28052017Nowości:
   |    Rejestracja

Odstające uszy towarzysza generała


Wojciech Jaruzelski, którego parszywą mordę znaliście z prasy, radia i telewizji, z pochodów pierwszomajowych, uwiecznionemu na kartach książek w mundurze i po cywilnemu, z małżonką Barbarą, czy z córką Moniką, nie jest synem Władysława Jaruzelskiego i Wandy z Zarembów. Człowiek, którego pochowano właśnie na powązkowskim Cmentarzu Wojskowym nie ma nic wspólnego z dzieckiem, które przyszło na świat 6 lipca 1923 roku w Kurowie, a następnie zostało ochrzczone przez rodziców Władysława i Wandę 7 października 1923 roku w tamtejszym kościele rzymskokatolickim.


 

Krwawy dyktator PRL-u nie był w młodości chłopcem, który uczęszczał do gimnazjum zakonu marianów na warszawskich Bielanach i nie był młodzieńcem, który przyjaźnił się z Tadeuszem Gajcym i który w latach 1935-1939 należał do Związku Harcerstwa Polskiego, do drużyny im. Stanisława Żółkiewskiego. To nie znany wam sowiecki generał, w „polskim” mundurze,  szef WRON, publikował swoje pierwsze artykuły w szkolnej jednodniówce „Służba Polsce”, w których odwoływał się do tradycji Orląt Lwowskich i harcerzy, którzy polegli w 1920 r. walcząc z bolszewikami.

Po tamtym Wojciechu, wychowanym w pięknym patriotycznym duchu, ślad zaginał, gdy rodzinę Jaruzelskich deportowano  14 czerwca 1941 r. w głąb ZSRR. Może nie od razu, ale niedługo potem. Najpewniej umarł, idąc za ojcem Władysławem, który nie wytrzymał trudów zesłania i odszedł do Domu Pana 4 czerwca 1942 roku. A może tylko zmieniono mu tożsamość albo po prostu zamordowano!

Związek Radziecki lata 70. Minister obrony narodowej, generał Wojciech Jaruzelski z żoną Barbarą i córką Moniką na Kaukazie

Związek Radziecki lata 70. Minister obrony narodowej, generał Wojciech Jaruzelski z żoną Barbarą i córką Moniką na Kaukazie

 

Karierę zdrady znanego wam agenta z papierami Wojciecha Jaruzelskiego możecie już prześledzić gdziekolwiek. NKWD wyznaczyło mu rolę, której trzeba przyznać, sprostał. To była akcja pod tytułem zdrada doskonała. Matrioszka, podstawiony komsomolski bękart, zatruwał dzieje naszego kraju i narodu przez ponad 60 lat i będzie nadal zatruwał nawet po śmierci. Wystarczy tylko spojrzeć na ceremonię pogrzebową urządzoną na warszawskich Powązkach zdrajcy przez zdrajców.

 

 

Trzeciny 1926. Wojciech Jaruzelski. PAP/Archiwum rodzinne Wojciecha Jaruzelskiego. Dokadny miesiąc i dzień wydarzenia nieustalone

Trzeciny 1926. Wojciech Jaruzelski.
PAP/Archiwum rodzinne Wojciecha Jaruzelskiego. Dokadny miesiąc i dzień wydarzenia nieustalone

 

Tu i tam krążą różne zdjęcia, jako pochodzące z archiwum rodzinnego, mające uwiarygodnić życiorys towarzysza generała. Oto zdjęcie z Trzeciny, rok 1926. Dokładny miesiąc i dzień wykonania zdjęcia podobno nieustalone. Prawda, że Jaruzel jak żywy. Ma dopiero trzy lata, a buty pożyczył chyba od samego Stalina. Dokładnie w takich właśnie wełnianych „barchanach” chodziły dzieci polskich ziemian i czapkę na uszy zaciągały, gdy baraszkowały po dworskich pokojach. Ha, ha, ha… Kiepski to zresztą fotomontaż, ale sowieccy propagandyści z NKWD czasami działali dość niechlujnie. Trudno mieć jednak wątpliwości. Ten chłopiec i późniejszy generał, to jedna osoba.

 

 

 

 

 

Trzeciny około roku 1930. Wojciech Jaruzelski z ojcem Władysławem Mieczysławem Jaruzelskim.

Trzeciny około roku 1930. Wojciech Jaruzelski z ojcem Władysławem Mieczysławem Jaruzelskim

 

 

Ale spójrzcie na następne zdjęcie. Podobno te same Trzeciny. Oto nasz Wojtek z ojcem Władysławem w 1930 roku. Konia z rzędem temu, kto potwierdzi, że chłopcy na obu zdjęciach, to ta sama osoba! Oczywiście funkcjonariusze NKWD, GRU i FSB nie mogą brać udziału w tym quizie!

 

 

 

Wojciech Jaruzelski (2L) m.in. z matką Wandą Jaruzelską (Zarembianką) (3L) i ojcem Władysławem Mieczysławem Jaruzelskim (3P).

Wojciech Jaruzelski (2L) m.in. z matką Wandą Jaruzelską (Zarembianką) (3L) i ojcem Władysławem Mieczysławem Jaruzelskim (3P).

 

 

No i jeszcze jedna fotografia ze starego albumu rodziny Jaruzelskich. Rok 1933. To już trzeci Wojtek Jaruzelski, tym razem z odstającymi uszami. Dalibóg! Takie uszy  są nie do podrobienia.

 

 

 

 

uszy

 

No i który z naszych chłopców, Wojtków Jaruzelskich jest autentyczny, tzn. który jest synem Władysława Mieczysława Jaruzelskiego i Wandy Zarembiny Jaruzelskiej. Ten „barchanowy” Wojtek, to archiwum NKWD, a dwa pozostałe? Pozostawiam Państwa w niepewności. Matrioszka, to matrioszka, jakąś tajemnicę musi zawsze skrywać! Ale ustalmy ostatecznie raz a dobrze. Czy towarzysz generał miał odstające uszy?

 

Moskwa. Łubianka. Nazwa Łubianka pochodzi od placu, Plac Łubiański, przy którym znajduje się budynek dawnego towarzystwa ubezpieczeniowego „Rossija”, zajęty dzisiaj przez FSB

Moskwa. Łubianka. Nazwa Łubianka pochodzi od placu, Plac Łubiański, przy którym znajduje się budynek dawnego towarzystwa ubezpieczeniowego „Rossija”, zajęty dzisiaj przez FSB

 

 

Prawidłowe odpowiedzi prosimy przesyłać do Moskwy na Łubiankę!

Napisane przez:

Kontakt: pow1@o2.pl

Dziennikarz i wydawca. Twórca portali "Bobowa Od-Nowa" i "Gorlice i Okolice" w powiecie gorlickim (www.gorliceiokolice.eu). Zastępca redaktora naczelnego portalu "3obieg". Redaktor naczelny portalu "Zdrowie za Zdrowie". W latach 2004-2013 wydawca i redaktor naczelny czasopism "Kalendarz Pszczelarza" i "Przegląd Pszczelarski". Autor książek "Ule i pasieki w Polsce" i "Krynica Zdrój - miasto, ludzie, okolice". Właściciel Wydawnictwa WILCZYSKA (www.wilczyska.eu). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 56 dla artykułu "Odstające uszy towarzysza generała"

  1. Kula Lis 62 pisze:

    Polakom urabia mózg żydoniemiecka i żydobolszewicka ze swym POmiotem PROPAGANDĄ – prasa, radio, telewizja, wydawnictwa szkolne i encyklopedyczne etc. w języku polskim i obcym, która jest w łapach „koczowników plemiennych” (96% światowych mediów), koczujących na wszystkich kontynentach i żyjących kosztem innych narodów ze szkodą dla tych narodów. Ilu Polaków o tym wie ? Na ul.Wiejskiej w Warszawie jest „KNE-SEJM”, w którym zdecydowanie dominują „koczownicy plemienni” pod po raz który zmienionymi tetełe, vide pierwszy kaszalot PRL – bis, niezależnie od ugrupowania politycznego, a Polaków jest tam niewielu. W/g danych osobowych kartoteki MSW z 1984r( opracowane na podstawie operacji Sezam, zaczętej przez Niemcy a kończonej po wojnie przez NKWD, Smiersz, IW, UB, SB, etc. – czyli „przerabianie” żydoniemców vide ryży, żydobolszewików – 400 tys tzw.litwaków czyli biedoty żydowskiej zza Donu na „polaków” nadając im polskie tetełe, plus 4000 enkawudzistowskich zbrodniarzy, oprawców, bandytów, czyli matrioszek vide Wolski ksywa Jaruzelski czy Kiszczak, Stoltzmany ksywa Kwaśniewscy, etc. Akta tej operacji znajdują się w Archiwum Akt Nowych w Szczecinie, były dostępne lecz obecnie nie), w Polsce żyje kolo 3 mln żydów ukrytych pod polskimi nazwiskami i udających Polaków, a w/g S.Szurmieja, przewodniczącego organizacji żydowskich, aż 4 miliony z tymi ściąganymi z Izraela, zza Donu. Polakom może pomóc poznanie BEZWZGLĘDNEJ PRAWDY, która wpłynie na podwyższenie ich ŚWIADOMOŚCI NARODOWEJ. Dlatego Polacy muszą się wystrzegać kłamstwa i półprawd, które są równie niebezpieczne jak kłamstwo, ponieważ powodują wtórne ogłupienie co widać po wpisach na forach. O matrioszkach pisze Henryk piecuch, pisał Rybiński w imieniu Jaroszewicza, co ten ostatni i nie tylko on przypłacił życiem ze swą żoną. Polecam książkę „Radomierzyce. Archiwa pachnące śmiercią” Jerzego Rostkowskiego, mówiącą o tym co znalazł Jaroszewicz w Radomierzycach, dlaczego wszyscy z nim na czele zginęli + agent GRU, KGB Jerzy Fonkowicz. ( Mordercze archiwum – Były premier PRL Piotr Jaroszewicz mógł zginąć z powodu tajemnic, które poznał w czerwcu 1945 r. w Radomierzycach koło Zgorzelca. W czerwcu 1945 r. na dziedziniec pałacu w Radomierzycach wjechały trzy terenowe samochody. Z aut wysiadło kilku cywilów i uzbrojeni żołnierze w polskich mundurach. Zamierzali przeszukać zdeponowane tam pod koniec wojny ogromne niemieckie tajne archiwum. Jadąc do pałacu, nie wiedzieli jeszcze, co ono zawiera. Kilkadziesiąt lat później trzy najbardziej wtajemniczone w te poszukiwania osoby zostały zamordowane – wszystkie w tajemniczych okolicznościach. Był wśród nich płk. LWP i prokurator wojskowy Jaroszewicz.
    Tajemnica
    Latem 1944 r. hitlerowcy rozpoczęli w Radomierzyckim pałacu toczone ścisłą tajemnicą prace budowlane. W jednym z pomieszczeń powstało coś na kształt opancerzonego bankowego skarbca. Zaraz potem do Radomierzyc zaczęły zjeżdżać ciężarówkami tajne dokumenty, zebrane w całej Europie. Raporty o przebiegu tej akcji trafiały bezpośrednio na biurko Waltera Schellenberga, szefa VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). To może świadczyć o randze całego przedsięwzięcia, a także o znaczeniu archiwum dla hitlerowców. Wskazuje również na osobę, której najbardziej zależało na ukryciu dokumentów, będących już po wojnie znakomitym punktem przetargowym w różnych rozgrywkach nie tylko politycznych. Rozgrywkach o życie!
    Misja Jaroszewicza
    Znany sudecki przewodnik Tadeusz Steć, współpracownik służb wywiadowczych, ujawnił, że w 1945 r. odwiedził Radomierzyce w poszukiwaniu złożonych tam dokumentów. Okoliczni autochtoni wspominali, że w majątku mieszkali również obcokrajowcy, prawdopodobnie Francuzi. Widzieli także polskich żołnierzy, którzy przyjechali do pałacu. Kierował nimi Jaroszewicz, wówczas pułkownik LWP. Trafiła do niego informacja o ukryciu przez Niemców ważnych dokumentów w pałacu koło Zgorzelca. Chciał on, by nie była to oficjalna akcja wojskowa, lecz prywatne przedsięwzięcie, które pozwoliłoby mu się zorientować, co kryło się w Radomierzycach. Zabrał tylko zaufanych ludzi. Z Jaroszewiczem byli m.in. Tadeusz Steć i ppłk Jerzy Fonkowicz, agent sowieckiego wywiadu oraz mjr Władysław Boczoń.
    Akta wywiadu
    Po dotarciu do pałacu w Radomierzycach ekipa Jaroszewicza odnalazła w jednym z pomieszczeń tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. Były tam akta personalne, listy, plany; głównie archiwa wywiadu francuskiego. Miało się tam także znajdować archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby, w których uczestniczyły znane osobistości. Tadeusz Steć powiedział prasie – “Z późniejszym Premierem PRL Piotrem Jaroszewiczem zostałem w Radomierzycach jeszcze dwa lub trzy dni. Cały czas tłumaczyłem. Jaroszewicz przebierał. Wybrał stosik dokumentów. Zrobił z nich dwie lub trzy niewielkie paczki. (…) Byłem akurat pod pałacem, razem z dwoma cywilami. Nagle na dziedziniec pałacu wpadła grupa czerwonoarmiejców z bronią gotową do strzału. Ani się obejrzeliśmy, jak ustawiono nas pod ścianą z rękami do góry. Na szczęście wyszedł Jaroszewicz, pogadał z dowódcą grupy, jakimś lejtnantem chyba. Czerwonoarmiści pognali nas w kierunku wioski, nie szczędzili kopniaków, doprowadzili do drogi Bogatynia – Zgorzelec i kazali iść, doradzając, abyśmy zapomnieli o pałacu i wszystkim, co widzieliśmy i słyszeliśmy”. Paczki z wybranymi dokumentami pozostały w samochodzie Jaroszewicza.
    Likwidacja świadków?
    Pod koniec lipca 1945 r. Radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha (koło Zgorzelca) i Książ (koło Wałbrzycha), Rosja prawdopodobnie sprzedała Zachodowi. W Polsce, w prywatnym archiwum Piotra Jaroszewicza, pozostała część dokumentacji, nie wiadomo jednak, jakiej rangi. Do lat 90. ubiegłego wieku dożyły trzy osoby przeglądające w czerwcu 1945 r. Radomierzyckie archiwum: Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Wiadomo, że przez lata osoby te utrzymywały z sobą kontakt. Wszystkie trzy zostały zamordowane przez nieznanych sprawców; ofiary torturowano przed śmiercią. Jaroszewicza i jego żonę zabito w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. W nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. zamordowano Stecia, a Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw nie wykazano motywu rabunkowego.) . Lecz powodem śmierci Jaroszewicza mogło być i to o czym poniżej: Cytat: Były premier PRL Piotr Jaroszewicz mógł zginąć z powodu tajemnic, które poznał w czerwcu 1945 r. w Radomierzycach koło Zgorzelca. – Mógł.Ale równie dobrze mógł zginąć z powodu tajemnic które poznał na początku 1980r .I do tej wersji się skłaniam nie dlatego że ona moja, ale dlatego że bardziej umocowana w realiach. Kim w roku 1945 mógł być Piotr Jaroszewicz ? Piotr Jaroszewicz ze swoim pochodzeniem społecznym ?z rodzinnymi powiązaniami ? Nikim,a może jeszcze mniej. I jako taki nie mógł być ani uczestnikiem ani świadkiem czegokolwiek czego ranga bodaj ocierałaby się o sprawy sekretne. Kwestia rodzinnych powiązań Jaroszewicza została już przeze mnie przedstawiona ale niestety temat jako że był umieszczony w „pierdolni ” po zmianie kompa -zniknął.Nie mam kopii tamtego postu,dlatego załączam jego szkic. Cytat: W sierpniu 1939 r przebywający w Tallinie, komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski dowódca ORP. Orzeł, zakochał się w Marinie Krzyżanowskiej. Ta niezwykłej urody kobieta, była żoną radcy handlowego polskiej ambasady w Estonii.Radca Krzyżanowski był drugim mężem Mariny, pierwszy zginął w Hiszpanii gdzie jako pilot walczył po stronie generała Franco. Zawiłe losy ORP Orzeł, sprawiły że komandor Kłoczkowski znów znalazł się w Tallinie i romans z Mariną Krzyżanowską trwał jeszcze jakiś czas.W tym czasie mąż Mariny,przebywał w obozie znajdującym się w miejscowości o mało wówczas znanej nazwie -Katyń. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Estonii, pani Marina Krzyżanowska została aresztowana i wywieziona do Kazachstanu, a że nie miała powołania Penelopy ,szybko zakochała się w rosyjskim oficerze -pilocie i wyszła za niego.Fakt ten nie pomógł oficerowi w karierze ale za to Marina ,już wówczas Podgórska, wyjechała do Moskwy,gdzie mieszkała jeszcze parę dziesiątek lat, nic nie wiedząc o tym, że jej drugi mąż cudem boskim zdołał zbiec z Katynia. Po ucieczce Krzyżanowski schronił się u swych rodziców w okolicach Grodna.Tam też, ( co dziwne) nie niepokojony przez nikogo przeżył samotnie następnych kilkadziesiąt lat, pracując jako robotnik w fabryce papierosów. Niebywały przypadek sprawił, że żyjąca w Moskwie Marina Podgórska i mieszkający w Grodnie Krzyżanowski, odnaleźli się w 1979 r .Wkrótce doszło do wzruszającego spotkania w Moskwie. Stary i już schorowany Krzyżanowski przekazał swej byłej żonie Marinie „pamiętnik” oraz inne „papiery”. Marina Podgórska zapoznała się dokładnie z zawartością depozytu – całość dotyczyła Katynia. Dokładnie nie wiadomo jakiego rodzaju były to informacje,ale najwidoczniej ważne skoro Marina Podgórska zdecydowała się natychmiast przekazać je swemu bratu – Piotrowi Jaroszewiczowi, byłemu premierowi PRL. Przekazała mu również wszystkie listy jakie do 1940 r otrzymywała od komandora Henryka Kłoczkowskiego. Uważam, że przyczyną śmierci Jaroszewiczów była obawa przed tym aby treści zawarte w „katyńskich zapiskach” radcy Krzyżanowskiego, nie stały się powszechne. Nawet się nie domyślam co mogły zawierać, ale wierze, że sporządzone były fachową ręką i miały rangę dowodów, wszak wiadomo że radcy handlowi przy ambasadach są ekspertami w wielu dziedzinach a najmniej w dziedzinie handlu. Uważam, że ten trop z Radomierzyc może być fałszywy, może został podsunięty celowo. Zbyt dużo lat minęło od tamtych zdarzeń, aby istniały motywy do dokonania morderstwa, gdyby jakieś siły chciały tego dokonać, zrobiłyby to wcześniej, przecież Jaroszewicz był na emeryturze już od 12 lat. Uważam, że morderstwo to należy raczej wiązać z przebiegiem tzw. transformacji przełomu lat 80 i 90 ub. wieku. On musiał coś za dużo wiedzieć na temat mechanizmu tej tzw. transformacji i osób biorących w niej udział – może Leiby Khone ksywa Wałęsy, może Wolskiego ksywa Jaruzelskiego. Również zbieżność czasowa z przewrotem – „nocną zmianą” 4 czerwca 1992 może nie być przypadkowa. Być może, podobnie było z Ceauşescu – tylko oprawcy wybrali wariant „zemsty ludu” i proces kapturowy, gdyż okoliczności im sprzyjały. Niektórzy jak i ja ( zapiski i dokumenty rodzinne) wiążą to morderstwo ze sprawą wiedzy Jaroszewicza na temat tzw. „matrioszek” – podstawionych agentów sowieckich o fizycznym podobieństwie do zamordowanych Polaków wywodzących się ze znanych i poważanych rodzin, o patriotycznej przeszłości, którzy następnie zostali wprowadzeni do aparatu władzy w Polsce i w ten sposób mogli realizować politykę Moskwy, nie budząc podejrzeń. A sowiecki generał Wolski ksywa Jaruzelski jest jedną z takich „matrioszek”, których 4000 Śmiersz i NKWD pozostawiło w Polsce i nie tylko.. To tłumaczyłoby związek morderstwa z dokumentami dotyczącymi Katynia.

