Strasburg: po wyroku, przed wyrokiem
16/04/2012
417 Wyświetlenia
0 Komentarze
1 minut czytania
Pisałem wczoraj: bez względu na to, jaki będzie to wyrok, nie będzie on satysfakcjonujący. Tak też jest w istocie. Wyrok oceniany jest różnie, to znaczy, nie jest jednoznaczny. Nic Polsce nie daje.
Nie znam uzasadnienia orzeczenia, stąd opieram się na reakcjach, a to wymaga odwagi. Tym bardziej, że są diametralne różne. Aleksiej Pamiatnych z Memoriału mówi, że najważniejsza jest mowa o zbrodni wojennej w wyroku. Jerzy Wielebnowski natomiast, syn ofiary, pochowanej w
Miednoje
nie kryje rozczarowania: podstawową sprawą, o którą nam chodziło, było uznanie tej zbrodni za zbrodnię wojenną, nie podlegającą przedawnieniu, uznanie jej za zbrodnię ludobójstwa. Artur Tomaszewski, syn oficera zamordowanego w Twerze, uważa, że wydany przez Trybunał
wyrok
uznaje bezczelność Rosji. Trybunał nie rozstrzygnął kwestii kapitalnej, a mianowicie odpowiedzialności Rosjan za ludobójstwo, tłumacząc się tym, że… nie otrzymał od Rosji materiałów. Toć to kpiny w żywe oczy. Polska strona zapowiedziała wniesienie odwołania do Wielkiej Izby Trybunału.
Post scriptum: jak pisałem wczoraj, niezwykle ważną sprawą jest wskazanie na ewentualność współpracy NKWD z Gestapo w dziele dekapitacji narodu polskiego. To powinno zdjąć klapki z oczu strażników schedy po Stalinie, jakże licznych w Europie.
Będę o tym przypominał do znudzenia, bo jestem to winny memu Stryjowi, spoczywającemu na polskiej ziemi: w Katyniu.