21022018Nowości:
   |    Rejestracja

Szeremietiew: Trudne, możliwe, konieczne…


Adolf Bocheński, wnikliwy analityk procesów geopolitycznych w przedwojennej Europie, opublikował w 1937 roku książkę „Między Niemcami a Rosją”. Zauważył w niej, że polityka zagraniczna wszystkich państw ulega zmianom, często nawet bardzo radykalnym. Na przykładach wykazał, że takim zmianom ulega nawet niezmienna jakoby polityka wielkich mocarstw.


Wskazywał, że normalne państwa zwykle rozważają kilka kierunków polityki zagranicznej i dokonują ich wyboru po sprawdzeniu, który będzie najkorzystniejszy. Podkreślał, że przy wyborze nie należy kierować się emocjami lub jakimiś fobiami. Nie należy też zakładać, że drugie państwo będzie nam zawsze wrogie, lub zawsze przyjazne, ale też że jego aktualna postawa będzie niezmienna.

Geopolityczna mapa współczesnej Europy wygląda inaczej niż w okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej.  Nie ma agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina, a narody europejskie połączyły się systemem współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Unii Europejskiej. Działa też sojusz polityczno-wojskowy NATO gwarantujący Europie, w tym Polsce, bezpieczeństwo. Można by uznać obecny stan za zadowalający i jak najpełniej jednoczyć Polskę w ramach działających wspólnot. Niestety nie jest to tak oczywiste. Byłoby słuszne, gdyby istniała pewność, że UE stanowi udaną formę współdziałania Europejczyków, a sojusz północnoatlantycki nie traci w Europie zdolności obronnych. Wiemy, że takiej pewności nie ma. Należy przewidywać, że obecny ład międzynarodowy będzie się zmieniał i to nie koniecznie na bardziej przyjazny Polsce.

Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX wieku przy braku państwa polskiego. Ukształ­towane w tych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby i metody ich osiągania, mimo upływu dwu wieków ciągle powielają się. Postawy polityków polskich układają się w kilku głównych nurtach. Pierwszy stanowią ci, którzy określają siebie jako realistów. Ten realizm dawniej skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną – z zaborcami. Brak wiary we własne siły i klęski narodowych zrywów niepodległościowych wskazywały, że właściwą postawą powinno być  podporządkowanie się najeźdźcom prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji.

Drugi nurt łączy zwolenników opierania polityki polskiej o siły zewnętrzne nazywany czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na kogoś. Ta koncepcja wychodzi z założenia, że Polacy zbyt słabi na prowadzenie niezależnej polityki muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mocarstwa.  Wówczas spełniając oczekiwania protektora, wykazując swoją przydatność dla jego polityki można będzie budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt – Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona, lub Królestwo Polskie pod panowaniem cara Rosji. Tak rozumował w 1945 roku lider PSL Stanisław Mikołajczyk sądząc, że po akceptacji dotkliwych sowieckich żądań zbuduje za zgodą Stalina quasi suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model działania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 roku dochodził w PRL do władzy z projektem „polskiej drogi do socjalizmu”. Podobny sposób uprawiania polityki – podporządkowania się silniejszym – jest charakterystyczny dla ludzi obecnie rządzących Polską.

Niekiedy słyszy się, że wspomniana wyżej metoda wynika z położenia Polski i jest jedyną możliwą polityką. Nie jest to prawda. Istnieje bowiem droga suwerennego kierowania się polskim interesem narodowym tworząc własny ośrodek siły, który będzie partnerem dla mocarstw i podmiotem na światowej scenie politycznej.

Nie powinniśmy mylić klienckiej polityki orientacji z zawiązywaniem sojuszy. Sojusz jest potrzebny dla realizowania własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się orientacją, gdy okazuje się, że jego utrzymanie staje się ważniejsze od interesów strony, która go zawarła. W okresie drugiej wojny światowej tak właśnie zmienił się sojusz Polski z mocarstwami zachodnimi. W końcu wojny władze RP mogły tylko składać prośby i jednostronne deklaracje, które potężni sojusznicy zlekceważyli.

Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski i tym śladem usiłował po latach zmierzać prezydent Lech Kaczyński. Poza tym koncepcja niepodległościowa była i ciągle jest słabo zakorzeniona w ośrodkach kierujących polską polityką. To dla państwa polskiego zły prognostyk.  To prawda, że przy wyborze kierunków polityki zagranicznej postawa niezależna nie ułatwia zadania, ale łatwiejsze pozornie klejenie się do obcych potęg może skutkować, tak jak wiele razy w historii, katastrofą.