  2. Kula Lis 62 pisze:

    Te semickie uszy i barchany wszystko mówią. Dzięki za zdjęcia i opis, tekst

    • Kacha pisze:

      Biedny żydotrzęsiawka, wszędzie widzi semitów …. ciężko przeżyć, ze twój znienawidzony bohater był z polskiej szlachty 😉

  3. Kula Lis 62 pisze:

    Tajemnice TW „Wolskiego” herbu Ślepowron

    Wojciech Jaruzelski deprecjonuje odnalezione i ujawnione materiały, a posłańców złych wiadomości odsądza od czci i wiary. Odkrycie nieznanych opinii publicznej niechlubnych kart jego młodości uznaje za zemstę polityczną historyków IPN

    Posiada zdolność kamuflażu, zakłamywania pamięci, także poprzez niszczenie trefnych dokumentów. Dziesiątki lat unika odpowiedzialności za czyny, które wielu doprowadziły do politycznego niebytu, niekiedy do więzienia.

    Jaruzelskiemu uchodzi płazem wiodąca rola w haniebnej czystce antysemickiej w armii, wysłanie wojska do stłumienia „praskiej wiosny”, pacyfikacja Powstania Grudniowego 1970 r. na Wybrzeżu, bezprawne zarządzenie stanu wojennego. Z głównych postaci ostatnich 50 lat PRL tylko Jaruzelski nie doznał szwanku. Ze sceny politycznej zeszli w niesławie: Gomułka, Kliszko, Cyrankiewicz, Spychalski, Gierek – tuzy partii, a tylko on wciąż awansował. Fenomen nietykalności Jaruzelskiego może tkwić w najmniej znanej części jego życiorysu.

    Biografowie (hagiografowie?) pomijają niejasne wątki wczesnego okresu życiorysu generała armii w stanie spoczynku. W czasie II wojny światowej jako oficer zwiadu w sztabie 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty porucznik Jaruzelski uczestniczy w walkach z podziemiem niepodległościowym na południowo-wschodnim skraju Polski. Bierze udział w przymusowym przesiedlaniu obywateli polskich narodowości ukraińskiej do ZSRS (Lech Kowalski, Generał ze skazą. Biografia gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, Warszawa 2001).
    Otrzymuje Krzyż Walecznych, a w drugą rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN – stopień kapitana. W czerwcu 1947 r. wstępuje do Polskiej Partii Robotniczej. Powodowany, podobno, doskwierającym z dzieciństwa wspomnieniem, wypełnia deklarację partyjną „wstrząśnięty niesprawiedliwością społeczną Polski okresu przedwrześniowego”.
    Teraz pokonuje szczeble kariery w tempie nieosiągalnym dla kolegów. Lipiec 1948 r. – major, pół roku później – podpułkownik. W wieku 26 lat dostaje angaż wykładowcy w Wyższej Szkole Piechoty, a w maju 1949 r. szefuje już Wydziałowi Szkół i Kursów Oficerów Rezerwy oraz Kursów Sztabu Wojsk Lądowych. W awansach nie przeszkadza mu brak matury.
    Służbista. Zdyscyplinowany. Lojalny, pryncypialny członek partii. Przebija się do pierwszych szeregów armii na przełomie lat 40. i 50. Nie wadzi mu ani go nie dyskwalifikuje ciążąca przedwojenna szkoła zakonna. Nie przeszkadza – fatalnie postrzegane w przypadku kolegów – pochodzenie ziemiańskie.

    Donosi bez skrupułów
    Jaruzelski bez trudu adaptuje się w towarzystwie komunistycznych zwierzchników wojska. Faworyt sowieckich dowódców. Bezpośredniemu przełożonemu, gen. Stanisławowi Popławskiemu, donosi bez skrupułów: „Mimo czujności, jaką wykazała Komisja Kwalifikacyjna przy naborze kandydatów do szkoły, kilku uczniów wykazało wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości w Polsce i do Związku Radzieckiego. Zanotowano wrogie wypowiedzi ze strony niektórych uczniów pochodzących przeważnie ze środowiska inteligenckiego i drobnomieszczańskiego”.
    Używa argumentacji stosownej do wiatrów napływających ze Wschodu. Energicznie zabiega o przestrzeganie wzorców wypracowanych w ZSRS. Do rangi priorytetu w procesie szkolenia bojowego podnosi znajomość „Krótkiego kursu WKP(b)” oraz problematyki XIX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Promotor „Programu szkolenia politycznego i ogólnowojskowego dla 2- i 3-letnich Szkół Oficerskich na lata 1951/1952″, którego autorzy krytykują „biologię burżuazyjną”, a jednocześnie wychwalają osiągnięcia sowieckich szarlatanów Iwana Miczurina i Trofima Łysenki (Piotr Gontarczyk, Wojciech Jaruzelski – donosicielem w czasach stalinowskich, 7 dni – Polska i Świat, 16.12.2006).
    Jaruzelski robi błyskotliwą karierę w okresie postępującego terroru i stalinizacji armii. Rokossowski jest ministrem obrony i wicepremierem. Oficerowie sowieccy zajmują około 90 proc. wiodących stanowisk dowódczych i sztabowych, a Informacja Wojskowa przeprowadza czystkę kadrową w wojsku. Kto i dlaczego proteguje syna ziemianina?
    Jego awanse są zgodne z zawartością tajnej korespondencji szefów – dwu kluczowych postaci złej sławy instytucji. 7 maja 1949 r. szef wywiadu wojskowego gen. Wacław Komar przesyła szefowi kontrwywiadu wojskowego płk. Stefanowi Kuhlowi listę dziesięciu oficerów typowanych do pracy w wywiadzie, z prośbą o zaopiniowanie. Po kwerendach w archiwach i ewidencji operacyjnej wojskowa bezpieka przedstawia rutynową rekomendację: „Jeruzelski Wojciech, syn Władysława (…) zarządcy majątku (…) w lipcu 1943 zmobilizowany do Armii Polskiej i od tego czasu służy w WP (…) Jest naszym tajnym informatorem, pseudonim „Wolski” – zwerbowanym 23.03.46 w 5. pułku piechoty 3. Dywizji Piechoty na uczuciach patriotycznych. Dobry tajny współpracownik, nadający się na rezydenta (…) jednostka wartościowa, członek Partii. Kompromitujących materiałów nie posiadamy”.
    Błąd w nazwisku jest ewidentny, ale nie ma wątpliwości. Do postaci przypisane są bezbłędnie pozostałe dane osobowe, jak data i miejsce urodzenia, zajmowane aktualnie stanowisko. Historycy weryfikują odnalezioną w materiałach archiwalnych korespondencję, odzwierciedlającą ciąg dalszy urzędowego biegu sprawy werbunku TW „Wolskiego”. To datowana 9 maja 1949 r. „Informacja na oficerów wytypowanych do pracy w II Oddziale Sztabu Generalnego WP”.
    Błędny zapis nazwiska nie był naonczas jakimś ewenementem. Pisarze wojskowi niekoniecznie posiadali cechę staranności. W skierowaniu na kurs w Centrum Wyszkolenia Piechoty podano z kolei „Jarozelski”. Wspomnianą „Informację na oficerów…” badacze IPN odnaleźli w zespole b. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Przed przekazaniem Instytutowi Pamięci Narodowej dokument przechowywano w archiwum b. Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL, którym przez ostatnie dziewięć lat kierował gen. Czesław Kiszczak, oddelegowany z wojska rozkazem Jaruzelskiego.
    Dzięki rekonesansowi archiwalnemu dr. Pawła Piotrowskiego znamy treść dokumentu „Centralny Rejestr Agenturalnej Sieci Nr 1″, w którym pod numerem 1846 figuruje „Jaruzelski Wojciech s. Władysława”, tajny informator noszący pseudonim „Wolski”, zwerbowany przez Sekcję Informacji Wyższej Szkoły Piechoty. Potwierdzałoby to tezę, że został on zwerbowany w 1946 r., stąd tak niski numer rejestracyjny (Paweł Piotrowski, Sprawa współpracy Wojciecha Jaruzelskiego z Informacją Wojskową, Biuletyn IPN 2007).
    Kolejnym poświadczeniem nieznanej działalności Jaruzelskiego jest „Księga inwentarzowa tajnych współpracowników nr 1″, gdzie pod nr 22 858 znajduje się wpis: „Jaruzelski Wojciech s. Władysława”, pseudonim „Wolski”, urodzony w 1923 r., „zawerbowany” 18 lutego 1946 r. w Wyższej Szkole Piechoty (P. Piotrowski, ibidem).
    Wiadomo, że numer nadano aktom na okoliczność złożenia do archiwum, gdzie w latach 60. intensywnie brakowano (niszczono) dokumenty. Obecny stan badań pozwala sprecyzować domniemany czas zakończenia współpracy agenturalnej TW „Wolskiego”. Przyjmując, że brakowanie akt nastąpiło zgodnie z przepisami obowiązującymi w Wojskowej Służbie Wewnętrznej, czyli 10 lat po złożeniu w archiwum, można określić zakończenie współpracy i złożenie akt do archiwum na rok 1954.

    Ślady po „teczkach” „Wolskiego”
    Otwarte pozostaje pytanie o przyczyny zakończenia współpracy TW „Wolskiego”, pochodzącego z rodziny pieczętującej się herbem Ślepowron. Pomocna jest tu biografia Jaruzelskiego.
    W 1952 r. kończy z oceną bardzo dobrą dwuletni kurs Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu. Po ukończeniu kursu doskonalenia dowódców Akademii Sztabu Generalnego, 31 grudnia 1953 r., awansuje na pułkownika i szefa Oddziału Akademii Wojskowych Głównego Zarządu Wyszkolenia Bojowego. Mógł być wyrejestrowany automatycznie, zgodnie z obowiązującą (znaną z czasów WSW) instrukcją, wyłączającą generałów oraz dowódców jednostek i instytucji wojskowych z grona TW.
    Doktor Piotrowski przytacza znamienne dane dotyczące zinfiltrowania agenturą szkoły piechoty, gdzie Jaruzelski od kursanta dochodzi do posady wykładowcy. Wśród 1002 pracowników etatowych i kontraktowych oraz kursantów Sekcja Informacji WSP prowadziła 267 zarejestrowanych tajnych informatorów. Był to wskaźnik niezwykle wysoki, 1 stycznia 1949 r. stan ewidencyjny Wojska Polskiego wynosił bowiem 129 881 żołnierzy i pracowników kontraktowych, natomiast w sieci agenturalnej Informacji Wojskowej 31 grudnia 1948 r. znajdowało się 8180 osób, co stanowiło 6,3 proc. stanów osobowych.
    Archiwiści i historycy IPN nie natrafili dotąd na oryginalną teczkę TW „Wolskiego”. W tym kontekście niezwykle interesujące są ustalenia badacza IPN dotyczące losu teczki pracy i teczki personalnej tajnego informatora ps. „Wolski”.
    Ślad po „teczkach” TW „Wolskiego” urywa się w latach 70., zatem gdy Jaruzelski jest już wpływowym politykiem. W książce ewidencyjnej znajduje się tylko adnotacja: [teczka] „u kierownictwa”.
    Uzasadnione jest podnoszone przez badaczy domniemanie, że „kierownictwem” mógł być sam Jaruzelski. Wówczas, przypomnijmy, minister obrony i członek Biura Politycznego. Sam zainteresowany, względnie ktoś z jego usłużnych przybocznych.
    Obraz dopełnia ewidentna próba zatarcia śladów łączących nazwisko Jaruzelskiego z tajnym informatorem ps. „Wolski”. W zachowanej ewidencji Informacji Wojskowej zamazano flamastrem zapisy dotyczące Jaruzelskiego – „Wolskiego”. Jednak użyto flamastrów marnych jakościowo. Zamazania wyblakły i zapisy są całkiem czytelne.
    Tajną niewątpliwie operację „flamaster” podjęto jedynie w tym przypadku. Może to wskazywać na podjęcie decyzji o „oczyszczeniu” archiwum WSW z wszelkich danych mogących świadczyć o agenturalnej przeszłości Wojciecha Jaruzelskiego (P. Piotrowski, ibidem).
    Aktualny stan badań nie pozwala jednoznacznie stwierdzić ani kto zacierał ślady tożsamości i działalności TW „Wolskiego”, ani kiedy. Zatem nie można jednoznacznie określić, czy niefortunną próbę podjęli ludzie z podległej Jaruzelskiemu WSW, czy np. funkcjonariusze WSI w niepodległej Rzeczypospolitej, kiedy teoretycznie już mu bezpośrednio nie podlegali.

