18102017Nowości:
   |    Rejestracja

Od Urbana do Rydzyka, czyli jak likwidowano Polski Naród


Zmiany jakościowe zachodzące w Waszyngtonie powodują „wstrząsy tektoniczne” na całym obszarze imperium.  W samych Stanach na światło dzienne zaczyna się przebijać ich autentyczny wizerunek, a nie jak dotąd wirtualna fikcja „najwspanialszego państwa świata”.   Paul Street, autor „The Empire’s New Clothes”[i], w swym najnowszym artykule zatytułowanym:   „Nagie Imperium”,[ii] wymienia szereg „osiągnięć” ostatnich dziesięcioleci.  Zacytuję tylko […]


Zmiany jakościowe zachodzące w Waszyngtonie powodują „wstrząsy tektoniczne” na całym obszarze imperium.  W samych Stanach na światło dzienne zaczyna się przebijać ich autentyczny wizerunek, a nie jak dotąd wirtualna fikcja „najwspanialszego państwa świata”.

 

Paul Street, autor „The Empire’s New Clothes”[i], w swym najnowszym artykule zatytułowanym:   „Nagie Imperium”,[ii] wymienia szereg „osiągnięć” ostatnich dziesięcioleci.  Zacytuję tylko kilka najważniejszych:

 

-jawnie plutokratyczny system wyborów i sprawowania rządów, charakterystyczny dla „oligarchii” a nie „demokracji”;

-militaryzacja polityki zagranicznej za pomocą ponad tysiąca baz wojennych na terytoriach stu „suwerennych” państw;

-budżet wojenny równy sumie militarnych wydatków wszystkich pozostałych państw świata

-rynek zatrudnienia, na którym 94% tworzonych miejsc pracy, to stanowiska tymczasowe, lub na cząstkę etatu;

-zależność co siódmego obywatele tego „najbogatszego państwa świata” od darowizn żywności (tzw. food stamps).

 

Powyżej zacytowane przykłady materialnych „osiągnięć” Ameryki stanowią tylko cząstkę prawdy.  Steve Turley[iii] opisuje jej kulturowe „sukcesy”:

 

Nasze galerie handlowe są wszędzie identyczne. Nie sprzedają towarów specyficznych dla regionu, ale produkty globalnych korporacji.  Podobnie jest z kinami, które obowiązkowo się  w nich znajdują.  Wszystkie oferują jedynie hollywoodzką produkcję.  I to właśnie jest globalizacja.

 

Steve nie wie zapewne, że wszystkie galerie handlowe w świecie są dokładnie takie same.  Nawet napisy i reklamy są w języku angielskim, tak że porównując obrazki tychże z najróżniejszych stron świata nie można się zorientować, gdzie one są położone.

 

No cóż, niegdysiejsze marzenie czerwonych kremlowskich Żydów, o światowej rewolucji, o tym by sprzedawać takie same walonki w domach towarowych od Moskwy do Lizbony, Los Angeles i Władywostoku, spełniło się dopiero teraz.  Urzeczywistnili  tą ideę  trockiści, oponenci stalinizmu, którzy dziś pod mianem „neokonserwatystów” niszczą świat, ze swej waszyngtońskiej centrali.  Przy czym nie walonki są tu istotne, czy zastępująca je dziś chińska tandeta, ale zachodnia pseudo-kultura, zabijająca dusze poszczególnych narodów.

 

Szczególnie dotkliwie dotyczy to Polski, której obywatele od czasów rozbiorów ze służalczym uwielbieniem akceptują „zachodnie wartości i kulturę”.  Gniot czy knot, nie ważne, byle był zachodni- to dewiza Polaków.  Ze swej strony Zachód w najmniejszym nawet stopniu nie akceptował wspaniałej polskiej kultury.  Ona dlań po prostu nie istniała.  Na szczęście jej depozytariuszem, był Naród pod zaborami, obywatele II RP i PRLu.

 

O ironio, PRL będący półkolonią sowieckiego imperium, potrafił zawojować kulturowo wszystkie jego narody.  Dziś, kiedy Rosja zaczyna się otrząsać również z kulturowej agresji Zachodu, przy okazji przywraca dawny blask polskiej kultury, mocno zakorzenionej w sowieckiej świadomości.  Jeśli uda się jej wyjść obronną ręką z konfrontacji globalizmu, to być może, choć w skromnym stopniu, stanie się ona również depozytariuszem polskiej kultury.