W grudniu 2012 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w orędziu do narodu powiedział: Najbliższe lata będą decydujące, wręcz przełomowe dla Rosji i całego świata, który wkracza w epokę radykalnych zmian, a być może nawet wstrząsów.” I dodał:Powstaje grunt dla nowych konfliktów o charakterze gospodarczym, geopolitycznym i etnicznym.” Słowa te o tyle są znamienne, że przywódcy Federacji Rosyjskiej nie ukrywają chęci odbudowania mocarstwowej potęgi Rosji w świecie i chcą przede wszystkim osłabić dominującą pozycję USA. Te dążenia Kremla znajdują często zrozumienie w Berlinie i Paryżu. To zaś oznacza, że Polska może ponownie znaleźć się w geostrategicznym położeniu „między Niemcami a Rosją”, a geopolitycznie być może gorszym niż w roku 1939, gdyż nie będzie mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie Zachodu.

Bardzo trudne!

Prezydent Rosji w swoim orędziu mówił nie tylko o gwałtownych zmianach w polityce światowej. Wspominając o planach politycznych podkreślił, że Rosja „musi też nie tylko zachować, ale zwiększyć swoją geopolityczną atrakcyjność. Musi być potrzebna swoim sąsiadom i partnerom.” Pojawia się w tym miejscu ważne pytanie: czy Rosja zamierza wykazywać „geopolityczną atrakcyjność” także wobec Polski, i co to mogłoby dla Polski oznaczać?

Dobre relacje z Rosją mają dla nas podstawowe znaczenie, ale są trudne do wyobrażenia zważywszy nie tylko na przeszłość, ale także obserwując współczesny kształt stosunków polsko–rosyjskich. Elity rosyjskie rysują wizje wielkiej wspólnoty euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, ale rola Polski w tych zamiarach jest przez Kreml ignorowana. Tymczasem stworzenie takiej wspólnoty przez Rosję napotyka na dwie przeszkody: Polskę i Ukrainę. Rosja przy pewnym wysiłku gospodarczym, a może i zbrojnym oraz… braku reakcji NATO, mogłaby te przeszkody usunąć, jednak dla sąsiadów Rosji to nie byłby stan „atrakcyjny geopolitycznie”. Sytuacja wydaje się beznadziejna, bowiem dla Ukrainy i Polski bliższe związki z Rosją skutkowałyby utratą suwerenności. Jeśli więc Rosja chciałaby realizować swoje plany euroazjatyckie działając w zgodzie z Polską, a nie przeciw niej, to powinna rozważyć inny wariant postępowania. Musiałby zadbać, aby Polska stała się rzeczywistym partnerem, a nie pozbawionym znaczenia przedpolem Niemiec, na którym Rosjanie będą starali się stworzyć jakieś własne polityczne przyczółki.

Polska mogłaby uzyskać podmiotową pozycję w stosunkach z Rosją tylko w jednym przypadku – po odtworzeniu wielonarodowej Rzeczypospolitej. Musiałoby się to jednak stać przy aprobacie Rosji, a nie wbrew niej. Czy to jest możliwe?

W 1803 roku książę Adam Czartoryski zaprzyjaźniony z Aleksandrem I przedstawił carowi memoriał „O systemie politycznym, jakiego winna trzymać się Rosja”. Proponował w nim odebranie Prusom Mazowsza, Poznańskiego, Pomorza i Śląska, złączenia ich z Polską centralną oraz z litewsko-ruskimi ziemiami dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku tego miało powstać państwo połączone unią personalną z Rosją pod berłem Aleksandra, który stał by się królem Polski. Początkowo wydawało się, że car zaaprobował propozycje księcia. W 1804 powierzył mu nawet funkcja ministra spraw zagranicznych Rosji. Jednak ośrodki wrogie Polakom na dworze petersburskim, głownie niemieckie, doprowadziły do dymisji ministra, a z czasem także sam car zarzucił projekt odbudowy Rzeczypospolitej. Wówczas nie udało się. Czy współcześnie istnieją mocniejsze przesłanki by rozważyć realizację dawnego planu księcia Czartoryskiego?

Ukraina i Białoruś dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że nie chcą być w granicach Rosji. Demonstruje to nawet współpracujący z Moskwą prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Na Białorusi i na Ukrainie pojawia się nostalgia za dawną Rzeczypospolitą traktowaną jako polsko-litewsko-ruski związek państw. Z Mińska i Kijowa można więc wyobrazić partnerską wspólnotę Białorusi i Ukrainy z Polską (Речь Посполита). Na białoruskich forach internetowych w ubiegłym roku toczyła się dyskusja nad sposobami zawiązania konfederacji białorusko-polskiej i doproszenia do niej Ukrainy. Podnoszono, że wspólne państwo (ponad 93 mln ludności, 1 124 tys. km kw. powierzchni i PKB – łącznie 734,8 mld dolarów) byłoby poważnym potencjałem na europejskiej scenie politycznej.

 untitled - Kopia (2)