    Front obrony generała
    Generał jest zaskoczony wydobyciem na światło dzienne śladów dossier TW „Wolskiego”. Miały być zatarte… W pierwszym odruchu traci rezon. Odmawia komentarzy, zasłania się niepamięcią. Zbywa dziennikarzy „obecną atmosferą lustracyjną”. Bałamuci o „nasilonych atakach i pomówieniach”, zapowiada, że będzie „obiektem polowania”. W istocie bagatelizuje zarzuty dotyczące swojej aktywności w ostrych walkach z UPA: „Z natury rzeczy nie mogę wykluczyć, że miałem wtedy różnego rodzaju rozmowy i kontakty z przedstawicielami kontrwywiadu, bo to było naturalne w takiej sytuacji” (PAP, 8.06.2005).
    Jaruzelski dekuje się przed mediami krótko. Z jednej strony twierdzi, że „niemożliwością jest spamiętanie wszystkich szczegółów” sprzed 60 lat, ale zaraz przechodzi do ofensywy. Na ujawnienie czarnej karty swojej stalinowskiej przeszłości reaguje jak zwykle. Histerycznie. Impertynencko. Gra na nutę quasi-patriotyczną: „Ja się nie włączę w usprawiedliwianie swojej osoby wobec ludzi, którzy nie mają żadnego tytułu, żeby tego ode mnie żądać, bo mnie by to uwłaczało jako żołnierzowi i Polakowi”.
    Z odsieczą Jaruzelskiemu spieszy gazeta „Trybuna” (z 9.06.2005). Prezentuje brak rzeczowej analizy, pochylenia się nad niuansami, a jedynie ujadanie na posłańców złej nowiny: „Wyciek z IPN-u korespondencji na temat „podpułkownika Jeruzelskiego” pokazuje, w jakim stanie znajduje się instytucja kierowana przez prof. Leona Kieresa”.
    Organowi dinozaurów nieboszczki PZPR wtórują fani zmobilizowani pod szyldem Społecznego Komitetu Obrony Dobrego Imienia, Czci i Honoru Generała Jaruzelskiego. Żądają „zaprzestania oszczerczej kampanii propagandowej wymierzonej w jego patriotyczny – żołnierski i obywatelski dorobek życiowy”. Wśród sygnatariuszy są Maria Szyszkowska, Katarzyna Maria Piekarska, weterani PZPR i oficerowie Ludowego Wojska Polskiego. Zwolennicy dyktatora zakładają witrynę internetową, której swoista preambuła wyjaśnia wszystko: „Strona jest poświęcona Dorobkowi Życiowemu Wielkiego Polaka”.
    Jaruzelski deprecjonuje odnalezione i ujawnione materiały, a posłańców złych wiadomości odsądza od czci i wiary. Podobnie jak jego fani, uznaje odkrycie nieznanych opinii publicznej niechlubnych kart jego młodości za zemstę polityczną historyków IPN. Rutynowo nie przyznaje się do niczego i nie szczędzi obelg ludziom kwestionującym jego własną wersję historii.
    Tajny współpracownik „Wolski” musiał wybijać się w pracy, skoro otrzymał rekomendację na rezydenta policji politycznej armii. Kogoś, kto na polecenie oficera kadrowego kieruje, koordynuje autonomiczną siatką tajnych informatorów. Reasumując – kandydat na rezydenta musiał cieszyć się szczególnym zaufaniem owej szczególnej instytucji, której funkcjonariusze z reguły nie dowierzali nikomu. Najwyższą formą współpracy był agent, czyli współpracownik do wykonywania zadań specjalnych.
    Mimo rekomendacji spółki Komar&Kuhl zachowane czy też dostępne zapisy ewidencyjne nie potwierdzają podjęcia działalności Jaruzelskiego w charakterze rezydenta. Współpracę zakończono najprawdopodobniej w 1954 r., a na pewno przed 1955 rokiem (P. Piotrowski, ibidem).
    Jak zaznacza dr Piotr Gontarczyk, o ile wyjęcie kart ze stosowanych kartotek operacyjnych z reguły jest czynnością łatwą i niepozostawiającą żadnych śladów, o tyle usunięcie zapisów z opasłych dzienników ewidencyjnych jest o wiele trudniejsze (P. Gontarczyk, ibidem).
    Nowe światło na przeszłość Jaruzelskiego rzuca ujawniony przez historyka Wojciecha Sawickiego dokument, odnaleziony w archiwach b. służby bezpieczeństwa NRD. W raporcie enerdowskiego kontrwywiadu wojskowego Stasi z 14 marca 1986 r. Niemcy charakteryzują generała jako aktywnego i wartościowego konfidenta, który w roku 1952 został pozyskany przez kpt. Kiszczaka jako „nieoficjalny współpracownik”, przez niego zaprzysiężony i wykorzystany do wykonania zadań kontrwywiadowczych.
    Szef GZP WP gen. Kazimierz Witaszewski miał zażądać wydalenia Jaruzelskiego z armii za niesłuszne pochodzenie. Wtedy Kiszczak dostarczył złej sławy politrukowi odpowiednie rekomendacje tajnych służb i TW „Wolski” herbu Ślepowron ocalał. Jeśli informacja jest prawdziwa, rodzi szereg implikacji. Najważniejsza dotyczy genezy współpracy obu generałów w jesieni ich życia zawodowego. Niezależnie od niewątpliwie pasjonującego dla badaczy dysonansu poznawczego pozostają otwarte pytania zasadnicze. Na kogo donosił TW „Wolski”? Czy został ostatecznie rezydentem IW? A jeśli tak, to kto wchodził w skład siatki jego informatorów? Wreszcie – kim był jego pierwszy oficer prowadzący? Kiszczak czy ktoś inny?
    Szczegółów nie znamy, ale warto wspomnieć o pewnych stałych punktach odniesienia. Otóż konfidenci nie składali donosów na potencjalnych wrogów instalowanego w Polsce reżimu komunistycznego, jak Ukraińcy z UPA czy Polacy z AK bądź WiN. Żołnierzy niepodległościowego podziemia Jaruzelski namierzał i denuncjował w oficjalnych meldunkach, wynikających z rutynowych obowiązków służbowych pułkowego zwiadowcy. Specyfika pracy konfidenta polega na donosach na ludzi bliskich, w każdym razie znajomych: kolegów, współpracowników, zarówno podwładnych, jak i przełożonych, niekiedy na członków rodziny. TW „Wolski” musiał – „z zasady” – donosić w pierwszym rzędzie na kadrę jednostki, w której służył.
    Jak zauważa dr Gontarczyk, hipotezę tę potwierdza zachowany zapis ewidencyjny zaświadczający, że agent „Wolski” był umieszczony w Wyższej Szkole Piechoty. Przypomnijmy, w styczniu 1947 r. Jaruzelskiego skierowano do Centrum Szkolenia Piechoty w Rembertowie.
    W lipcu 1956 r. Jaruzelski otrzymuje kolejny awans w „ludowej” armii. Na wniosek marszałka Rokossowskiego zostaje generałem, jednym z dwóch najmłodszych wiekiem w WP. Młodszy o rok jest tylko wybitnie zdolny 32-letni gen. Mieczysław Bień. Jego kariera zatrzymuje się jednak na dużo niższym szczeblu niż pryncypialnego kolegi, ideowego członka PZPR, mającego wpływowych protektorów.
    Kilka miesięcy później Jaruzelski rewanżuje się przełożonemu. TW „Wolski” herbu Ślepowron jako jedyny generał optuje za pozostaniem Rokossowskiego w Wojsku Polskim. Moskwa mu to zapamięta.

    Zbigniew Branach

    Autor jest dziennikarzem, zajmuje się literaturą faktu, wydał wiele książek o najnowszej historii Polski.

  4. Kula Lis 62 pisze:

    ŚWIADECTWA LUDZI Z NAJBLIŻSZEGO OTOCZENIA JARUZELSKIEGO

    Rodzina
    Matka i siostra po powrocie z zesłania do Polski miały wątpliwości, co do autentyczności W. Jaruzelskiego. Rodzina była zastraszana przez UB i bała się mówić o swoich wątpliwościach.
    Jak podają ich znajomi, relacje między nimi były chłodne, a spotkania rzadkie i wymuszone! Podobno matka tuż przed śmiercią wyraziła wolę, iż nie życzy sobie jego obecności na swoim pogrzebie. Ksiądz odprawiający mszę żałobną, powiernik woli matki, wyprosił Jaruzelskiego z kościoła i ten musiał stać na zewnątrz (!).

    Koledzy z gimnazjum marianów na Bielanach
    Wojciech był pamiętany jako polski patriota, bardzo religijny i pilny uczeń. Znał dobrze łacinę (współczesny Jaruzelski nie zna łaciny!). Unika spotkań z kolegami gimnazjalnymi. Koledzy twierdzą, że to jest inna osoba.

    Jednym z kolegów gimnazjalnych Wojciecha był Zenon Komender (1923-1993), czołowy działacz PAX-u i polityk w PRL-u: w latach 1981-82 minister handlu wewnętrznego, 82-85 wicepremier, 85-89 z-ca przewodniczącego Rady Państwa, 69-89 poseł na sejm. Pomiędzy kolegami mówiło się, iż w zamian za ostentacyjne uwiarygodnienie Jaruzelskiego jako swego kolegi z gimnazjum i zachowanie milczenia, co do rodzących się wątpliwości, był przez onego wspierany w karierze politycznej.

    Rówieśnik ze szkoły podstawowej – syn stajennego zatrudnionego w majątku Jaruzelskich
    W dzieciństwie był bliskim kolegą Wojciecha i całe dnie spędzali razem. Po wojnie ten pan mieszkał w Szczecinie, pracował w Stoczni Odra. W swoim środowisku otwarcie wyrażał opinię, że W. Jaruzelski nie jest prawdziwym Jaruzelskim. Jako jeden z argumentów podawał, iż Wojciech w dzieciństwie miał wypadek z maszyną rolniczą i jego prawa dłoń została okaleczona na zawsze – było to wyraźnie widoczne. Obecny Jaruzelski ma obie dłonie bez żadnej blizny (?!). Poza tym twierdził, iż osobnik podający się za Wojciecha Jaruzelskiego ma zupełnie inny charakter od Wojciecha, którego on dobrze znał! W sumie – był absolutnie przekonany, iż mamy do czynienia z osobą udającą Wojciecha Jaruzelskiego.
    Ten kolega Jaruzelskiego miał wizyty funkcjonariuszy UB, którzy ostrzegali go, że jeśli nie będzie milczał, to utopią go w Odrze, a jego rodzinę wymordują!

    Goryl Jaruzelskiego, płk Artur Gotówko
    Szef wydziału WSW zajmującego się ochroną gen. W. Jaruzelskiego. Funkcję tę pełnił od 1974 do XII 1981 r.
    Goryl w swoich wspomnieniach opisuje spotkania Jaruzelskiego z jego rodziną jako dziwne, zimne, wyrachowane; odnosił wrażenie, jakby Jaruzelski był zaprogramowanym robotem, bez uczuć i naturalnego ciepła jakie istnieje między członkami rodziny. Wyczuwało się jakąś nienaturalność, sztuczność tych relacji.

    Piotr Jaroszewicz, b. premier PRL
    Metodę matrioszek Jaroszewiczowi w głębokiej tajemnicy zdradził gen. Karol Świerczewski.
    Piotr Jaroszewicz twierdził stanowczo, iż Jaruzelski jest matrioszką, i on ma pewne dowody na to. Wymieniał także inne matrioszki piastujące wysokie stanowiska w państwie (Bierut, gen. Siwicki, gen. Molczyk)! Wszystko wskazuje, iż zginął z tego właśnie powodu… za dużo wiedział … Mordercy nie tknęli żadnych cennych rzeczy, zaś splądrowali cały dom czegoś szukając… (Jaroszewicz prowadził dziennik i był w posiadaniu jakiś tajnych dokumentów dotyczących Jaruzelskiego – podobno nazywa się Margulis.).

    CECHY CHARAKTERU

    – Donosicielstwo na najbliższych współpracowników, świadczy o wyjątkowej podłości i jest obce ludziom wywodzącym się z polskich warstw ziemiańskich! Gdzież tu honor Polaka?!

    – Osoba siermiężna, sztywna, stroniąca od towarzystwa, absolutny abstynent – to cechy stojące na przeciwnym biegunie cech polskiego szlachcica.

    Dla matrioszki taka postawa jest wręcz niezbędna, bo przy bogatym życiu towarzyskim, wcześniej czy później wyszłyby na jaw niezrozumiałe fakty…To samo dotyczy abstynencji…przy alkoholu rozwiązują się języki…

    – Wyjątkowe zainteresowanie literaturą polską – jak na wojskowego to dziwne?!
    Otóż żelaznym punktem szkolenia matrioszek była dogłębna znajomość literatury danego kraju.

    – Lubi się otaczać Żydami, co jest absolutnie obce mentalności Polaka! Ważne stanowiska w państwie obsadzał Żydami; najbliżsi współpracownicy i doradcy, to w większości Żydzi (m.in. Górnicki, Urban, gen. Kiszczak, gen. Staniszewski).

    – Nienawidził W. Gomułkę, E. Gierka, A. Siwaka i innych komunistów-patriotów. Przeciwko takim ludziom skrycie spiskował, dążąc do ich politycznego wyeliminowania.

    – Absolutnie spolegliwy Rosjanom! Z dumą daje się zapraszać do Rosji na różne uroczystości, gdzie go dekorują medalami! Przy czym stara się, aby opinia publiczna w Polsce nie była rzetelnie o tym informowana. Polak nigdy by tak nie postąpił!

    Po udanym wprowadzeniu stanu wojennego, Jaruzelski pojechał w maju 1982 do Soczi,
    aby złożyć Breżniewowi raport, odebrać pochwałę i nagrodę: platynowo–złoty Order Lenina,
    najwyższe odznaczenie sowieckie, które mógł dostać jedynie obywatel Związku Sowieckiego.

    – Jak sam wyznał: „kocha Rosjan i ich kulturę” (?!). Dziwneeee…Człowiek, którego rodzina doznała na sobie kaźni od Rosjan, pała do nich miłością? Niebywałe!

    – Jadowita mściwość (typowa dla Żyda): zleceniodawca mordów na ks. Popiełuszce i Jaroszewiczach.

    FAKTY KŁUJĄCE W OCZY

    • Osoba pochodzenia ziemiańskiego, wywodząca się z religijnej i patriotycznej rodziny, w gimnazjum wyróżniająca się przywiązaniem do polskości… nagle przemienia się w ideowego komunistę?!, dla którego wroga polskości ideologia znaczy więcej niż interesy ojczyzny?! Robi zawrotną karierę u komunistów?! Niebywałe!

    • Wyraźnie prowadzony przez Sowietów: najpierw przez gen. Popławskiego, a następnie przez marsz. Rokossowskiego?! Później też musiał mieć jakichś mocodawców, bo ciągle awansował, i to ekspresowo:
    – w wieku 30 lat pułkownik
    – w wieku 33 lat generał brygady
    – w wieku 45 lat generał broni
    W Polsce było kilka zmian ekip rządowych, ale ten osobnik był jakby pod kloszem ochronnym i cały czas piął się w górę, miarowo, krok po kroku…syn polskiego ziemianina, patrioty?! Dziwne…

    • W latach 1960-65 szef Głównego Zarządu Politycznego, inaczej mówiąc: przywódca wrogich sił na najważniejszym froncie antypolskim! To morderca dusz żołnierzy polskich!

    • Jego stosunek do wielkiego zbrodniarza narodu polskiego.
    Żyd Jakub Berman, z woli Stalina do roku 1956 faktyczny zarządca PRL-u, który ustawił na przyszłość metody walki z polskością na płaszczyźnie duchowej, intelektualnej i materialnej. Bezwzględny zbrodniarz – osobiście nadzorował MBP. Umiera w roku 1984 – w tym okresie Jaruzelski dzierży absolutną władzę w Polsce. Godzi się na pochowanie tego zbrodniarza na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach jako osobę zasłużoną dla Polski!, co więcej, pośmiertnie nadaje mu wysokie odznaczenie państwowe i bierze udział w pogrzebie!
    To jest fakt o fundamentalnym znaczeniu dla zrozumienia duszy Jaruzelskiego. Ta osoba nie ma w sobie poczucia przywiązania do narodu polskiego! Jest wroga żywotnym polskim interesom!

    • Oto urywek z Diariusza Jaruzelskiego na jego stronie internetowej:
    (…) 1952 lub 1953 r. W. Jaruzelski kończy dwuletni Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu (WUML) na którym wykładają m.in. tak znakomici uczeni jak Bronisław Baczko (filozof, obecnie emerytowany profesor uniwersytetu w Genewie, laureat nagrody im. Księdza J.Tischnera za 2002 r.) , Zygmunt Bauman (socjolog, obecnie emerytowany profesor uniwersytetu w Leeds, laureat nagrody im. T. Adorno za 1998 r.) , Włodzimierz Brus (ekonomista, obecnie emerytowany profesor uniwersytetu oxfordzkiego), Adam Schaff (filozof, obecnie emerytowany profesor uniwersytetu warszawskiego) czy Maria Turlejska (historyk, zm. w 2004 r.)”.
    Wymienieni powyżej, to szowiniści żydowscy, którzy tytuły i stanowiska zdobyli z klucza rasowego, nienawidzący i niszczący Polskę! W jego ocenie są wspaniałymi wielkimi uczonymi?! Oto jądro osobowości Jaruzelskiego!

    • „Polak” prowadzący wojnę przeciwko własnemu narodowi???!!! Wprowadzenie stanu wojennego 13.12.1981 r., to nowy etap walki przeciwko narodowi polskiemu. Kilkakrotnie prosił Sowietów o interwencję zbrojną w Polsce. Osoba czująca się choć trochę Polakiem, nigdy nie podjęłaby takich działań! Robiłaby wszystko, aby doprowadzić do porozumienia między Polakami.
    A oto dalsze konsekwencje tej wojny:
    – Wyrzucenie za granicę świeżo ukształtowanej elity narodu
    – Zgnębienie duchowe i materialne narodu
    – Nieprzejednana walka z wiarą katolicką – fundamentem polskości!
    – Otwarcie granic państwa na inwazję sekt, aby poprzez chaos duchowy osłabić i podzielić naród

    • Jaruzelski, to taki „Polak”, który w 1985 r. na spotkaniu z Żydami w USA oskarżał „Solidarność” o antysemityzm!

    • Oszustwo Okrągłego Stołu.
    Negocjatorzy po obu stronach w 90% byli Żydami! Gdyby Jaruzelski był Polakiem, to ze wszystkich sił starałby się o udział elity polskiej, wcześniej pomógłby jej się wykluć i wypromowałby ją! To oczywiste dla każdego czującego się Polakiem. Niestety, mieliśmy kolejne oszustwo przeciwko Polsce, wyreżyserowane przez Jaruzelskiego!

    • Jego zachowanie po 1989 r. Obojętnie przygląda się degradacji i upadkowi Polski?! Nie zabiera głosu, milczy! Czy tak postępuje Polak?!

    MORAŁ

    Celem tego szkicu jest uświadomienie sobie metod stosowanych przeciwko narodowi polskiemu przez naszych wrogów. Są one wyjątkowo perfidne. Musimy być czujni i bardzo krytyczni, bo inaczej zawsze będziemy ograni. Na każdym kroku trzeba nam stosować kryteria polskości, a osoby kandydujące do jakichkolwiek stanowisk w państwie i w hierarchii kościelnej muszą być wnikliwie i bez litości prześwietlone!

    Między narodami trwa permanentna wojna: w czasach „pokojowych” toczy się na polach idei, kultury, nauki, gospodarki, mediów, religii,… Nasz naród został zainfekowany setkami matrioszek – agentami o wielkich możliwościach destrukcyjnych na różnych polach życia narodowego, państwowego, kościelnego… Doskonale wyszkoleni, świetnie ukryci, mający pomoc siatek agenturalnych. Walka z takim przeciwnikiem wymaga zastosowania bardzo przebiegłych działań, a ludzie w niej uczestniczący muszą się odznaczać wysoką inteligencją i znać prawdziwą historię Polski. W Polsce historia to nie pamięć tylko, to klucz do naszej przyszłości.

