15122017Nowości:
   |    Rejestracja

Matematyka – dlaczego tak jej nie lubimy?


Od 2010 r. matematyka znów wróciła do łask. I oczywiście spędza sen z powiek sporej części uczniów. Dlaczego tak się dzieje?


Otóż wyobraź sobie, drogi Czytelniku, mieszkasz dajmy na to w Suwałkach, a masz ciocię w Zakopanem. Zbliżają się wakacje – zaplanowałeś, że całe spędzisz je u cioci i przy okazji zrobisz sobie prawo jazdy. Zapisujesz się na kurs i pewnego dnia pan instruktor mówi: „jedziemy do Bukowiny Tatrzańskiej, ale musimy jechać przez Kraków, bo inaczej się nie da”. Zakładam, że Ty Zakopane znasz tyle o ile, ale nie znasz okolicznych miejscowości i słuchasz poleceń instruktora, jedziesz więc przez Kraków, co trwa ze 4 godziny, powrót oczywiście też przez Kraków. Przychodzi dzień egzaminu, egzaminator mówi: „Jedziemy do Bukowiny Tatrzańskiej.”. Którędy pojedziesz? Przez Kraków, bo tylko taką drogę znasz. Dojedziesz może do Nowego Targu, a pan egzaminator na to ”Nie zdał/a Pan/Pani egzaminu, nie wykonał/a Pan/Pani zadania.”.

 

Dlaczego o tym piszę? Bo dziś nauka matematyki w szkołach wygląda dokładnie tak samo, jak ów kurs nauki jazdy, a potem matura wygląda jak wyżej opisany egzamin, co roku 15-20 % wszystkich maturzystów oblewa maturę właśnie z matematyki mimo śmiesznie prostego egzaminu, który bardziej przypomina test gimnazjalny niż prawdziwą maturę.

Przyczyną jest spaprana pod względem metodycznym podstawa programowa z matematyki opracowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wygląda ona tak, jakby opracował ją pijany szewc do spółki z naćpanym krawcem, a podpisał baletmistrz na haju, nie obrażając przedstawicieli w/w zawodów. No bo jak wytłumaczyć fakt, że uczniowie uczący się na profilach o rozszerzonej matematyce rozwiązują te same zadania z użyciem prostszych i krótszych metod, niż uczniowie na profilu podstawowym, którzy zamiast trzech linijek wykonują żmudne obliczenia nieraz na całą stronę A4 do jednego prostego zadania i trwa to całą lekcję zamiast kilku minut? Dziwię się, że wielu nauczycieli nie prostuje tego spapranego programu, choć mają do tego prawo. Nie bez winy są autorzy podręczników, którzy mogliby zamieszczać te szybsze metody, tylko zaznaczyć w jakiś sposób, że jest to materiał z poziomu rozszerzonego albo materiał nadobowiązkowy, niemniej uczniowie i nauczyciele mieliby dostęp do tych treści i mogliby ten materiał przerobić. Krótko mówiąc, żeby ta podstawa programowa miała ręce i nogi, to należałoby niemal dokładnie zamienić rozszerzenia z podstawami i dokonać niewielkich tylko korekt, wtedy byłoby OK.

Odnoszę wrażenie, ze nikt nie czuwa nad metodyką nauczania matematyki, autorzy programu uparli się na jakieś wg nich proste schematy, które nie do wszystkich typów zadań się nadają, a tymczasem wystarczyłoby pokazać kilka prostych metod, które są zrozumiale dla większości uczniów i jestem na 100 % pewien, że zdawalność matury z matematyki wzrosłaby z tych 80 % do ponad 90. No chyba, że towarzyszom z PO zależy na kształceniu idiotów. Wygląda na to, że tak. Wystarczy przejrzeć podręcznik z chemii do I klasy liceum – przypomina on podręcznik z przyrody do V klasy szkoły podstawowej. Uczniowie w liceum zamiast uczyć się reakcji, prostych obliczeń chemicznych, opartych na zwykłych proporcjach, czy obliczania stężeń procentowych roztworów uczą się o składzie gleby, o wartościach odżywczych sałaty, uczą się z czego wykonuje się kartoniki na napoje, tusze do rzęs czy szminki, do czego w zasadzie wystarczy Dr Google. Tam chemii jest może ze 20 %, reszta to po trosze geografia, po trosze biologia, po trosze przyroda. ZGROZA !!!

Podobnie zaczyna to wyglądać z fizyką, historia i wieloma innymi przedmiotami. Czy Pan, Panie Premierze Donaldzie Tusk chce wykształcić społeczeństwo idiotów?!!!