Wydaje się, że odbudowa Rzeczypospolitej dałaby liczne korzyści zarówno Polsce, jak i Rosji nie degradując znaczenia Białorusi i Ukrainy. W przypadku Rosji mogłaby ona dzięki Białorusi i Ukrainie przynależących do Wspólnoty Niepodległych Państw uzyskać bezpośrednią drogą do UE – wystarczyłoby nadać polskie, czyli unijne, obywatelstwo Białorusinom i Ukraińcom. Wraz z tym pojawiłaby się w Europie Środkowej rzeczywista szanse zbudowania wspólnoty gospodarczej i politycznej, o której mówi Władimir Putin. Rzeczpospolita byłaby bowiem miejscem, gdzie świat UE spotkałby się i realnie współpracował ze światem WNP. Tego nie da się zrobić ponad głowami Polaków, omijając Europę Środkową i współpracując tylko z Niemcami. Jest też jeszcze jedno uwarunkowanie, które warto Rosjanom przypominać. W XX wieku Rosja dwa razy graniczyła z Niemcami i dwa razy Niemcy na Rosję napadły. Obudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej pozostającej w dobrych stosunkach z Rosją upewnia, że więcej takich napaści nie będzie.

Kreml może lekceważyć Polskę, ale bez względu na jej wielkość i znaczenie musi dostrzegać, że dla Rosji jest ona kluczem do Europy. W przeszłości Rosja usiłował ten klucz brać siłą i w konsekwencji przegrywała. Jest wymowne, że w ciągu dwustu lat najpierw po rozbiorach Rzeczypospolitej nastąpił przecież rozpad imperium rosyjskiego, a za drugim razem po zwycięstwach Stalina też doszło do zawalenia się bloku sowieckiego i… zachodnie granice Rosji wróciły tam, gdzie były w XVIII wieku.  Jakie wnioski wyciągnęła z tego Moskwa – jeszcze raz ruszy zbrojnie na zachód?

Zdaję sobie sprawę, że odbudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej jako sojusznika Rosji dla Polaków i dla Rosjan będzie trudne do wyobrażenia. Równie trudne w realizacji. Przyznać też trzeba, że w obecnej polityce rosyjskiej, a zwłaszcza w tym co zdarzyło się między Polakami a Rosjanami trudno przyjąć, że jest to realne. Zważywszy jednak na wagę sprawy dla bezpieczeństwa Polski i Europy warto sprawdzić, czy istnieją szanse na taką radykalną zmianę wzajemnych relacji polsko-rosyjskich.

Chyba możliwe?

Innym kierunkiem polskiej polityki zagranicznej wartym rozważenia, rokującym większe szanse na sukces niż w przypadku Rosji, jest południe i w konsekwencji bliska współpraca z Niemcami. Obecny polski rząd podchodzi do tej współpracy kapitulancko. Zresztą nie tylko rząd. Nie tylko minister Radosław Sikorski deklarujący gotowość podporządkowanie się Berlinowi, ale także oponent jego polityki publicysta Rafał Ziemkiewicz głoszący, że Polska  już – być może -nie ma szans na zachowanie suwerenności i w obawie przed Rosją powinna wybrać przysłowiowe „mniejsze zło”, schronić się do strefy niemieckiej.

Z większym optymizmem na rolę Polski patrzy premier Węgier Viktor Orban. Polityk węgierski powiedział w wywiadzie dla portalu „Fronda”: „Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytyki pod adresem Polski, że ma aspiracje, by ‚na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej’, to wtedy głośno mówię do siebie: ‚No wreszcie!’.” Idąc za wskazaniem Orbana wydaje się możliwym, wspólne z Węgrami, przekształcenie bezbarwnej i anemicznej Grupy Wyszehradzkiej w ściślejszą wspólnotę. Tradycje związków po dawnej monarchii Austro-Węgierskiej, która była niegdyś sojusznikiem Niemiec, odgrywa pozytywną rolę w politycznych wyobrażeniach południowych sąsiadów Polski, także na terenie Polski, w dawnej Galicji. Ten sentyment mógłby stanowić płaszczyznę porozumienia. Należałoby się przy tym zastanowić, czy do współpracy nie można też zaprosić Rumunii i Austrii.

Wyszehrad

Zacieśniając związki w takim związku państw otrzymalibyśmy potencjał liczący ok. 92 mln ludności, prawie 856 tys. km kw. powierzchni i 1 556 mld dolarów PKB (Rosja – 1 840 mld dolarów). Wówczas można byłoby nie tylko zapewnić bezpieczeństwa dla Europy Środkowej i zagwarantować silny wpływ w UE, ale także zwiększyć wagę regionu w polityce USA na czym państwom Grupy Wyszehradzkiej zależy.