    Typowi „patrioci idioci” zawsze są przegrani, bo naiwni i walczą z wiatrakami, a nie z faktycznym przeciwnikiem. Nie mają pojęcia, kto jest wrogiem, gdzie się znajduje i jak go rozpoznać!

    * Fragment wspomnień łagierniczych prof. Barbary Skargi „Po wyzwoleniu 1944-56”, niedawno zmarłej, jednej z najbardziej wartościowych ludzi w Polsce, o współtowarzyszce więziennej, która przypadkowo przyznała się do swojej prawdziwej przeszłości:

    „Hala pochodziła z Moskwy, jej rodzice zajmowali wysokie stanowiska, odniosłam wrażenie, że tato pracował w NKWD. Zachęcana przez rodzinę, studiowała POLONISTYKĘ. Po wojnie dostała kuszącą propozycję. Zostanie odpowiednio przeszkolona i pojedzie do Polski jako repatriantka (przesiedleniec z kresów wschodnich), aby tam żyć jakiś czas i pełnić odpowiednią rolę w życiu publicznym. Będzie mogła zająć wysokie stanowisko, mieć dużo pieniędzy, będzie wysyłana także zagranicę. Zamancziwoje priedłożenie (ponętna propozycja), forsa, wyjazdy, trudno o lepszą rolę (…)

    Nauka odbywała się w jakimś starym pałacyku na wschodniej Ukrainie. Uczestnikom kursu nie wolno było kontaktować z kimkolwiek. Nie wolno było odezwać się w innym języku niż polskim. Uczono ich nie tylko języka polskiego i literatury. Halka studiowała plan przedwojennej Warszawy (bardzo różniący się od powojennej), nazwy ulic, kawiarni, nazwiska nie istniejących już sklepikarzy wokół rzekomego jej domu (stancji). (Z wszystkich prawdziwych warszawiaków NKWD dokładnie wyciskało wszelkie możliwe szczegóły, np. o jakości ciastek i kawy w danym lokalu, jaki krawiec był modny w danym sezonie, itp. Np. wspomnienia Gleichgewichta).Uczono ją tańczyć mazura i kujawiaka, wiedziano bowiem, że żaden polski bal nie mógł się bez tego obejść. Dawano nawet dziecinne polskie książki do czytania. Bardzo podobała się Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc”.

    Była to edukacja dość gruntowna, ale pełna luk, której przyświecało dziwne wyobrażenie o Polakach”.

    Mamy tu do czynienia z opisem dość lekkomyślnej i niezdolnej agentki, przez co zresztą znalazła się w syberyjskim łagrze. Na pewno byli lepsi. Znacznie lepsi. Wyselekcjonowani z setek tysięcy dzieci zapełniających sierotdomy, które po czystkach lat 30-tych i hekatombie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej były pełne potomków inteligenckich rodzin. Szkoły janczarów to nie jest radziecki wynalazek.

  5. Kula Lis 62 pisze:

    Jaruzel, TW Wolski – Margulis ? [Z okazji kolejnej rocznicy ataku na Polskę 13 grudnia – umieszczam trochę wspomnień o Jaruzelu. Świadkowie tych podstawień jeszcze żyją, a to w Szczecinie, czy Opolu, Warszawie czy Tarnowie. I – wobec porażającego a rozlewającego się bezprawia – „jeszcze milczą”. Ale, jeśli TW Wolski dogorywa w domu „prawnie” zrabowanym rodzinie państwa Przedpełskich, to i świadkowie zdarzeń za parę lat się skończą. A „historycy współczesności” zachowują czujne milczenie, lub wymawiają się nadmiarem pracy.Czy to mogą być bajdy? Proszę Czytelników o naciski na uczciwszych ludzi z IPN-u, odważniejszych publicystów, by wreszcie te kruszące się świadectwa zebrali i krytycznie omówili. MD] Relacje o Jaruzelu W.P. …To była tajemnica nie moja lecz Rodziny, o nim pisze także Piecuch. W Szczecinie mieszkał i pracował na stoczni Odra syn stajennego z majątku, który dzierżawili Jaruzelscy, on wychowywał się z młodym i prawdziwym Wojtkiem. Rozmawiałem z nim nieraz gdy tam bywałem, przy wódeczce, mówił o wszystkim, jak go UB straszyło utopieniem w Odrze, likwidacją rodziny gdy nie będzie milczał. Po wyjeździe na 12 lat z Polski, straciłem z nim kontakt, pewnie nie żyje… Co szkodzi by zbadać jego DNA (obecnego WJ), przebywa w szpitalu, więc żadna to trudność, czego NKWD nie przewidziało i by łapkę prawą do kamery pokazał, porozmawiać po łacinie, ( do dziś nie chce się spotkać ze swymi ponoć „kolegami” z Gimnazjum, dlaczego?), a DNA do porównania wziąć od jego zastraszonej i chcącej żyć jego „siostry” lub pobrać z grobu mamy, która z siostrą nie rozpoznały w nim syna i brata. Matka, krótko po tym zmarła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, a z „siostrą” nie utrzymuje do dziś kontaktów, bo i jakie? nic ich nie łączy tylko jej strach o życie. Jaroszewicz znał tę prawdę o nim i Kiszczaku, zginął wraz z żoną i resztą swych towarzyszy, bo pisarczyk za wcześnie coś bąknął. [podobno TW Wolski był Margulis” z domu] Na dziś ujawnienie tego – po tym co się dzieje – jeszcze nie czas. …żydobolszewik, nkw-dzista,Wolski, nie polski śmieć, czy jak mu tam naprawdę, przypomni sobie kim jest tak naprawdę, bo swej roli w NKWD wyuczył się aż za dobrze. „Zapomniał” kim jest tak naprawdę i przypomni sobie, jak go „Młot” i „Huzar” z NSZ, wziął do niewoli, i miał tę swołocz bolszewicką natychmiast rozstrzelać, lecz z litości, z racji młodego wieku tego agenta NKWD, po 50 wyciorach na gołą du… puścił szczyla bolszewickiego wolno, bo nie wiedział, faktycznie kto zacz, kogo złapali i to był Jego wielki błąd. Trzeba było tę swołocz żydobolszewicką rozwalić. Ja temu bolszewikowi Wolskiemu, agentowi NKWD, już o tym przypomniałem, także to dlaczego w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach zniknęła /zmarła jego „matka” pani Jaruzelska po powrocie z zesłania, a zniknąć musiała bo nie rozpoznała w ogóle w Wolskim swego syna i musiała zniknąć, właścicielka majątku, którą b. dobrze osobiście znała moja Babcia, także właścicielka majątku na Kresach- Radziwiłłów, za co pojechała cała rodzina na Sybir. Znali i świadkowie znający prawdziwą rodzinę Jaruzelskich, odpowiedzi się nie doczekałem, tylko gróźb, jak będę za bardzo ciekawy. Mamy brat zwiadowca u Berlinga znał tego osobnika jako Wolskiego, człowieka NKWD i IW, przydzielonego im do pułku zwiadu przez sowietów, by mieli nadzór nad polskimi oficerami, sam był w stopniu porucznika, osobiście spalił 7 niemieckich czołgów, za co był odznaczany, zmarł 10 lat temu, w stopniu pułkownika.Ta swołocz była na tyłach frontu tylko 7 miesięcy, wszystko co piszą o nim to bzdury. Wujek dostał Bohatera Związku Sowieckiego za podgryzienie Niemcowi tętnicy po ujęciu ich podczas zwiadu, wyrwaniu automatu i wystrzelaniu Niemców i po powrocie ze swymi żołnierzami za linię, co widzieli sowieci / dowódcy z okopów, za co go uhonorowali, za odwagę. To była rodzinna tajemnica, o której dowiedziałem się parę lat temu, on tego odznaczenia się wstydził choć to uratowało życie członków rodziny przed śmiercią/wywózką i rabunkiem po wejściu sowietów do Kałuszyna, który to „wyzwolili” , lecz o tym innym razem.

  6. Kula Lis 62 pisze:

    Uniwersalna hipokryzja wobec zbrodni Jaruzelskiego – „czystki antysemickie”
    posted by MatkaKurka on pt., 2014-05-30 17:58

    Zgodnie z moim oczekiwaniami, ale też życzeniem, uroczystości pogrzebowe komunistycznego zbrodniarza, sowieckiego namiestnika i zdrajcy narodu polskiego zamieniły się w szopkę. Dusza zdrajcy dostąpiła zaszczytu w postaci katolickiej mszy, ciało zbrodniarza wyniesiono na Powązki w cichym laickim obrządku, pozbawionym obecności znamienitych żałobników. Piękna symbolika marnego życia koniunkturalisty, który zawsze łapał wszystkie sroki za jeden ogon. Był tchórzem za życia i stchórzył w obliczu śmierci, żebrząc o łaskę sakramentów, z których razem z towarzyszami kpił i prześladował przyjmujących. Widowisko tak żałosne, że linia politycznego podziału przecięła nie tylko znane od lat strony sporu, ale posiekała wraże obozy wewnątrz. Tusk tradycyjnie zaszedł trochę w ciążę, Komorowski postanowił urodzić potworka, który pójdzie do kościółka złożyć rączęta, ale na fetę z udziałem „profesjonalnej” armii, jako jej wódz naczelny, już się nie wybiera. Takich jasełek nad trumną Jaruzelskiego jest znacznie więcej, nawet w TVN zauważyłem cuda uosobione funkcjonariuszem Skórzyńskim, który odważył się skrytykować towarzysza Wolskiego w ujęciu historycznym. Wszystko to świadczy, że mamy do czynienia z czymś, co zawsze występuje, gdy już wolno powiedzieć głośno o tym i o owym, ale przede wszystkim „o nim”. Największy wysyp walczących z komuną miał miejsce tuż po 1989 roku, wtedy się okazało, że ludźmi podziemia walczącego byli: Andrzej Wajda, Maryla Rodowicz, Daniel Olbrychski i Edyta Wojtczak razem z koleżanką „Chmurką”. Nie inaczej kabaret przebiegał po aneksji Krymu, trzask prask i z prawowitego prezydenta demokratyzującej się Rosji, wybranego w wolnych wyborach, zrobił nam się bandyta z KGB Władimir Putin. Umarł Jaruzelski i zaczęło się czajenie, węszenie, kiedy będzie można i czy w ogóle będzie można. Póki co widać, że trochę można, to oznacza, że właściwie i nieuchronnie będzie można na całego.

    Symptomy możności nie dotyczą znanych i lubianych, oni czekają na wyraźny sygnał jakie poglądy i opinie założyć na siebie w tym sezonie. Nędzny to widok i budzący przykre odruchy fizjologiczne, tym bardziej, że istnieje pewien wybieg, na którym zgodnie żerują krytycy z miłośnikami sowieckiego generała i polskiego zdrajcy. Chodzi o „czystki antysemickie”. Nie pierwszy raz prawicowi publicyści i historycy, nawet tacy radykalni jak profesor Żaryn, powołują się na argument „czystek antysemickich”, które w LWP przeprowadził Jaruzelski. Spróbuję w miarę swoich możliwości powalczyć z tą tandetną historyczną, pełną obłudy, ale najpierw jedno zdanie o strategii. Jeśli przeciwnicy Jaruzelskiego używają „antysemityzmu”, aby postawić w dwuznacznej sytuacji żydokomunę zachwyconą bohaterstwem zbrodniarza, jestem w stanie pojąć zasadność retorycznej sztuczki. Boję się jednak, że co niektórym, a właściwie zdecydowanej większości „czystki antysemickie” rzeczywiście zaczęły wypełniać głowy i przybrały formę racjonalnego zarzutu w ocenie historycznej. Tak się składa, że z pomocą Bożą udało mi się napisać powieść „Berek”, w której sporo miejsca poświęciłem żydowskim oficerom, których Jaruzelski rzekomo wyczyścił. Przypomnę historykom, publicystom i krytykom sowieckiego szpiega, że oficerowie żydowskiego pochodzenia, to byli najwięksi bandyci i sadyści, jacy w latach 40 i 50-tych strzelali w tył głowy bohaterom. Wprawdzie pod koniec lat pięćdziesiątych część awangardy żydowskich bandytów zdegradowano i posłano do cywilnych zajęć, ale nie była to taśma produkcyjna, tylko gabinety prezesów i redaktorów wydawnictw. W 1968 „oficerowie pochodzenia żydowskiego” brylowali w pionie oficerów politycznych, byli pozostałością po pierwszym lub stanowili drugie pokolenie żydokomuny. Zastanówcie się poważnie szanowni zwolennicy argumentu „antysemickiego”, co robicie, bo robicie świadomie lub nie fundament pod nową blagę.

    Przez półwieku słyszeliśmy od dzielnym generale, który obronił nas przed inwazją Armii Czerwonej, tej samej, która stacjonowała w Legnicy siłą 100 tysięcy sołdatów strzelających po okolicznych lasach z „Kałacha” do zajęcy. Najwyraźniej zawiązał się nowy pączek starej blagi. Oto pojawiła się szansa, że zgodnie będziemy nazywać Jaruzelskiego zbrodniarzem, ale nie dlatego, że strzelał do awanturującej się opozycji, ale dlatego, że prześladował żydowskich oficerów politycznych, potomstwo żydowskich bandytów z Informacji Wojskowej. Wierny komunista Jaruzelski, wierny przede wszystkim Moskwie, nie dokonał żadnych czystek, po prostu zawsze był cynglem i na rozkaz władzy realizował zadania wyznaczone przez partię. Gdyby mu przewodnia siła narodu kazała wpisać na czarną listę wszystkich poruczników, którzy mają na imię Krzysztof, byłoby to dla niego takim samym komunistycznym zaszczytem, jak „czystki antysemickie”. Cały 1968 r. to jedna wielka fikcja i mistyfikacja zbudowana na wewnętrznym konflikcie w PZPR i potrzebie etapu dziejowego. W przeciwieństwie do morderstw w Poznaniu, Gdańsku, na Śląsku, krwiożerczy „antysemityzm” nie tylko nie zabił ani jednego Żyda, ale sprezentował Żydom coś, o czym Polacy mogli sobie w najodważniejszych snach pomarzyć – paszporty na zachód. Druga fala budowy Izraela, to nic innego jak pokłosie roku 1968.

    Bardzo przepraszam, jednak nie wsiądę do świeżo zmajstrowanej lokomotywy dziejów. Nie interesują mnie zabawy retoryczne i kopanie dołów pod fundamenty najnowszej i obowiązującej wersji historii. Wiem czym się takie zabawy kończą, ofiary płaczą, oprawcy triumfują. Intelektualna przyzwoitość wymaga zachowania pewnego minimum rzetelności w opisie zdarzeń. Dla leniwych intelektualnie mam ściągę. Spisałem całą historię modelowego żydowskiego oficera LWP prześladowanego przez ruskiego generała. Historia zaczyna się od cudownego ocalenia małego Żyda przez katolickich Polaków, potem pokazuje zbrodnie dorosłego Żyda na wybawcach i kończy się świętym życiorysem zmarłego bohatera Polski, żydowskiego pochodzenia. Dziwnym trafem w przypadku „Berka” obowiązuje ten sam kompromis najcięższej zbrodni. Od lewa do prawa słyszę, że wszystko fajnie, ale po co pisać, że bandytą był Żyd? Czy to ma znaczenie? O czym to ma świadczyć? Powinienem napisać, że zbrodniarzem był Polak i nie dodawać, że żydowskiego pochodzenia, żebyśmy się nie musieli wstydzić przez światem naszej zaściankowej ksenofobii. „Czystki antysemickie” to jedyna rzecz, wykonana przypadkiem, za którą dałbym Jaruzelskiemu rozgrzeszenie. Mam nadzieję, że ksiądz, który spowiadał i rozgrzeszył w ostatniej chwili nawróconego zdrajcę, wziął tę przypadkową zasługę pod teologiczną uwagę.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Gdyby naświetlić całą historię żydokomuny w Polsce, to wyglądałoby to jak film gangsterski. Zabójstwo Nowotki przez Mołojca, likwidacja Mołojca przez Mordechaja Hejmana na polecenie Gomułki, wysadzenie z siodła Polaka Spychalskiego i Gomułki przez… itd. itp. Mordy skrytobójcze, donosy, konfidenci, frakcje (rodziny) wszystko to miało miejsce. Cały 1968 r. to jedna wielka fikcja i mistyfikacja zbudowana na wewnętrznym konflikcie w PZPR. Podobnie jak w 1981. Koryto okazało się za krótkie dla wszystkich i chrzczeni scyzorykiem towarzysze Geremek, Balcerowicz, Kuroń, Modzelewski i inni musieli odebrać władzę Gierkowi, Rakowskiemu, Kani, Olszowskiemu i pozostałym towarzyszom ale tym razem „bracia” znani z przedsiębiorczości zaoszczędzili na paszportach.