Fot.: internet

Napisane przez:


Sprawiedliwosc jest najwazniejsza

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 15 dla artykułu "Matematyka – dlaczego tak jej nie lubimy?"

  1. Rusticulus Rusticulus pisze:

    1. Dlaczego Kolega zwraca się do pajaca Tuska? Proszę pytać ambasadora Reichu.
    2. Nie lubimy i boimy się tego, czego nie rozumiemy, najczęściej z winy szkoły.
    3. W Polsce od czasu okupacji niemieckiej i żydowskiej funkcjonuje selekcja negatywna do zawodu (czy nie powinno być „powołania”) nauczyciela. W większości to miernoty.
    4. Faktycznie matematyka uczona jest przez matołów na podstawie debilnych podręczników.
    5. Wiem o czym mówię, bo swoich synalków puściłem do szkoły od 5 klasy i zaraz załapali nagrody w finale „Kangura Europejskiego” (taki międzynarodowy konkurs matematyczny).
    6. Tylko Rewolucja!

  2. Robert pisze:

    BLA, BLA… Bez konkretnych przykladow trudno sie do tego odniesc…

    Ale faktem jest, ze szkola to strata czasu. Obawiam sie tez, ze matma jest dla wiekszosci nie do ogarniecia i nic sie z tym nie zrobi…

  3. goodness goodness pisze:

    Tak samo – „Odnoszę wrażenie, ze nikt nie czuwa nad metodyką nauczania matematyki, autorzy programu uparli się na jakieś wg nich proste schematy, które nie do wszystkich typów zadań się nadają, a tymczasem wystarczyłoby pokazać kilka prostych metod, które są zrozumiale dla większości uczniów i jestem na 100 % pewien, że zdawalność matury z matematyki wzrosłaby z tych 80 % do ponad 90.”, Pozdrawiam

  4. Postlicealistka pisze:

    Mnie osobiście wkurzała jakość horrendalnie drogich podręczników, w których roiło się od błędów, a treść była tak ogólnikowa, że mimo, że książka gruba, przeładowana stronami (rysuneczki, zdjęcia, grafiki i inne „upiększacze”), informacji i tak musiałam szukać w wielu innych źródłach… To mnie najbardziej denerwowało podczas nauki w liceum- strata czasu na wyszukiwanie często drobnych informacji, które powinnam mieć na jednym miejscu w podręczniku. Chyba po coś moi rodzice wydali grube pieniądze na te książki (nawet, jeśli większość była używana, to jednak był to spory wydatek, bo kilka tytułów zawsze musiało być nowych- wiecie, zeszyty ćwiczeń, niektóre nowe wydania i inne pierdoły, by wydawca mógł jak najwięcej zarobić…). Mała kompatybilność z wymaganiami egzaminacyjnymi, zbędne „ciekawostki”, niedobór informacji naprawdę potrzebnych. A podręczniki szkolne muszą być dopuszczane do użytku szkolnego, więc jakim cudem takie buble przechodziły selekcję? Najwyraźniej i tutaj nad wartością merytoryczną przeważył biznes… I tak jest we wszystkim w edukacji narodowej- wszędzie fuszerki, a poziom podręczników szkolnych jedynie odzwierciedla ogólny chaos.

  5. Stefan pisze:

    Rusticulus – z tym punktem 6 to jednak bym uważał, wszak „rewolucja jest jak Saturn, który pożera własne dzieci”.

  6. BabaJaga pisze:

    Powodów jest kilka:
    1. Planowe działanie w czasach komuny – w jak największym stopniu zdeprecjonować przedmioty uczące logicznego myślenia i łączenia przyczynowo-skutkowego.
    2. Brak współpracy rodzic – nauczyciel. Często nauczyciele uczą byle jak, ale też i rodzice, jak nauczyciel wymaga, to lecą z pretensjami, że się od dziecka wymaga.
    3. Coraz gorzej przygotowani metodycznie i psychicznie nauczyciele.
    4. Rodzice idący na totalną łatwiznę – wszak prościej i szybciej jest załatwić zaświadczenie o dyskalkulii, niż usiąść codziennie z dzieckiem nad zadaniem z matematyki czy przepytać go z tabliczki mnożenia (jak ma później dziecko obliczać pierwiastki, jak nie zna tabliczki mnożenia?).
    5. Skoro nauczyciel ma problemy, gdy dziecko ma w nosie i nie chce się uczyć, to zamiast dostawać kiepskie oceny od dyrekcji i rodziców – lepiej przepchnąć dziecko do klasy wyżej i pozbyć się kłopotu.
    6. Podręczniki mało czytelne i mało tłumaczące.