Zapewne przeszkodą w stworzeniu postulowanego związku będzie postawa Czech, które w istocie separują się od Grupy Wyszehradzkiej; mogą też mieć negatywny wpływ trwające ciągle podskórne węgierskie pretensje terytorialne, głownie wobec Rumunii o Siedmiogród.  Nie są to jednak przeszkody nie do pokonania. Jeśli więc udałoby się stworzyć na bazie Grupy Wyszehradzkiej związek państw prowadzący wspólną politykę gospodarczą i obronna wówczas można by też pomyśleć o ścisłej współpracy w Niemcami. Najlepiej w ramach zmodyfikowanego Trójkąta Weimarskiego, gdzie Polskę powinien zastąpić reprezentant wyszehradzkiego związku państw. Ostatnia narada premierów Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie z udziałem kanclerz Merkel i prezydenta Francji Hollande być może wskazuje, że Polska wybiera taki kierunek polityki zagranicznej.

Zdaje się konieczne?

Trzeci możliwy kierunek polityki polskiej rysuje się na północy Europy. Od wielu lat Skandynawowie rozwijają między sobą wszechstronną współpracę. Ostatnio została ona rozszerzona na państwa nadbałtyckie oraz Islandię i Wielką Brytanię Na jednym ze spotkań w Londynie, w styczniu 2011 roku, premier Wielkiej Brytanii mówił do przywódców Islandii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii, Litwy, Łotwy i Estonii: „Sojusz oparty na wspólnych interesach może się stać siłą napędową rozwoju gospodarczego całego regionu”. Rejon Arktyki, gdzie zwłaszcza Duńczycy, Norwegowie i Brytyjczycy mają oparcie, staje się ważny gospodarczo. Zmniejszająca się pokrywa lodowa ułatwia dostęp do złóż ropy i gazu, które stanowią tam nie mniej niż 25 proc. światowych zasobów. Arktyka może przy tym stać się areną potencjalnego konfliktu bowiem o prawo do eksploatacji złóż zabiega Rosja. W regionie arktycznym notuje się znaczną obecność rosyjskich sił morskich a jednocześnie samoloty wojskowe Rosji nagminnie naruszają przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii i Skandynawii.

Uczestnicy londyńskiego szczytu oficjalnie rozmawiali o współpracy gospodarczej, jednak eksperci uważają, że na północy Europy powstaje nieformalny sojusz polityczny i obronny. Dr Gunilla Herolf  ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) podkreśla, że powodem współpracy są kwestie obronne w tym niepokój związany z wydatkami na zbrojenia w Rosji. Istnieje więc świadomość rosyjskiego zagrożenia, co może być mocnym spoiwem potencjalnej wspólnoty.

Znamienne, że w tym samym styczniu 2011 roku w polskich mediach pojawiła się wiadomość, że Szwecja zaniepokojona rosyjskimi zakupami okrętów we Francji rozważa sojusz wojskowy z Polską. Indagowany w tej sprawie rzecznik prasowy MON odpowiadał, że Polska nie otrzymała takiej propozycji. Jednocześnie ówczesny minister obrony Bogdan Klich – sądząc z informacji agencji Reuters – dystansował się od pomysłu sojuszu. Nie musiałby chyba odcinać się od nieistniejących propozycji? Jednocześnie, wg amerykańskiej agencji Stratfor,  Estonia taki sojusz ze Szwecją zawarła.

Prezydent Estonii, Toomas Hendrik Ilves uważa, że Polacy z racji doświadczeń historycznych lepiej niż inne duże narody dostrzegają zagrożenia i podkreśla, że Polska powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za cały region środkowoeuropejski.. „Polska to nadzieja dla wszystkich małych krajów” deklaruje estoński przywódca.

Stworzenie na północy Europy swoistego bloku nordyckiego z inspiracji i z udziałem Polski mogłoby spełnić postulat prezydenta Estonii. Byłaby to poważna siła: liczyłaby ponad 133 mln ludności (Rosja 143 mln) z łącznym PKB 4 679 mld dolarów, tj. 2,5 razy większym od PKB Rosji i przeważający nad PKB Niemiec (3 306 mld USD) nie wspominając o Francji (2 555 mld dolarów). Także w wydatkach na obronę – ponad 103 mld dolarów stworzony blok zająłby w świecie pozycję nr 2, za USA i górowałby nad Rosją.  Silnym partnerem bloku nordyckiego byłyby bez wątpienia Stany Zjednoczone.

713px-Location_Nordic_Council_svg

Jako ograniczenie tworzenia skutecznej polityki Bocheński wykazywał powszechną skłonność do wnioskowania z teraźniejszości o przyszłości, która jest zawsze niewiadomą. Podnosił ponadto, że niewielu ludzi korzysta z doświadczeń minionych pokoleń, gdy stosunkowo wielu opiera się na doświadczeniach własnych. Niestety, najwięcej ludzi nie korzysta z żadnych doświadczeń, nawet z własnych. Adolf Bocheński był zwolennikiem angielskiej zasady, że państwo nie ma wiecznych wrogów i wiecznych przyjaciół. Wieczne są tylko własne interesy. Ta prawda z trudem dociera do ludzi.

 

Napisane przez:


Jaki jestem każdy widzi (każdy kto zechce).