    • detektywmjarzynski pisze:

      Generałowi Jaruzelskiemu Żydzi zarzucają rok 1986 r. i czystki w wojsku. To nie prawda.
      Generał Jaruzelski usuwając z wojska wyszkolonych w Polsce Żydów osłabił system obronności w Polsce. Prawdopodobnie działał na zlecenie, ponieważ ustawieni w Polsce żydowscy wojskowi sami , ani przez moment nie zdecydowaliby się na wyjazd na pierwszą wówczas linię ognia do Izraela. Mieli w Polsce za dobrze , by ryzykować swoje życie w walce z Arabami. Paradoksalnie rzecz biorąc Jaruzelski pomógł dozbroić izraelską armię w przeszkolona za nasze polskie pieniądze żydowską kadrę wojskową. On musiał wiedzieć o co chodzi. Przypisywanie mu z tego tytułu zasług to pomyłka. Na marginesie -jako byłego wojskowego- bardzo mnie zabolało jak w jednym z programów prowadzonych przez znaną wszystkim Monikę Olejnik Jaruzelski „rżnął głupa” i kajał się przed nią za swój rzekomy antysemityzm, którego co wyżej wykazałem tak naprawdę nie było. Jak on wtedy przepraszał tę Monikę Olejnik i Żydów za to co zrobił, a de facto nie zrobił. Biorąc udział w programie propagandowym opartym na iluzji/matrixie oraz przyznając się do winy , której nie popełnił on już wtedy całkowicie przepadł w moich oczach. Rzygać mi się chciało jak ten żałosny program oglądnąłem z Jaruzelskim w roli głównej. Niestety nie jestem teraz w stanie podać linku do tego programu, lecz z uwagi na zawartość do dzisiaj mam go na żywo przed oczami. Jaruzelski niestety , to nie Gomułka , który w swoim czasie prosto z mostu powiedział prawdę o zagrożeniach dla Polski ze strony międzynarodowego syjonizmu . Oto ten film , który wystawia Gomułce jako Polakowi jak najwyższe notowania :

      https://www.youtube.com/watch?v=HIXJBBnzd0E

      W jednym Gomułka się pomylił i to grubo, a mianowicie twierdząc na 4:30, iż nacjonaliści żydowscy /syjoniści/ wcześniej , czy później opuszczą nasz kraj. Jak widać z autopsji oni ani przez moment nie mieli zamiaru opuszczenia naszego kraju. Oni go po prostu po rozmowach okrągłostołowych w 1989 r. w sposób bandycki całkowicie przejęli i podporządkowali. Z czym mamy do czynienia do dzisiaj. Żydowskie roszady typu : odejście Palikota i wejście w tę lukę Janusza Korwina Mike vel Ozjasza Goldberga przecież niczego nie zmienią. Mam wielki żal do swoich rodaków, iż tych prostych żydowskich politycznych machinacji nie rozumieją i za każdym razem dają się na nie nabierać. Dodatkowo umożliwiając swoim dzieciom , by wspierały te popieprzone żydowskie fanaberie polityczne działając w Kongresie Nowej Prawicy.

  7. Kula Lis 62 pisze:

    Krzysztof Cierpisz: Jaruzelskiego na kirkut! „Ubolewa się nad gwizdami pod adresem trupa bandyty, ale wobec jawnych zabójstw, dokonanych na Polakach walczących o Polskę czy ład społeczny, to się po prostu milczy” – pisze Krzysztof Cierpisz.

    W trakcie e-mailowej dyskusji z inż. Krzysztofem Cierpiszem napisałem godzinę temu: „Przygotowuję Pański tekst o Jaruzelskim do opublikowania w NEON-ie. Ostre sformułowania, ale tak prawdziwe. Jestem poruszony”.

    Tak więc przedstawiam Czytelnikowi artykuł zamieszczony w portalu, link: http://gazetawarszawska.com/2014/05/31/jaruzelskiego-na-kirkut/

    • Kula Lis 62 pisze:

      Jaruzelskiego na kirkut!

      pilecki_photo_1947_wiki_640

      Dziś pochowano kolejnego zaprzańca, któremu chciano by zapewnić nie tylko wiecznie dobre imię, ale nawet i pochówek – w atmosferze ”godności”, a jego wdowie sowitą rentę.

      „Trumna” (czyli urna z prochami, bo satanistyczny zwyczaj palenia zwłok jest w modzie) tego bandyty w mundurze oficera LWP, polakobójcy, nędznego sprzedawczyka Polski żydom, została wystawiona honorowo na katafalku w Katedrze wojskowej. Później urna ta została wyprowadzona prosto na Powązki do grobu w Alei Zasłużonych.

      To haniebne upokarzanie Polaków poprzez szczególne uhonorowanie prochów Jaruzelskiego, dokonane przez animatorów tej cmentarnej hańby, było – jak widać – udziałem czołowej hierarchii kościoła posoborowego. Świadczy to nie tylko o skrajnym upodleniu, a nawet zbydlęceniu obecnego episkopatu. Liczne wystąpienia telewizyjne hierarchów odwrotnie tłumaczących prawo zmarłego do ostatniej posługi z faktycznym obowiązkiem oddania hołdu życiowym „osiągnięciom”, jakie miał Jaruzelski, świadczą dobitnie o tym, że nie o pogrzeb tu chodzi, nie o ostatnią posługę, ale o sprawę ideologiczną czy religijną. Bo prawda jest taka, że Jaruzelski nie miał prawa do katolickiego pogrzebu w ogóle, a nie mówiąc już o tej pompie. Nycz, który kolejny już raz usprawiedliwia ceremonię pochówku Jaruzelskiego, kłamie publicznie i łamie prawo kanoniczne i również któryś raz z rzędu stawia się poza Kościołem, ale temu typowi najwyraźniej to jest bez znaczenia.

      Kapłan katolicki ma kanoniczny obowiązek oceny osoby zmarłego w sensie jego przynależności do parafii. Jeżeli kapłan ma wiedzę o tym, że zmarły, za swego życia, zwalczał Kościół Święty, co niewątpliwie czynił Jaruzelski, to taki ksiądz ma obowiązek odmówienia pochówku kościelnego.

      Rozpuszczanie plotek o spowiedzi Jaruzelskiego i namaszczeniu nie czynią prawa! Nawet gdyby była to prawda, to co najwyżej kwalifikuje go do jakiegoś pochówku na innym cmentarzu i nie w Katedrze. W końcu nie dajmy się nabrać, to nawrócenie się Jaruzelskiego najprawdopodobniej było reżyserowane przez żydów we współpracy z Nyczem. Na tym pogrzebie „katolickim” byli obecni i Miller, i Urban, aby nie wyliczać wszytkich innych im podobnych. Ich obecność była oczywistą gwarancją koszerności chowanego. Ten podwójny pogrzeb: żydowski – z kościelną powierzchownością w tle – wypierający prawdziwy katolicki obrządek, etos katolickiego Narodu, odbywający się w katolickich katedrach, na katolickich cmentarzach i za katolickie pieniądze, jest częścią żydowskiej agresji przeciw Kościołowi i Jego Narodom – a tu jest wymierzony przeciw nam Polakom. „Trup” Jaruzelskiego (żyda) z prawem do pochówku w katolickiej ziemi jest tu narzędziem antykatolickim użytym nie po raz pierwszy. Żyda Lustigera – Wojtyłowego kardynała – pochowano w Katedrze Notre Dame w Paryżu, a był to obrządek żydowski z rabinem w roli głównej, podobnie było z żydem Geremkiem, z żydem Miłoszem, etc. Miłoszowi – temu polakożercy – to nawet sam JP II wystawił papiery „prawowitej katolickości”, co pamiętamy.

      Skrajne upokorzenie wroga, zniszczenie jego zaplecza materialnego czy więzienie ciała nie wystarcza. Tu trzeba wrogowi wszczepić inne „ja”. I tam w katedrze, i na cmentarzu, ta całkowita odwrotność zachowań wymuszana przez żydów na Polakach była widoczną częścią procedury zmiany polskiej tożsamości – nawracaniem na judaizm.

      Żydowska kradzież polskiej tożsamości żydom już nie wystarcza – to od dawna. Kradzieże te sięgają w Polsce wieków średnich, gdzie żydzi przebrani za katolickich biskupów łatwiej uprawiali lichwę, podrzucanie wpływowym Polakom żydowskich nałożnic, masowe kradzieże nazwisk i tytułów polskiego ziemiaństwa poległego w powstaniach, niepisany towarzyski zakaz przypisywania żyda do jego pochodzenia. Wezwanie żydów przez Bermana (1946 rok) do zmiany nazwisk jest jednym wielkim pasmem podszywania się żydów pod polskie pochodzenie. Tu żydzi osiągnęli w zasadzie wszystko i jesteśmy na etapie kolejnym – całkowicie nowym: jest to właśnie etap nawrócenia Polaków na judaizm, wymiany naszego „ja” na żydowskie.

      To wszystko przy potwornym zgiełku socjotechnicznej i medialnej przemocy. Bo o atmosferę godności, zadumy czy świętości w Polsce nietrudno, szczególnie w dniu śmierci zaprzańca, gdyż takiemu sam Nycz każe bić w dzwony. I jeżeli nie będzie to wydarzenie rzeczywiście godne i uroczyste, a co staje się normą, to będzie to przynajmniej jakaś atmosfera fety, po której pozostaną pomniki czy uroczyste nagrobki. Tworzy się tym „podwaliny historii” chwilowo nawet niewygodnej, na której później dopisze się właściwy etos, a prawdy i tak później nikt nie dojdzie.

      Ale – zauważmy – kiedy umiera zasłużony polski patriota, który w zasadzie nie tyle umiera, co zdycha, wymęczony nieludzkimi trudami ostatnich lat życia, goryczą poczucia przegranej, dochodzi swoich dni w ponurej samotności, w atmosferze sprzedawania kryształów na pchlim targu lub innego desperackiego dziadowania. A potem, jak już wyzionie ducha,… to mało który z jego towarzyszy ma środki finansowe, aby przyjechać na pogrzeb. Na żadną informację o zasłużonym zmarłym w tych wstrętnych żydowskich publikatorach nadwiślańskich nie ma co liczyć, bo pamięć o osobie takiej – nawet tej niższej rangi społecznej – jest niebezpieczna.

      Zaprzaniec zaś okrzyczany bohaterem, świętym, mężem opatrzności, zasłużonym dla kultury, asystowany jest podczas ostatniej prostej przez bezustanne migoty fleszy, wywiady ze zgromadzonymi „celebrytami” i „VIP-ami”, podniosłą muzykę, no i urzędowy nakaz okazywania mu szacunku, godności – słowem, myślą i uczynkiem, coś tak jak przy „spowiedzi powszechnej” w kościele.

      Warszawskie publikatory, od dawna niebędące środkami przekazu, stały się środkami kontroli właściwości uczuć odbierającego je motłochu pod adresem właściwych osób czy środowisk, które zasłużyły sobie na właściwą godność. To zakłamanie już dawno przekraczało granice wszelkiego smaku czy elementarnej etyki w sensie czystych, najprostszych komunikatów prasowych, a stało się sadystyczną formą wyniszczania resztek odruchu spontanicznego sprzeciwu. Wściekły pies za życia w pełni władzy, bezwstydna świnia na emeryturze podniesiona do godności ojca narodu, której trumna bezwstydnie została wniesiona do świątyni Chrystusa specjalnie przeznaczonej Bohaterom, służy zdrajcom, którym prosta kaplica cmentarna byłaby rozrzutną wylewnością.

      Ubolewa się nad gwizdami pod adresem trupa bandyty, ale wobec jawnych zabójstw dokonanych na Polakach walczących o Polskę czy ład społeczny, to się po prostu milczy. Weźmy tylko pierwsze nazwiska z brzegu: Ratajczak, Wróbel, Larkowski, Trzcińska, Walentynowicz, Lepper. Osoby te zostały wyrwane z tego świata przez bezkarną wszechwładzę, a nie dokonano elementarnych czynności śledczych celem ustalenia okoliczności zgonu ofiar. A w przypadku Walentynowicz, to nawet nie wiadomo, co się z nią stało i nie jest jasne to, gdzie leży jej ciało. A o ile prokuratura jest obecnie narzędziem żydoniemieckiego okupanta, to jednak w publikatorach powinna się znaleźć jakaś grupa dziennikarzy o elementarnej godności zawodowej – a nie ma tam niestety nikogo takiego, kto odezwałby się jednym słowem. To znamienne!

      W Polsce po wojnie, czy po okresie – nazwijmy to – przełomu mieliśmy cztery wielkie nazwiska, które przeszły do historii. Nazwiska te są wielkie, a nawet epokowe. Wyliczmy je w porządku wejścia na scenę, a nie w porządku „epokowych zasług dla Polski i świata”. Są to: Wyszyński, Wojtyła; Jaruzelski i Wałęsa.

      Jest to wyliczenie chronologiczne, gdzie na początku pojawia się Prymas Tysiąclecia, jego wielkość jest faktyczna i niepozorowana w stosunku do trzech pozostałych, ale i tak w świetle owoców coraz wyraźniej się jawiących, osoba Prymasa zdaje się być coraz mniej nieskazitelna czy niekontrowersyjna. Patrząc na przerażający upadek Kościoła Świętego – tak tego w Watykanie, jak i tego w Warszawie – zastanawiamy się nad tym, czy krytycy Prymasa we wczesnych latach jego posługi prymasowskiej jednak nie mieli racji. Krytykowali oni Wyszyńskiego za to, że zbyt daleko posuwa się w ustępstwach wobec tzw. komunistów. Bo to owocem tamtej „szkoły” dialogu jest ta obecna chorobliwa atmosfera ustępstw i tolerancji, królująca wśród całości obecnego duchowieństwa, które całkowicie zagubiło kontakt z Duchem Świętym, a sam biskup Wojtyła to w końcu owoc zgody Wyszyńskiego na tego duszpasterza. Liczba zamordowanych księży w latach 50-tych zastanawia, a bezrefleksyjne podejście do tego problemu przez samego Wyszyńskiego musi nas zdumiewać i pouczonych gorzkim doświadczeniem przygotowywać skrytość naszych myśli na najgorsze.

      Przechodząc zaś do następnych nazwisk trudno nie dopatrzyć się zdumiewających podobieństw w przebiegu karier u trzech pozostałych. Wałęsy, który jeszcze żyje, ale który już oczami wyobraźni widzi swój własny pogrzeb, i to w pełnej krasie, bo żałobę narodową, a nawet areszt dla tych, którzy chcieliby zignorować żałobne wycie syren i obowiązek stania na baczność w chwili ogłoszenia zejścia tego noblisty. Wojtyły, którego osoba – a już nawet nie świętość – poprzez wybryki następcy i wybrańca, półinteligenta Bergoglio, zaczyna coraz bardziej zastanawiać – a zdziwienie budzi się nawet wśród najmniej rezolutnych wojtylian. No i Jaruzelskiego – najprostszego do oceny, bo najmniej charyzmatycznego.

      Otóż wszyscy trzej obdarzeni zostali propagandowym mitem niepowtarzalności, niezastępowalności, absolutnej pryncypialności i uczciwości skrywanej – co najwyżej – pod maską koniecznego walenrodyzmu, no co i najważniejsze – otrzymali certyfikaty niedotykalności. Patrzeć wolno, ale dotykać już nie wolno!

      Co ciekawe, nawet życiorysy mają oni podobne, tzn. wszyscy trzej są dość niejasnego pochodzenia, wszyscy trzej są obarczeni podejrzeniami o formalne donosicielstwo, o zbyt zażyłe kontakty z wrogami Polski czy Kościoła. Ich kariery to jedno wielkie pasmo decyzji nie tylko szkodliwych dla własnych instytucji, ale decyzji oprotestowanych przez własne środowiska jeszcze przed ich podjęciem, podjęte wyraźnie wbrew sygnalizowanemu oporowi tych własnych środowisk. A które to decyzje zaszkodziły tym instytucjom w sposób nie tylko przewidywany, ale i zasadniczy dla ich losów. I tak: Wałęsa zniszczył „Solidarność”, Jaruzelski armię zamienił w zgraję pętaków, która została rozpędzona bez jednego wystrzału, a przyłożył do tego rękę oddawszy uprzednio ster państwa jego śmiertelnemu wrogowi – żydom okrągłostołowym, a Wojtyła całością owoców swego zamienił Kościół Święty w coś, co dziś coraz częściej inspiruje różnych „luźnych” chrześcijan do postawienia pytania pod adresem wyznawców Kościoła Katolickiego: czy wy jeszcze jesteście wyznaniem chrześcijańskim?

      Naturalnie cenzura działa i Wałęsy nie wolno było krytykować, bo on zaciekle walczył z „KOR-em” i innymi extremistami, i utrzymywał „Solidarność” w potędze oraz jedności. Jaruzelskiego wybielano dlatego, że bronił Polski przed najazdem bolszewików, a Wojtyłę uświęcano strofowaniem krytyków za pomocą bajkowych plotek mówiącym to, że rzekomo podjął samotną i heroiczną walkę przeciw modernistom w kurii w Watykanie, a może nawet uratował Kościół przez schizmą. Wszyscy trzej byli krytykowani przez własne „doły” – aczkolwiek w różnym stopniu – że właśnie szkodzą własnym organizacjom i mówiono im to wprost. Wałęsie zarzucano to, że wyniszcza „Solidarność” poprzez wykluczanie wszelkich krytyków jego form sprawowania władzy. Jaruzelskiego krytykowano za to, że gra na czas, sabotuje gospodarkę i planuje stan wojenny, zamiast rozwiązywać problemy społeczne. Wojtyłę zaś za to, że nie jest obrońcą tradycji walczącym z modernistami, lecz przeciwnie – sam jest „wilkiem w owczej skórze”, który tłumi wszelką krytykę ze strony resztek prawdziwej hierarchii i w ukryciu wymienia doktrynę Kościoła na jej przeciwieństwo, jak i w tym celu nominuje antykatolickich biskupów na wysokie stanowiska w Kościele.

