Bez kategorii
Like

Zrównoważony rozwój – czy przyroda sama sobie nie poradzi?

23/04/2018
1561 Wyświetlenia
10 Komentarze
10 minut czytania
Zrównoważony rozwój – czy przyroda sama sobie nie poradzi?

Od pewnego czasu karierę robi pojęcie zrównoważonego rozwoju.

0


 

Od pewnego czasu karierę robi pojęcie zrównoważonego rozwoju. W tej koncepcji chodzi głównie o to, żeby tak gospodarować zasobami naturalnymi, aby korzystać ze środowiska na tyle, aby nie umniejszać szans następnych pokoleń na zaspokojenie swoich potrzeb na poziomie co najmniej obecnym. Z tego powodu każe nam się wszystko oszczędzać, chronić przyrodę, straszy nas się, że poprzez spalanie węgla w wyniku efektu cieplarnianego tak się podniesie poziom mórz i oceanów, że woda zaleje lądy, a z drugiej strony grozi nam się niedoborem słodkiej wody. Oczywiście niedobór słodkiej wody dałoby się zażegnać odsalaniem na wielką skalę słonej wody, której jest pod dostatkiem, a wkrótce może być aż nadto, jeśli wizje zwolenników globalnego ocieplenia się ziszczą. Ekolodzy biją na alarm, że ten gatunek ginie, że tamten, że plastikowe odpady zagrażają faunie lądów i oceanów etc. Generalnie nadchodzi armagedon, oczywiście spowodowany ludzkimi rękami. Aż strach patrzeć przez okno. Oczywiście ideolodzy zrównoważonego rozwoju mają pewne pomysły na rozwiązanie problemu. Wciskają nam się na siłę, tak zwane, odnawialne źródła energii, które w ostatecznym rozrachunku mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, każą segregować śmieci, przez co bankrutują automatyczne sortownie śmieci i powstaje zastój w rozwoju technologii w tej dziedzinie. Zmuszają nas do stosowania świetlówek i LEDów, ograniczają moc odkurzaczy  itp. Nawet wymyślono jaką ilością wody możemy spłukiwać nasze toalety. Porządek musi być. Na tym nie koniec. Wymyślono, że ludzi na świecie jest za dużo i postanowiono zredukować populację. Jak wiemy z doniesień prasowych zaczęto go już wprowadzać w życie:

“Szczepienia przeciwko tężcowi to ukryta akcja programu kontroli urodzeń. Stosowana szczepionka powoduje bezpłodność – stwierdzili biskupi podczas plenarnego posiedzenia Konferencji Episkopatu Kenii. Hierarchowie zaznaczyli, że popierają akcje szczepień, prowadzoną często przez katolickie ośrodki zdrowia. Wyrazili jednak zaniepokojenie tajnością programu szczepionkowego, realizowanego przeciwko tężcowi. Biskupi otrzymali informacje na temat zawartości ampułek ze szczepionkami, które zostały zbadane przez różne laboratoria krajowe i zagraniczne.
Jak twierdzą biskupi udało im się uzyskać „wiele dowodów na to, że używana w Kenii szczepionka w okresie od marca do października 2014 r. była zatruta hormonem beta-HGG”. Substancja ta spowodowała u wielu kobiet bezpłodność i poronienia.
Biskupi apelują do mieszkańców Kenii, by nie poddawali się obecnym szczepieniom przeciw tężcowi, bo są „przekonani, że program ten realizuje w istocie program kontroli urodzeń”.”

Widać liderzy zrównoważonego rozwoju wzięli się z zapałem do pracy, a zapominają o postępie technologicznym. Jeśli zabraknie jednych zasobów, to ludzie nauczą się wykorzystywać inne. Przyszłym pokoleniom nic się nie stanie.
Moim zdaniem ludzi na świecie nie jest zbyt wielu, lecz są źle wykorzystywani, a ci co nawołują do ograniczenia populacji to ograniczanie powinni zacząć od siebie. Ludzie są zmuszani do walki o przetrwanie, źle lub wcale nie są edukowani. A gdyby te środki, które są przeznaczane na działaczy Agendy 21 i ich różne pomysły związane ze zrównoważonym rozwojem przeznaczyć na edukację i stworzenie potrzebnych ludzkości miejsc pracy, to okazałoby się, że ludzi jest zdecydowanie za mało. Skolonizowane by zostały dna mórz i oceanów i rozpoczęłaby się kolonizacja Księżyca i sąsiednich planet. Taką kolonizację opisałem kiedyś pobieżnie w swojej książce s-f “Inny wariant“.

