Artykuły redakcyjne
Like

Zdrajca Wałęsa

24/09/2013
1518 Wyświetlenia
35 Komentarze
8 minut czytania
Zdrajca Wałęsa

W momencie wejścia do kin filmu gloryfikującego go jako niemal niepokalanego ojca Solidarności, demiurga przemian w Polsce i wybitnego patriotę szczytującego słynnym wystąpieniem przed Kongresem USA, które rozpoczynał słowami „My, Naród” Lech Wałęsa wyznaje miłość swojej nowej ojczyźnie, tej lepszej, bo pod lepszym butem – okutym:

„Tak daleko doszliśmy w ramach technicznej modernizacji, że już nie mieścimy się w naszych krajach. Musimy rozszerzyć ekonomiczne, obronne i różne inne struktury, stworzyć z Polski i Niemiec jedno państwo: Europa”.

Niestety nie wiem kto mu pisał amerykańskie przemówienie, ale wiem kto mu mógł napisać te słowa i na czyją cześć (co wynika wprost z nazajutrz po wyborach) – Erica Steinbach.

W związku z powyższym, że w tytule tego felietonu postawiłem Lechowi Bolkowi zarzut eliminujący go z polskiej społeczności i wykluczający z grupy osób honorowych pozwólcie że przypomnę temu biedaczkowi czym jest Polski Interes Narodowy słowami posługując się pewnym wywiadem sprzed 9 lat, gdy będąc jeszcze medialnym cielemele miałem okazję poruszyć ten temat na łamach znanego tygodnika. Przyznam, że nie przeszło mi wtedy łeb, pomimo całej rezerwy jaką już wtedy miałem do tego elektryka skaczącego motorówką przez płot, żeby wśród antybohaterów walczących z własną ojczyzną wymienić Wałęsę. O święta naiwności…

0


Zaraz po tym gdy daliśmy się wkręcić w UE red. Artur Adamski, który zauważył moją działalność społeczną, prowadząc ze mną wywiad dla OPCJI NA PRAWO  zadał pytanie: „czy to prawda, że Polski Interes Narodowy jest trudny do zdefiniowania?” – chodziło wtedy o jakąś głośną w mediach wypowiedź Magdaleny Środy. Odpowiedziałem mu wtedy tak :

Oczywiście, jest szereg pojęć leksykalnych, które trudno zdefiniować jednym zdaniem, ale przecież każdy wie, o co chodzi. W tej grupie mieszczą się zwłaszcza pojęcia fundamentalne, takie jak: miłość, patriotyzm, prawda, ojczyzna, naród, życie, ale także i śmierć, ból, zdrada, zło, strach. „Polski interes narodowy” jednak takim pojęciem nie jest. Paniom: Środzie, Szczuce, Koffcie czy też Paradowskiej – wybitnym przedstawicielkom salonów „Gazety Wyborczej” (czytaj: dogmatyczkom i specjalistkom od sączenia nihilizmu, relatywizmu i nowomowy) wyjaśniam: polski interes narodowy to inaczej Polska Racja Stanu – a więc zbiór działań sprzyjających rozwojowi Polaków. Szczególne znaczenie ma to pojęcie teraz, gdy bez wystarczającego przygotowania znaleźliśmy się w dziwnej, bo nieprzewidywalnej wspólnocie państw. Kiedy słabną granice państwa, gdy lekką ręką pozbywamy się suwerenności decyzji dotyczących jego rozwoju – najważniejszą dla Polaków sprawą staje się właśnie interes narodowy. Chcę przez to wyraźnie powiedzieć, że jeżeli chcemy przetrwać i zachować godność, to nie możemy już więcej dać się manipulować lewakom, postkomunistom czy innym „umoczeńcom” (jak ich trafnie nazwał Waldemar Łysiak), dla których właśnie polski interes narodowy jest trudny do zdefiniowania – w przeciwieństwie do interesu własnego. Osłabienie państwa polskiego nie było w żadnym stopniu w interesie narodu, ale było na pewno w interesie grup i grupek „trzymających władzę”. Te same powody zresztą były źródłem gmatwania prawa, zagrabiania mediów, kpin ze sprawiedliwości czy zbyt wysokiej reglamentacji administracyjnej. W mętnej wodzie nie tylko łatwiej łapać pstrągi, ale i dna nie widać. 