      Podobieństw jest bardzo dużo, a to wskazuje, że Polska została wybrana (globalistycznie) na jakieś sataniczne centrum czy laboratorium zmian w bloku sowieckim lub całym świecie. Gdzie „szkoła frankfurcka”, zaaplikowana np. w Szwecji, była jedynie jakimś narzędziem, krokiem wstępnym do obecnej kulminacji w Polsce, a może nawet i całych Sowietach. Osoby zaś te – bez żenady – podjęły się swych ról i prowadziły je do końca. Społeczeństwo chyba to wyczuwa, że zostało oszukane, skazane na unicestwienie, że niejako zostało pokonane od wewnątrz – co zawsze jest największym bólem zwyciężonego – więc krzyczy i gwiżdże, bo nie chce się z tym zgodzić, a głośny protest jest już ostatnim tchnieniem umierającego Narodu, narzędziem obrony, a raczej skargi. To właśnie stąd te krzyki, które muszą paść pod czyimś adresem i podczas jakiejś okazji.

      O ile „Bolek” jeszcze nie ma pogrzebu, chociaż już o nim marzy, Wojtyła jest już świętym, a ratujący jego „świętość” Ratzinger został wymieniony przez Bergoglio, który pokaże jeszcze niejedno – więc tym bardziej skonfundowani wierni nie wiedzą, co o tym wszystkim myśleć, to pozostał Jaruzelski, który jest dość prosty do opisu.

      I napiszmy parę zdań przypomnienia, bo pamięć w Narodzie krótka jest. Otóż próby oceny osoby Jaruzelskiego w świetle szerszej perspektywy czasowej są bez sensu. To z tego powodu, że po drugiej wojnie światowej Polska przestała być krajem pod kontrolą własnej inteligencji, elit, wojska czy gospodarki. W Polsce praktycznie nie było żadnych ludzi na poziomie, którzy tworzyliby jakąś grupę – związek społeczny. Były co najwyżej różne „towarzystwa” środowiskowe, ale o charakterze czysto „towarzyskim” właśnie aniżeli ideowym, w sensie siłowym. A co gorsza, wziąwszy to na tle szerszego krajobrazu przeszłości, gdzie od paruset lat Lechia z przedmurza chrześcijaństwa przekształcała się w karykaturę państwowości o wyraźnej autoagresji, którą podobnie głupią trudno byłoby znaleźć w świecie.

      Żadna więc osoba, jako niemająca faktycznego pozytywnego zaplecza środowiskowego, a funkcjonując w zespole (negatywnym motłochu) nie może być jednoznacznie oceniana, bo zawsze można powiedzieć – „chciałem, ale mi nie dali” (motłoch mi nie dał). I Jaruzelski jechał na tym, i to do samego końca. Ale w jego przypadku, to właśnie on miał szansę na politykę, której nigdy po II WŚ nikt w Polce nie zdobył, sprawę te przypomnimy w paru zdaniach.

      W tej właśnie atmosferze brunatno-żydowskiej groteski cywilizacyjnej PRL-u miał Jaruzelski swoje „5 minut”, które nie tylko źle wykorzystał, a jako osoba czysto polityczna właściwych kroków zaniechał, a zamiast tego, skierował i prowadził Polskę do tego stanu całkowitego jej rozpadu, w jakim obecnie się znajduje, co już jedynie rozpędem kontynuowali jego następcy.

      Chodzi tu o okres powstania „Solidarności”. W pewnym okresie – po upadku Gierka – Jaruzelski posiadał najwyższy możliwy stopień koncentracji władzy, który był niespotykany w obozie socjalistycznym. O tym fakcie mało kto wspomina , a jest to chyba czynione celowo, bo dzięki pominięciu tego faktu łatwiej zrobić z Jaruzelskiego obrońcę Polski, jednocześnie przymykając oczy na jego oczywistą rolę jako sabotażysty.

      Kreml bardzo zważał na to, aby kraje satelickie nie buntowały się i z tego powodu przywódcy podwładnych państw nie mieli zbyt dużo władzy w jednym ręku. Np. problem z Tito polegał właśnie na tym, że był on zbyt silny na to, aby łatwo można go było podporządkować Moskwie, bo skoncentrował on zbyt dużo władzy w jednym ręku. W Polsce było inaczej, władza wysoko usadowiona ponad głowami społeczeństwa, sama w sobie była mocno rozdrobniona i taki towarzysz był kontrolowany przez różne szare eminencje, a ministrowie siłowi podlegali bezpośrednio Moskwie, czyli centrum władzy było niejasne.

      W pewnym momencie, po upadku Gierka i po ustąpieniu Kani, towarzysz Jaruzelski stał się równocześnie ministrem obrony, premierem i pierwszym sekretarzem PZPR w jednej osobie. Była to ogromna koncentracja władzy, która każdemu dawała możliwość dowolnego posunięcia. Z taką władzą mógł Jaruzelski – ponad głowami samozwańczych doradców „Solidarności” (tj. „KOR-owców”) – zwrócić się do „mas solidarnościowych” w całej Polsce celem szerokiego porozumienia z nami „młodymi ambitnymi Polakami” – jak nazywał nas Mieczysław Moczar. Moczar opisywany w żydoprzekazie jako „ślepy beton”, antydemokrata i koniokrad, widział nas – młodych wykształconych ludzi – jako tych, którzy mają polityczną rację, z którymi trzeba się dogadać, z którymi można coś zrobić dla Polski. Dla Moczara my „Solidarność” nie byliśmy wrogiem, ale szansą, cennym partnerem. Przyjazny, zachęcający, zapraszający stosunek Moczara do nas „Solidarnościowców”, a nienawistny Jaruzelskiego i do nas, i do Narodu, jest już przez „historyków” skrupulatnie ukryty, zapomniany i ma nigdy nie być przypomniany. Dlatego właśnie piszemy te słowa.

      Jaruzelski nie chciał porozumienia z „Ruchem Społecznym Solidarność”, nie chciał demokratyzacji, nie chciał samorządności w wielkich zakładach pracy, nie chciał nas młodych w ruchu budowy Polski. Jaruzelski chciał nas Polaków utrzymać w pakamerach, w kolejkach po mięso i w pochodach pierwszomajowych, a nasza pozycja Narodu, który miałby coś do powiedzenia, była dla niego nie do zniesienia. Zamiast konstruktywnej próby skontaktowania się z nami, wypocił Jaruzelski „10 postulatów”, które poza tym, że były dla nas prowokacyjne, to jedynie grały na czas. Był to człowiek niezdolny do powstrzymania się przed najbardziej drobnym nawet świństwem czy śmiesznością, o ile tylko dawało to mu jakieś korzyści. Jego kolorowe szlaczki na kartkach z doniesieniami do bezpieki na kolegów są przysłowiowe. Aby wywoływać niepokoje społeczne na przykład, nakazywał – poprzez rozporządzenia ministerialne – aby nie skupować butelek do mleka! Nie było butelek zwrotnych, nie było więc mleka i dzięki temu mógł twierdzić, że to z powodu ciągłych strajków, a głupcy przyznawali mu rację.

      Najpierw 13 grudnia, zaciskając pięści przed kamerami, groził całemu społeczeństwu oraz siłom antysocjalistycznym. Potem, kiedy jednak już posprzątał w całej Polsce i my „Solidarność”, a faktycznie najkrócej i najdosadniej my „Młoda Polska” (czyli największy ruch polityczny młodych magistrów w skali całego świata) została rozbita poprzez terror i emigracje, to urządził Okrągły Stół i zrobił to, co zawsze występowało po powstaniach: przekazał władzę nie nam Polakom, ale żydom! Zachował się dokładnie tak, jak postępowali zaborcy: rosyjscy, pruscy i austriaccy. Żydzi otrzymawszy od Jaruzelskiego Koronę i Berło dokonali reszty, co widać już gołym okiem!

      Potem występował Jaruzelski wielokrotnie w TVP i płaszcząc się wobec dyplomatów amerykańskich ubolewał, że np. jego willa jest w pobliżu willi ambasadora USA, a nigdy się nie spotkali. Narzekał oczywiście na to, że PRL miał „fatalny system polityczny”, który szkodził społeczeństwu polskiemu i to było uzasadnionym powodem tamtego dawnego afrontu troskliwego ambasadora – a co on rozumie. Te jego błazeńskie wystąpienia są w archiwach filmowych.

      Jaruzelski to skrajna kreatura, która w końcu zeszła z tego świata i poznała Prawdę. Osoba taka jak on – czyli osoba publiczna, a nie tatuś czy dobry kolega – podlega prawu do każdej formy oceny społecznej, w każdym czasie i w każdym miejscu.

      A to, czy ktoś się w ostatniej chwili nawrócił, czy też nie, nie może mieć jakiegokolwiek wpływu na okoliczności oceny społecznej. Jeśli ktoś myśli inaczej, to czyni błąd, bo w ten właśnie sposób dokonuje sabotażu na porządku społecznym, który kieruje się dowodami widzialnymi, a nie domniemaniami.

      Spowiedź i namaszczenie Jaruzelskiego jest klasycznym dowodem instrumentalnego posługiwania się przynależnością katolicką czy polską, a to po to, aby ten Kościół czy Polskę ukraść, a najprawdopodobniej spowiedź Jaruzelskiego to typowy happening wymyślony przez Urbana – w konsultacji z Nyczem.

      Okoliczności żałobne nie mogą stać na przeszkodzie tej oceny lub jej formy. Jeżeli on lub jego bliscy zdecydowali, że pogrzeb nie będzie prywatny, a społeczny, to znaczy, że wkroczono świadomie i prowokacyjnie w domenę społeczną, z celem wymienionym na początku tego artykułu.

      Czyli tam na Powązkach żyd Jaruzelski dokonał agresji na szczątkach zamordowanych: Nilów, Doboszyńskich, Pileckich – rozłożył swój trupi odwłok i chce godnej ciszy! Nawet po śmierci chce mieć przewagę nad swoimi ofiarami! To pod pretekstem “katolickiego szacunku” „w obliczu śmierci”! Cóż to za kraj ta Polska! Przecież „cisza” i „spokój” nad grobem tego złoczyńcy to wrzaski bluźnierstwa na grobach Naszych Świętych Bohaterów! My nawet nie wiemy tego, gdzie oni leżą! Spokój Jaruzelskiego to koszmar podobny do opisanego przez francuskiego pisarza BIZARDIER`A, a trakujący o polskiej (okresu Jana III Sobieskiego): godności, rozumie, uczciwości i katolickości:

      „Ten żyd, który zadzierżawił dobra królewskie, kazał przychodzić kupcom do siebie, pokazywał im krucyfiks, kazał im cześć oddawać krzyżowi, a potem wymagał przysięgi, że nie popełnili żadnej defraudacji; rzucał następnie to święte symbolum zbawienia w miejsce najwięcej brudne swojego pokoju,…………”.

      Nic się nie zmieniło! A mamy rok 2014.

      Polacy mają prawo i obowiązek sprzeciwiać się agresji żydowskiej w Polsce, czego ten potworny pochówek był kolejnym przejawem.

      W zasadzie nie powinien to być protest – protestują niewolnicy – ale skuteczna akcja niewpuszczenia urny i tych diabelskich żałobników do Katedry ani na cmentarz. Jeśli to już się stało, to w normalnym narodzie, który jest włodarzem u siebie, taka urna powinna być wygrzebana z grobu i odstawiona w inne właściwe miejsce. Bo każde przestępstwo musi być ukarane, tak rządzą się narody. Nikt, kto wolny, mężczyzna, nie zgodzi się z faktami dokonanymi.

      Niewolnicy pokrzyczą, ale potem i tak się uspokoją, aż do następnego razu – protesty nic nie dają, liczy się jedynie siła i władza – trzeba to wiedzieć i pamiętać.

      Mamy wiele klasycznych odpowiedzi w naszej kulturze i cywilizcji, zacytujmy dwie:

      Vim vi repellere licet – siłę wolno odeprzeć siłą.

      Male iure nostro uti non debemus – nie powinniśmy posługiwać się źle naszym prawem. Nie można czynić ze swego prawa złego użytku, który prowadziłby do nadużycia prawa.

      Krzysztof Cierpisz

      30.05.2014.

      • Kacha pisze:

        Kulawy lisie, weź sie puknij w rudy łeb ! Taki on Żyd jak ty Koreańczyk ( Północny )

        • Wojtem pisze:

          Kompromitujesz się za każdym razem pisząc tak prostacki komentarz, niestety ja również nie grzesze inteligencją i będąc na Twoim poziomie odpowiem na te żałosne docinki. Nic co ma jakąkolwiek wartość merytoryczna nie przedstawiasz w swoich odpowiedziach, jedynie rzucasz wyzwiskami. Jakim cudem ktoś taki trafia na takie strony i artykuły? Po co to czytasz skoro i tak nie masz nic do powiedzenia?

  8. Sceptissimus pisze:

    Jedyną możliwością rozwiązania zagadki byłoby wypatroszenie tego truchła i porównanie genetyczne z kodem zwłok matki, która jeśli dobrze czytałem została pochowana w Polsce.
    No, ale zadbano o wszystko dokładnie i do końca. Spopielonego Jaruzela można co najwyżej dodać do zupy Lucyperowi w charakterze odżywki i do smaku…

    • Kula Lis 62 pisze:

      Podpowiada mi Żona mgr mikrobiolog, że DNA można zbadać także z popiołu. Lecz myślę że zapobiegliwi pobrali DNA, gdy był w szpitalu/ze szklanki, etc…Trzymają na lepsze czasy.

    • Siemił pisze:

      Próbki DNA można było pobrać za życia i zapewne uczyniono to nie jeden raz, tak jak z nami wszystkimi gdy oddajemy choćby krew do badania a tym samym materiał do analizy DNA a potem do wielkiej bazy danych o Polakach. Było o tym nie dawno dość głośno przy okazji afery z NIKiem.

  9. Kula Lis 62 pisze:

    Żyjemy w UKŁADZIE DOMKNIĘTYM a nie w wolnej Polsce…Skasowali sens życia bojowcom. Wraz z wiadomym pogrzebem skończyła się pewna epoka. Epoka w której wypadało udawać, że szefostwo opozycyjne i komusze władze stały po przeciwnych stronach.
    Tw. Litwin Szczynukowicz vel Komorowski łkając na mszy unieważnił sens walki i życia tysięcy prostych solidarnościowców, którzy nie połapali się do czego zostali wynajęci. Przecież od wczoraj jest jasne że zamiast wygłupiać się ze strajkami trzeba było porozumieć się już w 1980 z bratnim Jenerałem sowiecką żydobolszewicką matrioszką i „patriotą”. „Przecz z komuną, precz z komuną”” – hasło przewodnie demonstracji w latach 80. Pewnego razu, po licznych demonstracjach, zdenerwowany Premier Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, I sekretarz KC PZPR, Przewodniczący Rady Państwa, Poseł IX kadencji Sejmu PRL gen.Wojciech Jaruzelski w TVP z patosem obiecał demonstrantom : (żydo)”Komuna była, jest i będzie”. Słowa dotrzymał.

    • Kula Lis 62 pisze:

      (Śp. Kurtyka: domykają układ, teraz będą ginąć ludzie, i niestety się sprawdziła Jego prorocza wypowiedź.)

  10. Kula Lis 62 pisze:

    Napisał do mnie inż. K.Cierpisz, autor tekstu zamieszczonego wyżej, e-mail o następującej treści:

    „Uważam, że należy zachować powściągliwość w przypisywaniu „W. Jaruzelskiego” do Wojciecha Jaruzelskiego – pochodzącego z Kurowa, który został wywieziony na Syberię. Podejrzenia o to, że Jaruzelski był podrzutkiem NKWD o skradzionej tożsamości są dość zasadne.

    Po 13 grudnia, rozgorzała nagle faktomania historyczna, polegająca na wyciąganiu faktów historycznych, wskazujących niezbicie na to, że Jaruzelski był nie tylko Wojciech Jaruzelskim z Kurowa, ale mimo wojny i pożarów, dramatycznej wywózki rodziny Jaruzelskich na Syberię, zachowały się liryczne wypracowania bogoojczyźniane, które paronastoletni Wojciech pisał w szkole, prowadzonej przez jakiś zakon. To w dużym kontraście do braku jakiegokolwiek powiązania osobistego między dorosłym Jaruzelskim, a prawdziwa rodziną Jaruzelskich w Polsce. Przecież rodzeństwo i pociotki mogłyby powspominać to, jak to Wojciech Jaruzelski przystępował do I Komunii Świętej. Tego nigdzie nie było, a co znamienne.

    Profil psychologiczny tej kanalii, wykazuje nadzwyczajną wprost zdolność do oportunizmu czy podszywania się pod sytuacje – to musiało być i genetyczne i wykształcone przez wychowawców w dziedzińcach prowadzonych prze NKWD, gdzie selekcjonowano dzieci na agentów. Był Jaruzelski pierwszym sekretarzem i w PRL, potem był obrońcą przed bolszewikami, a równie dobrze mógłby być jakimś wybitnym mandarynem w Pekinie, jego rysy twarzy dość łatwo wtopiłyby się w chińszczyznę.

    Należy również przypomnieć , że gorliwym propagatorem Jaruzelskiego jako „narodowca” był Jędrzej Giertych, który – co typowe dla politycznej poprawności – zaczął unikać słowa „żyd” a przeszedł na „Korowiec” lub „trockista”. Swa postawą narobił Jędrzej Giertych wiele szkód i zamieszania w całym środowisku i narodowym i – ogólnie – solidarnościowym. Bylem z nim w kontakcie listowym i starałem się to zwalczać tę postawę, ale on puszczał to mimo uszu.