    Można tych elementów wymieniać całe mnóstwo.
    Błąd jest wg mnie na poziomie pierwszych klas – jeżeli dziecko nie opanuje podstaw (liczenie, dodawanie, tabliczka mnożenia „klepana” z pamięci w środku nocy), to już na tym etapie zniechęci się do matematyki i nic nie pomoże, dopóki ktoś nie załapie, czego dziecko nie umie i nie wróci z nim do podstaw. Takich punktów w matematyce (w każdym przedmiocie ścisłym) jest kilka – zgubi się – nie pójdzie dalej z materiałem.
    Już na poziomie gimnazjum mamy duży odsetek analfabetów – jak ma dziecko polubić matematykę, jeżeli nie potrafi przeczytać zadania, o przeczytaniu ze zrozumieniem nie wspominając.
    Trzeba wrócić do podstaw i korelacji z praktycznym stosowaniem każdego przedmiotu.

    Pozdrawiam.

    Pa. Szybciej, nie zawsze znaczy łatwiej. W fizyce można wiele rzeczy obliczyć szybciej przy pomocy liczb zespolonych – ale najpierw trzeba te zespolone opanować.

    • Robert pisze:

      Za komuny poziom byl wyzszy.

      Wkuwanie tabliczki to nonsens.

      • BabaJaga pisze:

        Owszem – był wyższy, ponieważ była jeszcze „stara”, dobrze nauczona kadra. I wymagała, choćby wkucia tabliczki mnożenia czy nauczenia się symboli pierwiastków chemicznych.
        Czyli czegoś, co dziś się uważa za nonsens. Dlatego między innymi mamy taki poziom, jaki mamy. Zrozumienie mnożenia to jedno, a biegłe posługiwanie się, to drugie.
        Naucz się czytania, jak nie znasz liter. Napisz reakcję chemiczną, jak nie znasz symboli. Zrób pierwiastkowanie, jak nie znasz tabliczki.
        Kiedyś nikt nie zakładał, że większość nie jest w stanie opanować podstaw matematyki – dlatego większość opanowała.
        No cóż, to kwestia wyboru.

        • Robert pisze:

          Coz za metafory… 😉 No to mamy rozwiazanie problemu – wystarczy wykuc tabliczke… 😉

          Jaka wiekszosc opanowala ?? Jak matma na maturze nie byla obowiazkowa, to jaki procent ja wybieral ? Tabliczke moze opanowala…

          • BabaJaga pisze:

            No to jesteśmy w domu z nasza dyskusją… Jak ja zdawałam maturę, to była obowiązkowa. Dzięki temu moje dzieci z matematyką problemu nie miały. Co nie wiedziały – do poziomu szkoły średniej byłam w stanie im wytłumaczyć. I pomimo (a może właśnie dlatego), że były świetne z matematyki – tabliczkę miały wrytą na blachę. Ci co jej nie umieli, pogubili się już w 4 klasie podstawówki. Zostali tzw. humanistami. Takich była większość. Większość dużych błędów ma początek w jakimś malutkim (błędzie) narastającym później latami.
            I to jest właśnie totalny nonsens, że się tego nie widzi, a nie nauczenie się czegoś na pamięć. Tak więc pewnie się nie dogadamy, ponieważ ja to z dziećmi przerobiłam i wiem, że działa. Mi to wystarczy. Panu pewnie też. Tak więc wszyscy są zadowoleni :)

          • Robert pisze:

            Ale dyrdymaly prawisz…

            Jak by nie mialy problemow, to by sie nie musialy cie pytac.
            Sama przyznajesz teraz, ze wiekszosc zostalo humanistami… I co to za humanista, ktory nie ryje na pamiec…
            Sama sie gubisz w swych nonsensach…

            Ja tabliczki nie wkuwalem i jakos problemu nie mialem…

      • Seb pisze:

        W Polsce był kapitalizm i demokracja, Zachód, nie ruski reżim. Tego w Polsce nigdy nie było!

    • Seb pisze:

      W Polsce był kapitalizm i demokracja, Zachód, nie ruski reżim. Tego w Polsce nigdy nie było!

  7. ArekS ArekS pisze:

    Proponuję likwidację MEN i całkowitą prywatyzację szkolnictwa (dzisiaj nawet tzw. szkoły prywatne edukują wedle programów narzuconych przez ministerstwa, więc chcąc nie chcąc reżim wtrąca się wszędzie).

  8. syneloi pisze:

    Może napiszmy projekt Ustawy poprawiającej edukację w kraju?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

125007