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 33 dla artykułu "Szeremietiew: Trudne, możliwe, konieczne…"

  1. Rze pisze:

    Ciekawy artykuł, Polska to wyjątkowy Naród, ale nic nie zmieni się dopóki nie zmieni się mentalność pltyków PiS-u, że bez Ruchu Narodowego w tym Kraju nic się nie zmieni na lepsze, i wzorem Węgier możemy snuć plany naszej niezależności.

  2. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    Najlepsze jest to, że możemy być pewni, iż ten rząd zrobi z niego dokładnie nic

    • Szeremietiew pisze:

      Myśli Pan, że ja do „tego rządu” adresuje to co napisałem?
      Czasy PRL. W pociągu podróżny opowiada dowcipy polityczne. Wszyscy pokładają się ze śmiechu. Pociąg wjeżdża na stację. Jeden z pasażerów poważnieje wyciąga legitymację SB i mówi do dowcipnisia – jest pan zatrzymany.
      – Za co?
      – Jak to za co; powiedział pan, że rząd jest do d.
      Żartowniś – ależ ja miałem na myśli rząd, no ten rząd w Londynie. Na to esbek – już ja wiem który rząd jest do d.
      Pozdrawiam

    • spas spas pisze:

      Mam wrażenie, że ludzie z kręgów rządowych najistotniejsze sprawy dla naszego państwa zwyczajnie sabotują. Jak długo może się utrzymać państwo – nawet silne – gdy u steru ma dywersantów?

  3. Marek1taki pisze:

    Bez takiego przymierza nie zrobimy nic. Jednak bez posiadania minimum suwerenności (chociażby kontrola nad służbami specjalnymi i dyplomatycznymi) nikt nie będzie z nami rozmawiał.
    Czas płynie ostatnio dość szybko i zarówno zaangażowanie USA jak i przyjaźń niemiecko-rosyjska nie są sprawą stałą. W interesie Niemiec jest by nie powstał pakt Polski z Węgrami i Słowacją a przede wszystkim z Czechami i Austrią, ale dla Rosji byłoby to dobrą przeciwwagą dla Niemiec. I odwrotnie: sojusz Polski z Ukrainą, Białorusią, Litwą, Łotwą i Estonią jest nie do akceptacji dla Rosji, ale dla Niemiec… byłby lepszy niż ten pierwszy.
    Jest jednak i taki element – nie do pominięcia – że od kilkuset lat Rosja i Prusy starają się prowadzić rozgrywkę między sobą nie tolerując jakiejkolwiek trzeciej siły.

  4. Aureliusz pisze:

    Wieczne są tylko własne interesy! święte słowa, niestety realnie patrząc realna staje się kolejna „katastrofa”

  5. grzech pisze:

    Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski i tym śladem usiłował po latach zmierzać prezydent Lech Kaczyński.

    dalej przestałem czytać. Kaczyński czyli Kalkstein wspólnie z bratem robił wręcz przeciwnie. Lizbona jest zwieńczeniem jego polityki niepodległości.
    PiS też jest takie patriotyczne… Mieć prezydenta i i Sejm i nie przywrócić niepodległości i niezależności oraz nie zrobić porządku w układzie władzy – Sejmie, Senacie, sądach, prokuraturze, itd itd.
    Piłsudski jak i Dmowski to byli polscy mężowie stanu – po wojnie już nikogo takiego nie ma. Najgorsze że od 1939 roku nie ma Polski i coraz trudniej ją będzie odzyskać.

    • Szeremietiew pisze:

      „…dalej przestałem czytać… ” A dalej były propozycja kierunków polskiej polityki zagranicznej. Nie interesowało to Pana bo napisałem, iż Lech Kaczyński „usiłował” postępować tak jak Piłsudski.
      Cieszę się, że Marszałek zasłużył wg Pana na miano męża stanu, gdyby jednak zajrzał Pan co o Piłsudskim mówili jego przeciwnicy to by się Pan zdziwił. Mówili równie źle, a nawet gorzej, niż Pan o śp. Lechu Kaczyńskim.
      Kieruje się Pan fobiami, a to prowadzi na manowce.

  6. Jarosław pisze:

    Dobre pytania, ciekawe propozycje i teraz tylko siły na swobodne odpowiedzi.

  7. bodziopl pisze:

    Opracowanie na poziomie gimnazjum (dobrego), no ale proste jasne, klarowne. Jeszcze jedno ALE: bez Węgrów w nic nie wchodzę !