    K. Cierpisz”.

  11. Kula Lis 62 pisze:

    Ale uwiarygadniają tego skurwysyna żydobolszewickiego Margulisa. Ot tupet!!! Jak Jaruzelski pochował ojca na Syberii. „Ukradł deskę i sznur, położył na desce ciało ojca i ciągnął ją na plecach na wzgórek, by ochronić zwłoki przed rozszarpaniem przez dzikie zwierzęta” http://wpolityce.pl/historia/198644-jak-jaruzelski-pochowal-ojca-na-syberii-ukradl-deske-i-sznur-polozyl-na-desce-cialo-ojca-i-ciagnal-ja-na-plecach-na-wzgorek-by-ochronic-zwloki-przed-rozszarpaniem-przez-dzikie-zwierzeta

  12. kresowiak pisze:

    do KULA LIS 52 jaroszewicz był w posiadaniu kopi potwierdzeń odbioru pieniędzy członków KOR-u od msw dostał to od milewicza jak zaczął mówić że to ujawni to było pyk czego szukała ekipa michnika w archiwach?

  13. Tadeusz pisze:

    Po raz pierwszy w bardzo juz dorosłym życiu,czytałem tekst Pana Cierpisza.Przedstawia w nim rzecz olbrzymiej wagi,historie 4 wielkich/jeżdżców apokalipsy?/Mysle jak On.Jest rzecz o której chyba Pan Cierpisz nie wie,lub zapomniał.Film o Wyszyńskim.Oglądnąłem go kilka lat temu dwukrotnie i od tamtej pory nie moge o tym przestac mysleć.Jedna z końcowych scen filmu,jest zwolnienie prymasa i zabicie strzałem w tył głowy matrioszki,która go miała zastapic.Mam watpliwości kto faktycznie zginął,analizując tak jak P.Cierpisz,wszystko to co nastapiło póżniej.Przydałaby si e nastepna ekshumacja i nastepne badania DNA.Ktoś kto wymyslił ten szatański sposób,napewno z niego łatwo nie zrezygnował .Tylkko kto bedzie miał odwagę to zrobić i gdzie znależć uczciwego anatomomorfopatologa? Podobno 97 % tych stanowisk maja w swoich łapach Ci co trzeba.Chazarskie nasienia.Niedawno dokonali hucpy ze zwłokami gen.Sikorskiego.Tak więc nie tylko sam pomysł badania,ale i ludzie którzy zrobia to uczciwie.Ważne,że zaczyna sie o tym narodowa rozmowa.Budzmy ludzi,jeszcze nie jest za póżno.

  14. kaz pisze:

    Chce panstwu zwrocic uwage na bardzo dziwne slowa Komuruskiego podczas pogrzebu Jaruzelskiego, a mianowicie: ” Niech Ci ziemia polska bedzie lekka”. Poniewaz jestem starym emigrantem, to wiem z doswiadczenia, ze w ten sposob zegnamy naszych kolegow na emigracji; „Niech ci australijska ziemia bedzie lekka”. Prosze popytac emigrantow w USA czy podobnie nie mowi sie tam; niech ci amerykanska ziemia bedzie lekka. W zwiazku z tym nasuwa sie logiczny wniosek, ze Komoruski wie, ze Jaruzelski to Rosjanin albo Zyd rosyjski, i byc moze pozegnal tak Jaruzelskiego w imieniu swoich mocodowcow ze wschodu.

  15. AS pisze:

    ”Niech Ci ziemia polska bedzie lekka”. Też to zauważyłem ale już bez zdziwienia. Wiem bowiem, że Komorowski potrafi się wychylić i niby to niechcący w kostkę kopnąć. To jest takie pokolenie. Znam go, bo to jest też i moje. Z młodością w latach 60-tych. Tak to się wtedy, takie sprawy załatwiało. (Siwiec też taki jest). Tak patrząc na kolejne treści, boję się tylko, że matrioszek będzie nam przybywać w postępie geometrycznym. Nigdy jednak nie zmienię zdania, że Jaruzelski dostał z Kremla ultimatum. Jak ty nie zrobisz tego 13-go grudnia, my wkraczamy 20 grudnia. Do Nowego Roku czekać z tym nie będziemy. A wtedy działy by się rzeczy straszne. Powstanie Warszawskie to pikuś. Do ostatniego tchnienia nie uwierzę, że Ruscy odpuścili sobie w Polsce interwencję. Przedstawione przez Rosjan materiały na Czechosłowację były podobne do tych co na Polskę. Wg tych materiałów, inwazji na Czechosłowację miało nie być. A była!

    • zjanusz zjanusz pisze:

      ZSRR lat 80-tych, to nie ZSRR lat 60-tych. „Wojny gwiezdne” Reagana spowodowały taką zadyszkę, że „patrioci” z KGB zdecydowali się na pieriestrojkę, aby ratować „matuszkę Rasiję”. Trzeba było gdzieś ją eksperymentalnie zacząć. Wybór padł na najweselszy barak w obozie. Przeliczono się jedynie z rozwojem Solidarności. Jaruzelski uratował sowieciarzy spowalniając akcję do 89 roku, gdy już wszystkich działaczy „pierwszej” Solidarności zneutralizowano lub zamieniono na agentów, z którymi można było już negocjować przy „okrągłym stole”. Podobne sterowane przez KGB „rewolucje” poszły gładko w innych krajach bloku, tylko w Rumunii naród był do tego stopnia zdezintegrowany, że „pieriestrojkę” musieli zrobić agenci Securitate własnymi rękami, zabijając uprzednio Czauszesku dla uwiarygodnienia, że coś się jecnak dzieje na prawdę. Jeden z działaczy „pierwszej” Solidarności (druga to już w większości agenci Kiszczaka i ci co się dali nabrać) powiedział kiedyś: „Trzeba nam było bronić socjalizmu jak niepodległości, a nie robić Solidarność. Co prawda do dziś jeździlibyśmy Maluchami i Syrenkami, liczyli na Atari, ale Ruscy dogryzaliby ostatnie pędraki.” I tego właśnie bali się KGBiści. Na nieszczęście Jaruzel tak przestraszył Polaków stanem wojennym, że uratował Sowieciarzom „pieriestrojkę”, która mogła być kontynuowana bez obawy wymknięcia się (zwłaszcza w ZSRR) spod kontroli (np. późniejszy pucz Janajewa). W 81r. po Afganistanie ludzie w Rosji mieli już dość kolejnych wojennych awantur i z uwagi na możliwość rozpadu i destabilizacji ZSRS KGB nie zaryzykowałoby inwazji na Polskę.
      Żurek Janusz

      • Tadeusz pisze:

        Panie Januszu,myli sie Pan.Za okrąłym stołem nie mogli zasiąść ludzie NSZZ”S” bo nikt ich tam nie zaprosił.Przede wszystkim byli chazarowie vel żydzi w większości z rozwiązanego w trakcie obrad I Zjazdu NSZZ „S” w Oliwii KOR-u.To pierwsza sprawa.
        Po drugie,akcja zaczęła się w 1972 r.w Tel Aviwie,pisze o tym W.Suworow w „Akwarium”.Kto de facto kazał Jaruzelskiemu i w czyim interesie wprowadzić stan wojenny,to dopiero przed nami.Wiemy tyle samo,co o katastrofach/zbrodniach/ gibraltarskiej,czy smoleńskiej.Można jedynie domyślać sie czyje łapy brały w tym udział,czytająć lub choćby pobieżnie znając książke Sorosa „Sponsorowanie Demokracji”,czy tez obserwując inne aksamitne,pomarańczowe rewolucje,”powiew i inne osoblowości. Nihil novi sub sole…

  16. Kula Lis 62 pisze:

    żydobolszewia, jej pomiot i przydupasy w rozkwicie!!!
    Dwa lata więzienia za „raz sierpem, raz młotem”? Prokuratura bada sprawę zakłócania pogrzebu gen. Jaruzelskiego. „Złośliwe przeszkadzanie” http://wpolityce.pl/polityka/198831-dwa-lata-wiezienia-za-raz-sierpem-raz-mlotem-prokuratura-bada-sprawe-zaklocania-pogrzebu-gen-jaruzelskiego-zlosliwe-przeszkadzanie /// ale doczekaliśmy się my Polacy.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Tusk z Komorowskim konsekwentnie dążą do wywołania polskiego Majdanu. Postkomuniści i ich kundle z PO i PSL chcą rozwiązać problem opozycji siłowo. Dobrze by było przyjrzeć się ruchom jednostek specjalnych policji. Tusk podobno już uformował specjalne oddziały snajperów. Komorowski z doradcami analizują ukraiński Majdan. Plan jest taki że sądy wydadzą drakońskie wyroki na tych którzy byli na cmentarzu, to wywoła społeczne protesty. Pod Sejmem pojawią się robotnicy z Dudą , dojdzie do fali strajków. Zycie w Polsce stanie. Tusk zorganizuje grupy lewackich ekstremistów, także z Niemiec którzy zaatakują robotników i zabiją kilkunastu z nich, po czym chronieni przez policję wycofają się i wyjadą za granicę. Polski Majdan przekształci się w starcia. Wtedy Komorowski ogłosi stan wyjątkowy i wyśle czołgi na polski Majdan. Wojsko brutalnie spacyfikuje protest mordując wielu robotników. To wywoła ostry protest zachodu. Komorowski poprosi o pomoc Rosję i jej jednostki przez Ukrainę wejdą do Polski i dojadą do brzegu Odry. Rosjanie po drodze wkroczą do Słowacji, Czech i Bułgarii i będą parli do Morza Śródziemnego. Podbite znowu tereny włączą do tworzonej unii azjatyckiej.

      • Tadeusz pisze:

        Panie Januszu,myli sie Pan.Za okrąłym stołem nie mogli zasiąść ludzie NSZZ”S” bo nikt ich tam nie zaprosił.Przede wszystkim byli chazarowie vel żydzi w większości z rozwiązanego w trakcie obrad I Zjazdu NSZZ „S” w Oliwii KOR-u.To pierwsza sprawa.
        Po drugie,akcja zaczęła się w 1972 r.w Tel Aviwie,pisze o tym W.Suworow w „Akwarium”.Kto de facto kazał Jaruzelskiemu i w czyim interesie wprowadzić stan wojenny,to dopiero przed nami.Wiemy tyle samo,co o katastrofach/zbrodniach/ gibraltarskiej,czy smoleńskiej.Można jedynie domyślać sie czyje łapy brały w tym udział,czytająć lub choćby pobieżnie znając książke Sorosa „Sponsorowanie Demokracji”,czy tez obserwując inne aksamitne,pomarańczowe rewolucje,”powiew wolności w Afryce Płn” dwa lata temu i inne osoblowości. Nihil novi sub sole…

    • Kula Lis 62 pisze:

      Powinniśmy teraz zorganizować się w obronie tych, którzy mają odpowiadać za „zakłócanie” pogrzebu! Nie możemy się na to zgodzić, bo im (zdrajcom, szabesgojom) o to chodzi, by nam „zamknąć gębę” i będą straszyć karami, tak jak w PRL!!! Zbrodniarze żydokomunistyczni nie zostali osądzeni, patrzymy na to spokojnie, obrońcy honoru poległych Żołnierzy i ofiar komunizmu będą teraz karani! Nie możemy na to pozwalać!!! Dość dyktatury żydobolszewizmu w Polsce !

  17. lustrator pisze:

    i tylko tyle makrelki???najwazniesze ze ŁUN miał kontakt z 32 młgawicom tzw czerwonom.Szesnacie stopni dlugosci osiem szerokosci ..23 lata swietlne.Ta mglawica raz na 50 lat pojawia sie i zabiera swoich wypluwajac nastepców.ABW teraz jest zajete szukaniem drugieg.To jest supertajna sprawa ale moja zona pracuje w ABW…

  18. lustrator pisze:

    odstajace uszy to normalna sprawa na tej mglawicy i cechuje ludzi wybitnych.Wystarczy obejrzec tych na ulicy jakis zurkow, rokitek,rydzykow etc…zupelna mizeria.Plaskate i małe.Tak samo jak ich głowy.

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Masz rację! Mam uszy jak Urban i dzięki temu wszystko słyszę!
      Już chyba pisałem, że aby kogoś skutecznie obrazić, to trzeba być od niego inteligentniejszym, a nie tylko ograniczać się do plucia do góry i brania za to kasy.
      Żurek Janusz

      • lustrator pisze:

        juz chiba pisałem ze jezdes najinteligentniejszy na calej kuli polnocnej w stosunku do wielkosci….uszu.No i od redaktora najwyszy czas bo od gadajacej grdyki jus nie.

        • lustrator pisze:

          jus ci chyba udowodniłem ze plujesz ale na wlasne nogi.Wiecej polotu i zacznji w góre.Na poczatku zajmji sie nozem w brzuchu gadacej grdyki a potem zawezymy obserwacje.

  19. Kula Lis 62 pisze:

    Właśnie dziś 19tej we Wrocławiu odbędzie się demonstracja w obronie niesłusznie ukaranych młodych patriotów,którzy nie chcieli by zbrodniarz z NKWD/KBW żyd Bauman/stalinowski aparatczyk/odbył wykład na uniwersytecie wrocławskim. Wrocław ma problem tzw pełzającej germanizacji. „Rządzi” tam niemiecki konsul co jest ewenementem w skali świata. http://www.savetubevideo.com/?v=RZkKI5Tx-f0#t=1496 Temat ,który przypominam ma jeden wspólny mianownik: zastraszyć Polaków wysokimi karami, by nie czuli się wolni, by wcisnąć im „nową”/czyli starą historię i ideologię ! szykują nam się następne procesy polityczne i więźniowie polityczni. Wraca Nowe ! My Polacy musimy sobie uzmysłowić, że dokąd ta antypolska władza Platformy obłudy będzie rządzić to będzie za byle co wsadzać ludzi do więzień. Dąży się do zniewolenia strachem ludzi, ale i upodlenia. Usiłuje się za wszelką cenę fałszować historię i zbrodniarzy stawiać na piedestał nam Polakom wmawia się, że musimy grzecznie przyjąć do wiadomości, że zbrodniarz musi być honorowo pochowany, bo miał zasługi oczywiście nie dla nas, ale dla żydokomuchów, ponieważ zabijał Polaków no i był dobry nie dla Polski, ale dla Rosji. To z jakiej racji my Polacy mamy się z tym potulnie i ze strachu godzić. Niedoczekanie ich, że my będziemy tak się zachowywać jak liberalne żydokomuchy sobie życzą.

  20. Kula Lis 62 pisze:

    Koszt pogrzebu ponoć 6 mln zł!!!!, koszt jego utrzymania do śmierci to 50 mln zł!!! teraz koszt ochrony grobu tej zbrodniczej żydomatrioszki Margulisa dochodzi. Polscy podatnicy zapłacą.

    • Kula Lis 62 pisze:

      Policjanci i prywatni ochroniarze pilnują grobu Jaruzelskiego. Specjalne kamery na Powązkach. Z chwilą śmierci Wojciecha Jaruzelskiego swoje zadanie zakończyli ochraniający go funkcjonariusze BOR. Tymczasem ochronę nad grobem komunistycznego dyktatora roztoczyła prywatna firma ochroniarska oraz funkcjonariusze policji. Na Powązkach Wojskowych zainstalowano nawet specjalne kamery.

      Jak wynika z informacji „Super Expressu” funkcjonariusze BOR zdemontowali już kamery, anteny oraz dodatkowe lampy umieszczone w okolicach domu Wojciecha Jaruzelskiego. Zabrano również sejf, w którym prawdopodobnie znajdowała się długa broń. Funkcjonariusze BOR oficjalnie zakończyli ochranianie Jaruzelskiego.

      – Z chwilą śmierci Wojciecha Jaruzelskiego nasi funkcjonariusze zakończyli działania ochronne związane z generałem. A w poniedziałek całkowicie zakończyliśmy działania ochronne przed domem przy ul. Ikara w Warszawie, czyli w miejscu, w którym mieszkała ochraniana przez nas osoba – tłumaczy w rozmowie z „Super Expressem” rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.

      Tymczasem, reporterzy „Faktu” ustalili, że specjalnym nadzorem objęty został grób Jaruzelskiego. Jego ochroną nie zajmuje się już co prawda BOR lecz prywatna firma ochroniarska oraz policyjne patrole.

      Przy kwaterze, w której pochowany został Wojciech Jaruzelski zamontowana została również specjalna kamera monitoringu. Podwyższone środki ostrożności i dodatkowe zabezpieczenia mają zapobiec ewentualnym próbom zbezczeszczenia grobu Jaruzelskiego.

