadałoby dotować instalacje energii odnawialnej. Dla mnie osobiście wystarczyłby netmetering – to już sprawiłoby że instalacje fotowoltaiczne dla przeciętnego kowalskiego zaczną się opłacać (Wkrótce opiszę netmetering na blogu).

    Krzysztof Turek – Soalrid

  15. Likely I’m planning to bookmark your blog post

  16. Marcin pisze:

    Odnośnie fotowoltaiki polecam stronę dr.inż. Jana Pająka:
    http://totalizm.pl/solar_pl.htm

  17. Delikatny pisze:

    Przy OZE, być może, tutaj może nie byłbym sto procent pewien. Ale dla firm? Super opłacalne, energia odnawialna, dużo firm montuje. Naprawdę nie ma się czego bać.

  18. Renata pisze:

    Witam, czy ktoś może poratować mnie odrobiną informacji jaki zestaw fotowoltaiczny powinnam wybrać (moc, elementy, jakaś firma), aby zasilić dom jednorodzinny o powierzchni 80 m kw, 4 mieszkańców? Nie chce odsprzedawać prądu, zależy mi na tym by wytwarzać go tyle by wystarczyło do zasilania domu. Moim celem jest obniżenie rachunków za energię

  19. Bemx2k pisze:

    Sprawność produkowanych paneli rośnie w skali roku +/- 1.2 %
    obecnie dobre panele posiadają sprawność na poziomie 25%
    ( najnowsze dość drogie osiągają sprawność bliską 30% )
    Agencje kosmiczne i wojskowe testują już panele o sprawnosci 43%
    te panele powinny trafić do ”cywila” w przystępnej cenie w nie mniej niż 4-5 lat.
    Normy stosowane w Europie mówią że panel nie może stracić więcej niż 20%
    w przeciągu 10 lat , więc proszę nie pisać bajek i straszyć ludzi.
    Najlepsze dostępne cenowo panele posiadają gwarancje że nie powinny stracić więcej niz 12% w przeciągu 10 lat i nei wiećej niż 30% w przeciągu 20 lat.

    Dodam że posiadamy 20 kW w 60ciu panelach SunPower X21

  20. Andrzej pisze:

    Ręce i nogi opadają po ostatnich wpisach. Autor i inni fachowcy z branży udowadniają, że taka inwestycja jest w ogóle nieopłacalna , a ludzie pytają jaka instalacja najlepsza. Co do ostaniego wpisu to wynika z niego że za 75lat sprawność paneli przekroczy 100%. No błagam, ludzie trochę wyobraźni. Dziękuję autorowi , Antonio Banitas i bodziopl za naprawdę merytoryczną dyskusję i ważne informacje. Bardzo trudno zdobyć jakiekolwiek rzetelne dane na temat tzw zielonych energii. Większość to bzdury czy wręcz religia. Wnioski są dość smutne, poza konwencjonalną i atomową energią w naszych warunkach tylko elektrownie wodne, a reszta to takie tam hobby albo wielka polityka z wielkimi dotacjami subwencjami itp. kroplówkami bez których inwestycje nie mają sensu.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

202660