    • Szeremietiew pisze:

      Poziom gimnazjum więc to i wiedza autora na poziomie gimnazjum – czy tak? Wolałby Pan żebym napisał o paradygmatach, kluczach geopolitycznych, strukturach asymetrycznych, konfliktach niskiej intensywności i wszystko opatrzył przypisami z jakichś bardzo mądrych dzieł wybitnych znawców…

      • bodziopl pisze:

        No właśnie bym wolał żeby to był faktyczny poziom gimnazjum, a pisząc „poziom gimnazjum” miałem na myśli raczej prostotę pokazania rzeczy oczywistych. O wiedzy Autora trochę coś tam słyszałem, i jeżeli miałby to był poziom gimnazjum, to raczej starożytnego. O strukturach asymetrycznych koniecznie coś być powinno, a poważnie to może większy nacisk na ewentualną współpracę Polska – Węgry, może to jedyny możliwy układ w Europie dający się oprzeć także na takich dziwnych rzeczach jak: honor, przyjaźń, … .
        [a z ciekawostek z dawnych lat, to ludzie o takich samych, jak nasze nazwiska walczyli kiedyś w jednej bitwie ?, z tym że ten o moim był po stronie Rzeczypospolitej ?]

        • Szeremietiew pisze:

          Chyba nie mogę dociec o co Panu chodzi. „Proste przekazanie rzeczy oczywistych” – brzmi to jakoś arogancko. Nie chcę przesadzać w ocenie tego co napisałem, ale mimo pewnej znajomości literatury z zakresu geopolityki i stosunków międzynarodowych nie znalazłem podobnych do moich („oczywistych”) pomysłów na politykę zagraniczną RP. Są pomysły odbudowywania Rzeczypospolitej, ale w opozycji do Rosji, nie ma niczego na temat ew. Grupy Wyszhradzkiej jako odrębnego ośrodka siły i poza ew. wskazywaniem na Szwecję chyba nic nie było o tworzeniu ew. bloku nordyckiego.
          W sprawie roli Węgier chętnie zgadzam się, ale to fragment większej całości. W tym co rysuję w moim tekście jest pewna koncepcja generalna, a w niej Węgry, jako jeden z fragmentów całościowej koncepcji. Rozumiem Pańską sympatię do Węgrów, podzielam ją, ale trudno w ograniczonym przecież rozmiarami tekście łamać proporcje rozwijając jeden węgierski wątek. W każdym razie pojmuję, że Pan skłania się ku południu (Węgry, Słowacja, Czechy).
          Pozdrawiam

  8. Torin pisze:

    Żaden z tych scenariuszy nie jest realny, puki nie zrobi się porządku na własnym podwórku, a nawet i wtedy szanse są mgliste. No a Czesi to już brużdżą wybitnie..
    Nie widzę mowy, o żadnym układzie podobnym, z Białorusią, Ukraina, Czechami, chyba również Litwą i Słowacją. Jeszcze najbliżej z Węgrami i Szwecją, na czym ewentualnie powinniśmy się skupić pomijając tamtych. Albo pójdą po rozum do głowy, albo nie i znowu za pięć dwunasta będą dzwonić..

    PS
    Mógłby Pan w leadzie/tytule nagłówku dodawać: Szeremietiew?
    Ten portal ukrywa autorów, aby generować trash odsłony i mogę przez to pominąć akurat taki artykuł, który chciałbym przeczytać. Mógłbym razem z innymi prosić redaktora o zmianę tego stanu rzeczy, on mógłby się nawet prośbie przyjrzeć życzliwie, po czym oświadczyłby, że prace trwają i jest bardzo wiele, bardzo ważnych, rzeczy do zrobienia i trzeba się uzbroić w cierpliwość i tak minął by nam rok, może dwa. Po co nam te nerwy. Lepiej tak to załatwić:

    Szeremietiew: Trudne, możliwe, konieczne…

    lub

    Szeremietiew: „Trudne, możliwe, konieczne…”

    Dziękuję:)

    • Szeremietiew pisze:

      Ad 1. Nic nie pisałem o realizmie tego co przedstawiam w obecnych warunkach, chociaż wspominam, że obecnie rządzący to w najlepszym razie zwolennicy orientacji (przykleić się do silniejszego), lub gorzej – realiści (przed silniejszym plackiem). Gdyby jednak można było, to chyba największe szanse są na północy z Anglikami, a w kolejności południe + Niemcy. Wschód rzeczywiście najtrudniejszy chociaż emocjonalnie (Kresy) jest nam najbliższy. W każdym razie wspominam o trudnościach i sądzę, że Polskę byłoby stać na budowanie ośrodka siły po zdecydowaniu który z tych trzech kierunków jest najbardziej realny. Nie ulega wątpliwości, że nie mamy sił, aby obstawiać trzy kierunki lub rozpraszać siły Polski jednocześnie w trzech kierunkach. Trzeba się na coś zdecydować i do roboty.
      Ad 2. Sprawą nazwiska – rzeczywiście nie tego nie ma przy tytule. Dziękuję. Już naprawiam.
      Pozdrawiam

    • bodziopl pisze:

      Czy porządek na własnym podwórku, to powrót do układu że: wielu chciało być Polakami (bo było to zwyczajnie opłacalne i dawało sporo praw). No to mamy dłuugą drogę ! A za główną przeszkodę uważam: brak ciągłości elit ! [polactwo pleniące się jak pokrzywa]

      • Szeremietiew pisze:

        „…wielu chciało być Polakami (bo było to zwyczajnie opłacalne i dawało sporo praw). No to mamy dłuugą drogę !”
        No ciepło. Np. Białoruś i Ukraina tworzą wspólnie z Polską federację, a obywatele Białorusi i Ukrainy automatycznie otrzymują polskie, czyli unijne obywatelstwo. Czy to musi być „dłuuga droga”?