 

Pogłębiając temat, dopytywany o zagrożenia dodałem:

 

Niewątpliwie teraz, po dokonaniu się swoistego Anschlussu państwowego, największym zagrożeniem staje się groźba Anschlussu kulturowego, gospodarczego (własności i majątku Polaków) oraz mentalnego (wartości, religii, etosów). Obawiamy się dwóch tendencji: agresywnej indoktrynacji przez narody lepiej zorganizowane, których utrwaloną strategią jest powiększanie swoich wpływów kosztem innych narodów (oczywiście, środkami dostosowanymi do danych realiów) oraz tworzenia europejskiego odpowiednika homo sovieticusa, czyli „homo euroticusa”. Czyli człowieka, który nie będzie się utożsamiał z żadną kulturą, będzie bez korzeni, a jego poglądy na większość zagadnień będą „tak samo europejskie”, i to bez względu na to, czy będzie mieszkańcem Warszawy, Brukseli czy Madrytu. Piłsudski mówił: Różność jest wartością. Gdy wszyscy się zgadzają i niczym nie różnią – to po co demokracja, przecież zamiast wielu ludzi wystarczy głos jednego człowieka. Indii przed Anglikami nie ochroniły zamki, twierdze, strażnice… Ich twierdzą była ich kultura. 
Polacy są narodem wyróżniającym się szacunkiem dla innych narodów. Po tysiącu lat naszej państwowości wciąż jesteśmy tam, gdzie żył Mieszko. Proszę natomiast spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów – zaczynali za Łabą, a są za Odrą. Byli już nawet nad Wartą. Rosjanie też byli kiedyś bardzo daleko od Kamczatki i Kaukazu. I nie mówię tu o zasięgu państwa, ale narodu. Polacy z Litwinami tworzyli jedno państwo, ale wzajemnie szanowali swoje wartości narodowe. Największa polska epopeja narodowa zaczyna się od słów: Litwo, ojczyzno moja – czego wiele narodów europejskich nie potrafi zrozumieć. Za czasów I Rzeczypospolitej na Ukrainie też rządzili swoi „Rusini” (np.: przesławny Jarema Wiśniowiecki), kultywujący rodzimą religię i kulturę. Proszę mnie źle nie zrozumieć – to, co mówię, to nie szowinizm, ale świadomość zagrożeń i wielka chęć obrony tej naszej polskiej odrębności. Kiedyś jeden z nas zapytał śp. księdza Bernarda Sychtę – dlaczego tak walczy o dorobek kultury kaszubskiej i kociewskiej, zamiast, np. w imię polskiej wspólnoty narodowej, polonizować ten trudny język. Ksiądz Sychta odpowiedział: 
W języku polskim są tylko dwa pojęcia opisujące pewnego nakrapianego chrząszcza: „boża krówka” i „biedronka”. Natomiast język kaszubski ma tych określeń 17. To razem 19. Gdy zapomnimy, że język polski tworzy też język kaszubski, to zostaną nam tylko te dwa pojęcia. A więc większość przepadnie. Nie możemy sobie na to pozwolić. My, Polacy, też nie możemy sobie pozwolić, by zapomnieć o naszej odrębności. Musimy ją chronić przed wpływowymi głupcami i tymi, co uważają się za na tyle silnych, że są zdolni, by tego „Anschlussu” kulturowego i mentalnego dokonać. 

 

Jak widać ja się nie zmieniłem, dlaczego jednak aż tak zmienił się Lech Wałęsa? Nawet zmieszana przeze mnie z pyłem Środa miała jedynie watpliwości – tak delikatnie to można dziś określić – natomiast Lech Wałęsa wątpliwości nie ma, on Twierdzi i jednoznacznie odwraca się do Polski plecami, kładąc na szali cały swój miedzynarodowy etos i napompowane szczątki krajowego autorytetu.

 

 

Czy to tak własnie wygląda ten proces? Czy to tak właśnie zostaje się zdrajcą? Jakaż to niebywała okazja być świadkiem oddania wspólczesnego hołdu lennego przez człowieka, który miał legitymację reprezentowania całego naszego Narodu, był Głową Państwa Polskiego i niewątpliwie dla wielu pozostał Ikoną. – Polska? Walesa – odpowiadali Finowie gdy mieszkałem w Jyväskyli, podobnie Chorwaci z którymi rozmawiałem kiedy indziej, czy Syryjczycy spotkani we Włoszech. Wspominam o tym po to by oddać wagę wypowiedzianych słów akurat przez tego człowieka. Czy tak stracił rozum, tak zechciał zabłysnąć, czy może aż tak się sprzedał?

 

 

To ciekawa zagadka psychologiczna, badanie której na wojnie kończy się pod murem.

 

 

Nie potrafię zrozumieć…

 

 

A może jednak się mylę i Wałęsa nie zmienił się wcale?

 

 

Może tylko obudzono „śpiocha”?

 

 

Jeśli tak to szykują się wielkie zmiany.

 

 

ŁŁ

0

Tomasz Parol

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

502 publikacje
2249 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758