Jak pewnie czytelnikom wiadomo, Paweł Kowal (a formalnie niejaki Grzegorz Kądzielawski – pełnomocnik komitetu wyborczego PR), kandydat do Unioparlamentu z partii „Polska Razem”, zwrócił się do sądu z wnioskiem w trybie wyborczym, żądając by prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke sprostował swoje rzekomo nieprawdziwe twierdzenie, jakoby nie było dowodu na to, że Adolf Hitler wiedział o holokauście. Abstrahując od meritum, pragnę zauważyć, że złożenie tego wniosku na podstawie art. 111. kodeksu wyborczego jest oczywiście bezzasadne i sąd nie powinien w ogóle badać sprawy, już tłumaczę dlaczego.
Otóż wedle § 1. tego artykułu „Jeżeli rozpowszechniane, w tym również w prasie w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. — Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.), materiały wyborcze, w szczególności plakaty, ulotki i hasła, a także wypowiedzi lub inne formy prowadzonej agitacji wyborczej, zawierają informacje nieprawdziwe, kandydat lub pełnomocnik wyborczy zainteresowanego komitetu wyborczego ma prawo wnieść do sądu okręgowego wniosek o wydanie orzeczenia(…)”
Zakładając nawet, że Paweł Kowal znalazłby jakiś nieznany nikomu dotąd dowód, potwierdzający iż Adolf Hitler rzeczywiście wiedział o holokauście, i tak znajduje się on na straconej pozycji, ponieważ twierdzenie Janusza Korwin-Mikkego negujące istnienie takiego dowodu ciężko określić jako element prowadzonej agitacji wyborczej. Sąd zatem powinien wniosek oddalić i nie zajmować się tą kwestią.
Tekst pierwotnie ukazał się na stronie Junta.pl
Od urodzenia skazany na sukces, a jeśli teza o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępu socjalizmu jest prawdziwa, to w przyszłości także na więzienie. Trochę czytam i czasem coś napiszę. Poza tym studiuję prawo.