 

Współcześni obywatele terytorium pt. „III RP” zostali całkowicie pozbawieni swej rodzimej kultury.  Niepodzielnie króluje na nim zachodni kicz, lub polskojęzyczne twory na jego podobieństwo.  Fakt ten ma krytyczne znaczenie dla przyszłości tego terytorium i jego mieszkańców.  Urodzonych i „wykształconych” (wytresowanych)  w III RP obywateli, oprócz bezpośrednich związków w ramach rodzin, nie łączy nic, prócz terytorium Unii Europejskiej, do której przynależą.  Stąd też z łatwością przenoszą  się tam gdzie jest lepsza praca, lub przykładowo klimat, albo język który im bardziej odpowiada.

 

Zwykle, w takich przypadkach, gdy nie stanie już narodu, pozostaje ludziom tradycja i religia.  Jednakowoż rola jaką gra w III RP kościół katolicki jest co najmniej dwuznaczna.  Przykłady można mnożyć i pisałem o tym niejednokrotnie, ale przytoczę tu tylko wczorajszą mszę w parafii dużej krajowej metropolii.  Ojcowie Kapucyni, którzy ją prowadzą, mają zwyczaj podsumowywania roku ubiegłego, po zakończeniu noworocznej kolędy.   Według oficjalnych stwierdzeń z ambony, w ostatnich kilku latach liczebność parafii zmniejszyła się z 22 do 17 tysięcy osób.  Według referującego to księdza ponad jedna trzecia odwiedzanych mieszkań  stoi pusta, gdyż (cytuję z pamięci): „mieszkańcy albo odeszli, albo wyemigrowali”.  Poza tym, na sto chrztów w 2016 roku, odbyło się 200 pogrzebów.  Ta szokująca statystyka współgra z ogólną krajową rzeczywistością, bo o propagandzie szerzonej przez okupanta, a zwanej „statystyką”, nie warto nawet wspominać.

 

Jak zwykle w każdą niedzielę, duszpasterz, nie zapomniał o reklamie „prasy katolickiej”.  W tym wypadku był to lokalny miesięcznik „W drodze”[iv],  który zachęcał artykułem na aktualny temat mieszanych małżeństw katolicko – muzułmańskich.    Temat istotny, ale powinien być skwitowany, podobnie jak po stronie muzułmańskiej, krótkim stwierdzeniem z ambony, że takowe „śluby” nie istnieją.  Sam fakt wdawania się w dywagacje świadczy jasno, że sponsorom i autorom tego „artykułu” zależy tylko na jednym; a mianowicie  poprzez talmudycznie pokrętną argumentację, dać „moralną dyspensę” tym polskim kobietom, które jeszcze mają jakieś hamulce w zdziczałej pogoni za „egzotycznym” multi-kulti.

 

Ten powyższy przypadek, jak i multum innych, pokazuje wyraźnie że hierarchia kościelna działa na szkodę społeczeństwa.  Szkodzenie innym, nie należy do promowanych wartości Chrześcijan, a jeśli na dodatek dokonują tego ci, którzy się mienią być apostołami Chrystusa, wzbudzać to musi najwyższe zaniepokojenie.

 

Dziwi też zaślepienie szeregowych duszpasterzy, którzy wyszli przecież z polskich rodzin i w przeciwieństwie do hierarchów, nie mają zabezpieczonego bytu materialnego przez swych mocodawców, ale żyją z datek wiernych.  A przecież nie potrzeba być prorokiem, by przewidzieć, że przy utrzymaniu obecnych katastrofalnych trendów ( nota bene lawinowo narastających) , które sami konstatują i przedstawiają, za pięć czy dziesięć lat nie starczy wiernych do ich utrzymania.  Czyżby liczyli na datki od polskich prostytutek związanych z muzułmanami?  A może na wsparcie coraz liczniejszych w naszym kraju  Banderowców?

 

Jedno natomiast nie budzi wątpliwości, dzięki „żelaznemu” sojuszowi „ponad podziałami” od Urbana do Rydzyka, Naród Polski pozbawiony był szans na przetrwanie.

 

 

 

[i] https://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/1594518459/counterpunchmaga

[ii] http://www.counterpunch.org/2017/01/27/the-empire-has-no-clothes/

[iii] http://katehon.com/article/future-christianity-promising

[iv] https://www.wdrodze.pl/

Napisane przez:


Unikajacy stereotypów myslowych analityk spraw politycznych i gospodarczych Polski i swiata

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 2 dla artykułu "Od Urbana do Rydzyka, czyli jak likwidowano Polski Naród"

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

299127