  21. Kula Lis 62 pisze:

    Ciekawostka do kompletu p. Rysiewicz: Na jednym z portali komandosów ukazała się lakoniczna informacja, iż żona generała Wojciecha Jaruzelskiego była córką podoficera Wehrmachtu podstawiona mu przez NKWD/ GRU/KGB. Uzupełniam ją swoim komentarzem :

    Jednym ze świadków, który o tym wiedział był kolega z plutonu Jaruzelskiego z podchorążówki z Riazania , a mianowicie późniejszy generał Leon Dubicki. [Dubicki był żołnierzem Armii Radzieckiej w roku 1939 i już wtedy był oficerem, posiadał doświadczenie bojowe w wojnie z Finlandią. Był instruktorem w Riazaniu gdzie w roku 1943 był młody rekrut matrioszka późniejszy zbrodniarz żyd Margulis vel Jaruzelski. Dubicki służył w I Armii Wojska Polskiego od 1944. Przeszedł w stan „spoczynku” w wieku 55 lat i od 1970 roku, w sierpniu 1981, w Berlinie Zachodnim poprosil o azyl polityczny. Dubicki przez trzy lata występował na wielu spotkaniach, m.in. w stacjonujących na terenie Niemiec oddziałach NATO (notabene nie znając żadnego obcego języka poza rosyjskim). Występował też w telewizji, w generalskim mundurze, który zabrał ze sobą. Dwukrotnie był w USA, na objazdach organizowanych przez koła polonijne. I, co ciekawe, cała jego działalność została przerwana z chwilą, gdy na scenie pojawił się Michaił Gorbaczow ze swoim programem i prozachodnią polityką. Wyróżnieniem szczególnym, zapewne ze względu na niecodzienny wśród uciekinierów stopień wojskowy, było to, że już po kilku miesiącach pobytu w RFN uzyskał status uchodźcy politycznego i – co istotniejsze – przyznano mu emeryturę generała Bundeswehry w wysokości 4500 marek, podniesionej później do 5500 marek. Jednak, jak inni, do końca odczuwał brak zaufania ze strony – jak to określił – „gospodarzy”; pozostawał pod stałym nadzorem.

    http://www.videofact.com/polska/ucieczki_oficerow_lwp2proba.html Generał Jaruzelski, by pozbyć się niewygodnego świadka –swojego kolegi – za pośrednictwem WSW w Łodzi i pozostającego na ich kontakcie Naczelnego Psychiatry LWP profesora Zdzisława Rydzyńskiego występującego pod pseudonimem „Szczerbiec” z Instytutu Higieny Psychicznej WAM w Łodzi spowodował, iż u generała rozpoznano psychopatię /nieprawidłową osobowość/ uzyskując za jednym zamachem dwie korzyści . Poprzez zrobienie z generała Leona Dębickiego wariata po pierwsze podważono jego wiarygodność ; po drugie tą drogą pod pozorem choroby psychicznej zwolniono go z wojska. Pisał o tym w swoim czasie redaktor, reżyser Jerzy Morawski w tygodniku „Życie” w artykule, w dwóch częściach pt. „Tajemnice generała Leona Dubickiego”. W artykule tym nie ma jednak jeszcze wzmianki o teściu Jaruzelskiego –żołnierzu Wehrmachtu. Wiem o tym bezpośrednio od redaktora Morawskiego, który mi o tym jako koledze w zaufaniu powiedział.

    Naczelny Psychiatra LWP profesor Zdzisław Rydzyński przyjmując do swojej kliniki generała Leona Dubickiego oszukał go W czasie jego tam pobytu , udając przed nim oddanego pracy lekarza, jednocześnie za jego plecami o wszystkim co się dzieje z generałem Dubickim i o prowadzonych z nim rozmowach raportował do WSW. Przy opuszczaniu kliniki przez generała Dubickiego profesor Rydzyński czule się z nim żegnał , jednocześnie poza jego plecami przesłał do MON , a konkretnie do Wojskowej Komisji Lekarskiej w Warszawie na niego wyrok , w postaci orzeczenia psychiatrycznego robiący z niego wariata, co dyskwalifikowało go z wojska. O wszystkim na bieżąco wiedział generał Jaruzelski. Zresztą całe przedsięwzięcie związane z generałem Dubickim było realizowane przez Naczelnego Psychiatrę LWP Zdzisława Rydzyńskiego za pośrednictwem WSW, które nim tajnie kierowało jako agentem o pseudonimie „Szczerbiec”.

    Po podstępnym zwolnieniu go z wojska generał Leon Dubicki poddał się niezależnemu badaniu u znanego psychologa od badań nad osobowością człowieka., profesora Janusza Rejkowskiego, który nie stwierdził u niego psychopatii rozpoznanej przez agenta „Szczerbiec”, lecz to niczego nie zmieniło . Nie przywrócono go do służby w wojsku . Zdesperowany generał Leon Dubicki w stanie wojennym wyjechał do Niemiec. Po wyjeździe w stanie wojennym do Niemiec generał Dubicki został zamordowany poprzez swoją kochankę podstawioną mu tam przez służby specjalne.

    Generał Wojciech Jaruzelski poza przekazaniem nas w 1989 r w łapska międzynarodowej lichwy, czego opłakane skutki widzimy z każdym następnym dniem coraz to gorsze ma –jak widać- jeszcze wiele innych spraw na swoim sumieniu, w tym bardzo ważną i dotąd nie wyjaśnioną przez system sprawiedliwości , a wręcz przez ten system kamuflowaną i ukrywaną kwestię łamania praw człowieka w Polsce poprzez wykorzystania psychiatrii wojskowej w Polsce do celów pozaprawnych, pozamedycznych z krzywdą dla wielu osób. Wśród poszkodowanych poza wspomnianym wyżej generałem Leonem Dubickim jest wiele jeszcze innych osób jak na przykład ppłk. pilot, adwokat z Warszawy Zdzisław Konarzewski. Ps. poniżej link do dossier konfidenta Gestapo a następnie UB o ps. „Szczerbiec” prof. Rydzyńskiego http://www.detektywmichaljarzynski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=100&Itemid=141

    • detektywmjarzynski pisze:

      Admin !

      Proszę o publikację mojego komentarza pod tym postem

      • detektywmjarzynski pisze:

        Odnośnie Naczelnego Psychiatry LWP profesora Zdzisława Rydzyńskiego o pseudonimie „Szczerbiec” dodam, iż poza tym , iż na zlecenie służb specjalnych PRL
        niszczył niewygodnych ludzi przypisując im fałszywe orzeczenia psychiatryczne dodatkowo donosił na swoich kolegów. Przypominam sobie, iż min. na przebywającego za granicą psychologa, profesora Jerzego Rejkowskiego doniósł , że jego żona zamierza pozostać za granicą, co skutkowało tym , iż otrzymała ona odmowę wyjazdu. /dane z materiałów o kryptonimie „Szczebiec”/

        • detektywmjarzynski pisze:

          Naczelny Psychiatra LWP płk. prof. Zdzisław Rydzyński vel „Szczerbiec” zrobił na zlecenie służb specjalnych LWP ze mnie „ wariata ” lecz sam był na tyle mądry, iż do końca swojego życia tj. 1996 r. nie podał mnie do prokuratury o oszczerstwo , czy też do sądu o naruszenie dóbr osobistych po tym jak został zdemaskowany, „spalony” jako agent przez dziennikarza Edwarda Bryla w tygodniku „Służba Zdrowia” nr. 22 z dnia 3 czerwca 1990 r. w artykule „Zmierzch Pułkowników” . Przypomnę ten artykuł:

          http://www.detektywmichaljarzynski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=99&Itemid=139

          Edward Bryl był bardzo doświadczonym , odważnym dziennikarzem , profesjonalistą w swoim fachu uznawanym zarówno przez współpracowników jak i wysoko cenionym przez swoich szefów. Sam fakt, iż pozwolili mu na łamach rządowego tygodnika” Służba Zdrowia” coś takiego opublikować i to na pierwszej stronie, najlepiej o tym świadczy. Dla nikogo nie jest chyba tajemnicą , iż głównym informatorem tego dziennikarza byłem ja oraz wiele innych osób, w tym pracownicy naukowi-lekarze kierowanego przez Naczelnego Psychiatrę LWP Zdzisława Rydzyńskiego Instytutu Higieny Psychicznej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, jego podwładni. Edward Bryl zdecydował się opublikować artykuł nie od razu, lecz dopiero po dokładnym sprawdzeniu wszystkich zawartych w nim informacji. Było to bardzo ryzykowne. Był wówczas rok 1990. Wtedy w kraju rządził generał Wojciech Jaruzelski , któremu podlegały służby specjalne min. byłego LWP . odpowiedzialne zresztą jak on sam za ten bezprawny, tajny, proceder w wykonaniu Naczelnego Psychiatry LWP płk.prof. Zdzisława Rydzyńskiego. Zdzisław Rydzyńśki był taką tajną, lecz bezprawną bronią generała Wojciecha Jaruzelskiego i podległych mu służb specjalnych , którą to broń , bez żadnych skrupułów generał Jaruzelski stosował nawet wobec swoich kolegów / przypomnę chodzi o generała Leona Dubickiego, o czym mówi artykuł Jerzego Morawskiego pt. „Tajemnica generała Dubickiego” opisana w tygodniku „Życie” z dnia 19.12.1996 r./

          Zdzisław Rydzyński po publikacji artykułu pt. :Zmierzch Pułkowników” był wściekły na swoich mocodawców z WSW , że go nie uchronili przed tym prasowym niebezpieczeństwem i doprowadzili do jego publicznej kompromitacji , po tylu latach jego wysiłków , by zbudować swój „czysty wizerunek”, który w jednej chwili prysnął jak mydlana bańka. Niestety – jak widać – jego syn Konrad Rydzyński nie potrafi uczyć się na błędach swojego ojca i brnie w to samo bagno, które – ostatecznie rzecz biorąc – wciągnęło i pochłonęło jego ojca, błędnie sądząc, że pomogą mu służby specjalne , czy tzw. „wymiar sprawiedliwości”. Osobiście będąc na jego miejscu nie byłbym taki tego pewien. Jak sprawa się „rypnie” nikt mu nie pomoże. Zostanie zupełnie sam jak jego ojciec, który po odejściu z WAM w Łodzi nie mógł sobie znaleźć pracy i gdyby mu nie pomógł psycholog profesor Skłodowski nie miał by gdzie w swoim zawodzie pracować. MON nie zgodził się na to, ażeby płk.prof. Zdzisław Rydzyński pozostał w stworzonym , przecież przez niego samego Instytucie, chociaż innym, którzy osiągnęli wiek emerytalny , pozwalał na to. Cóż „murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”.

          PS. Powszechnie twierdzi się, iż pracownicy wymiaru sprawiedliwości / sędziowie, prokuratorzy/ są niezawiśli, , niezależni i bezstronni. To bujda „na kółkach” . W rzeczywistości / przynajmniej tak było za czasów PRL/ niektórzy pracownicy wymiaru sprawiedliwości pozostawali na wypadek wojny na przydziałach mobilizacyjnych min. służb specjalnych. Jak to się miało i ma prawdopodobnie i dziś do ich „suwerenności” ? Na to pytanie sobie sami odpowiedzcie. Podam Wam własny przykład z przeszłości. W czasach „Solidarności” jak oficer kontrwywiadu Wydziału WSW 20 DPanc w Szczecinku wezwany zostałem do swojego szefa mjr. Gwizdały , który powiedział mi, ażebym pojechał do sądu w Drawsku Pomorskim i pogadał z jednym z sędziów-naszych ludzi. Podał mi jego dane osobowe. Przyznam się , iż byłem tym faktem zdziwiony i zaskoczony. Niemniej pojechałem do sądu w Drawsku Pomorskim i tam po dotarciu do wskazanego sędziego /okazało się , iż bardzo „solidarnościowego”/ przedstawiłem mu się i bardzo grzecznie poprosiłem o rozmowę. Wpierw się oburzył . Później na moje pytanie : czy po studiach prawniczych był szkolony na kursie WSW potwierdził. Na jego negatywne nastawienie do mnie zapytałem : czy pogadamy tutaj u niego w sądowym gabinecie, czy mam mu przysłać wezwanie z WSW w Szczecinku do stawiennictwa w jednej chwili z „solidarnościowego ” bohatera stał się moralnym, ludzkim karzełkiem, aż mi się jego zrobiło szkoda. Pogadaliśmy. Ja odfajkowałem sobie rozmowę i na tym się skończyło. Czy w takim razie pracownicy wymiaru sprawiedliwości są „suwerenni”. Osobiście mam przeciwne zdanie na ten temat wyniesione z autopsji.

          Fakt, iż służby specjalne na całym świecie mają swoją agenturę wszędzie, tam , gdzie istnieje taka potrzeba, jest czymś najzupełniej normalnym, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Jednak pozostaje odpowiedź na pytanie jak daleko służby specjalne mogą się posunąć w temacie werbowania ludzi do współpracy tj. czy powinni korzystać „z usług” dziennikarzy, duchownych, pracowników wymiaru sprawiedliwości, lekarzy i innych na przykład morderców /taka sytuacja spotkała mnie na początku tego roku/. Wydaje mi się , iż tych rzeczy robić im jest nie wolno. Niestety w Polsce od wielu już lat jest blokada przeciwko uchwaleniu ustawy o działaniach operacyjno-rozpoznawczych. Powoduję to i sankcjonuje wielką „partyzantkę” w tej jakże ważnej dla sprawie jego praworządności . Jak widać rządzącym na tym zupełnie nie zależy. Oni z tego na każdym kroku bezkarnie korzystają.

          Tak już na koniec , tylko na marginesie /to jest temat do odrębnego opracowania/ mam wielkie osobiste przekonanie, iż pozew Konrada Rydzyńskiego o rzekome naruszenie dóbr osobistych /czci/ jego zmarłego ojca poprzez rzekome poświadczenie przeze mnie nieprawdy w dokumencie /artykule „Psychiatria Wojskowa” tak naprawdę jest elementem tzw. kombinacji operacyjnej służb specjalnych zastosowanej wobec mnie . Co to oznacza wyjaśnię następnym razem .

  22. Tadeusz pisze:

    Lisie Kulo! Choć tekst brzmi jak z Orwella i niesie znaczny ładunek prowokacji intelektualnej,po 10 kwietnia 2010 roku,zbrojnej napaści bojówek lewackich z Niemiec,na Marsz Niepodległości,perfidnych sobotnich samobójstwach,”znikaniu ” ludzi o czym mówił J.Kurtyka,widać gołym okiem,że czas rozwiązań ostatecznych już blisko.Widać tez,że Ci którzy to organizują,uciekli z psychuszki a właściwie są bestiami z piekła rodem.W tym swoim szaleństwie
    próbują utopić cały świat.Mnie ciekawi i męczy inna kwestia.Jaki jest stosunek do tego wszystkiego tego,kogo jedni nazywaja Opatrznością,inni Stwórcą.Przeciez a może przede wszystkim zatracili sie w złu Ci którzy mienia sie byc jego kapłanami,tu i teraz.W tym kontekście ciekawi mnie czy w końcu puszczą Mu nerwy i zrobi z tym porządek,jak w czasie potopu,czy akcji w Sodomie i Gomorze.A może doszedł do wniosku,że nic nie da sie zrobić pozytywnego z ta ” mierzwą i czeka nas totalne unicestwienie,wszystkich? Jednych za zbrodnie a pozostałych za brak aktów odwagi i przyzwolenie?

    • Kula Lis 62 pisze:

      Tadeuszu, powszechnie wiadomo,że żydokomuchy z NKWD/IW/UB…etc…nawet swoim nie wierzyły, przede wszystkim swoim, by mieć nad nimi całkowitą,całodobową kontrolę nad nimi więc podsyłano tzw. resortowe im żony z tzw.przydziału, by mieć nad nimi kontrolę. One donosiły, pisały raporty na swych mężów,z tego co w domu usłyszały. Przykładów aż nadto. Dotyczyło to także opozycjonistów, „wywrotowców”.

  23. Tadeusz pisze:

    Ten temat znam Lisie Kulo,Gomułka,Jasienica,Jaruzelski,to te najbardziej znane.
    przypadki.Ale mój wpis dotykał kwestii poważniejszej.Wczytaj sie weń dokładnie.Wiem,że tez nie znasz odpowiedzi.. to na tym etapie naszego zycia niemozliwe.Ale czasem z drobnych wskazówek,okruchów wydarzeń,coś można wywnioskować.Jeden człowiek nie jest w stanie tego załatwić,ale np.wysłanie sygnału-prośby o zbieranie takich obserwacji,informacji,może,choć nie musi przynieść jakieś wnioski.Oczywiście,nie mysle tu o cudzie uzdrowienia jakiejś siostry w masońskiej Francji.Pozdrawiam . T musi

  24. jacek pisze:

    kiedyś słuchałem jak Jaruzelski opowiadał swoje życie tuż po wybuchu wojny i o tym gdzie zakopywali wraz z zaufanymi ludźmi swoje skarby. Jakieś kryształy, porcelanę itp. Coś mi się nie zgadza z tą jego wersją, bo ludzie z taką pozycją świetnie zdawali sobie sprawę z ówczesnej sytuacji i byli przygotowani na taką ementualność nagłego opuszczenia swojego miejsca zamieszkania.

  25. Kula Lis 62 pisze:

    Żydowski rodowód nazwy „Solidarność”: ” W czasie karnawału Solidarności trwały burzliwe zebrania, zbiórki pieniędzy dla strajkujących w Gdańsku, jednym słowem rewolucja. Polacy ujawnili swoje najpiękniejsze cechy, na górze pleniła się zdrada i złodziejstwo, a obce wywiady prowadziły swoje gry…(..) Wszystkich urzekła nazwa Solidarność, choć była używana już wcześniej. Tak nazywała się przed wojną żydowska loża masońska w Gliwicach, a w pierwszych latach powojennych zrzeszenie wszystkich prywatnych i spółdzielczych żydowskich zakładów, na których czele stał Zygmunt Modzelewski, zasłużony komunista i ojciec Karola z KOR-u. Polacy nazwę przyjęli, ale solidarności nigdy jakoś nie potrafili się od Żydów nauczyć….”

    Lech Jęczmyk. Światło i dźwięk.

  26. Kula Lis 62 pisze:

    W uzupełnieniu mogę tylko dodać , że miałem przyjemność znać osobiście jedną osobę z rodziny Jaruzelskiego, była to nieżyjąca już pani o nazwisku Siemiradzka. Otóż ta pani na początku lat siedemdziesiątych, albo nawet z końcem lat sześćdziesiątych twierdziła, że osobiście znała młodego Jaruzelskiego , jeszcze przed wywózką na Syberię. Człowiek, który powrócił jako Jaruzelski do Polski w niczym w/g niej nie przypominał tamtego. Ponadto jak twierdziła zerwał wszelkie kontakty z rodziną.

  27. Zielinski pisze:

    czy Kiszczak nie był szkolony przez gestapo w ostatnich dniach wojny?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

201000