        Natomiast co do elit zgoda – trzeba je odbudować i to się chyba dzieje. Natomiast proszę nie używać brzydkiego i obraźliwego, wymyślonego przez Ziemkiewicza określenia „polactwo”. Ludzie wykorzenieni z polskości nie mogą być tak nazywani. To słowo odbieram jako mutację Polish jokes.
        Pozdrawiam

        • bodziopl pisze:

          Dłuuga droga, być musi, bo my nie mamy teraz wiele do zaoferowania ! (a dokładnie: nie opłaca się być obywatelem POlski), a są i rachunki krzywd (Hurtki, UPA, …), to też trzeba załatwić jakoś ?
          Pewnie że da się odbudować elity, ale to nie takie szybkie, ani proste, nie polega to z pewnością na powszechnej maturze (do wglądu w pliku audio 😉 ), czy na studiach dla 80% maturzystów ?
          Słowo „polactwo” jest oczywiście obraźliwe, ale to powszechny dość obecnie stan ducha; poświęciłem sporo czasu by z Panaziemkiewiczowych wypowiedzi poznać jego znaczenie i moim zdaniem jego definicja odpowiada rzeczywistości, a Polish jokes to nie mutacja, tylko skutek „polactwa”

  9. test pisze:

    czy to nie jakaś fobia
    „dla Ukrainy i Polski bliższe związki z Rosją skutkowałyby utratą suwerenności”

    to bliższe związki z innymi mocarstwami albo UE nie skutkują utartą suwerenności w tym samym stopniu ?

    • Szeremietiew pisze:

      Białoruś i Ukraina mają alternatywę – Rosja lub Polska. Nie interesują mnie związki tych krajów z innymi mocarstwami, a mam pewność, że w związku z Polską oba te kraje są w stanie ułożyć partnerską współpracę, gdy w związku z Rosją czeka je zdominowanie i przekształcenie w rosyjskie gubernie. Przed tym przecież broni się Łukaszanka i z tym ma kłopot Kijów. Odwrotnie – połączone potencjały Polski, Białorusi i Ukrainy pozwalają budować partnerskie, a nie wasalne, relacje z Rosją. Oczywiście wszystko zależy, czy Rosja chce partnerstwa z nami, czy też „kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”.

      • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

        Myślę, że Białoruś i Ukraina nie rozmawiają o tym z Polską, bo Polska Tuskiem nie stawia na ten sojusz tylko na wasalowanie osi Berlin-Moskwa.

        To samo z północą i południem

  10. Krzywousty pisze:

    III-Rzeczpospolitą mogliśmy mieć już od 20 lat. Wtedy rząd przegapił szansę lub nie chciał jej widzieć, mimo że Litwini (czyli Białorusini) po nogach sikali na samą myśl o zjednoczeniu. Oni jedyni doskonale pamiętali czym Rzeczpospolita była i chyba nawet do dzisiaj są jedynym narodem nam przychylnym. Wtedy zresztą Polska była dla nich „zachodem” i oknem na świat.
    Nasi mężowie stanu nie kiwnęli jednak nawet palcem. Nastał Łukaszenka, zmienił flagę, zaczął budować białoruską świadomość…
    Dzisiaj dla wskrzeszenia Rzeczpospolitej nawet zrobił bym Łukaszenkę jej pierwszym prezydentem. Byle tylko prezydentura była ograniczona do jednej czy dwu kadencji i nie mogła być dziedziczna he he he… O ile pamięć nie myli, to nie tylko Polska ale i Rzeczpospolita najlepiej wychdziły gdy panowali nam Litwini.
    Jeśli nie, to Łukaszenka nie będzie panował wiecznie. Należy mieć rękę na pulsie.

    Ukraina… tutaj nie chcę się wypowiadać bo nie wiem jak tego dokonać. Po przyłączniu do Ukrainy odebranego nam połacia Polski (i kawałka Rosji), Ukraina jest potężna. Może nawet chcieć zjednoczenia ale pod własnym dyktandem? Nie wiem, nie będę spekulował choć Lwów mi bliski.

    • bodziopl pisze:

      Łukaszenka prezydentem, no gorzej niż jest to by nie było (mniej prorosyjski by był :) ) Zdecydowanie w rankingu władców nam panujących przoduje u mnie Batory (nomen omen Stefan) . No jakby nie rozważać to silna współpraca z Węgrami mi wychodzi !