Powróćmy do przyrody i zastanówmy się czy potrzebny jest jej projekt typu Agenda 21?
Ziemia, według oficjalnej nauki, istnieje już jakieś 4,5 miliarda lat. Życie na Ziemi szacowane jest, według niektórych, na co najmniej 4 miliardy lat.  Ludzkość istnieje około 300 tysięcy lat, a cywilizacja może 12 tysięcy. Przez te cztery miliardy lat życie ziemskie przetrwało niejedno: uderzenia meteorytów, zmiany biegunów magnetycznych, trzęsienia ziemi, gigantyczne powodzie, epoki lodowcowe, wybuchy wulkanów itp. I dalej jest, nic mu się nie stało. Mało tego, wygląda jakby jakaś inteligencja kierowała ewolucją organizmów ziemskich. Zdaje się, że ewolucja zachodzi celowo, a nie przypadkowo. Weźmy pod lupę ten nieszczęsny plastik. Jak się domyślam, we wcześniejszej  historii Ziemi nie było okresu w którym rosłyby drzewa plastikowe, lub istniały cywilizacje, które produkowały plastik i dzięki manipulacjom genetycznym stworzyłyby organizmy zdolne trawić plastik. Więc logicznym jest, że w zapisie genetycznym DNA organizmów ziemskich nie powinno być fragmentów dotyczących trawienia plastików. A tu proszę, “Gazeta Wyborcza” donosi:

“Bakteria, nazwana przez odkrywców Ideonella sakaiensis, jest w stanie całkowicie rozłożyć poli(tereftalan etylenu), potocznie zwany PET. Wykonuje się z niego m.in. butelki do napojów. Nowo odkryty gatunek bakterii wykorzystuje to tworzywo sztuczne jako jedyne źródło węgla – donoszą badacze w najnowszym “Science”.”

Ta sama gazeta donosi również o gąsienicach:

“Badacze włożyli około setki gąsienic barciaka większego do plastikowej torby z brytyjskiego supermarketu. Już po 40 minutach pojawiły się w niej dziury. Po 12 godzinach ważąca kilka gramów torba straciła 92 miligramy plastiku.”

Skoro we wcześniejszej historii naszej planety nie było plastiku, to jak to się stało, że gąsienice i bakterie radzą sobie z tymi materiałami? Musiała nastąpić jakaś celowa mutacja. Jeślibyśmy oparli się na przypadku, to i za milion lat nie powstałaby gąsienica mogąca trawić plastik. Czyli widać, że Matka Ziemia sama sobie radzi bez pomocy orędowników zrównoważonego rozwoju.
W tym przekonaniu utwierdza mnie dzisiejsza wizyta na działce rolnej w Wieliczce, którą odziedziczyłem po ojcu i jestem jej współwłaścicielem w 1/33. Niektóre zdjęcia z działki umieściłem na samym początku artykułu. Działka znajduje się w Wieliczce w terenie zurbanizowanym. To nie są dzikie pola, co pokazuje zdjęcie poniżej.

 Działka jest wąska i długa, więc na jakiś szczególny rozwój flory i fauny nie liczyłem. Nikt nią się nie zajmował od kilkunastu lat. Wcześniej było tam uprawiane zboże. Sąsiedzi mieszkający w pobliżu poinformowali mnie, że zachodzą na nią sarny i lisy. Gdy wszedłem na działkę, po paru krokach spod krzaka wyfrunął bażant. Nie zdążyłem go sfotografować, bo za szybko uciekł. Znalazłem tam wiele mrowisk, najróżniejsze gatunki drzew i krzewów, od iglastych do liściastych, leśnych i owocowych. I to jest prawdziwy las naturalny, nie to co Puszcza Białowieska, która jest dużej części monokulturą świerkową toczoną przez kornika drukarza. Na mojej działce taki szkodnik jest bez szans dzięki bioróżnorodności. Problem Puszczy Białowieskiej jest taki, że wzięli ją pod lupę ekolodzy. Moją działką nikt się nie zajmował i powstał tam nieoczekiwanie rezerwat dzikiej przyrody. Dziś, patrząc na moją działkę po raz kolejny potwierdziłem swoje przekonanie, że teorie spiskowe, które tak uwielbiam, nie są takimi bzdurami na jakie z pozoru wyglądają. Te wszystkie zrównoważone rozwoje, to mity stworzone na potrzeby jakiejś grupy ludzi dążącej do podporządkowania sobie całej ludzkości i wszystkich bogactw Ziemi, żeby tresować plebs i nie pozwolić mu zdrowym rozumem ogarniać świat. Jakiekolwiek nasze działania Ziemi  nie zaszkodzą, a życie przetrwa najgorsze kataklizmy, jakie jesteśmy w stanie sprawić naszymi rękami.

Inne zapisy autora:

0

Jack Mac Lase
Jack Mac Lase http://innywaiant.weebly.com

75 publikacje
1 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816