    • Szeremietiew pisze:

      rząd przegapił szansę lub nie chciał jej widzieć
      ———————
      Rzeczywiście gorącym zwolennikiem ścisłego związku Białorusi z Polską był wówczas stojący na czele Białorusi Stanisław Szuszkiewicz. Była też szansa odzyskania Wilna – Landsbergis godził się, że niepodległa Litwa będzie miała stolicę w Kownie. Niestety w Warszawie nie było nikogo, kto chciałby pojawiające się wówczas szanse wykorzystać. Byłem w centrum tych wydarzeń bowiem moja Polska Partia Niepodległościowa działała wówczas także na Wileńszczyźnie i byłem w bliskim kontakcie z Janem Ciechanowiczem, który prowadził rozmowy z Gorbaczowem w sprawie zwrotu kresów Polsce.
      http://www.trybunalscy.pl/node/2272

  11. Adam pisze:

    Witam
    Ciekawy artykuł. Mi najbliżej do zacieśniania stosunków w ramach grupy wyszehradzkiej plus kraje nadbałtyckie. Co do wariantu z Białorusią i Ukrainą to może być i tak, że pewna cześć obywateli tych narodów sama będzie się chciała spolszczać, natomiast w obecnym czasie unia czy też ścisła współpraca jest raczej nierealna, ale kto wie….
    Natomiast to są wizje jak najbardziej prawidłowe, problem polega na przywróceniu Polakom świadomości, a tego nie zrobimy bez silnego ruchu narodowego, silnej pracy organicznej opartej na uświadamianiu. Jako młody narodowiec(MW), uważam że jest potencjał tylko on jeszcze ciągle śpi, więc musimy tego polskiego lwa obudzić.
    Pozdrawiam
    Adam

    • bodziopl pisze:

      „…problem polega na przywróceniu Polakom świadomości, a tego nie zrobimy bez silnego ruchu narodowego, silnej pracy organicznej opartej na uświadamianiu….” = zniszczyć polactwo (POlactwo też)

  12. Skanderbeg pisze:

    Ciekawy tekst, ale istnieja pewne „ale”. Lech Kaczyński był ostatecznym grabarzem resztek naszej suwerenności. Gdyby szybciej podpisał TL, to chyba nawet do Gruzji nie mógłby pojechać tylko próbować tam wysłać Ashton (może jako osba prywatna). I całe jego pomysły miały słaby punkt. Wierzył w USA. Sojusz z USA, czy z Gruzją to sojusze egzotyczne.
    A z tych trzech podanych przez autora mozliwości, to najtrudniejsza jest opcja pierwsza. Agentura rosyjska potrafi namieszać. Poza tym mamy z Ukraińcami nie rozliczone krzywdy. I one może w geopolityce nie powinny mieć znaczenia, ale na zachodzie Ukrainy nas po prostu nie lubią a Swoboda jest coraz silniejsza.
    W innych sprawach może też mieszać agentura niemiecka. W Polsce bardzo mocna (myślę, że mocniejsza od rosyjskiej), choćby były szef MON Klich to agent wpływu Niemiec. Dobicie polskich stoczni też było w niemieckim interesie.
    Połoczyć drugą opję z trzecią i byłoby super. Natomiast na pomysł prorosyjski możnaby się zgodzić, ale też Rosja w ramach dobrej woli mogłaby nam oddać Królewiec. Albo stworzyć chociaż tam coś na wzór Hong Kongu.. Trochę się rozmarzyłem.

  13. Piotr pisze:

    Muszę przyznać, że dawno nie widziałem równie mało prawdopodobnego scenariusza. Polska Białorusi i Ukrainy nie zbawi, a te zasoby które miałyby nam do zaoferowania i tak nie zostaną wykorzystane. Dlaczego? Skoro w Polsce zły rząd i korupcja uniemożliwia rozwój „jedynego Narodu” polskiego, to pomyślcie co będzie jak dojdzie do tego syf z Białorusi i Ukrainy. W porównaniu z nimi to my jesteśmy cywilizowany Zachód. Jakoś nie widzę żebyśmy byli w stanie rozwiązać ich problemy i stworzyć coś wartościowego z takiej unii.

    Czytając co tu jest napisane, widzę głównie gdybanie bez przełożenia na rzeczywistość. Równie dobrze można by się zastanawiać czy Arabia Saudyjska to nie byłby dobry sojusznik, bo ropę mają.

  14. Tomek pisze:

    Zgadzam się , u nich nie jest najlepiej ale dajmy im tylko szansę na wyrwanie się z zapaści a szybko nam dorównają. Z resztą sami sobie tez musimy dać szansę bo u nas wcale tak dobrze nie jest. Sporo się ukazało artykułów na ten temat i jak na razie nic z tego nie wynika. Co trzeba zrobić żeby zainteresowane strony zaczęły rozmawiać o takiej idei na poważnie ?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

96869